Chrześcijanin wobec natury

(144 - maj - czerwiec 2006)

Czy moja Mysia pójdzie do nieba?

ks. Robert Klemens COr

czyli co usłyszał Piotruś od swojej Mamy

 

Jakaż była wielka radość małego Piotrusia, gdy na swoje 3 urodziny dostał od chrzest­nej matki maleńkiego (bo one takie są) chomika. (O zaskoczeniu rodziców Piotrusia tym prezentem nie wspomnę). Chłopiec bez chwili wahania stwierdził, że będzie się nazywał Mysia. Oczywiście zakup odpowiedniego terrarium wyposażenie go w niezbęd­ne trocinowe podłoże, spadło na rodzicieli Piotra. On natomiast tarmosił Mysię przytula­jąc ją to do twarzy, to do serca. Po takich pieszczotach wracała do klatki i sprawiała wra­żenie najszczęśliwszej, bo zostawionej w świętym spokoju. Chwile wytchnienia nie trwały jednak dłu­go, bo Piotruś wciąż przybiegał i wyciągał Mysię z jej „azylu spokoju”. W końcu musieli zainterwenio­wać rodzice, tłumacząc, że pieszczoty mogą Mysi się nie podobać, bo w swoim naturalnym środowi­sku takie zachowanie jest dla niej nienaturalne. Wy­jaśnienie poskutkowało zmniejszeniem częstotliwo­ści „wyciągania Mysi z klatki”.

     Piotruś jednak bardzo przejmował się losem swojego podopiecznego ku wielkiemu zdziwieniu najbliższych - troszczył się o Mysię jak o nic wcześ­niej (rybki zdechły z głodu, patyczak całkiem zdrew­niał, a ćma przechowywana w pudełku po zapałkach zasnęła na amen). Codziennie wymieniał jej wodę, obierał marchewkę, skubał sałatę, a nawet dzielił się swoim jabłkiem. Kiedy tylko mógł siadał przy terra­rium i z nosem przyklejonym do szyby (terrarium było ze szkła) oglądał swoją Mysię. Tak było przez prawie rok. Codziennie rano, gdy tylko otwierał oczy zakładał kapcie (albo na boso) biegł zoba­czyć czy Mysia się obudziła.

Również tego ranka, (a była sobota) zerwał się z łóżka i gdy dobiegł do klatki stwierdził, że Mysia jeszcze śpi. Zwinięta jak zwykle w maleńką kulkę w kąciku, nie ruszała się. Postanowił, że jeszcze jej nie będzie przeszkadzał, pójdzie się umyć i jak wróci to na pewno Mysia też się będzie już myła. Mył się bardzo szybko i nawet zapomniał o uszach, bo tak tęsknił. Z łazienki przy­biegł prosto do miejsca gdzie stała klatka, ale ku wielkiemu zdziwieniu nic w niej się nie ruszało. Mysia musiała bardzo solidnie spać, ale przecież już jest 8.30 (Piotruś znał się już na zegarku i wiedział, że to najwyższa pora, aby wstać). Postanowił więc obudzić Mysię tak jak mama zwykle budziła jego. Delikatnie dotknął miękkiego futerka, które się nie ru­szało. Przecież nigdy Mysia nie spała tak mocno, dotknął jej jeszcze raz i nic. Teraz chwycił zwinięte w kłębek futerko w swoją rączkę i zobaczył, że ono się wcale nie rusza. Nie wiedząc jeszcze co to oznacza poszedł z Mysią do sypialni rodziców, którzy wyrwani ze snu, byli mocno zaskoczeni wizytą Piotrusia jak i futrzanym zawiniątkiem na jego ręku.  Tato wziął z ręki Piotrusia Mysię, przyjrzał się jej uważnie i powiedział, że nie żyje. Kiedy te słowa dotarły do świadomości Piotrusia zaczął najpierw cichutko, a potem co­raz głośniej płakać. Mama przytuliła go i z wielkim trudem uciszyła płacz dziecka. Zaczęła spokojnie tłumaczyć.

Popatrz Piotrusiu! Ta mała Mysia, którą tak bardzo kochałeś i z którą tak się mocno zaprzyjaźniłeś była żywym stworzeniem jak ja i ty. A wszystkie stworzenia na ziemi są dziełem Pana Boga. (Piotruś o tym wiedział, bo ostatnio słyszał to na kazaniu dla dzie­ci). Pan Bóg daje każdemu życie i Pan Bóg wie również, kiedy to życie musi się skoń­czyć. Widocznie dzisiaj kończyło się życie Mysi według Pana Boga, ale na pewno była ona bardzo szczęśliwa i zadowolona, że tak troskliwie się nią opiekowałeś i myślę, że tymi wszystkimi zabawami, które razem odbywaliście, chciała ci za to podziękować, a dzisiaj wróciła do swojego Stwórcy.

To znaczy, że Mysia poszła do Pana Boga i jest w niebie? - zapytał Piotrek z mokry­mi od łez oczami.

Do nieba Piotrusiu mogą iść tylko ludzie - mówiła spokojnie mama - bo ich Pan Bóg kocha najbardziej. A ludzie przynoszą ze sobą dobro, które uczynili tutaj na ziemi dla innych ludzi, ale także dla każdego Stworzenia Bożego. I gdy ty kiedyś pójdziesz do nieba opowiesz Panu Bogu o Mysi (którą się opiekowałeś), a wtedy zobaczysz, że Pan Bóg się uśmiecha i chce cię serdecznie uściskać.

Mamusiu, a czy zwierzęta mają duszę?

Pamiętasz to, co słyszałeś w Kościele, jak Pan Bóg stwarzał świat? Najpierw powołał do życia wszystkie istoty na ziemi, a na samym końcu stworzył człowieka dając mu tchnienie (powiew), które jest duszą. Inne stworzenia tego tchnienia nie dostały, więc nie mają duszy. A że tylko du­sza jest nieśmiertelna, więc życie zwierząt kończy się śmiercią i pozostają one tylko w naszej pa­mięci. Pan Bóg jednak bardzo mądrze zaplano­wał świat, że na miejsce jednych zwierzaków przychodzą następne i dlatego, kto wie,  może dostaniesz nową mysię?

Piotruś musiał sobie wyobrazić dobrego Pana Boga z wyciągniętą ręka, na której siedzi Mysia ru­szająca wąsami i zajadająca kawałek marchewki, bo całkiem przestał płakać, a nawet trochę się uśmiechnął.

Nie było mu jednak łatwo przygotować pudełko wypełnione watą, w które włożył Mysię. Potem ra­zem z tatą poszli do ogrodu i pod wielkim drzewem wykopali mały dołek. Tam włożyli pudełko i ziemią zasypał wszystko.

Jakiś czas potem kładł jeszcze na tym miejscu pojedyncze kwiatki zerwane w ogrodzie, a gdy do­stał nową Mysię miejsce pod wielkim drzewem zaro­sło trawą.