Praca nad sobą

(176 - styczeń 2011)

Asceza dzisiaj

ks. Wojciech Nowacki

Umiejętność rezygnacji z tego, co nie jest szkodliwe, lecz po prostu niekonieczne, sprzyja kształtowaniu pewnej „sprawności woli” w dążeniu do wartości wyższych i umiejętności dokonywania odpowiedzialnych wyborów

Asceza to słowo, które w naszych czasach brzmi zupełnie obco, wydaje się zupełnie z innej epoki. Jest albo zupełnie niezrozumiałe, albo wywołuje uśmiech politowania i trąci przysłowiowym „moherem”. Wielu osobom może kojarzyć się z „mrocznym średniowieczem”, czyli czasami w których ludzie podobno znęcali się nad sobą, stosując wymyślne praktyki samoudręczenia poprzez biczowanie się, noszenie włosiennicy, głodzenie się, życie w nędzy, itp.

W rzeczywistości pojęcie asceza pochodzi z języka greckiego i oznacza "ćwiczenie, kształtowanie, wysiłek duchowy lub fizyczny podejmowany w celu osiągnięcia doskonałości moralnej, zjednoczenia z Bogiem i osiągnięcia zbawienia poprzez opanowywanie namiętności, samozaparcie, ograniczanie potrzeb życiowych, wyrzekanie się przyjemności i rezygnację z wygód" (Encyklopedia Katolicka, T.1, s. 978).

Różnego rodzaju praktyki ascetyczne były i są szeroko rozpowszechnione nie tylko w chrześcijaństwie, lecz także w innych systemach religijnych i filozoficznych. Tym, co łączy rozmaite formy i modele ascezy jest ukierunkowanie na doskonałość moralną i duchową. W niektórych praktykach ascetycznych można dopatrywać się negatywnego stosunku do ciała i związanych z nim przyjemności. Jednak taki wymiar ascezy jest zasadniczo obcy duchowi chrześcijańskiemu, który człowieka pojmuje całościowo, jako jedność duchowo-cielesną.

W starotestamentalnej historii Izraela spotykamy się z ascezą w formie surowych praktyk postnych. Wyrażały się one w radykalnym ograniczeniu jedzenia i picia (por. Jon 3, 6-8), „oszpeceniu” wyglądu zewnętrznego przez posypywanie głowy śmieciami, rozczochrane włosy i ponurą minę; używaniu okrycia z worka zamiast wygodnego ubrania, a zamiast wygodnego łóżka, spaniu na popiele. Często taka asceza łączyła się zachowaniem wstrzemięźliwości seksualnej czyli rezygnacji z przyjemności współżycia.

Wszystkie te praktyki miały być zewnętrznym wyrazem wewnętrznego nawrócenia, żalu za popełnione zło, a przede wszystkim radykalnego zwrócenia się ku Bogu i uznania Jego absolutnego pierwszeństwa w życiu. Praktyki te miały przypomnieć człowiekowi, że to sam Bóg jest ostatecznym źródłem jego szczęścia. Starotestamentalni prorocy piętnowali równocześnie brak szczerości i duchowej głębi zewnętrznych praktyk ascetycznych. Pozbawione autentycznego odniesienia do Boga traciły one sens i stawały się żałosnym objawem religijnej „gry pozorów” (por. Iz 58, 5nn).

Krytyczny stosunek do nadmiernie sformalizowanych praktyk ascetycznych Izraela można dostrzec w postawie i nauczaniu Jezusa (Mk 2, 18n). Jednak autorzy nowotestamentalni podkreślają, że naśladowanie Jezusa wymaga od Jego uczniów radykalnego wyrzeczenia się rzeczy powszechnie cenionych – dobrobytu materialnego, życia rodzinnego, realizacji własnych pomysłów na życie (por. Mk 10,28nn). Doskonałość, do jakiej wzywa swoich uczniów Jezus, również wymaga wysiłku i odwagi rezygnacji z tego, co łatwe i przyjemne, o ile stanowi przeszkodę w dążenia do wspólnot z Bogiem (Mt 7, 14: Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują).

Wspólnota chrześcijańska od początku wysoko ceniła sobie ideał życia według rad ewangelicznych – czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Pamiętać należy, że nie jest to ideał zarezerwowany dla nielicznych wybranych, np. dla członków wspólnot zakonnych, lecz odnosi się do on do radykalizmu ewangelicznego, do którego zaproszeni są wszyscy chrześcijanie, każdy zgodnie z osobistym powołaniem i stanem życia. Przez wieki praktyka ascezy chrześcijańskiej wskazywała na prymat wartości duchowych nad pogonią za materialnym dobrobytem czy niepohamowanym dążeniem do realizowania własnych ambicji, a szczególnie rządzy władzy. Świadectwo takich ludzi jak św. Franciszek z Asyżu, czy św. Brat Albert i wielu innych, pozostaje wciąż aktualną inspiracją dla poszukujących prawdziwej miary wielkości swego człowieczeństwa.

Jestem przekonany, że w naszych czasach potrzebujemy prawdziwej ascezy chrześcijańskiej, i to nie mniej lecz bardziej niż w minionych epokach. Jej właściwe zrozumienie i pojmowanie możliwe jest przede wszystkim na gruncie zmagania o wolność. Nie chodzi oczywiście o swawolę, czyli dążenie do natychmiastowej realizacji własnych zachcianek, bez liczenia się z ich konsekwencjami dla siebie i dla innych. Taka wolność byłaby jedynie żałosną karykaturą wolności prawdziwej, która nie może istnieć bez odpowiedzialności i podejmowania wysiłku.

Pewien rodzaj ascezy, czyli duchowego ćwiczenia, konieczny jest dla osiągnięcia panowania nad sobą i przeciwstawiania się przymusowi natychmiastowego realizowania swoich zachcianek i kaprysów. Umiejętność rezygnacji nawet z tego, co nie jest szkodliwe, lecz po prostu niekonieczne, sprzyja kształtowaniu pewnej „sprawności woli” w dążeniu do wartości wyższych i umiejętności dokonywania odpowiedzialnych wyborów. Tak rozumiana asceza wiąże się ściśle ze zdolnością budowania hierarchii wartości, czyli rozumnej oceny tego, co ważne i tego co mniej istotne, tego co dobre i tego co lepsze. Asceza pozostaje konieczna, aby wartości duchowe miały pierwszeństwo nad materialnymi; aby w zaufaniu wiary dawać pierwszeństwu Boga we własnym życiu. Chrześcijańska asceza to w rzeczywistości rozumne dążenie do „większego szczęścia”, do radości trwałej i większej niż wszystko, co może dać ten świat.

Asceza prowadzi do wolności w dysponowaniu sobą, aby być dla innych. Prawdziwa miłość bliźniego wiąże się bowiem z ryzykiem „tracenia” czasu, sił, pieniędzy. Każdy, kto poświęca się dla innych ryzykuje, że będzie miał mniej siebie dla siebie. Jednak paradoksalnie właśnie to zużywanie się dla innych jest źródłem największego szczęścia i najtrwalszego duchowego bogactwa.

Jak jednak przełożyć „archaiczną” ascezę na język współczesności i normalnego życia codziennego? Wielu ludzi kojarzy ascezę z nadzwyczajnymi umartwieniami, jak np. systematyczny post o chlebie i wodzie, całkowita abstynencja, rezygnacja z zabawy, oddawanie dziesięciny ze wszystkich dochodów, a nie każdy czuje się na siłach do podjęcia tak radykalnych kroków. Ostatecznie możemy zgodzić się na pewne wyrzeczenia okresowe, jak np. rezygnacja z pokarmów mięsnych w piątki, rezygnacja z palenia papierosów i picia alkoholu w okresie Adwentu i Wielkiego Postu (niektórzy także w sierpniu), ale poza tym często nie widzimy miejsca ani potrzeby ascezy w naszym życiu.

Tym czasem chrześcijańska asceza – praktyka wolności dzieci Bożych – może i powinna dotyczyć spraw codziennych. W prawdziwej ascezie chodzi o pewną, ewangeliczną prostotę życia, która zdolna jest oprzeć się dyktatowi mentalności konsumpcyjnej. Potrzebujemy ascezy, aby przeciwstawić się naciskowi handlowych promocji, zachować umiar i zdrowy rozsądek podczas zakupów. Staje się to tym bardziej konieczne, gdy zakupy przybierają formę rozładowania stresu, poprawiania nastroju, aż po rodzaj zniewolenia – nałogu.

Warto pamiętać, że to właśnie w dziedzinie handlu jesteśmy poddawani subtelnemu i bardzo wyrafinowanemu naciskowi psychotechnik, których celem jest stymulowanie naszych potrzeb i chęci. Nieraz dochodzi do tego, że bezwiednie kupujemy jakiś produkt, ponieważ wmówiono nam, że to jest modne, więc musimy to mieć, bo inaczej będziemy niemodni, itp.

Wobec nachalności i wszechobecności reklam warto przypomnieć sobie słowo Boże z Księgi Proroka Izajasza: Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci? Słuchajcie Mnie, a jeść będziecie przysmaki i dusza wasza zakosztuje tłustych potraw (Iz 55,2).

Oczywiście zakupy to nie jedyna, ani nawet nie najważniejsza dziedzina zmagania się o wolność, a co za tym idzie, praktykowania ascezy. Możemy wskazać na tak częste, nadmierne przywiązanie do telewizji, internetu, gier komputerowych. Dla wielu dzieci czy młodych zakaz korzystania z komputera jest jedną z najbardziej dotkliwych kar, stosowanych przez rodziców. Także wielu dorosłym łatwiej przychodzi okresowe zrezygnowanie z alkoholu, czy z jedzenia mięsa w piątek niż z obejrzenia kolejnego odcinka ulubionego serialu, w którym karmieni jesteśmy „wirtualną” namiastką życia, pod dyktando politycznych poprawności.

W niektórych środowiskach młodzieżowych funkcjonuje swoisty przymus posiadania markowych ciuchów i innych gadżetów. Jest on tak silny i zniewalający, że wielu młodych gotowych jest posunąć się do kradzieży czy do prostytucji (por. film dokumentalny „Galerianki”) dla zdobycia w zamian upragnionych rzeczy.

Chrześcijańska asceza opiera się na całościowej wizji człowieka, uwzględniając jego powołanie do szczęścia we wspólnocie z Bogiem i z braćmi w Bogu. Dlatego post chrześcijanina jest czymś radykalnie innych niż dieta kogoś zatroskanego jedynie o szczupłą sylwetkę. Rezygnacja z posiłku w ramach ascezy nie tylko może pozytywnie wpłynąć na organizm, lecz przede wszystkim budzi świadomość „głodu”, jakiego żadne jedzenie na świecie nie może nasycić – głodu samego Boga i Jego słowa. To właśnie zwrócenie się ku Bogu przez wyrzeczenie „podnosi temperaturę” modlitwy i staje się skutecznym narzędziem w walce duchowej (por. Mt 17,21). To właśnie dzięki ascezie, umiejętności mądrego wyboru i rezygnacji, człowiek staje się wrażliwy na słowo Boga, które jest prawdą i prowadzi do życia (por. J 14,6). Asceza uwalnia od przywiązania do rzeczy i spraw tego świata, i uzdalnia do głębszej relacji z Bogiem i większej wrażliwości na ludzi.

Taki wymiar ascezy jest dobrze znany osobom zaangażowanym w Krucjatę Wyzwolenia Człowieka. Rezygnacja z alkoholu podjęta jako odpowiedź na łaskę Bożą, w duchu ofiarnej miłości bliźniego, staję się cenną duchową pomocą ofiarowaną osobom uzależnionym.

Dobrze, że są wśród nas tacy „konserwatyści”, którzy, ożywieni przez Ducha Świętego, nie boją się praktykowania ascezy i stają się apostołami Chrystusowej wolności u progu trzeciego tysiąclecia.