Ekumenizm

(207 - październik - grudzień 2015)

Czy Chrystus jest podzielony?

ks. Artur Andrzejewski

Zmagania św. Pawła o jedność Kościoła

Czy na pewno jedność jest najważniejsza? 

Wielu chrześcijan pochodzenia żydowskiego (urodzonych i wychowanych w świecie żydowskich rytów religijnych, do przestrzegania których znajdowali silną motywacje w tekstach Starego Testamentu) nie mogło sobie wyobrazić, że można podobać się Bogu nie zachowując np. przepisów czystości rytualnej i obrzezania. W pamięci ówczesnego Izraela przechowywane były wspomnienia prześladowań, jakim poddani zostali Żydzi w czasie panowania Antiocha IV Epifanesa. Za wierne przestrzeganie przepisów prawa wielu spośród nich oddało życie. Jakże więc teraz można byłoby zrezygnować z takich form religijności?! 

Odmienne stanowisko zajmowali Paweł i Barnaba. Zadziwieni entuzjazmem z jakim poganie przyjmowali wiarę, zdali sobie sprawę, że nakładanie na pogan obowiązku przestrzegania prawa żydowskiego spowoduje, że cała duchowa energia i entuzjazm, zamiast być wykorzystana do budowania osobowej relacji z zmartwychwstałym Jezusem, Zbawicielem i Panem, posłuży do wdrażania się w świat skomplikowanych obrzędów i rytuałów. 

Sprawa jedności Kościoła stanęła na ostrzu noża. Kompromis wydawał się niemożliwy, a obie strony, tzn. Paweł i Barnaba oraz judaizantes, nie znajdowali możliwości ustępstw. Rozbicie Kościoła na „żydowski” z główną siedzibą w Jerozolimie i „pogański”, który wówczas rozwijał się z Antiochii nad Orontesem, było bardzo realne. Lakoniczne zdanie z Dziejów Apostolskich: „Postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich uda się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do Apostołów i starszych” (Dz 15, 2b) wcale nie oddaje napięcia jakie wówczas panowało. Możemy się go tylko domyślać, wczytując się w sens kilku zdań z Listu do Galatów: „Udałem się ponownie do Jerozolimy wraz z Barnabą, zabierając z sobą także Tytusa. Udałem się zaś w tę stronę na skutek otrzymanego objawienia I przedstawiłem im Ewangelię, którą głoszę wśród pogan, osobno zaś tym, którzy cieszą się powagą, by stwierdzili, czy nie biegnę lub nie biegłem na próżno. Ale nie zmuszono do poddania się obrzezaniu nawet Tytusa, mego towarzysza, mimo że był Grekiem. A było to w związku z tym, że na zebranie weszli bezprawnie fałszywi bracia, którzy przyszli podstępnie wybadać naszą wolność, jaką mamy w Chrystusie Jezusie, aby nas ponownie pogrążyć w niewolę. Na żądane przez nich ustępstwo zgoła się jednak nie zgodziliśmy, aby dla waszego dobra przetrwała prawda Ewangelii” (2, 1-5). 

Paweł prawdopodobnie przeżywał wielki niepokój przed udaniem się do Jerozolimy. Miał bowiem wyruszyć do miejsca, które – jak dobrze wiedział – emanowało żydowskim radykalizmem. Po ludzku kalkulując „sprawa pogan” wydawała się przegrana. Sama wzmianka o tym, że Paweł udał się do Jerozolimy tylko dlatego, że Bóg zainterweniował poprzez szczególne objawienie (2, 2), wskazuje na jego obawy. 

Przebieg i ostateczne owoce tzw. Soboru Jerozolimskiego z całą pewnością są dowodem działania Ducha Świętego – Ducha Jedności. Zaskakujące musiały być słowa Piotra: „Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów (pochodzenia pogańskiego) jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać. Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa tak samo jak oni” (Dz 15, 9-11). Ale przede wszystkim zaskakująca była wypowiedź Jakuba, znanego powszechnie ze swej gorliwości w wypełnianiu Prawa, która została przyjęta jako wiążące orzeczenie: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego” (Dz 15, 28-29).

Jedność została zachowana, niestety nie na długo. Jak zaświadczają poszczególne fragmenty listów Pawła, owi chrześcijanie pochodzenia żydowskiego, którzy nie mogli pogodzić się z powyższymi ustaleniami, zaczęli siać zamęt w poszczególnych wspólnotach chrześcijańskich. Nie wiemy, jak by się to wszystko skończyło, gdyby nie postawa św. Pawła. Nawet Piotr i Barnaba nie wytrzymali presji judaizantes. Wystarczy przeczytać fragmentu z Listu do Galatów, aby to zrozumieć: „Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę” (Ga 2, 11-13).

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".