Idźcie i głoście

(152 - lipiec - sierpień 2007)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Droga na Kopią Górkę

Urszula Pohl

W drugiej części kwietnia nie było mnie w Krościenku przez całe dwa tygodnie. Najpierw DWDD w Poznaniu, potem podsumowanie w Warszawie, kilka dni luzu i ORD w Żydowie pod Włocławkiem. Ledwie skończyliśmy ORD wsiadłam do samochodu, jeszcze po drodze zatrzymałam się w Krakowie w makro i samochodem pełnym zakupów chcę wjechać na Kopią i... przykra niespodzianka. Nie umiem wjechać na górę. Tak naprawdę, to nawet nie byłam pewna którędy mam jechać... Nowy podjazd jeszcze niegotowy, stary już rozryty - przynajmniej takie to sprawiało po ciemku wrażenie... Oczywiście wyratował mnie z opresji niezawodny Staszek, po którego zadzwoniłam. Udało mu się szczęśliwie wjechać na górę. Następnego dnia, już w dzień, z przyjemnością obejrzałam postęp prac na drodze dojazdowej na Kopią. Mam nadzieję, że jak dostaniecie ten numer Wieczernika do ręki, to droga będzie już całkiem gotowa, a z budowy pozostaną jedynie zdjęcia, wspomnienia, no i pewnie jeszcze długi...

Długo już myśleliśmy o tym remoncie drogi. Wielu z Was ją z pewnością zna - a szczególnie kierowcy, którzy często z powodu istniejących w niej dziur i wybojów szorują podwoziem po betonie. Jesienią odwiedził nas gość z Niemiec, który po takim doświadczeniu przekazał pewną sumę euro z komentarzem: to na remont drogi. To był dla nas ostateczny impuls. Popytaliśmy różnych fachowców i podjęliśmy decyzję: remontujemy. Na szczęście w pobliskim Grywałdzie mieszka pan Zbyszek, inżynier, który na budowie dróg się zna pomógł nam w zaplanowaniu prac, a także je nadzoruje i pilnuje, żeby wszystko było trwałe.

Ale droga to nie wszystko. Jeszcze mogłam pooglądać efekty pracy ekipy z diecezji warszawsko-praskiej (te ich przyjazdy to już weszły na stałe w kalendarz Kopiej Górki).  Zrobili mnóstwo wiosennych porządków. Chodziłam po różnych zakątkach i patrzyłam, jak to zmienia się wygląd otoczenia domu. Oczywiście to co zmieniło się przez te dwa tygodnie, to również skutek pory roku. Ale z radością patrzyłam, że znowu zostały „zdobyte” nowe miejsca, gdzie można zasiać trawę, czy postawić ławki, lub które są po prostu uporządkowane. Nie mówiąc o błyszczących szybach, czystej sadzawce, wysprzątanym Wieczerniku i innych „drobiazgach”, które są niestety bardzo pracochłonne.