Być mężczyzną

(137 - maj - czerwiec 2005)

Cnoty mężczyzny

Łukasz Kozyra

Postanowiłem te cztery słowa uczynić mottem moich relacji z innymi ludźmi: najpierw z rodzicami i rodzeństwem, potem z małżonką, dziećmi, znajomymi i przyjaciółmi
Pragnę na wstępie przytoczyć pewne doświadczenie, które w znaczny sposób zmieniło moje życie. Kiedyś w wieku młodzieńczym przeglądałem katechizm, w którym to, po trzech cnotach Boskich (teologalnych), znalazłem cztery ludzkie cnoty kardynalne. Bardzo mnie to odkrycie zastanowiło, gdyż będąc wtedy kilkuletnim oazowiczem, nie wiedziałem, że takie cnoty istnieją i nie przypominałem sobie, abym uczył się o nich na lekcjach religii. To proste zdarzenie olśniło mnie, podobnie jak czasa­mi potrafi natchnąć lektura Pisma św. Zrozumia­łem, że oto przed so­bą mam pewną mą­drość, którą powinienem za­stosować we własnym życiu. Postanowiłem więc te cztery słowa uczynić mottem moich rela­cji z innymi ludźmi: naj­pierw z rodzicami i rodzeństwem, potem z mał­żonką, dziećmi, znajo­mymi i przyjaciół­mi, wreszcie z pacjentami, gdyż jestem lekarzem. Stały się też drogo­wskazem mojej pracy nad sobą.

     Pozwólcie, że definicje tych cnot kardynalnych przytoczę z Kate­chi­zmu Kościoła Katolickiego (KKK) wraz z kilkoma refleksjami.

Roztropność uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każ­dej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właści­wych środków do jego pełnienia (KKK nr 1835).

     Roztropność dla mnie to posługiwanie się rozumem, a nie uczucia­mi w ocenie rzeczywistości. Właściwy rozum kształtuje nie tylko wiedza zdobywana z podręczników szkolnych, gazet czy chociaż­by inter­netu, ale także doświadczenia rozmaitych zdarzeń z życia co­dziennego. Często jednak nie mam odwagi - męstwa, by się z tymi problemami zmierzyć. A przecież ucieczka przed ni­mi to nieporównywalna strata okazji do kolejnego zdobycia mąd­rości życiowej. Szacunek, jakim obdarzamy osoby starsze, także rodzi­ców, wynika również z możliwości skorzystania z ich wiedzy (swoistej skarbnicy gotowych recept postępowania) przy podej­mowaniu wyboru, wymienionych w definicji tej cnoty, właści­wych środków do pełnienia prawdziwego dobra.

     Ocena tego, co jest prawdziwym dobrem wymaga dobrze ukształtowanego sumienia, a tym samym stałej relacji z Panem Bogiem, co jednak jest bardzo obszernym tematem, wykraczają­cym poza ramy tego ar­tykułu.

Sprawiedliwość polega na stałej i trwałej woli oddawania Bogu i bliźniemu tego, co im się należy (KKK nr 1836).

Sprawiedliwość - cnota Salomonowa - to trudny dar wymagający uniżania się przed Prawdą. Przede wszystkim zdaję sobie sprawę z tego, że nigdy nie będę w pełni sprawie­dliwy, że będę popełniał błędne decyzje. Wiem, że często brakuje mi obiektywnego wej­rzenia w sprawę, którą przychodzi mi rozsądzić, a wymaga się ode mnie, abym wypo­wiedział własne zdanie.

Ta cecha wymaga też uczciwego przyznania się do niewiedzy, bardziej niż z możliwo­ś­ci dania fałszywego świadectwa. Wiem, że sprawiedliwe powinny być nie tylko moje sło­wa, ale również czyny, gdyż istnieje bardzo silna pokusa kreowania rzeczywisto­ści, dąże­nia do pełni władzy, co według niektórych jest głównym popędem ludzkości. Dla mnie ta cnota odzwierciedla przykazanie miłości Boga i bliźniego.

Staram się używać tej cnoty w typowych sprawach życiowych np. gdy jestem proszo­ny o jakąś ocenę sytuacji politycznej, społecznej itp. Jest to również mój problem wycho­wawczy, gdy muszę rozdzielić i rozsądzić dwójkę bijących się moich dzieci.

Tak jak roztropność tak i sprawiedliwość ludzka musi współgrać z odpowiednio ukształtowanym sumieniem oświeconym siedmioma darami Ducha świętego.

Męstwo zapewnia wytrwałość w trudnościach i stałość w dążeniu do dobra (KKK nr 1837).

Męstwa współczesnym mężczyznom, w tym również mnie, bardzo brakuje, bo nie mamy okazji walczyć o wolność Ojczyzny, czy też w bitwach i polowaniach zdobywać środki do życia. Jednak pozostaje realizacja siebie w innych dziedzinach życia, niemniej wymagają­cych doskonalenia tej cnoty. Jestem świadomy, że dzięki zdobyczom cywilizacji życie moje stało się łatwe i przyjemne, co powoduje często przesłonięcie prawdziwego dobra innymi wartościami. Być mężczyzną - być męskim to dla mnie męstwo w dwóch wy­miarach. Jeden wymiar, duchowy, to stała walka z grzechem, to ciągła realizacja pię­ciu warunków dobrej spowiedzi, to nieustanne podejmowanie reguły życia. Nie sposób po­minąć w tym trudzie Bożej Opatrzności, Jej stałej zachęty do wytrwałości, do tego, że dam radę, mogę, potrafię. Drugi wymiar to troska za powierzoną mojej pieczy rodzinę wymagająca przede wszystkim podejmowania decyzji i bycia odpowiedzialnym za nie. Dokonuję tego poprzez pracę zawodową, jej sumienne wykonywanie oraz przez poświę­cenie wolnego czasu do przebywania razem z żoną i dziećmi. Mam świadomość tego, że podział czasu między pracę a rodzinę wypada na niekorzyść bliskich.

Trudności są na stałe wpisane w realizację tych zadań, jednak często zapominam, że powinienem być upartym i wytrwałym w pokonywaniu przeciwności, na drodze, której celem jest świętość. Tylko Bóg jest dobry, tylko On jest święty.

Umiarkowanie (wstrzemięźliwość) pozwala opanować dążenie do przyjemności zmysłowych i zapewnia równowagę w używaniu dóbr stworzonych (KKK nr 1838).

Współcześnie wstrzemięźliwość kojarzy się głównie ze sferą seksualną, a umiarkowa­nie z jego brakiem przy spożywaniu pokarmów. Oprócz nich na pewno potrafimy wy­mienić inne uzależniające przyjemności tj. oglądanie telewizji, czytanie gazet, surfowanie po internecie itp. Te liczne pokusy sprawiają, że bardziej „mam niż jestem”, stąd widzę konieczność stałego wyrzekania się egoizmu, którym przede wszystkim krzywdzę najbliż­sze mi osoby. Dowiaduję się o tym po jakimś czasie, gdy widzę, jak moje samolubne za­chowanie jest przyczyną wewnątrzrodzinnych waśni.

Uważam realizację tej cnoty za najtrudniejszą, gdyż jest to czynność wymagająca nie­ustannej czujności, permanentnego trwania w poście. Właśnie „post”, bardziej określany jako ciągły niż okresowy (Wielki czy cotygodniowy w każdy piątek) stan, jest tym sło­wem, z którym wiążę doskonalenie się w umiarkowaniu. Przed każdym z nas stoi zadanie znalezienia konkretnych, własnych dróg radzenia sobie z „zachciankami”. Ich indywidual­ność i rozmaitość po­woduje, że moje rady są tylko osobistym „ościeniem dla ciała”.

Każda cnota kardynalna wymaga pielęgnacji i wzro­stu, harmonii i równowagi po­dobnie jak twardo, pewnie stoi stół o czterech równych nogach. W braku tych cnót upatruję niedojrzałość zarówno swoją jak i in­nych mężczyzn. Nie wierzę, że męż­czyźni nie chcą doro­snąć; pewnie niektórzy tak, ale więk­szość po prostu nie wie jak to zrobić. Brakuje im o tym wie­dzy oraz swego rodza­ju promocji podczas nauki w szkole, na studiach czy też w środkach masowego przekazu. Mamy szczęście, gdy możemy czerpać doś­wiadczenie z przykładu naszych ro­dziców, zwłaszcza oj­ców. W przeciwnym wypad­ku po­zo­staje mozolne zdoby­wanie umiejętności np. poprzez stałe dążenie do życia wed­ług tych cnót kardynalnych. Wspo­minam o nich, pro­mując je w ten sposób, przy składa­niu życzeń młodym małżonkom (mężczyznom) po ceremonii zaślubin. Mówię również o tym, że nie powinni czynić te­go przede wszyst­kim dla kobiet, które kochają, ale dla sa­mych siebie, dla lepszego samopoczucia, dla własnego zdro­wia du­chowego i psychicznego.

     Oczywiście na sam koniec wspomnę o najważniej­szym, czyli o współpracy z łaską Bożą. Jest ona niezbęd­nym Świa­tłem oraz Mocą, abyśmy nie ulegali zniechęce­niu w stałym dążeniu do zmiany własnego ja. Podobnie jak w innych sytu­acjach, tak rów­nież tutaj z pomocą przychodzi Słowo Boże. Celowo jednak nie przytaczam żadnych cy­tatów z Pisma Świętego nawiązujących do cnót kardynalnych, gdyż osobiste ich odkry­wanie sprawia dużą radość poszukującym, utrwala­jąc je w pamięci. Zwłaszcza ich duża ilość może przy­prawić o zawrót głowy, powodując tym samym zupełnie nowe, świe­że spojrzenie na wie­lokrotnie czytane i znane fragmenty zarówno Starego jak i Nowego Te­stamentu.

Na koniec składam ogromne podziękowania żonie, która nieustannie dba o mój har­monijny rozwój cielesny i duchowy, bez której napisanie tego artykułu nie byłoby możli­we.