Dać świadectwo nadziei

(138 - lipiec - sierpień 2005)

Dobro (świadectwo)

Marlena

„Kocham dzieci — mówi Bóg — bo mój obraz nie jest w nich jeszcze zatarty. One nie zatarły mego podobieństwa, są świeże, czyste, bez poprawek, bez plam. Więc gdy delikatnie pochylam się nad nimi, odnajduję w nich siebie.”
M.Quoist
„Kocham dzieci - mówi Bóg - bo mój obraz nie jest w nich jeszcze zatarty.
One nie zatarły mego podobieństwa, są świeże, czyste, bez poprawek, bez plam.
Więc gdy delikatnie pochylam się nad nimi, odnajduję w nich siebie.”

M.Quoist

Z dziećmi określanymi jako „niepełnosprawne” pracuję już od jedenastu lat. Przez cały ten czas więcej uczę się i otrzymuję od nich, niż chyba sama potrafię im dać. Niejeden mógłby powiedzieć, że jak w każdej pracy zdobywam doświadczenie, za­znajamiam się ze sposobami przybliżania dzieciom świata, nauczenia ich tego co tylko jest możliwe, by żyło im się łatwiej, lepiej itp. itd. I to wszystko jest prawdą ale nie tym, co dla mnie najważniejsze. Za każdym razem, gdy staję przed oddanym mi pod opiekę dzieckiem, otwieram szeroko oczy, uszy a chyba przede wszystkim serce i staram się od­kryć jaką jest osobą, co je cieszy a co smuci, co lubi najbardziej a co je zwyczajnie złości a potem zadaję sobie pytanie czego ono ode mnie oczekuje. Oczywiście rozum, wiedza są tu bardzo potrzebne ale jako narzędzie a nie punkt wyjścia. Myślę, że tylko tak patrząc mogę zobaczyć w moich uczniach prawdziwe piękno. Ich otwartość, radość z każdego najmniejszego drobiazgu, z chwili czasu i uwagi poświęconej tylko im, przywiązanie, któ­re jest dla mnie wielką nagrodą za każdy wysiłek. Tego patrzenia ciągle na nowo się uczę, bo gdzieś w środku we mnie jest niecierpliwość, by zrealizować jakiś swój plan, własny scenariusz wobec dziecka, według utartej rutyny czy schematu. Od moich uczniów uczę się też pokory - wobec własnej nieumiejętności, wobec słabości i cierpie­nia. Uczę się cieszyć z rzeczy małych, dostrzegać i doceniać najdrobniejszą zmianę na lepsze, w pełni akceptować nawet to co trudne, jak być ciągle w pełni otwartą i spontaniczną.

     W czasach, w których piękno staje się coraz bardziej czymś ze­wnętrznym a słabość i cierpienie czymś, o czym się mówi niechęt­nie, czego się wręcz unika, moi podopieczni pokazują mi prawdzi­wą wartość życia, nieskażone cywilizacją wewnętrzne dobro. Po prostu widzę w nich Boga, który ukryty czasem w bardzo niepo­radnym, cierpiącym ciele prosi by z Nim być i czeka na moją od­powiedź.