Być mężczyzną

(137 - maj - czerwiec 2005)

Delikatnie naczynie

Krzysztof Jankowiak

W Ruchu używamy pięknego tytułu Chrystusa Sługi. Jest on ukazywany jako ideał szczególnie kapłanom i członkom diakonii. Chyba warto go odkryć jako ideał dla mężów w ich relacjach do żon

Na jednym z pierwszych spotkań naszego kręgu Domowego Kościoła dzieliliśmy się tekstem z listu do Efezjan 5,21-33. Tekst ten uważany jest za dyskryminują­cy kobiety - jak wiadomo św. Paweł dość kategorycznie stwierdza: „Żony niech będą poddane swoim mężom”. Podczas tego dzielenia dotarło do mnie, że - jeśli już w ogóle mówić o dyskryminacji - to dyskryminowani są tu raczej mężczyźni. Dlacze­go? Otóż św. Paweł żonom każe być podda­nym, natomiast mężom każe kochać swoje żony. Mnie osobiście (również jako mężowi) wcale nie zależy na żadnym poddaniu, ty­siąckrotnie bardziej wolę otrzymywać miłość. A św. Paweł kochać każe tylko mężowi, żonie zaś poleca jedynie być poddaną.

Ten tekst i to moje ówczesne odczytanie go przypomniało mi się, gdy za­cząłem zastanawiać się nad zadanym mi tematem: mężczyzna jako mąż. Co to znaczy bowiem być mężem? To po pierwsze kochać swoją żonę.

Ta odpowiedź niby powinna być oczywista - miłość ślubujemy prze­cież na pierwszym miejscu w przysiędze małżeńskiej - jednak jakoś pozo­stał we mnie niepokój: dlaczego Biblia tak bardzo podkreśla obowiązek miłości ze strony męża?

Gdy szukam odpowiedzi na to pytanie, staje przed moimi oczyma ob­raz mężczyzny starającego się o względy swej wybranki. Tego, który przede wszystkim zapewnia ją o swej miłości, ale który również naprawdę ją adoruje, przynosi jej kwiaty, zachwyca się jej urodą, mówi komplementy. Tak, tak, ja wiem, że miłość wyraża się nie w pięknych słówkach, tylko w konkretnym zachowaniu, w czynach miłości. Która jednak kobieta nie chce ciągle słyszeć zapewnień miłości, nie chce być ad­orowana i uwielbiana? My, mężczyźni, zbyt łatwo o tym zapominamy i bywa, iż nasza miłość staje się konkretna aż do bólu. A więc to Pawłowe wezwanie (Apostoł ponawia je w Liście do Kolosan 3,19) może jest w pierwszym rzędzie prośbą o to, by po prostu cią­gle mówić żonie o miłości?

A potem oczywiście mają być czyny. Św. Paweł pokazuje przykład Chrystusa, który wydał samego siebie za Kościół (Ef 5,25-26). To niesamowicie zobowiązujące porówna­nie i, nie da się ukryć, ogromnie wymagające. Wystarczy pomyśleć, co zrobił Jezus... W Ruchu używamy pięknego tytułu Chrystusa Sługi. Jest on ukazywany jako ideał szcze­gól­nie kapłanom i członkom diakonii. Chyba warto go odkryć jako ideał dla mężów w ich relacjach do żon. Mąż ma być sługą swojej żony tak jak Chrystus, który „umiłował Ko­ściół i wydał za niego samego siebie”.

Dalej jest porównanie do ciała, które się „żywi i pielęgnuje” (Ef 5,29). To tradycyjna rola mężczyzny - „żywiciel rodziny”. Dziś, gdy normalną rzeczą jest praca zawodowa kobiet, trzeba na to sformułowanie spojrzeć w nowy sposób. Może tak bardziej codzien­nie. Codzienna troska o posiłki, o dom, nie powinna być wyłącznie domeną kobiety. Nie powinno być tak, że mąż wracający z pracy czeka na podanie obiadu przez żonę - ona też przecież z pracy wróciła. Myślę, że to nie jest żadne odkrycie - w każdym razie mę­żowie z mojego środowiska normalnie uczestniczą w pracach domowych. Chciałbym jed­nak zwrócić uwagę na pewien szczegół. Mianowicie, moim zdaniem, mężowie powinni nie tylko pomagać żonie, powinni również umieć być samodzielni. Nie jest dobrze, gdy żona nie może wyjść z domu na dłużej, bo tylko ona potrafi położyć dzieci spać, tylko ona umie przygotować je do przedszkola. Również w sytuacji nawet kilkudniowej nie­obecności żony mąż powinien umieć poradzić sobie ze zorganizowaniem życia rodzinne­go, łącznie z wydawaniem obiadów, włączeniem pralki czy zmywarki.

     W Liście do Kolosan znajdujemy jeszcze jeden konkret miło­ści - „miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi” (3,19). Wła­ściwie tego już komento­wać nie potrzeba.

     Z Listu do Efezjan wyłowiłbym także wskazówkę dla mę­żów - „działaczy kościelnych”. Św. Paweł porównując relację małżeńską do relacji Chrystusa do Kościoła pokazuje, że mąż ma miłować żonę dla jej uświęcenia. Wydaje mi się, że można więc powiedzieć, iż to żona jest pierwszym polem „kościelnego zaan­ga­żowania” każdego męża. Mężczyźni generalnie są mniej aktyw­ni religijnie niż kobiety, bywa jednak, że czyjeś zaangażowanie powo­duje, iż zaczyna swoją żonę zaniedbywać. Św. Paweł usta­wia tutaj właściwe priorytety.

     Wskazania dla mężów daje także św. Piotr w swoim pierw­szym liście. Choć on akurat nie używa słowa „miłość”, jeden werset jaki poświęca zadaniom mężów (1 P 3,7) jest dla mnie bardzo konkret­nym we­zwaniem do miłości.

„Darzcie żony czcią jako te, które są razem z wami dziedzicami łaski” - mówi druga część tego wersetu. Cześć, szacunek to nieodłączne elementy miłości. Słowa o „współdziedzictwie w łasce” są dla mnie wezwaniem do współodpowiedzialności w życiu religijnym rodziny, do prawdziwego part­nerstwa w tej sferze. Partnerstwa, a więc takiej sytuacji, gdzie sfera wiary nie jest domeną jednego ze współmałżonków, a jest równo ważna dla oboj­ga i oboje odgrywają też równą rolę w życiu religijnym rodziny.

Więcej uwagi chciałbym poświęcić pierwszej części tego wersetu:
„Mężowie we wspólnym pożyciu liczcie się rozumnie ze słabszym ciałem kobiecym”. Pierwsze skojarzenie, jakie budzi we mnie to zdanie, wiąże się z kierowaniem sferą sek­sualną w małżeństwie. Niewątpliwie trzeba tu się liczyć z ciałem kobiecym, ono bowiem (a ściśle rzecz biorąc rytm płodności) wyznacza czas współżycia seksualnego. Liczyć się trzeba - ale to przecież bywa olbrzymim problemem. Mężowie, którzy nie chcą, nie umieją czekać na wzajemne zbliżenia, którzy „muszą”. Nie chcę uprawiać tu taniego mo­ralizatorstwa, wiem że sfera seksualna jest ogromną siłą i nie zawsze łatwo jest nad nią zapanować. Św. Piotr wzywa tu do używania rozumu - dla racjonalnej natury mężczy­zny powinien być to argument.

Nie chciałbym jednak koncentrować się na tej negatywnej stronie. Wolę w tym miej­scu zachęcić panów, by nie zostawiali na głowach swoich żon całej kwestii obserwacji i interpretacji objawów płodności. Myślę, że coraz więcej jest małżeństw, w których od­po­wiedzialne rodzicielstwo, stosowanie metod naturalnego planowania rodziny jest wspólną sprawą obojga małżonków. Oby stawało się to regułą w każdym chrześcijańskim małżeń­stwie.

„Liczenie się z ciałem kobiecym” oznacza też wsłuchiwanie się w pragnienia i odczu­cia kobiety podczas samego współżycia, poznawanie tego, co jest dla niej miłe i pobu­dzające, i robienie tego. Akurat tutaj dobrze pasuje określenie „słabsze ciało kobiece”, sfera erotyczna kobiety stanowi bowiem niesłychanie delikatny układ, który bardzo łatwo zaburzyć (inaczej niż u mężczyzny, któremu do zadowolenia ze współżycia trzeba tak na­prawdę niewiele).

Przypuszczam jednak, że św. Piotr niekoniecznie myślał wyłącznie o sferze seksualnej. Tu nowe pokłady znaczeniowe pomaga odkryć sięgnięcie do innych niż Biblia Tysiącle­cia przekładów tego tekstu. Przekład ekumeniczny brzmi: „Mężowie, żyjąc wspólnie z żo­nami, traktujcie je z wyrozumiałością”. Bardzo konkretna rada, konkretne wezwanie. Wyrozumiałość - niby niewiele, ale jak to „niewiele” pomaga żyć.

Najbardziej poetyckie porównanie stosuje tutaj przekład ks. Remigiusza Popowskiego na Wielki Jubileusz roku 2000: „Mężowie, przebywajcie z żoną w świadomości, że jest jak jakieś delikatne naczynie”.

Na tym pięknym obrazie chciałbym zakończyć moją refleksję, zachęcam wszystkich do jego kontemplacji.