Chrześcijanin w życiu publicznym

(188 - wrzesień - październik 2012)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Czystość to wartość ludzka

rozmowa z Magdaleną Frączek

z Magdaleną Frączek, liderką zespołu Love Story, rozmawia Alexandra Ćwiek

Alexandra Ćwiek:Skąd pomysł na śpiewanie o czystości? Przecież sporo ludzi uważa ją za sztuczny wytwór, wymysł Kościoła. Nie macie wrażenia, że śpiewacie o czymś niepopularnym?

Magdalena Frączek: Szczerze mówiąc nie wiem, o jakich ludziach mówisz (śmiech). Jedyne wrażenie, jakie mam, to takie, że jestem bardzo kochana i dlatego robię to, co robię. Od początku działalności koncertowej spotkałam się z setkami młodych osób – i nie tylko – których nasze teksty zauroczyły, wstrząsnęły, wzruszyły, dały nadzieję…

Okey. Wiem, że ogółem rzecz ujmując, to, co prezentujemy, jest „niby niepopularne”. Na nasze szczęście potrafimy żyć ze świadomością, że jesteśmy zespołem niekomercyjnym, grającym pod prąd popkulturze. Tylko broń Boże nie po to, aby atakować, taranować, wyzywać na pojedynek. Po prostu szanuję słowa, które wyśpiewuję, przekonałam się, że są prawdziwe i skuteczne. Ewentualne zewnętrzne animozje zostawiam przed wejściem na salę koncertową czy do studia. Robię swoje.

Pomysł powstania zespołu narodził się podczas Strefy Chwały – co cię natchnęło do założenia zespołu?

Trzeba to powiedzieć głośno – tym Kimś był Duch Święty. Osobiście pragnęłam czegoś muzycznego w moim życiu, przypuszczam jednak, że sama nie wpadłabym na tak genialny i oryginalny pomysł. Poznałam Go też po tym, że przedstawił Swoją propozycję bardzo jasno i czytelnie – w głowie zaistniała nazwa, przesłanie, data pierwszego koncertu i Słowo z Pierwszego Listu do Koryntian św. Pawła o tym, że nasze ciała są świątynią Ducha Świętego. To była tak zwana propozycja nie do odrzucenia (śmiech).

Czym dla ciebie jest czystość? Jak ją realizować w codzienności?

Dla mnie Czystość to dar, a jedyne, co trzeba z nią zrobić, to przyjąć. Czystość to też Osoba – wiadomo o Kim mówię (śmiech). Nie jestem oderwana od rzeczywistości. Mówię o czystości, bo poznałam, czym jest nieczystość. Żeby się otworzyć na Boga, trzeba najpierw być zamkniętym. Tak było ze mną. Po osiemnastu latach nijakiego życia zrozumiałam, że mogę więcej, bardziej, mocniej. Pierwszą rzeczą, którą zaobserwowałam w sobie po przyjęciu daru czystości, to nagłe otwarcie się na świat, na życie, na ludzi. Nagle odkryłam, że mogą być otwartą, stanowczą, wartościową osobą.

Tu chodzi o decyzję i o wrażliwość serca. Nie trzeba wszystkiego rozumieć od razu, od tego często boli głowa. Życie – każdego człowieka inne, tak samo ważne i inspirujące – samo weryfikuje wybory. Często mówię, rób to, co sprawia, że patrzysz na siebie z szacunkiem.

Śpiewacie o wartościach bliskich ludziom wierzącym – a co z niewierzącymi? Jak chcecie ich przekonać o tym, że czystość ma sens?

Tak uważasz? Ja doświadczyłam, że czystość może być tak samo daleka dla wierzącego, jak i niewierzącego. Popatrz na mnie! Przez osiemnaście lat grzecznie do kościoła, co niedzielę, różańce, rekolekcje. To największy kit na świecie, że jak wierzący, to go czystość obchodzi. Oczywiście strasznie pragnę, aby tak było.

Myślisz, że używanie antykoncepcji weryfikuje czy ktoś jest katolikiem czy nie? To raczej weryfikuje jaki szacunek ma kobieta do siebie, na ile męski jest mężczyzna i czy potrafi bronić swojej kobiety. Seks przedmałżeński? To samo. To nie teologia, ale prawo naturalne, prawo do tego, aby być kochanym i szanowanym sprawia, że nie chcę, aby mój potencjalny chłopak spał ze mną w jednym łóżku. Czystość to nie wartość religijna. To wartość ludzka. Znam osoby niewierzące, które żyją w czystości, ponieważ pragną kochać. Tyle. Jasne jest, że bez Boga to poznanie czystości, ale nie tylko, każde poznanie jest niepełne, ponieważ my widzimy tylko po części, selektywnie, a Bóg patrzy na całego człowieka.

Jeszcze jedno, bardzo ważne i podstawowe – do czystości nie da się przekonać, to słowo zakłada jakąś ingerencję człowieka w życie drugiego człowieka. Nawet Bóg nie pcha się z butami w czyjeś życie, bardziej powiedziałabym, że On mnie w Sobie rozkochuje niż przekonuje do Swojej Miłości. Mówię o tym, bo kiedyś właśnie z takim nastawieniem wchodziłam na scenę – młoda, gniewna, ja wam powiem, co tracicie, jeśli nie żyjecie w czystości! A Jezus łapał się za głowę i tylko dlatego, że jest kulturalny, nie ściągał mnie ze sceny. Całe szczęście doświadczyłam już tego i owego i dziś to już sama śmieję się z takiej postawy. Gdy ktoś mnie prosi, abym powiedziała coś o czystości, odpowiadam „coś”.

Czym się inspirujesz, pisząc teksty swoich piosenek?

Życiem, czyli wszystkim, co się na nie składa – Słowem Bożym, relacjami z ludźmi, wydarzeniami, pulsem miasta, przyrody… Staram się wszystko przesiewać przez spojrzenie auto. Moje teksty są coraz mnie publicystyczne. Coraz bardziej skupiam się na olśnieniach, które przychodzą od wewnątrz. Sam Jezus przecież mówił, że nie to, co przychodzi z zewnątrz, ale to, co z wewnątrz wychodzi czyni człowieka czystym lub nieczystym.

Jak dokładnie nawiązała się Wasza współpraca z Leszkiem Łuszczem? Pracował wcześniej m.in. z Marią Peszek, która muzycznymi klimatami, ale też tekstowo śpiewa o czymś zupełnie innym niż Wasz zespół. Czym przekonaliście do siebie Leszka Łuszcza?

Cóż… To on przekonał się do nas (śmiech). A nawet nie przekonał, tylko poszedł w ciemno. Usłyszał jakieś nagrania z koncertów, niezbyt lotne jak na tamten czas. Spotkał nas ze sobą Paweł Baranowski, mecenas nagrań płyty Talitha kum, wrocławianin, mąż i ojciec, który usłyszał nas na jednym z koncertów i zapragnął, aby taki zespół jak Love Story miał profesjonalną płytę.

Dlaczego się Leszek zdecydował to trzeba się już jego pytać. Coś go musiało zaciekawić (śmiech). Niewątpliwie to wymarzony producent – jest mega pomysłowy, osłuchany, otwarty, ogarniający i ma bardzo dobrą kawę (śmiech). Pracował z wieloma wybitnymi muzykami i artystami, sam tworzył zespoły, więc doskonale wie, jak to wszystko się je, ma absolutną wrażliwość. Nasza współpraca musiała ułożyć się dobrze, bo zdecydował się na produkcję kolejnego krążka.

Pracujecie nad drugą płytą – co będzie jej tematem i inspiracją?

Tematem i inspiracją będzie kobieta. Tak. To będzie płyta o kobietach, i to będzie płyta głównie dla mężczyzn (śmiech). Oczywiście jest to kontynuacja Talitha kum, naszej pierwszej płyty z dobrym tekstem o miłości. Tytuł drugiego albumu to Effatha! W głowie mam już trzecią płytę, ponieważ zamysł jest taki, aby był to tryptyk – trzy góry spotkania, spotkania z Bogiem i trzy płyty. Pierwsza – Talitha kum – to Synaj. Tam Bóg przekazał Mojżeszowi tablicę z przykazaniami. Druga to Tabor, góra Przemienienia, piękna i chwały – i to jest płyta Effatha – bo piękna kobieta jest pełna chwały Bożej i blasku. Naprawdę, ten świat nie zdaje sobie sprawy godności kobiety. Trzecia góra to Golgota, i już czuję, że w jakimś sensie ta płyta będzie najtrudniejsza...

Tak właśnie rozumiem czystość – to nasze prawo (Synaj), piękno (Tabor) i pasja (Golgota).

W „Mayday” śpiewasz: „zakodowano, że miłość wyraża ściśle seks – ta definicja głęboko rani nasze ambicje” – przez co jeszcze można wyrażać miłość? Czy młodzi ludzie powinni być ambitni, jeśli chodzi o miłość?

Miłość można wyrażać na różne sposoby. Jezus wyraził ją przez krzyż i Zmartwychwstanie. Rodzice poprzez trwanie przy dziecku. Chłopak przez uznanie piękna dziewczyny. Dziewczyna przez szacunek okazywany chłopakowi. Paleta okazywania sobie miłości ma nieskończenie wiele barw.

Z tą ambicją to bywa różnie. Często jej nie ma, bo wcześniej przydarzyło się jakieś poważne zranienie – głównie w domu… Alkoholizm, depresja, zdrady… Jesteśmy nauczeni, że aby być kochanym, trzeba dopasować się do wizji tej drugiej osoby. Miłość kojarzy się nam z wykorzystywaniem (także okazji). Pragniemy być w końcu „wolni” od tego, na co napatrzyły się nasze oczy przez kilkanaście lat życia i decydujemy się na związek „bez zobowiązań”… Przekonałam się i nadal się przekonuję, że najpierw chcę być ambitna, jeśli chodzi o mnie samą. Chcę dobrze przeżywać każdy dzień, nie uciekać przed problemami, stawiać im czoła. Każdy człowiek jest wart tego, aby być kochanym. Jeśli w to uwierzę, z ambicją nie ma już najmniejszego problemu.

Jakie są wasze, jako zespołu, ambicje?

Nagrody Grammy, a jeśli nie to przynajmniej Fryderyki… (śmiech). Serio i muzycznie to na pewno jeszcze więcej grania, bo ono sprawia nam niewymownie dużo radości. A tak całościowo naszą ambicją – jeżeli mogę tak za wszystkich coś powiedzieć – jest Miłość. Bo to o Niej ta cała historia!

Dziękuję za rozmowę.