Pytania o szatana

(191 - luty - marzec 2013)

Czyje królestwo?

ks. Tomasz Opaliński

Zamiast uciekać się do Chrystusa i fascynować Nim, zbyt często patrzymy w mrok, wypatrując lękliwie zagrożenia we wszystkim

Kiedy patrzy się na to wszystko, co dzieje się dookoła, co dzieje się w naszym świecie, tak bardzo chciałoby się zapytać: „Czy to Twoje królestwo, Chryste? Czy to Twój świat? Ja wiem, żeś Ty jest Panem i Królem całego wszechświata, ale dla mnie cały wszechświat to właśnie to, co mnie otacza, to moja codzienność, mój dom, moja ulica, która staje się coraz mniej bezpieczna… Gdzie jest to Twoje Królestwo, Chryste?”. 

Niby uznajemy Jezusa jako Pana i Zbawiciela, ale w praktyce uznajemy „ten świat” za zły, będący we władaniu Złego. Rodzą się więc ruchy, które – nie wprost, ale przynajmniej w założeniach – uznają, że widocznie Chrystus nie jest panem świata, a przynajmniej – nie w naszym kraju, trzeba więc go „intronizować”, a wtedy wszystko zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nastąpi panowanie Chrystusa, a królowanie Złego zostanie pokonane. Jednak w wydanym w 2012 roku na uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata liście Episkopatu Polski czytamy: "Od momentu przyjścia Chrystusa urzeczywistnia się w świecie królestwo Boże. Nie ma ono nic wspólnego z jakąkolwiek formą panowania człowieka w świecie. Oznacza – jak usłyszymy w dzisiejszej prefacji – „wieczne i powszechne Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju”. Trudno się więc dziwić, że marzy się nam realizacja takiego królestwa w świecie, bez najmniejszych zakłóceń. Myślenie jednak, że wystarczy obwołać Chrystusa Królem Polski, a wszystko się zmieni na lepsze, trzeba uznać za iluzoryczne, wręcz szkodliwe dla rozumienia i urzeczywistniania Chrystusowego zbawienia w świecie."

Biblia określa złego ducha mianem: szatan, diabeł, demon, kłamca i ojciec wszelkiego kłamstwa, smok, uwodziciel, kusiciel, Antychryst, Abaddon (zatraceniec), Apollyon (niszczyciel, eksterminator), ale nazywa go też „książę tego świata”. Nawet sam Jezus mówi: Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie (J 14, 30). Czy jednak wielu chrześcijan nie przypisuje szatanowi zbyt wielkiej mocy i nie oddaje mu zbyt pośpiesznie władzy nad światem? Owszem, Charles Pierre Baudelaire napisał, że „największym podstępem szatana jest wmówienie ludziom, że nie istnieje”; nie przeczy to jednak słowom Clive’a Staplesa Lewisa, że ludzie „wierzą w diabła albo zbyt gorliwie, albo zbyt słabo”. 

Recenzując pierwszy numer „Egzorcysty” na portalu „deon.pl” Janusz Poniewierski napisał, że „fakt, że na takie pismo jest (bo chyba jest) popyt, zaś np. magazyn «Jezus żyje!» nie znalazł w Polsce – inaczej niż w laickiej Francji (!) – dostatecznej liczby czytelników, to w moim przekonaniu sygnał dość niepokojący, jeśli chodzi o kierunek, w jakim zmierza dziś polska religijność”. O podobnych obserwacjach mówił mi również wykładający na UKSW egzorcysta z diecezji płockiej, ks. Leszek Misiarczyk, opowiadając, że gdy podczas wykładów zapowiada, że będzie mówił o szatanie – większość studentów reaguje entuzjastycznym zainteresowaniem. Zainteresowanie gaśnie jednak znacznie, kiedy zapowiada, że będzie mówił o prawdziwym Panu świata – Chrystusie… A przecież z przyjściem Jezusa władza szatana się skończyła! Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony (J 12,31) – mówi Jezus. Przecież zapowiadając zesłanie Ducha Świętego Jezus mówił o Nim jako o Tym, który przyjdzie przekonać o sądzie – bo władca tego świata został osądzony (J 16,11). Czy nie jest więc tak, że wielu chrześcijan „wierzy w diabła zbyt gorliwie” – mocniej nawet, niż w Jezusa? I czy wtedy nie stajemy się „apostołami szatana”, robiąc mu „reklamę”?

Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć – napisał w swoim liście św. Piotr (1 P 5,8). Święty Ignacy Loyola porównuje szatana do wodza na wojnie, usiłującego zwyciężyć i złupić jakiś gród.  "Wódz bowiem lub dowódca wojskowy, rozbiwszy obóz i zbadawszy siły i środki obronne jakiegoś zamku, atakuje go od strony najsłabszej. Podobnie i nieprzyjaciel natury ludzkiej krąży i bada ze wszech stron wszystkie nasze cnoty teologiczne, kardynalne i moralne, a w miejscu, gdzie znajdzie naszą największą słabość i brak zaopatrzenia ku zbawieniu wiecznemu, tam właśnie nas atakuje i stara się nas zdobyć" (Ćwiczenia duchowe, nr 325-327). 

Zastanawiam się, czy dziś wielu ludzi szatan nie atakuje właśnie przez to, co jest znamieniem słabości ducha ludzi naszych czasów: małoduszność, strach, poczucie zagrożenia. Zło jest krzykliwe, tak krzykliwe, że bardzo łatwo uwierzyć, że nie ma już przed nim obrony, że jest niezwyciężone. Niestety, zamiast uciekać się do Chrystusa i fascynować Nim, zbyt często patrzymy w mrok, wypatrując lękliwie zagrożenia we wszystkim. Jedną z taktyk szatana jest skłonienie nas, byśmy patrzyli jedynie na własne słabości i niedoskonałości (żebyśmy przypadkiem nie spojrzeli w oczy Jezusa jak skruszony Piotr, tylko widzieli jedynie własny grzech jak Judasz), albo wlepiali oczy w ciemność, podejrzliwie wypatrując przyszłych zagrożeń, niepomni tego, że wtedy przestajemy patrzeć na Jezusa, który jako błogosławiony i jedyny Władca, Król królujących i Pan panujących, jedyny, mający nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną (1 Tm 6,16) pokonał szatana. 

Sam muszę wciąż mierzyć się z tą pokusą. Sceną, do której często wracam w moim życiu był moment, gdy jako licealista na jednej z oaz podczas modlitwy uwielbienia zacząłem modlić się… przeklinając Boga za to, że nie potrafię Go kochać. Byłem tak rozżalony z powodu doświadczenia własnej grzeszności, że widziałem tylko ją! Przez dłuższy czas nic się nie działo, aż jak grom z jasnego nieba dotarł do mnie tekst czytany przez jednego z animatorów: Przestań płakać: Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida (Ap 5,5). To zdanie, wypowiedziane w apokaliptycznej wizji przez jednego ze starców do Apostoła, rozpaczającego nad tym, że nikt nie był w stanie otworzyć księgi życia, muszę sobie ciągle przypominać, gdy szatan próbuje skoncentrować mnie na mojej małości, zamiast na Bożej Miłości.

Pokusa uznania szatana za władcę świata dotknęła nawet samego Jezusa! Czytamy w ewangelii św. Mateusza: wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz (Mt 4,8-10). 

Jak więc mamy sobie radzić z pokusą rejterowania i oddawania władzy nad światem szatanowi? Tak jak Jezus: kierując myśli ku Bogu. Adam Mickiewicz w „Zdaniach i uwagach” zapisał: „Szatan w ciemności łowi, jest to nocne zwierzę, / Chroń się przed nim w światło, tam cię nie dostrzeże”. Nie są to słowa biblijne, ale warto je wziąć ze sobą jako oręż w walce z szatanem. 

Chrześcijanin wie, że odwieczny nieprzyjaciel Boga nie jest niepokonalny. Od krzyczącej mocy zła silniejsza jest moc Chrystusa, którzy przyszedł nas zbawić. Codziennie modlimy się „ale nas zbaw ode złego”, bo wiemy, że tylko Bóg ma moc zwyciężenia szatana. Z Chrystusem jesteśmy bezpieczni. Oczywiście trzeba mieć też oczy i uszy otwarte – tylko że szatan jako ojciec kłamstwa bardzo często będzie koncentrował naszą uwagę wcale nie na tym, co jest dla nas najgroźniejsze, lecz atakował tam, gdzie jesteśmy najsłabsi, ale nie wiemy o tym i nawet nie spodziewamy się zagrożenia. Dlatego tak istotne jest nie tyle tropienie spektakularnych manifestacji obecności złego ducha, ale oddawanie Jezusowi całego swojego życia, wszystkich jego sfer – aby Bóg mógł w nich działać, przemieniać je, umacniać. 

Nie oddawajmy więc szatanowi władzy nad światem. Jesteśmy przecież dziećmi Boga.