Finanse - nasze, Kościoła, Ruchu

(142 - luty - marzec 2006)

DKO (świadectwo)

Ola i Janusz

Jesteśmy rodziną niezbyt zamożną i często musimy rezygnować zpewnych rzeczy

Jesteśmy małżeństwem z dwudziestoletnim stażem. Mamy czworo dzieci w wieku od 13 do 19 lat. Staramy się je wychowywać tak, aby umiały dokonywać mądrych wyborów, kierując się chrześcijańskimi wartościami. Wydaje nam się, że jesteśmy rodzicami wymagającymi i konsekwentnie broniącymi pewnych ustalonych zasad, które uważamy za ważne. Czasami słyszeliśmy ich skargi: „innym dzieciom rodzice pozwalają na to, a wy nie". Odpowiadaliśmy wówczas: „Bo was kochamy i jesteśmy odpowiedzial­ni za was, a uważamy, że tak będzie dla was najlepiej".

Czy nasze metody się sprawdziły? Jeszcze za wcześnie, by to oceniać. Na przykład zauważamy, że mimo stosowania tych samych metod wychowawczych, każde z naszych dzieci jest inne.

Jesteśmy rodziną niezbyt zamożną i często musimy rezygnować z zakupu pewnych rzeczy. Po prostu ustalamy hierarchię potrzeb i według niej oceniamy co jest ważniejsze, a z czego zrezygnujemy. Dzieci od początku uczestniczą w tych dyskusjach i chociaż my mamy decydujące zdanie, to staramy się wsłuchiwać w ich marzenia i argumenty. Dzięki tym dyskusjom znają sytuację materialną rodziny i starają się to rozumieć. Zauważamy jednak, że każde w inny sposób. Czasami trochę się buntują, czasami próbują wymuszać, bywa i tak, że rezygnują z czegoś, co naszym zdaniem jest nie­zbędne.

Zdarzają się i niepowodzenia wychowawcze np. jedno z naszych dzieci wydało na słodycze sporą sumkę przeznaczoną na wycieczkę szkolną, która się nie odbyła. Bardzo nas zmartwiła taka nieodpo­wiedzialność i egoizm, ale w duchu cieszyliśmy się, że pieniądze nie zostały wydane na coś groźniejsze­go.

     Nasze dzieci nie mają kieszonkowego, chociaż krót­ko i tę metodę stosowaliśmy. Dlaczego nie? Przede wszystkim obawialiśmy się, że mogą być na­rażone na jakieś wymuszenia ze strony kolegów, al­bo będą wydawały je na produkty, których unikamy ze wzglądu na to, że są niezdrowe. (Obserwuję w szkole, co dzieci kupują w sklepiku szkol­nym, podczas gdy kanapka ląduje w koszu). Chciałam, aby się rozliczały z tego na co wy­dały te pieniądze, ale to jakoś nie zdawało egzaminu.

Naszym „wynalazkiem" jest DKO czyli Domowa Kasa Oszczędności. Otóż już od naj­młodszych lat dzieci dostawały pieniążki od babci, dziadka, cioci, wujka itd. Ponieważ sa­me nie mogły jeszcze dysponować takimi kwotami (szczególnie po I Ko­munii św.) my je przejmowaliśmy i zapisywaliśmy kwotę w specjalnym zeszyciku. Długo większość ich po­trzeb była realizowana z naszej kieszeni, ale teraz mają swoje własne wydatki, które, po konsultacji z nami, realizowane są z DKO. Całe szczęście, że starają się nie wydać naraz całej kwoty, bo byśmy zbankrutowali, ale oni na szczęście doskonale rozumieją sytuację.

Jedna z córek raz w tygodniu rozdaje gazetę i w ten sposób zarabia na wymarzony cyfrowy aparat fotograficzny. Martwiliśmy się, czy to nie przeszkodzi jej w nauce, ale wi­dzimy, że raczej ją to mobilizuje do większego wysiłku. Wszystkie nasze dzieci potrafią oszczędzać, a swoje marzenia dostosowują do możliwości finansowych rodziny. Rzadko zdarzało się. żeby narzekały, albo wymuszały na nas realizację jakiejś zachcianki. Jednak wiedzą, że postaramy się zaspokoić ich najważniejsze potrzeby, aby mogły się rozwijać wykorzystując swoje zdolności, odpoczywać korzystając z rozrywek kulturalnych i formo­wać wśród rówieśników na oazach.

Nasza najstarsza córka od niedawna studiuje poza domem i zaczęła samodzielne ży­cie. Jest też zmuszona zaplanować swój budżet i racjonalnie nim dysponować. Trochę się tego baliśmy, bo jest to dla niej coś nowego. Ale jak na razie nie widzimy, żeby były zjakieś problemy. Córka opowiada nam o swoich planach. Dzwoni, gdy zamierza wy­dać jakąś większą sumę i pyta, czy to dobra decyzja. Jak na razie musimy potwierdzić, że rozsądnie sobie radzi. Zna wartość pieniądza i umie rozłożyć swoje wydatki tak, aby star­czyło jej do końca miesiąca.

Niedawno nasz ksiądz moderator stwierdził, że rodzice zawsze ponoszą odpowiedzial­ność za postępowanie swoich dzieci. Dużo łatwiej jest realizować tę odpowiedzialność, gdy dzieci są małe, lecz gdy dorosną ponosimy konsekwencje wieloletniej pracy wycho­wawczej, bo wówczas poprawić cokolwiek jest już bardzo trudno. Prosimy więc Ducha Świętego o mądrość dla nas, gdy rozwiązujemy problemy wychowawcze i dla naszych dzieci, by umiały mądrze żyć w dzisiejszym, niełatwym świecie.