Oaza II stopnia

(164 - kwiecień 2009)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Błogosławieństwo krzyżem (Rdz 48, 1-22)

Karol Madaj

Historię Jakubowego błogosławieństwa można odczytywać wyłącznie jako legendę etiologiczną, wyjaśniającą status pokoleń Efraima i Manasessa. Można także dostrzec w niej sens duchowy. Pójdźmy tą drugą drogą.

Gdy tylko Józef dowiedział się, że ojciec leży na łożu śmierci, wziął synów i wyruszył na spotkanie z nim (w. 1). Nie chodziło mu tylko o pożegnanie czy danie dzieciom ważnej życiowej lekcji o przemijaniu. Józef chciał otrzymać błogosławieństwo. Jakub nie tylko pobłogosławił Józefa, ale także adoptował Efraima i Manassesa, tym samym dodając niejako trzynaste pokolenie w Izraelu (w. 5). W ten sposób podwójna porcja błogosławieństwa przeszła z wyrodnego Rubena na Józefa. Zmianę pierworództwa dodatkowo wyjaśnia wzmianka o Racheli. Widok Józefa przypomniał mu tę, która według prawa była jego pierwszą żoną i której syn powinien być pierworodnym.

Jakub nie chciał powtórzyć błędu swojego ojca (27, 18-24) i zanim pobłogosławił Manassesa i Efraima, wcześniej upewnił się, czy to naprawdę oni (w. 8). Według jednego z midraszy Jakub stracił wzrok przez wytężone studia nad Torą. Abstrahując od zasadności tradycji, według której Jakub dysponował „przedpremierowym” egzemplarzem Tory, możemy się tu zastanowić, w jakich celach my zużywamy nasz wzrok i gdzie kierujemy nasze spojrzenia.

Józef pomógł ojcu i ustawił swoich synów tak, by zgodnie z rytuałem pierworodny otrzymał błogosławieństwo prawicą (w. 13). Jakub jednak zrobił rzecz zaskakującą: skrzyżował ręce i położył prawicę na głowie młodszego wnuka (w. 14). W ten sposób - nie po raz pierwszy na kartach Tory - młodszy syn wyprzedził starszego (4, 1-8; 27,1-45; 38, 27-30). Według rabinów Jakub zamienił ręce, gdyż miał wizję, że z Efraima wyjdzie przyszły wyzwoliciel Izraela - Jehoszua (Jozue). Dla starożytnych chrześcijańskich komentatorów skrzyżowane ręce ojca symbolizowały Krzyż Chrystusa, przez który starszy brat - Izrael - ustąpił pierwszeństwa młodszemu, czyli Kościołowi z pogan.

Błogosławiąc synów, Jakub pobłogosławił także ich ojca (w. 15). To w dużej mierze dzięki niemu urodzeni w Egipcie Efraim i Manasses, przed którymi otworem stała kariera na dworze faraona, nie wyrzekli się wiary ojców i byli godni tak wysokiego statusu wśród pokoleń Izraela. Treść błogosławieństwa Jakuba też jest pełna duchowych. Jakub na trzy sposoby określa w nim Boga (w. 15n). Pierwszy to Bóg, przed którym chodzili moi ojcowie (w. 15b). Jeden z rabinów, komentując ten werset, porównuje patriarchów do starszyzny idącej przed księciem, która wszystko stara się czynić na większą chwałę swojego Władcy. Następne widzimy Boga jako Dobrego Pasterza (w. 15c), którego Opatrzność zapewnia człowiekowi wszystko, czego ten potrzebuje (por. Ps 23).

W trzecim obrazie Bóg określony jest jako Anioł wybawiający od złego (w. 16). Chrześcijańska egzegeza widziała tu typ Chrystusa. To On jest tym, który wyzwala z grzechów (Mt 1,21). On był Aniołem, który prowadził Izraelitów przez pustynię (Wj 23,20 por. z 1Kor 10,4) i tylko On może być określany tytułem goel, czyli Odkupiciel. I to właśnie Jego Jakub prosi o błogosławieństwo dla chłopców.

Błogosławieństwo krzyżem nie wydało się jednak Józefowi właściwe. Chciał wrócić do poprawnego rytu (w. 18). Jakub jednak wiedział, co robi (w. 19). Efraim stał się praojcem wielkiego rodu (Lb 2,18-21), którego imieniem określano później wszystkie północne pokolenia Izraela. Tora uczy nas tu, że niektórzy ludzie potrzebują większego błogosławieństwa do skutecznego przeprowadzenia powierzonej im przez Boga misji.

Na koniec Jakub daje Józefowi najlepszą część Ziemi Obiecanej. Szechem oznacza dosłownie „ramię”, wybraną porcję uczty ofiarnej (1Sm 9,23n). Szechem to także Sychem, czyli pole, które Jakub nabył w Kannanie (33,19; J 4,5). Nie chodzi tu raczej o samo miasto Sychem, gdyż zdobyli je, potępiani za ten czyn, Symeon i Lewi (49, 5n). Jak więc wyjaśnić wspomniany w ojcowskiej mowie „miecz i łuk” (w. 22)? Zdaniem Rasziego chodzi tu o broń duchową. Miecz symbolizuje umysł skoncentrowany na Bogu, a łuk modlitwę, która dzięki napięciu woli celnie przenosi prośby do Najwyższego. Chrześcijanin także musi toczyć duchową walkę (Ef 6,12). W tym celu Bóg wyposażył go w bardzo potężny oręż (Ef 6,13-17)...