Miłosierdzie

(192 - kwiecień 2013)

Anioł

świadectwo

Odczuwa się, że praca i leczenie jest pasją, zamiłowaniem, służbą

Na naszej drodze Bóg stawia Aniołów – zwykłych, choć niezwykłych ludzi , którzy wypełniają nasze życie. Nazywam ich aniołami, bo ich miłość, radość życia, pokój, dobroć i miłosierdzie są tak wielkie, że aż niepojęte. My mamy blisko nas takiego Anioła od czterech lat. Anioł i jego postawa zmienia nasze życie, jego czyny zdumiewają nas jak i zawstydzają, nigdy nie będziemy potrafili okazać naszej wdzięczność, może najprościej będzie gdy nauczymy się od Niego tej doskonałości i zaczniemy promieniować nią na innych.

Gdyby nasz Anioł stanął w tłumie, pewnie by się nie wyróżniał. Chociaż… on jednak jest inny – zawsze jest spokojny, uśmiechnięty, elegancko ubrany, zrównoważony, porusza się z niesamowitym wdziękiem, czasami trochę zamyślony, ale czujnie obserwuje co dzieje się dookoła. 

Jest nim dojrzała, piękna kobieta. Piękno wymalowane ma swoją dobrocią na twarzy, jest lekarzem pediatrą. Jak mówi sama o sobie, jest człowiekiem tej starej daty. Przeszła trudny czas wojny, matka zmarła przy jej porodzie, wychowywała ją babcia. Życie nie oszczędziło jej cierpień. Szczęśliwie wyszła za mąż i ma dwóch synów. Kilka lat temu zmarł jej mąż, którego bardzo kochała – widzimy, jak trudny jest dla niej czas okolic jego imienin czy daty śmierci. Zawsze z wielką troską i miłością opowiada o swoich wnukach. 

Chciałabym napisać o wielkim miłosierdziu naszej Pani Doktor w pracy, jaką wykonuje – bo te jej działania są nam najbliższe. Zawsze pełna cierpliwości, spokoju, choć w okresie zachorowań kolejka pacjentów bywa długa. Wszystkie dzieci wita po imieniu i z uśmiechem, ma dla nich czas, nigdy się nie spieszy. Nawet gdy dziecię krzyczy wniebogłosy, mówi spokojnym tonem. Mówi do dziecka, nie w powietrze, nawiązuje z nim kontakt. Wysłuchuje rodziców, bo jak mówi oni wszystko wiedzą najlepiej o swoim dziecku, są z nim codziennie. Gdy jest nagła potrzeba, zawsze przyjedzie do gabinetu, potrafi przerwać wizytę imieninową i przyjechać, gdy sytuacja tego wymaga. 

Daje rodzicom poczucie bezpieczeństwa i konkretną wiedzę , wiemy co dzieje się z dzieckiem i dlaczego. Widzimy troskę na twarzy, gdy dziecko jest w złym stanie i ogromną radość, gdy wraca do zdrowia. Wówczas Pani Doktor tuli nasze pociechy do swojego serca i mówi: „jest lepiej, jak dobrze, że jest lepiej”. A my widzimy w tym autentyczność i troskę. 

Choć jest lekarzem na emeryturze, cały czas bierze udział w konferencjach, spotkaniach lekarzy, na biurku leżą najnowsze egzemplarze czasopism medycznych. Praca obecna jest praktyką prywatną, ale cena za wizytę jest u niej znacznie niższa niż w innych gabinetach lekarskich. Wizyta nie trwa standardowych 15 minut, a jest znacznie dłuższa. Odczuwa się, że praca i leczenie jest pasją, zamiłowaniem, służbą. Tak właśnie leczy, niby nic, a jednak zachwyca. 

Nasz syn był chory (jedna z pierwszych wizyt), miał biegunkę i był bardzo słaby. Następnego dnia rano mieliśmy telefon z pytaniem, jak czuje się syn, czy jest lepiej. Gdy leżałam w szpitalu, a młodszy syn zachorował, mąż poszedł do Pani Doktor, był to 1 maja. Trzeba było wykupić leki w aptece, Pani Doktor zatroszczyła się i o to: „Przecież jest pan sam z dzieckiem, apteki pozamykane” – i zawiozła do apteki dyżurnej swoim samochodem naszego nastoletniego syna. Trzeba przecież pomóc samotnemu ojcu – na nic tłumaczenia, że ktoś ze znajomych może nam pomóc. 

Podobna sytuacja – dwójka chorych małych dzieci, wysoka gorączka, podejrzenie o zapalenie płuc, tata do nocy w pracy, trzeba jechać do szpitala i zrobić zdjęcie RTG. Znów Pani Doktor gotowa z pomocą, chce poprzestawiać wszystkie wizyty, żeby zawieźć do szpitala, bo przecież samochód stoi pod gabinetem. 

Wieczorem wychwalamy Boga, że Anioł jest tak blisko nas. Prawdziwy Anioł choć skrzydeł nie widać, ale widać jasność i czuć ciepło, które nas przenika. Ten Anioł tak bardzo przypomina mi innego lekarza już ogłoszonego świętym – Joannę Berettę Molla. Tak ją sobie właśnie wyobrażam.

Jola