Ojcostwo

(190 - styczeń - luty 2013)

Cud

świadectwo

Dlaczego nas to spotkało, skoro tak bardzo chcielibyśmy się podzielić naszą miłością?… Właśnie dlatego

Gdy spotkałem Olę wiedziałem, że to jest Kobieta Mojego Życia. To poczucie, że znalazłem Tę Jedyną towarzyszy mi do dziś. Od początku naszego związku planowaliśmy wspólną przyszłość. Było w niej miejsce dla ogniska domowego, ciepła rodzinnego, realizacji scenariusza według najlepszego wzoru na szczęście.

Dzieci… oczywiście, że wpisane były z założenia w ten scenariusz. Ale „reżyser” tudzież „scenarzysta” rozegrał nasze losy nieco inaczej. Niby wiedzieliśmy, zdawaliśmy sobie sprawę, że nie zawsze wszystko zależy od nas. Że niekiedy plany nie przekładają się na to, co później widzimy w otaczającej nas rzeczywistości. A jednak myślę, że czuliśmy się, delikatnie mówiąc, zaskoczeni, że potomstwo nie pojawia się mimo naszych usilnych starań. Nie mogliśmy pojąć, jak to możliwe, że się nie udaje. Nawet lekarze rozkładali ręce, bo z medycznego punktu widzenia wszystko było w porządku.

Wiem, że nawet gdy czuliśmy się sami z tym problemem, Bóg był przy nas. Nie odchodził ani na chwilę, choć pewnie momentami wydawało nam się że zostaliśmy z tym wszystkim sami.

Czas mijał a dziecko się nie pojawiało. Dojrzewaliśmy… i dojrzewaliśmy… aż w końcu… Dojrzeliśmy do decyzji o adopcji. Może właśnie tego chce od nas Bóg? Może takie jest nasze zadanie tu na ziemi? Może ktoś czeka na nasz potencjał miłości? Niekończące się pytania i mnóstwo czasu na ich zadawanie sobie. A do tego masa komplikacji, bo „ciąża adopcyjna” (czyt. czas oczekiwania) to ciąża słonia. Czyli około dwa lata czekania. Czas dla niektórych zniechęcający, bo przecież tyle dzieci czeka na normalny dom, więc dlaczego to aż tak długo trwa? Po co to przedłużać? Na co ta cała zwłoka? Szkolenia, rozmowy, ankiety, spotkania z psychologami, wizyty pracowników socjalnych w domu itp. Nawet zaproszenia na promocje jakichś książek o tej tematyce. Za dużo tego już było. Myśleliśmy jednak… trzeba to po prostu przejść. Trzeba uruchomić nigdy nieodkryte pokłady cierpliwości, wykrzesać w sobie maksimum determinacji dla osiągnięcia celu. Warto, zdecydowanie warto, warto stawić temu czoła.

Przyszedł taki moment, że myśleliśmy że w naszym przypadku to się nigdy nie stanie. Że do adopcji nigdy nie dojdzie.

Byłem akurat służbowo na drugim końcu Polski. Zadzwoniła Ola i powiedziała, że telefonowano z Ośrodka Adopcyjnego. Jest dziewczynka, czeka już na spotkanie z nami. Zamiast słowa „nareszcie”, pojawiło mi się najpierw w głowie „O Matko!”. Ja na drugim końcu kraju a tu trzeba spotkać się, rozmawiać, finalizować to, na co tak długo czekaliśmy. Najchętniej rzuciłbym wszystko i pojechał czym prędzej do Poznania.

Umówiliśmy spotkanie telefonicznie uwzględniając mój możliwie najszybszy powrót z delegacji. Poszło nawet sprawnie. Nie mogliśmy się doczekać.

Gdy zobaczyłem pierwszy raz Alinkę, miała trzy miesiące. Wiedziałem, że to Nasza Córka. Stąd pytanie ze strony Ośrodka mocno mnie zaskoczyło… „Gdybyście Państwo mieli jakieś wątpliwości? Gdybyście nie byli przekonani? Gdybyście nie byli pewni, mieli jakieś uwagi co do dziecka?” Kompletnie nie mieliśmy pojęcia o co tu chodzi. O co oni pytają? Jak możemy nie być przekonani? Czy my jesteśmy na zakupach w sklepie, czy zajmujemy się właśnie jedną z najistotniejszych spraw naszego życia? Tego doprawdy nie mogliśmy zrozumieć? Dopiero później, gdy docierały do nas sygnały o sytuacjach trudnych, które zdarzają się czasami w procedurze adopcyjnej, zaczęliśmy być bardziej wyrozumiali co do całej sprawy i tej skomplikowanej procedury. W tym do zadawania takich niezręcznych pytań.

Alinka zawładnęła nami całkowicie. Wszystko zaczęło się kręcić wokół tej małej istoty. Rosła, zmieniała się na naszych oczach i z tej małej kruszynki przeobraziła się w mądrego przedszkolaka. Cudownie, że jest z nami. Cudownie, że się pojawiła. Ten cud jest odpowiedzią na nasze wcześniejsze pytania: Dlaczego nie możemy mieć dziecka? Dlaczego nas to spotkało, skoro tak bardzo chcielibyśmy się podzielić naszą miłością?… Właśnie dlatego. Dlatego, by teraz czuć ten cud, który każdego dnia się dokonuje na naszych oczach. Bóg dał nam odpowiedź jasną i wyjaśniającą wszystko. Miłość rodzinna kwitnie. Jest mama, jest tata, jest dziecko – pełnia. Pełnia szczęścia. Wiem dziś jak wspaniale jest czuć się spełnionym rodzicem … Ojcem.

Gdy mówię do córki: „Kocham Cię, pamiętaj o tym zawsze”, ona odpowiada: „Ja też kocham Cię i Ty też pamiętaj”.

Pamiętam i nigdy o tym nie zapomnę.