Ekumenizm

(207 - październik - grudzień 2015)

Czy Chrystus jest podzielony?

ks. Artur Andrzejewski

Zmagania św. Pawła o jedność Kościoła

Już pobieżna lektura listów św. Pawła pozwala czytelnikowi dostrzec wagę, jaką Apostoł przywiązywał do sprawy jedności Kościoła. Niemała jest bowiem ilość tekstów poruszających temat jedności, mają one poważne znaczenie teologiczne, widać także w nich duże emocjonalne zaangażowanie ich autora. 

Problem z jednością w rodzącym się Kościele nie powinien dziwić. Kościół dopiero zaczynał uzmysławiać sobie sens i konsekwencje nowości Ewangelii. W wielu wydarzeniach opisanych w Dziejach Apostolskich uwidacznia się wyraźnie napięcie pomiędzy poszczególnymi środowiskami pierwszego pokolenia chrześcijan. Wynikało ono przede wszystkim z odmiennego spojrzenia na miejsce pogan w Kościele. 

Dobrze obrazuje to historia nawrócenia setnika Korneliusza (Dz 10, 1 – 11, 18). Autor Dziejów Apostolskich z olbrzymią skrupulatnością opisuje wydarzenia w Jaffie, gdzie Piotr miał widzenie i w Cezarei Nadmorskiej, w której mieszkał Korneliusz. Skrupulatność wskazuje, jak bardzo te problemy były aktualne również kilkadziesiąt lat później, gdy Łukasz je spisywał. Niechęć do pogan, zwłaszcza wśród mieszkańców Jerozolimy i Judei, była zakorzeniona od wieków. W historii nawrócenia Korneliusza podkreślają ją zarówno słowa Piotra: „Wiecie, że zabronione jest Żydowi przestawać z cudzoziemcem lub przychodzić do niego” (10, 28), jak również słowa oburzonych Apostołów i braci, którzy robili mu wymówki: „Wszedłeś do ludzi nieobrzezanych i jadłeś z nimi” (11, 3). Natomiast przesłanie z jakim autor Dziejów Apostolskich zwracał się do czytelników zostało wyplecione w poszczególne miejsca tej historii: 

– „Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił” (10, 15), 

– „Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie” (10, 34-35).

– „Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my?” (10, 47)

– „Jeżeli więc Bóg udzielił im [=poganom] tego samego daru co nam, którzyśmy uwierzyli w Pana Jezusa Chrystusa, to jakżeż ja mogłem sprzeciwiać się Bogu?” (11, 17). 

Następne fragmenty Dziejów Apostolskich zaświadczają, że włączenie pogan do Kościoła stało się faktem. Ciągle jednak zostawało pytanie o ich miejsce na nowym etapie historii zbawienia. 

 

I tym momencie trzeba spojrzeć na św. Pawła. To przecież właśnie jego misyjna działalność przyczyniła się do szerokiego otwarcia się na pogan. To, czego wraz z Barnabą doświadczył podczas pierwszej podróży na Cypr i do Azji Mniejszej (Dz 13, 1 – 14, 26) z jednej strony stało się radością, czytamy bowiem: „Kiedy przybyli i zebrali [miejscowy] Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary” (Dz 14, 27), z drugiej natomiast przyczyną ostrych konfliktów: „Niektórzy przybysze z Judei nauczali braci: «Jeżeli się nie poddacie obrzezaniu według zwyczaju Mojżeszowego, nie możecie być zbawieni». Doszło do niemałych sporów i zatargów między nimi a Pawłem i Barnabą” (Dz 15, 2a). Było to pierwsze poważne zagrożenie jedności Kościoła. 

Czy na pewno jedność jest najważniejsza? 

Wielu chrześcijan pochodzenia żydowskiego (urodzonych i wychowanych w świecie żydowskich rytów religijnych, do przestrzegania których znajdowali silną motywacje w tekstach Starego Testamentu) nie mogło sobie wyobrazić, że można podobać się Bogu nie zachowując np. przepisów czystości rytualnej i obrzezania. W pamięci ówczesnego Izraela przechowywane były wspomnienia prześladowań, jakim poddani zostali Żydzi w czasie panowania Antiocha IV Epifanesa. Za wierne przestrzeganie przepisów prawa wielu spośród nich oddało życie. Jakże więc teraz można byłoby zrezygnować z takich form religijności?! 

Odmienne stanowisko zajmowali Paweł i Barnaba. Zadziwieni entuzjazmem z jakim poganie przyjmowali wiarę, zdali sobie sprawę, że nakładanie na pogan obowiązku przestrzegania prawa żydowskiego spowoduje, że cała duchowa energia i entuzjazm, zamiast być wykorzystana do budowania osobowej relacji z zmartwychwstałym Jezusem, Zbawicielem i Panem, posłuży do wdrażania się w świat skomplikowanych obrzędów i rytuałów. 

Sprawa jedności Kościoła stanęła na ostrzu noża. Kompromis wydawał się niemożliwy, a obie strony, tzn. Paweł i Barnaba oraz judaizantes, nie znajdowali możliwości ustępstw. Rozbicie Kościoła na „żydowski” z główną siedzibą w Jerozolimie i „pogański”, który wówczas rozwijał się z Antiochii nad Orontesem, było bardzo realne. Lakoniczne zdanie z Dziejów Apostolskich: „Postanowiono, że Paweł i Barnaba, i jeszcze kilku spośród nich uda się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do Apostołów i starszych” (Dz 15, 2b) wcale nie oddaje napięcia jakie wówczas panowało. Możemy się go tylko domyślać, wczytując się w sens kilku zdań z Listu do Galatów: „Udałem się ponownie do Jerozolimy wraz z Barnabą, zabierając z sobą także Tytusa. Udałem się zaś w tę stronę na skutek otrzymanego objawienia I przedstawiłem im Ewangelię, którą głoszę wśród pogan, osobno zaś tym, którzy cieszą się powagą, by stwierdzili, czy nie biegnę lub nie biegłem na próżno. Ale nie zmuszono do poddania się obrzezaniu nawet Tytusa, mego towarzysza, mimo że był Grekiem. A było to w związku z tym, że na zebranie weszli bezprawnie fałszywi bracia, którzy przyszli podstępnie wybadać naszą wolność, jaką mamy w Chrystusie Jezusie, aby nas ponownie pogrążyć w niewolę. Na żądane przez nich ustępstwo zgoła się jednak nie zgodziliśmy, aby dla waszego dobra przetrwała prawda Ewangelii” (2, 1-5). 

Paweł prawdopodobnie przeżywał wielki niepokój przed udaniem się do Jerozolimy. Miał bowiem wyruszyć do miejsca, które – jak dobrze wiedział – emanowało żydowskim radykalizmem. Po ludzku kalkulując „sprawa pogan” wydawała się przegrana. Sama wzmianka o tym, że Paweł udał się do Jerozolimy tylko dlatego, że Bóg zainterweniował poprzez szczególne objawienie (2, 2), wskazuje na jego obawy. 

Przebieg i ostateczne owoce tzw. Soboru Jerozolimskiego z całą pewnością są dowodem działania Ducha Świętego – Ducha Jedności. Zaskakujące musiały być słowa Piotra: „Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów (pochodzenia pogańskiego) jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać. Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa tak samo jak oni” (Dz 15, 9-11). Ale przede wszystkim zaskakująca była wypowiedź Jakuba, znanego powszechnie ze swej gorliwości w wypełnianiu Prawa, która została przyjęta jako wiążące orzeczenie: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego” (Dz 15, 28-29).

Jedność została zachowana, niestety nie na długo. Jak zaświadczają poszczególne fragmenty listów Pawła, owi chrześcijanie pochodzenia żydowskiego, którzy nie mogli pogodzić się z powyższymi ustaleniami, zaczęli siać zamęt w poszczególnych wspólnotach chrześcijańskich. Nie wiemy, jak by się to wszystko skończyło, gdyby nie postawa św. Pawła. Nawet Piotr i Barnaba nie wytrzymali presji judaizantes. Wystarczy przeczytać fragmentu z Listu do Galatów, aby to zrozumieć: „Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę” (Ga 2, 11-13).

Paweł wiedział, że jedność jest ważna, ale nie za wszelką cenę! Troska o tę jedność nie może odbywać się kosztem Ewangelii, kosztem osobowej więzi z Jezusem Chrystusem, kosztem utraty jej przekonywującej mocy. Dlatego też w wielu swych listach zwalcza w zarodku poglądy judaizantes.

Między teorią a praktyką?

Właśnie w tym duchu należy odczytać fragment, który wydaje się kłaść cieniem na nauce Pawła o jedności Kościoła. Mowa tu o kłótni między nim a Barnabą na początku drugiej podróży misyjnej. Po tym, jak w Jerozolimie podjęto zasadnicze ustalenia co do ewangelizacji pogan, Paweł postanowił odwiedzić i umocnić wspólnoty chrześcijańskie, które założyli z Barnabą na Cyprze i w Azji Mniejszej. Gdy „Barnaba chciał zabrać Jana zwanego Markiem, Paweł prosił, aby nie zabierał ze sobą tego, który odszedł od nich w Pamfilii i nie brał udziału w ich pracy” (Dz 15, 37-38). Barnaba nie chciał przystać na prośbę Pawła, więc „doszło między nimi do ostrego starcia, tak że się rozdzielili: Barnaba zabrał Marka i popłynął na Cypr, a Paweł dobrał sobie za towarzysza Sylasa i wyszedł polecony przez braci łasce Pana. Przechodził przez Syrię i Cylicję umacniając miejscowe Kościoły” (Dz 15, 39-41). 

Dlaczego tak się stało? Czy chodziło tu przede wszystkim o osobistą urazę, którą Apostoł nosił w sercu z powodu tego, że Marek go zawiódł? Raczej nie, a jeżeli nawet cień takiej urazy zalegał rzeczywiście w jego sercu, to decydujące były przesłanki racjonalne. Jan Marek, mieszkaniec Jerozolimy, opuścił ich nie dlatego, że lękał się niebezpieczeństw, które czyhały w drodze do Antiochii Pizydyjskiej (dla młodego człowieka byłyby one swoistą przygodą), ale dlatego, że nie mógł znieść otwartości Pawła na pogan. Marek musiał być wstrząśnięty tym, że Szaweł poddał się pod patronat rzymskiego prokonsula Sergiusza Pawła i pod jego wpływem zmienia swoje imię. Znaczenie tego faktu podkreśla autor Dziejów Apostolskich, gdyż przed spotkaniem w domu tego poganina Dzieje zawsze określają Apostoła pogan Szawłem, natomiast w późniejszej narracji zawsze nazywają go już Pawłem. 

Prawdopodobnie wspólnoty chrześcijańskie na Cyprze, dokąd Barnaba zabrał Marka, dopytywały się o Szawła, a wspólnoty w Azji Mniejszej, chciały wiedzieć, co się dzieje z Barnabą i dlaczego do nich nie przybył. Odpowiedzi na te pytania musiały być z pewnością trudne. Paweł nie chciał mieć koło siebie człowieka, którego nie był pewien. Ten radykalizm św. Pawła podkreśla główną cechę jego apostolskiej strategii – „wszystko czynię dla Ewangelii” (1 Kor 9, 23). Jeżeli więc odkrywał, że coś może powodować utratę wiarygodności Dobrej Nowiny, gotowy był na bezkompromisowość. Ewangelia, którą głosił, była czym nowym. Odkrywał ja w Jezusie Chrystusie i wyrażał w następujący sposób: „Wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3, 27-28).

W służbie Ewangelii

Choć Paweł nie uczestniczył w Ostatniej Wieczerzy, na pewno znał słowa, które Jezus wówczas wypowiedział: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy” (J 17, 20-21). W całym nauczaniu Pawła odkrywamy dosłowne przyjęcie tych słów: …aby świat uwierzył! Jedność była dla niego wartością wielkiej wagi, wartością, która była w służbie przepowiadania Ewangelii. Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że sam Jezus zapowiadał, iż nauka jaką przyniósł spowoduje podziały i to podziały nawet pomiędzy ojcem i synem, matką i córką itd. (por. Mt 10, 34-36 i par.). Jezus pragnął, aby ogień, który przyniósł zapłonął i dlatego Paweł robił wszystko, aby tym ogniem zapalać jak największe rzesze ludzi. 

Do tej służby Ewangelii Apostoł Narodów zapraszał wszystkich, którzy stali się chrześcijanami. Bo skoro zostali zanurzeni w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, skoro przyjmują Jego moc i skoro mają nadzieję na przebywanie z Nim w wieczności, to nie mogą zapominać o tym, że stanowią jedno ciało, w którym ręka nie może powiedzieć nodze: nie potrzebuje cię (por. 1 Kor 12, 12-31). 

Jedność stanowiła siłę chrześcijaństwa. Przede wszystkim czyniła je wiarygodnym i miłym Bogu. W Liście do Filipian odnajdujemy słowa, które świadczą o wadze jaką św. Paweł przykładał do jedności: „Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli – jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakiś udział w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie – dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich” (2, 1-4). Wiedział bowiem, że to właśnie jedność, na ołtarzu której chrześcijanie złożą swój egoizm i niezdrowe ambicje, swoje urazy i przyzwyczajenia, spowoduje, że pozwolą działać w sobie i przez siebie Duchowi Świętemu. Do tej ofiary z siebie na rzecz jedności w różnych listach zachęcał współwyznawców. W Liście do Filipian czytamy: „Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym ja – czy to gdy przybędę i ujrzę was, czy też będąc z daleka – mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom” (1, 27-28) oraz: „Wzywam Ewodię i wzywam Syntychę, aby były jednomyślne w Panu. Także proszę i ciebie, prawdziwy Syzygu, pomagaj im, bo one razem ze mną trudziły się dla Ewangelii wraz z Klemensem i pozostałymi moimi współpracownikami, których imiona są w księdze życia” (4, 2-3). 

Kiedy w Kościele powstawały podziały, Paweł w wielką stanowczością walczył z tym, co je wywoływało. Najlepszym przykładem tego zatroskania jest Pierwszy List do Koryntian. Problem braku jedności został w nim postawiony na samym początku: „Upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: «Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa». Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?” (1, 10-13). Paweł nie mógł być obojętny wobec podziałów i niezgody między poszczególnymi chrześcijanami czy grupami chrześcijan. Wiedział, że to wszystko powoduje destrukcję samego Kościoła. Dlatego też posunął się do groźby: „Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście” (3, 17). Kontekst wskazuje, że adresatami tej groźby są właśnie ci, którzy niszczą Kościół od środka. 

Nie należy się więc dziwić, że Paweł w dalszej części tego Listu krytykuje chrześcijan, że kłócąc się miedzy sobą idą przed trybunały pogańskie, aby tam dochodzić swych praw. Z ich powodów głoszona z takim trudem Ewangelia przybierała cechy śmieszności i niewiarygodności. Nawet ludzka sprawiedliwość, która przecież w nauce późniejszych wieków została zaliczona do cnót kardynalnych, została wzięta przez Pawła w nawias, jeżeli jej osiągnięcie miałoby być kosztem jedności i uszczerbkiem w ewangelizacji. Paweł pisze bowiem: „Już samo to jest godne potępienia, że w ogóle zdarzają się wśród was sądowe sprawy. Czemuż nie znosicie raczej niesprawiedliwości? Czemuż nie ponosicie raczej szkody?” (6, 17).

Gdyby Paweł żył dzisiaj, z pewnością wielu chrześcijanom dostałoby się po uszach, że lansując siebie i szukając swojej sprawiedliwości, występują przeciw braciom przed współczesnymi pogańskimi trybunałami, jakimi są w dużej mierze liczne mass media. Z pewnością z równym wzburzeniem, jak przed wiekami, krytykowałby z oburzeniem tych, którzy próbują podzielić Kościół, np. na krakowski i toruński, na platformerski i pisowski, moherowy i inteligencki… Czy tych ludzi włączyłby do grupy osób, którzy rozbijali jedność i wykrzywiali Ewangelię, a wobec których nie zawahał się użyć formuły: „niech będzie przeklęty!” (Ga 1, 8-9). Hm?

***

Na koniec warto zapytać o to, gdzie Paweł znajdował motywację do tak bezkompromisowej walki o jedność Kościoła i o moc głoszenia Ewangelii? Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy w Liście do Efezjan, który śmiało możemy nazwać repetytorium Pawłowego nauczania. W podanych tam prawdach dogmatycznych i regułach moralnych możemy odnaleźć istotne zasady, które z powodzeniem mogą zostać odniesione do wszystkich sytuacji tamtego i obecnego czasu. Motywacją do jedności w Kościele jest sam Jezus Chrystus. To dlatego nie tylko Żydzi i Grecy, ale wszyscy, którzy oddzielili się od siebie murem uprzedzeń, urazów, niechęci i pychy, powinni odkryć w sobie skutki zbawczego dzieła naszego Pana. „Dlatego pamiętajcie, że niegdyś wy – poganie co do ciała, zwani «nieobrzezaniem» przez tych, którzy zowią się «obrzezaniem» od znaku dokonanego ręką na ciele – w owym czasie byliście poza Chrystusem, obcy względem społeczności Izraela i bez udziału w przymierzach obietnicy, nie mający nadziei ani Boga na tym świecie. Ale teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch rodzajów ludzi stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i w ten sposób jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości” (Ef 2, 11-16).

Ta jedność w ekonomii zbawienia była przez Boga zamierzona. Paweł ją odczytał i nie mógł zostać wobec niej obojętny. Pisał o tym w następujący sposób: „Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię. Jej sługą stałem się z daru łaski udzielonej mi przez Boga na skutek działania Jego potęgi” (Ef 3, 5-7). 

W nauczaniu Pawła pragnienie jedności nie jest tzw. ‘pobożnym życzeniem’, o wypełnienie którego uczniowie Jezusa mogą, ale nie muszą się zbytnio starać. Walka o jedność stanowi nierozerwalną część powołania chrześcijańskiego. Ta walka musi być konkretna, tak jak konkretne jest zmaganie się ze swoimi słabościami, które trzeba wypleniać, aby nie wrosły w fundament i nie rozsadziły go. Paweł wyraża to w następujący sposób: „Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4, 1-3). Nic dodać, nic ująć! Paweł nie buja w obłokach, lecz mówi jako człowiek bogaty w doświadczenia, jakie zdobył przez lata walki o jedność Kościoła. Apostoł Narodów w sposób lapidarny, a zarazem niezwykle wymowny całą aktywność chrześcijańską stawia pod wspólnym mianownikiem następnych zdań: „Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich” (Ef 4, 4-6).

To właśnie codzienna udręka Pawła płynąca z troski o wszystkie Kościoły, o ich jedność i ewangelicznego ducha zaowocowała tym, że możemy czerpać siły i motywacje do podejmowania zadań jakie Bóg nam zleca i z dumą wyznawać „Wierzę w Jeden, Święty, Powszechny i Apostolski Kościół”.