Bioetyka

(175 - listopad - grudzień 2010)

z cyklu "Perły liturgii"

Boże Narodzenie

Nina Majek

Chrześcijanie pierwszych wieków poza niedzielą i doroczną Paschą (Wielkanocą) nie obchodzili żadnych innych świąt. Po­jawienie się liturgicznego obchodu Narodzenia Chrystusa da­tuje się dopiero na IV wiek, o czym świadczy zapis w chronografie (kalendarzu) rzymskim z 354r wykonanym przez greckiego artystę Fu­riusa Dionizjusa Filokalusa. Święto to miało w swej genezie kilka przy­czyn. Pierwsza to powszechny w Cesarstwie Rzymskim i Grecji zwy­czaj obchodzenia tzw. „urodzin” władców i sławnych bohaterów. Dla­czego „tak zwanych” urodzin? Bo w przeciwieństwie do dzisiejszego rozumienia słowa „urodziny”, nie musiały one przypadać na prawdzi­wą rocznicę, ale na dzień o znaczeniu symbolicznym (dwadzieścia wie­ków temu nie było instytucji Urzędu Stanu Cywilnego, który zajmo­wałby się notowaniem dat i nadawaniem peseli).

Chrystus wzorem tradycji rzymskiej został obdarowany takimi wła­śnie urodzinami. Wyznaczono je na dzień 25 grudnia, ponieważ tego dnia poganie czcili narodziny Niezwyciężonego Słońca – „Natale Sol Invicti” (przesilenie zimowe). Święto to zostało wpisane do kalendarza rzymskiego przez cesarza Aureliusza w roku 275. Zyskało ono w ce­sarstwie wielką popularność, na której cesarzowi bardzo zależało, gdyż kult ten stawiał osobę cesarza na równi ze słońcem. Dlaczego także chrześcijanie wybrali właśnie ten dzień? Analogia z tekstem Ewangelii Św. Łukasza 1,78, gdzie Chrystus jest nazwany prawdzi­wym Słońcem Sprawiedliwości nasuwa się sama. W ten sposób „ochrzczono” pogańskie święto nadając mu chrześcijańską treść. Zbieżność dat była celowa, gdyż w ten sposób zachęcano chrześcijan do wyboru i uczestnictwa w liturgicznym, a nie pogańskim obrzędzie.

Drugą, a właściwie główną przyczyną pojawienia się tego święta, były ówczesne spory chrystologiczne. Nie brakowało bowiem w tych czasach heretyków, którzy negowali fakt, iż Chrystus był równocze­śnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. W polemice z nimi akcentowano pełną prawdę o osobie Chrystusa, czyli m. in. fakt ludzkiego narodzenia z Dziewicy. W związku z tym silne były rów­nież tendencje do dania temu faktowi miejsca w liturgii Kościoła.

Istnieje również inna hipoteza dotycząca daty narodzin Chrystusa tzw. obliczeniowa. Podstawą dla niej są dane zawarte w dziełach Hi­polita Rzymskiego „Statuta” i „De pascha computus” z III w. Oblicze­nia badaczy oparte są na synchronizacji podstawowych wydarzeń ży­cia i śmierci, tak charakterystycznych dla doskonałych ludzi. Według tej hipotezy życie Chrystusa zostało ujęte w ramy dwóch świąt pas­chalnych. Chrystus nie tylko umarł w dzień Paschy (wyliczony według dzieł Hipolita na 25 marca), ale także Jego życie rozpoczęło się w dniu Paschy, a więc 25 marca. Takie ujęcie także prowadziło do daty 25 grudnia jako dnia narodzin Słońca Sprawiedliwości.

Święto Narodzenia Pańskiego powstałe na Zachodzie najprawdo­podobniej napotkało na Wschodzie swój starszy odpowiednik - uro­czystość Epifanii, czyli Objawienia się Boga. Tam już od połowy II w. „ochrzczono” kult Niezwyciężonego Słońca. Ostatecznie Wschód i Za­chód chrześcijaństwa przyjęły obydwa święta: 25 grudnia czcząc naro­dzenie Jezusa w ludzkim ciele, a 6 stycznia – objawienie się Nowona­rodzonego poganom.

W dzisiejszych czasach wydawać się może, że przykładem takiego „ochrzczenia” święta świeckiego jest obchodzenie uroczystości maryj­nej w Nowy Rok, czyli 1 stycznia. I tu akurat bardzo się mylimy, bo uroczystość Bożej Rodzicielki Maryi istniała już wówczas, gdy nikt z lu­dzi o dzisiejszej formie kalendarza nawet nie myślał, ale to temat na osobne rozważanie.

Czy jako chrześcijanie powinniśmy się oburzać słysząc taką genezą świąt Narodzenia Chrystusa i Objawienia Pańskiego? Bynajmniej. Ważniejsza jest bowiem dla nas treść tych obchodów. Jednorodzony Syn Boży – Zbawiciel świata rodzi się z Dziewicy i przychodzi na świat. Wypełniają się proroctwa Starego Testamentu, bo otrzymujemy prawdziwą Światłość Świata. Sam Chrystus mówił o sobie: Ja jestem światłością świata (J 8, 12). Potwierdzeniem tego faktu są także sło­wa największego z proroków – Jana Chrzciciela, który wskazywał na Je­zusa jako światłość prawdziwą, która oświeca każdego człowieka przychodzącego na świat (J 1, 9). Ta właśnie światłość przyszła do swoich i zamieszkała wśród nich.