Młodzież

(160 - wrzesień - październik 2008)

Centrum

ks. Daniel Wachowiak

Ciągle trzeba szukać nowych sposobów mówienia o Jezusie. Trzeba czasami użyć innego języka do dorosłych i młodzieży

Eucharystia - niezależnie od tego, czy uczestniczy w niej większa ilość dzieci, młodzieży bądź studentów - zawsze jest mszą Jezusa Chrystusa. To, że ją czasami nazywamy „młodzieżową”, „studencką” nie może powodować poczucia wyższości nad innymi, którzy uczestniczą w Liturgiach „zwykłych”. Każda Eucharystia, nawet ta odprawiana w najmniejszym kościółku, jest tak samo wielka jak msza celebrowana w bazylice watykańskiej. Ta prawda musi mobilizować uczestników każdej mszy świętej i pobudzać ich świadomość, że uczestniczą w Modlitwie, do której prawo ma każdy chrześcijanin.

Po co? (część I)

Od kilkunastu lat uczestniczę w Eucharystii z większym udziałem młodzieży i studentów. Najpierw jako ich uczestnik i „koordynujący” jej przebieg, a od ponad pięciu lat jako celebrans. Będąc nastolatkiem cieszyłem się, gdy oprawa liturgiczna była wzbogacona o zespół z dobrym brzmieniem, gdy ksiądz otwarty był na spontaniczną modlitwę powszechną, bądź przyniesienie przez nas darów i poszerzone uwielbienie-dziękczynienie po przyjęciu komunii świętej. Pamiętam zagorzałą dyskusję na temat obecności niektórych instrumentów w czasie Eucharystii. Wtedy ktoś odnalazł krótki film z lat sześćdziesiątych bądź początku siedemdziesiątych, na którym widać było Karola Wojtyłę odprawiającego mszę świętą - w tle ustawiony był zespół młodzieżowy z właściwymi dla siebie instrumentami (m.in. gitarą elektryczną).

Jak? (część I)

W czasie mego księżowskiego pasterzowania dane mi było prowadzić młodzież i studentów. Od początku zakładania duszpasterstw starałem się zaznaczyć, że centrum wszystkich działań stanowi niedzielna celebracja Eucharystii. W miarę upływu czasu staraliśmy się, aby obecni na owych liturgiach nie męczyli się amatorszczyzną i tandetą, ale odczuli, że Pan Bóg „pozatrudniał” profesjonalistów. Mam tu na myśli m.in. podejście do czytania lekcji czy śpiewów. Słowa Bożego nie może czytać osoba, która nie zaznajomi się z owym tekstem wcześniej. Zespół wspomagający Eucharystię piosenkami i pieśniami powinien pamiętać, że służy śpiewem Bogu, a nie sobie. Źle się dzieje, jeśli śpiewy wykonywane na liturgii odbiegają od tematu czytań mszalnych, bądź są w ogóle nieznane uczestnikom Eucharystii.

Jak nie? (część I)

Nie uważam siebie za nieomylnego znawcę reguł liturgicznych, ale są sprawy, które nawet kogoś, kto nigdy nie studiował teologii, uderzą swą niewłaściwością. Ważną rzeczą jest, gdy osoby przygotowujące liturgię (czy to są ministranci, czy zespół muzyczny, czy też inne osoby) czują powagę miejsca i wydarzenia, w którym uczestniczą. Bardzo negatywnie oceniam sytuacje, gdy młodzi ludzie nie zważają na skupienie i stosowną ciszę. Może się oczywiście zdarzyć, iż ktoś zapomni o ważnej sprawie i będzie musiał wykonać niewielkie poruszenie. Nie może być jednak rzeczą nagminną brak koncentracji, bądź szepty przeradzające się w rozmowy. Bolesne jest, gdy przychodzi jest moment, w którym należy przyjąć komunię świętą, a tak się nie dzieje. Warto poprosić kapłana, aby ten udzielił Ciała Pańskiego najpierw scholi, która za swoje pierwsze zadanie nie może uważać „zalepiania ciszy” na Eucharystii, ale własny wzrost duchowy.

Pamiętam pewną jesienną rozmowę na Lednicy, na której oprócz mnie było jeszcze kilku duszpasterzy akademickich. Kilku z nich zauważyło, że niektórzy studenci swymi gestami (mieliśmy nadzieje, że robili to nieświadomie) dawali wrażenie, jakby byli tak mocno skumplowani z Jezusem, że wszelkie postawy pobożnościowe innych były w ich mniemaniu przeżytkiem starych dewotek. Rzeczywiście, trzeba nam czuć przyjaźń z Chrystusem, ale nie wolno zapomnieć, że On w tej relacji jest ważniejszy i to On umarł na krzyżu, a nie my. Wiele gestów tradycyjnych pomaga w skupieniu i nie warto z nich rezygnować, chociażby dla kwestii samodyscypliny. Inaczej zachowuję się na imprezie, inaczej na egzaminie przed profesorem. Eucharystia jest z jednej strony Ucztą, ale z drugiej Męką Pana. Musimy umieć to wypośrodkować i pokornie pochylić się nad Darem Liturgii.

Po co? (część II)

Duszpasterz tak powinien prowadzić młodzież, by żaden z młodych ludzi nie pomyślał sobie, że „my to jesteśmy lepsi, a ci, którzy z nami nie są - gorsi”. Dowiedziałem się kiedyś, że pewien ksiądz pozwolił młodzieży „przygotowywać” czuwanie Wielkiego Czwartku we własnym mieszkaniu, podczas gdy w kościele parafialnym trwała pierwsza Eucharystia tych centralnych dni dla wszystkich chrześcijan. Jest to przerażające, bowiem każda msza uczy jedności z innymi i poszukuje porozumienia z każdym (a szczególnie ze starszymi, z którymi w wieku dojrzewania czasami nie idzie znaleźć właściwego porozumienia). Triduum Paschalne winno łączyć wszystkich parafian na wspólnych nabożeństwach, gdzie każda ze wspólnot dzieli się tym, co w niej najcenniejsze.

Trzeba często tworzyć okazję mszy dla poszczególnych grup, gdyż jak mówi Ewangelia - „starego wina nie można wlać do nowych bukłaków”. Ciągle trzeba szukać nowych sposobów mówienia o Jezusie. Trzeba czasami użyć innego języka do dorosłych i młodzieży. Język mszy dla młodzieży jest do nich przystosowany, ale - czego nie wolno nam zapominać - nie może być prostacki.

Jak nie? (część II)

Nie może wyglądać jak lekceważenie, szpanerstwo - jak przerwa między lekcjami, bądź zabawa na własnym podwórku.

Jak? (część II)

Jak ciągłe uczenie się (i starych i młodych) wielkiej Miłości Boga do człowieka. Ma wyglądać radośnie, ale nie głupkowato; z uśmiechem, ale nie jak w kabarecie...

Na mszach w moich duszpasterstwach, gdzie dominują młodzi, pozwalamy sobie choćby na dodatkowy wystrój kościoła. Tu korzystamy z lekcji płynącej
z Taizé. Dodatkowe przygotowanie miejsca, nowa ikona lub obraz (może też więcej świeczek) sprzyja skupieniu.

Niech tych kilka myśli pomoże nam wszystkim pokochać EUCHARYSTIĘ całym sobą, także wtedy, gdy młodzieńcze emocje opadną (odejdzie nawet pierwotna euforia) i będzie trzeba dojrzeć jedynie JEGO MIŁOŚĆ...