Kościół szukający drogi

(204 - marzec - kwiecień 2015)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Córki Lota

Karol Madaj

Autor natchniony opowiada szokującą nas dziś historię córek Lota współżyjących z pijanym ojcem i pozostawia ją bez redakcyjnego komentarza oceniającego zachowanie jej bohaterów. Zdaniem komentatorów to pokazuje nam, że trzeba być szczególnie ostrożnym podczas odczytywania dosłownego znaczenia tego fragmentu, gdyż w pośpiechu możemy przypisać mu niezamierzone przez autora znaczenia.

Z dzisiejszej perspektywy łatwo możemy bowiem ocenić postępowanie córek Lota jako całkowicie niemoralne. Upicie własnego ojca w celu uprawiania z nim seksu przez dwie kolejne noce budzi u współczesnych oburzenie i sprzeciw. Jednak starożytni egzegeci nie potępiali tego postępku. Zarówno żydowscy, jak i chrześcijańscy komentatorzy, odczytując dosłowne znaczenie fragmentu, pokazywali analogię między sytuacją, w jakiej znalazła się rodzina Lota, a sytuacją Noego po potopie (9,18-27). Córki bogatego hodowcy (13,8-11), niegdyś żyjące w luksusie Sodomy, teraz na własne oczy oglądały śmierć swojej matki (w. 26) oraz zagładę wszystkich mieszkańców okolicy, łącznie z własnymi narzeczonymi (w. 14). Kompletnie zrujnowane zamieszkały w pieczarze ze swoim starym ojcem. Były przekonane, że Lot ostał się jako jedyny ocalały z apokaliptycznej katastrofy mężczyzna. Znając historię Noego, myślały zapewne, że oto zostały zachowane po to, by zapewnić przetrwanie rodzajowi ludzkiemu (w. 31). Dlatego właśnie decydują się na taki, a nie inny postępek. Rabini skłonni byli nawet uznać uczynek córek Lota za „skromny i sprawiedliwy”.

Dużo bardziej surowo starożytni oceniali postępowanie Lota. Orygenes wołał podczas swojej homilii: „Słuchajcie, co robi pijaństwo! Słuchajcie, jakie występki powoduje upicie! Słuchajcie i strzeżcie się wy, dla których to zło nie jest występkiem, ale nawykiem! Pijaństwo oszukało tego, którego nie oszukała Sodoma. Spala się w niewieścich płomieniach ten, kogo nie spalił płomień siarki.” Lot srodze zawinił, dając się oszukać. Co więcej, pozwolił na to nie raz, lecz dwa razy, co pomnaża jego winę. Rabini nie wierzyli nawet w nieświadomość Lota i skłonni byli uznać jego intencje za nieczyste. Pozostaje nam współczuć Lotowi i wyciągnąć naukę z jego błędów. Ten, który niedawno dawał gościnę aniołom, teraz utracił nie tylko całą majętność. Przez braku umiaru w piciu alkoholu, stracił także honor i to z ręki własnych córek. Zauważmy, że po tej historii pohańbiony Lot znika zupełnie z kart Tory. 

Orygenes, interpretując omawiany fragment, nie zatrzymał się jedynie na jego dosłownym znaczeniu. Jak przystało na czołowego przedstawiciela aleksandryjskiej szkoły egzegezy duchowej, opowiadanie o córkach Lota interpretował także w sensie alegorycznym i moralnym. Pochylmy się przez chwilę nad interpretacją sensu moralnego tego fragmentu. Zdaniem chrześcijańskiego egzegety Lot, który nie obejrzał się za siebie podczas ucieczki z Sodomy, symbolizuje rozum, a jego żona ciało. Cielesna natura człowieka zerka bowiem wstecz, szukając ziemskich pożądliwości i zmysłowych rozkoszy. Chrześcijański rozum dąży do czego innego: do zbawienia. Żonie Lota brakowało mądrości, symbolizowanej przez sól, i stąd jej pośmiertna przemiana w solną bryłę. Orygenes ostrzega tu swoich słuchaczy: Nawet gdy na drodze duchowego rozwoju rozum wyjdzie cało z płomieni pożądliwości (w. 9) i wespnie się „w górę” (w. 30), wciąż musi zwracać baczną uwagę na swoje dwie córki, które stale za nim podążają. Te „córki” to „Próżna chwała” i „Pycha”. Nazywane są „córkami” ponieważ nie pochodzą z zewnątrz, ale są częścią nas samych. One mogą uśpić czujność rozumu i skrępować go swoimi uściskami. „Synowie”, czyli uczynki z nich zrodzone, niczym Moabici i Ammonici, nigdy nie będą częścią „ludu Bożego” (w. 37n). Jeżeli pragniesz miłości, mówi dalej Orygenes, kochaj mądrość i niech ona ci będzie jak siostra (por. Prz 7,4) i oblubienica (Prz 4, 8;  Mdr 8,2). Tą „mądrością”, kończy egzegeta, jest Jezus Chrystus. On tych, którzy pełnią wolę Boga Ojca, nazywa swoimi braćmi (Mt 12,50), a siebie samego oblubieńcem (Mk 2,20). Naśladując jego pokorę i oddając Mu chwałę, na pewno nie wpadniemy w sidła zastawiane przez naszą pychę.