Biblia

(224 - listopad - grudzień 2018)

z cyklu "Perły liturgii"

Chrystus Kyrio

Jan Buczyński

Chrystus, Kyrios – nasz Pan, któremu w liturgii oddajemy hołd.

Zdarza się, w trakcie liturgii mszy świętej kojarzymy niektóre elementy inaczej, niż pierwotnie o nich myślano. Takim przykładem może być aklamacja Kyrie eleison (po polsku przetłumaczona jako Panie, zmiłuj się). Błędnie myśli się o niej jako o części aktu pokuty – śpiewa się ją po nim, chociaż nie zawsze: pomija się ten śpiew, gdy wybrano formę aktu pokuty, w której aklamacja „zmiłuj się nad nami” jest już obecna. W polskiej praktyce, niestety, obecna jest prawie tylko pierwsza forma aktu pokuty, zaczynająca się od słów Spowiadam się…  (Confiteor), przez co wydaje się, że Kyrie eleison jest jej uzupełnieniem, dalszym ciągiem. A to nie do końca prawda.

Zawołanie Kyrie eleison! było bardzo powszechne w starożytnej Grecji – wołano tak do rożnych bóstw pogańskich, zwłaszcza do Słońca. Później przeniesiono ten okrzyk także do ludzi: np. w Persji witano w ten sposób nowego króla. Na Zachodzie termin Kyrios (Pan) odnoszono do cesarzy, tak więc Kyrie eleison! stało się powitaniem w trakcie ingresu nowego władcy, podczas odwiedzin jakiegoś miasta, albo w czasie powrotu naczelnego wodza ze zwycięskiej bitwy. Od samego początku używano tego okrzyku w różnej częstotliwości: nie wystarczyło powiedzieć (krzyknąć) Kyrie eleison! tylko 1 raz – ale 3 razy, 9 razy, 12 razy, 40 razy, a nawet 100 razy, celem zmęczenia bogów. Myślano prosto: gdy będziemy wystarczająco natrętni, wyprosimy w ten sposób potrzebne dary. Jednocześnie, obok znaczenia błagalnego, rozumiano ten okrzyk jako „vivat!”, „niech żyje!”, „witaj!”.

Chrześcijanie przejęli termin Kyrios na oddanie wcześniejszego, hebrajskiego imienia Jahwe. Naszym Panem, Kyriosem, jest Bóg – a w Nowym Testamencie to oczywiście osoba Jezusa Chrystusa. W starożytnej liturgii Kyrie eleison pojawia się jako odpowiedź wiernych w litaniach, po czytaniach. W późniejszych wiekach skrócono litanię Kyrie do trzech zawołań, dołączono trzykrotne Christe eleison, i znów trzykrotne Kyrie eleison. Dlaczego tyle? Razem mamy dziewięć zawołań, a ponieważ teologia uwielbia liczby i do każdej dokłada jakąś symbolikę, tym razem połączono Kyrie eleison z dziewięcioma chórami anielskimi. Później wiązano ten śpiew nawet z Trójcą Świętą (po trzy wezwania do każdej Osoby).

Podstawowym adresatem tego śpiewu w liturgii zawsze był Chrystus – to On jest Panem. W ten sposób zwracamy się, witamy, obecnego w liturgii Kyriosa, Zmartwychwstałego Jezusa, zwycięskiego Króla, najwyższego i godnego wszelkiej chwały. Jednocześnie aklamacja ta kryje w sobie element prośby, coś z wołania Dobrego Łotra, wiszącego na krzyżu obok Jezusa. W ciągu wieków ten drugi aspekt przeważył, wyparł uwielbienie – i szkoda, chciałoby się powiedzieć. W konsekwencji Kyrie eleison stało się jakby uzupełnieniem Confiteor (Spowiadam się), wołaniem o miłosierdzie. Niektórzy badacze dziejów liturgii uważają to zjawisko wręcz za „tragedię” Kyrie. Może to ocena na wyrost, ale rzeczywiście w powszechnym odczuciu śpiew Kyrie eleison (po polsku: Panie, zmiłuj się nad nami) nie jest odczuwany jako uwielbienie, ale raczej jako błaganie o miłosierdzie.

Tymczasem akt pokuty już się odbył, teraz witamy Pana, któremu dziękujemy i którego wielbimy za dokonane pojednanie (taki motyw kryje się w greckim eleison). Oto jest z nami Chrystus uwielbiony, przychodzący w otoczeniu aniołów – przypominam o symbolice dziewięciu chórów anielskich zawartej w dziewięciokrotnym śpiewie tej aklamacji. Tym bardziej ten uwielbieniowy charakter wybrzmiewa, gdy zaraz po Kyrie eleison śpiewamy hymn Chwała na wysokości Bogu.

W liturgii posoborowej używamy polskiego przekładu Kyrie eleison, czyli Panie, zmiłuj się nad nami. Powiedzmy sobie uczciwie, że tłumaczenie to można określić jako, delikatnie mówiąc, mało udane: i ze względów muzycznych (z lapidarnej aklamacji powstał rozwlekły tekst, aż pięć słów zamiast dwóch), i ze względów treściowych. Tłumaczenie zawsze trochę oszukuje,  w tym przypadku zawęża znaczenie danych słów: „zmiłuj się nad nami” skłania ku błagalnemu rozumieniu tej aklamacji – co, jak wcześniej pokazałem, nie jest do końca prawdą. Przy okazji skrócono liczbę wezwań z dziewięciu do sześciu, chociaż ze względów muzycznych można ją dowolnie zmieniać. Osobiście wolę takie kompozycje Kyrie eleison, które w warstwie muzycznej nie są zbyt ciężkie, smutne, mollowe – ale raczej te z nutą nadziei, gdzie pobrzmiewa uwielbienie, albo przynajmniej zakończenie melodii można zakończyć durowo.

Na marginesie można wspomnieć, że to właśnie to jednostronne rozumienie Kyrie eleison skutkuje wołającym o pomstę do nieba zastępowaniem tej aklamacji przeróżnymi piosenkami, typu Panie, przebacz nam czy Przepraszam Cię Jezu… Abstrahując od warstwy znaczeniowej, tego typu wstawki i zastępniki są absolutnie niedopuszczalne  i zakazane w liturgii.

Trochę szkoda, że w obecnym mszale przetłumaczono Kyrie eleison, zamiast pozostawić je  w brzmieniu oryginalnym (choć można używać zarówno tłumaczenia, jak i greki) – tak postąpiono przecież z Amen, Alleluja, Hosanna…Tym bardziej, że podczas nabożeństw, np. w litaniach, odmawia się właśnie tekst grecki i nie ma z tym żadnego problemu.