Miłosierdzie

(192 - kwiecień 2013)

Dobrze czyniąc

Juliusz Gałkowski

Słowa świętego Piotra o Nauczycielu podane w tytule tekstu najlepiej podsumowują ziemską misję Zbawiciela. Ziemia zetknęła się z dobrem, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła. I jak to zazwyczaj bywa z naszym mówieniem i pisaniem o Bogu w tym miejscu można byłoby zakończyć. Cóż można napisać co nie zostało już powiedziane w księdze ksiąg? 

Ale zadaniem uczniów jest opowiadanie bez końca Dobrej Nowiny i szukania w drodze Nauczyciela drogowskazu, wedle którego należy podążać. Co wiemy o dobrych uczynkach jakie świadczył Jezus?  Czy umiemy je opowiedzieć? A nade wszystko czy sami potrafimy tak samo czynić?

Miłosierdzie, będące podstawą dobrych uczynków Boga-Człowieka, przejawiało się przede wszystkim w jego powszechności. Kazanie na górze przynosi nam wspaniałą praktyczną uwagę: Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? Jezus pomaga nie tylko obcym, pomaga także tym, których nigdy nie widział. Sługa centuriona, dzieci – oni są uzdrawiani na odległość. To jest coś więcej niż tylko okazywanie mocy. Nauczyciel okazuje swe miłosierdzie wszystkim, niezależnie od tego czy ich zna, a nawet nie wiedząc jak wyglądają. Wizualizacja osoby jest bardzo pomocna przy wzbudzani sympatii. Wielokrotnie kiedy dostajemy prośby o pomoc, są one wzmacniane dołączonym zdjęciem, które krzyczy: popatrz, czy naprawdę nie chcesz pomóc tej konkretnej osobie. Lecząc na odległość, Jezus mówi wyraźnie że jest bliski naprawdę każdemu. Nie wszystkim, nie jakiejś ludzkości anonimowej w swojej masie, lecz każdemu. To rozróżnienie jest podstawowe – miłosierdzie nie jest świadczone wobec ogółu, jest zawsze skierowane do konkretnej osoby. Lub do wielu osób, lub – jak w przypadku Boga – do każdego człowieka. Nie wszystkich, każdego!

Przyglądając się czynnemu miłosierdziu należy podkreślić, że wymaga ono – zgodnie ze słowami papieża Jana Pawła II – wyobraźni. Nie wystarcza tylko pomóc, czy zrobić coś dobrego. Prawdziwe miłosierdzie wymaga także wysiłku intelektualnego – w jaki sposób pomóc aby nie zrobić krzywdy, nie upokorzyć, aby wzmocnić. Miłosierdzie to nie jest jałmużna rzucana po to aby zyskać święty spokój. Apostołowie mówią do Jezusa: zrób coś z tą krzyczącą, chcemy chwili spokoju. Czytelnik zaś może odnieść wrażenie, że krzyki są Jezusowi obojętne. Trudno zrozumieć ludziom, którzy chcą mieć święty spokój, że istnieją inne motywy działania. Że uzdrowienie dziecka kobiety, jest tak samo ważne jak podjęcie przez nią dialogu ze Zbawicielem. To nie tylko obojętny gest dobroci. To rozmowa, włączenie kobiety w boski plan. Zdawałoby się, że jest niedelikatny. Ale zapominamy, że czasem potrzeba wstrząsu, potrzeba silnego uderzenia. Miłosierdzie nie jest obojętne, czasami wymaga powiedzenia trudnych słów. Ale Jezus czasami czeka. Daje czas na to aby jego rozmówca był gotowy. Tak było z kobietą kananejską, tak było także z Piotrem.

Kończąc swoją ziemską misję wyleczył Piotra z największej choroby. Dialog nad jeziorem pozwolił przyszłej Głowie Apostołów uporządkować swoją postawę wobec zdrady. Obecnie często słyszymy: przecież Jezus wybaczył Piotrowi, po cóż więc wyciągać różne sprawki z przeszłości, zapomnijmy, zalejmy betonem. Miłosierdzie nie polega na udawaniu, że nic się nie stało. Ale nie wymaga także upokarzania – miłosierdzie okazywane grzesznikom polega na uświadomieniu im co jest naprawdę najważniejsze. Piotr skrywając wobec innych swą zdradę – a przecież o zaparciu ewangeliści musieli dowiedzieć się od niego – nie tylko żyłby w nieustającym lęku, ze ktoś się dowie. Sytuacja byłaby o wiele trudniejsza. Nie mógłby pomóc innym apostołom w uporaniu się z ich zdradą. A przecież jeszcze dziewięciu pozostawało z tym problemem. Gdyby nie publiczna opowieść o zaparciu, skrusze i wybaczeniu, być może nie miałby szans na zostanie apostołem święty Paweł – przecież wierni mogliby go nie przyjąć. Nie tylko z lęku – brakło by im przykładu nawrócenia. Miłosierdzie działa na o wiele większą skalę i w o wiele dalszym horyzoncie czasowym niż może się wydawać. Czy ktoś mógłby się domyślać, że delikatna rozmowa nad jeziorem Tyberiadzkim, że okazane – nie wprost – wybaczenie, będzie skutkować w kilka lat później ustanowieniem osobistego wroga Jezusa apostołem narodów? 

Miłosierdzie jest prawdziwym efektem motyla. Nie wiemy, jak wielkie skutki przyniesie na drugim końcu świata. Wiemy tylko jedno – przynosi dobre skutki.