Słuchać Pana w Kościele

(180 - lipiec - sierpień 2011)

z cyklu "Ze wszystkich narodów"

Droga na północ

Agnieszka Salamucha

Co wiem o Norwegii? Pamiętam tylko zdanie z kawału: „fiordy to mi z ręki jadły” – śmieje się moja koleżanka. A Ty, co wiesz o Norwegii?

Nazwa kraju pochodzi od słowa „Nordvegen”, które znaczy tyle, co „droga na północ”, a Norwegowie to tyle, co „ludzie Północy” (norw. Nordmenn). Choć na co dzień posługują się należącym do grupy języków północnogermańskich językiem norweskim, większość z nich mówi dobrze również po angielsku, niemiecku i francusku. Jest ich niewielu, zaledwie około 5 milionów, czyli o połowę mniej niż Czechów. Nie szkodzi. Jedna ze zwrotek norweskiego hymnu narodowego głosi: „prawda, nie było nas dużo, jednak wystarczająco”.

Norwegowie są potomkami Wikingów, przed którymi drżała niegdyś cała Europa. Ich państwowość sięga IX wieku i łączy się z imionami królów Haralda Pięknowłosego i Olava Tryggva-sona (w którym kochała się – ponoć nieszczęśliwie – siostra Bolesława Chrobrego, Świętosła-wa-Sygryda, wdowa po królu duńskim). Norwegiem był wybitny matematyk Niels Henrik Abel, na którego cześć rząd norweski ustanowił w 2001 roku Nagrodę Abla, odpowiednik Nobla w dziedzinie matematyki. Norwegami byli także słynni polarnicy: Roald Amundsen, zdobywca bieguna południowego i Fridtjof Nansen, laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1922), pierwszy Wysoki Komisarz Ligi Narodów do Spraw Uchodźców, który pomógł wielu uciekinierom politycznym wydostać się z Rosji Radzieckiej.

Norwegia jest obecnie monarchią konstytucyjną o parlamentarnym i demokratycznym systemie rządów. Choć obecnie panujący król Harald V ma niewiele faktycznej władzy politycznej, pełni ważną, symboliczną funkcję głowy państwa i Kościoła.

Chrześcijaństwo

Chrystianizacja Norwegii rozpoczęła się około 1000 roku dzięki kontaktom z chrześcijańską Europą – to znaczy, prawdę mówiąc, dzięki handlowi1 i na-jazdom Wikingów. Działalność misyjna prowadzona była przez Kościół anglosaski, a także przez misjonarzy z Niemiec i Danii. Do czasów reformacji Norwegia była krajem katolickim. Obecnie w Norwegii działa państwowy Kościół protestancki, którego członkowie są wyznawcami religii ewangelicko-augsburskiej (lu-terańskiej), a dokładniej Kościoła Norweskiego.

Choć większość osób twierdzi, że religia zajmuje ważne miejsce w ich życiu, nie odzwierciedla się to w praktykach religijnych. Spośród 88% ludności deklarującej przynależność do Kościoła Norweskiego, tylko 10% uczęszcza na nabożeństwa lub uczestniczy w innego rodzaju religijnych spotkaniach częściej niż raz w miesiącu. Mówi Tomek, inżynier z Trójmiasta, który w Norwegii mieszkał przez rok: „Święta Bożego Narodzenia czy Święta Zmartwychwstania to dla Norwegów po prostu dni wolne. Wielki Czwartek i Wielki Piątek są dniami ustawowo wolnymi, ale Norwegowie absolutnie nie przeżywają tych dni w kontekście religijnym. W niedziele ich kościoły są raczej puste. W niedziele koszą trawę, robią drewno, porządkują ogródki, myją samochód i oddają się swoim pasjom. Norwegowie rzadko biorą ślub. A jeszcze rzadziej kościelny. Mój przyjaciel Polak zwykł mówić, że zwykłe drzewo czy kamień jest bardziej wierzący i bardziej chwali Pana Boga niż przeciętny Norweg. Trochę w tym prawdy. Bardzo mnie dziwiło to, że oficjalnie większość jest chrześcijanami i konstytucja ma wspaniałe paragrafy mówiące o tym, a w rzeczywistości kraj jest raczej pogański”.

Z drugiej strony, Norwegia jest dobrą ilustracją tezy, że w społeczeństwach post-chrześ-cijańskich Bóg „znika” z życia, ale pewne wartości chrześcijań- skie trwale wrosły w codzienne relacje międzyludzkie. Oddajmy znów głos Tomkowi: „W Norwe-gii nie ma dowodów osobistych. W urzędach, na policji, w pracy nie potrzeba tysiąca zaświadczeń, upoważnień i innych dokumentów. Wystarczy twoje słowo. Z drugiej strony system jest tak skonstruowany, że nie ma możliwości oszustwa. Nie ma tam ustawy o ochronie danych osobowych. Informacje dotyczące miejsca pracy, zarobków, adresu zamieszkania, majątku, tego, czy ktoś mieszka sam, czy też z kimś – są jawne albo dla wszystkich, albo dla urzędników. Kredyt na zakup mieszkania można załatwić przez telefon. Jeśli zatrzy-muje cię policja, to wie, kim jes-teś, gdzie pracujesz, ile zarabiasz, do kogo należy samochód, który prowadzisz, itp. Nawet gdybyś chciał, nie masz szans nikogo okłamać. Poza tym Norwegowie są bardzo uczciwi. Wypowiedziane słowo jest prawie święte. Koleżanka Polka poprosiła mnie, żebym pojechał z nią obejrzeć i ewentualnie kupić samochód. Auto było używane, ale stało w salonie samochodowym. Sprzedawca dał nam kluczyki i powiedział, że jeśli chcemy, możemy wypróbować auto. Żadne z nas nie mówiło po norwesku, więc sprzedawca wiedział, że jesteśmy obcokrajowcami. Mimo to nie chciał od nas żadnych dokumentów, ani podpisów. Poprosił tylko, żebyśmy wrócili nie później niż za dwie godziny”. 

Jak się żyje w Norwegii

Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju kilkakrotnie uznawał Norwegię za najlepszy na świecie kraj do zamieszkania. Dlaczego?

Obecny wysoki standard życia Norwegowie zawdzięczają odkryciu i eksploatacji podwodnych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Północnym. Surowca tego nie wykorzystują jednak do produkcji energii elektrycznej, ponieważ prawie 100% energii produkują hydroelektrownie, na górskich rzekach o dużym spadku.

Poziom zamożności całej populacji jest stosunkowo wyrównany. Władze państwowe przywiązują wagę do zapewnienia odpowiednich warunków życia wszystkim obywatelom, oferując im szeroką gamę świadczeń socjalnych. Większość dzieci i młodzieży wychowuje się w dobrych warunkach materialnych i bez-piecznym otoczeniu. Edukacja aż do ukończenia szkoły średniej jest bezpłatna, podobnie jak dos-tęp do opieki zdrowotnej. Ponieważ od lat 70. gwałtownie rośnie odsetek osób starszych w społeczeństwie, stwarza to większe zapotrzebowanie na usługi lecznicze, rehabilitacyjne, pielęgniarskie i opiekuńcze. Norwegowie żyją zamożnie, bezpiecznie i spokojnie, osiągając bardzo wysoką średnią trwania życia, bo aż 80 lat.

Norwegia zajmuje również wysoką pozycję w europejskich statystykach przyrostu naturalnego. Więcej dzieci niż Norweżki, rodzą tylko Islandki, Francuzki oraz Irlandki. Norweżki, które nie pracują poza domem, mogą pobierać zryczałtowany zasiłek porodowy. Rodzice mają prawo do płatnego urlopu macierzyńskiego, funkcjonują także programy elastycznych godzin pracy. Urlop przyznawany rodzicom w związku z adopcją dziecka zapewnia te same prawa, co urlop przyznawany w związku z narodzinami dziecka.

Już od roku 1977 norwescy tatusiowie mają prawo do 10-ty-godniowego urlopu tacierzyńskiego. Norwegia była pierwszym państwem na świecie, które wprowadziło takie rozwiązanie. Wyniki okazały się zaskakujące. W roku 2008 90% ojców wykorzystało przysługującą im pulę urlopową. Ponadto, coraz więcej mężczyzn decyduje się na przedłużenie urlopu. Bycie z dzieckiem tuż po narodzinach daje ojcom możliwość ustanowienia silniejszej więzi ze swymi dziećmi, co przekłada się na wzajemne relacje w dalszym życiu. Mężczyźni coraz bardziej domagają się równych praw rodzicielskich, na przykład w sprawach o przyznanie opieki nad dziećmi. W roku 2009 opublikowano białą księgę dotyczącą ich roli w rodzinie i równości płci. Jest to pierwszy tego rodzaju dokument na świecie.

Duża liczba kobiet z małymi dziećmi pracuje zawodowo, prawie połowa z nich – w niepełnym wymiarze godzin. Rodzice, którzy nie chcą posyłać swych dzieci do przedszkoli, otrzymują comiesięczny zasiłek. Ma on zapewnić równość w podziale państwowych funduszy, niezależnie od rodzaju opieki nad dzieckiem wybranym przez daną rodzinę.

Z drugiej strony, w Norwegii zabijanie dzieci dozwolone jest na żądanie matki do 12 tygodnia ciąży, a później także jest możliwe „z przyczyn medycznych, prawnych, eugenicznych i społecznych za zgodą odpowiedniej komisji”. Legalizuje się związki homoseksualne i umożliwia takim parom adopcję dzieci. Wielu ludzi żyje w wolnych związkach i często zmienia życiowych partnerów, ze szkodą dla siebie i dzieci.

Nie ma złej pogody

Norwegowie są narodem niezwykle aktywnym, lubiącym przebywać na świeżym powietrzu. Tysiące ludzi spędza święta, weekendy i urlopy w rodzinnym gronie, zwykle w domkach za miastem, gdzieś w głuszy, w otoczeniu dziewiczego krajobrazu norweskich gór, głęboko wciętych zatok, lasów czy jezior. Mówi Tomek: „W Polsce można jechać albo nad morze albo w góry. W Norwegii możemy mieć obie atrakcje w jednym miejscu. Podróżując po Norwegii ma się cały czas wrażenie, że jest to dziki, surowy, mało ucywilizowany obszar Europy. Nawet mieszkając w stolicy kraju, Oslo, wyraźnie się czuje, że jest tam więcej wolnej przestrzeni i mniej ludzi. Jednak w pewnych momentach Norwegia potrafi zaskakiwać. Np. na wielu kempingach czy nawet na niektórych parkingach leśnych jest bezprzewodowy dostęp do Internetu. W dłuższych tunelach drogowych jest pełen zasięg telefonii komórkowej i można słuchać pierwszego programu norweskiego radia”.

Norwegowie przywiązują ogromną wagę do bliskości z naturą. Piesze wędrówki, wędkarstwo, łowiectwo, narciarstwo i żeglarstwo są ulubionymi formami spędzania wolnego czasu w plenerze. Ulubione dania przyrządza się z mięsa renifera lub łosia i – oczywiście – z łososia. W szkołach organizowane są corocznie obowiązkowe dni jazdy na nartach.

Tomek opowiada: „Dla Norwegów sport jest religią. Wszyscy biegają, jeżdżą na rowerach, nartach, chodzą po górach, itp. Ludzie w każdym wieku są aktywni sportowo. Piłka nożna, tenis, kajakarstwo, żeglarstwo, biegi przełajowe, biegi na orien-tację, hokej... można wymieniać w nieskończoność. Mam wrażenie, że wszyscy ludzie przynależą do różnych klubów, grup, drużyn i stowarzyszeń sportowych. Cały rok organizowane są różne zawody i imprezy sportowe dla ludzi w każdym wieku i o różnym stopniu zaawansowania. Norwegowie kochają każdą aktywność na świeżym powietrzu o każdej porze roku. Powtarzają często, że «nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednie ubrania». Sam widziałem dzieci w przedszkolu, które jadły śniadanie na śniegu przy temperaturze minus dziesięć stopni Celsjusza. Śnieg czy deszcz, słońce czy mżawka, upał czy mróz – dla Norwegów nie ma różnicy. Aktywni są wszyscy, od przedszkolaka do emeryta. To jest ich główne zajęcie w święta i weekendy”.

Uwielbienie dla natury ma w Norwegii niejedno oblicze. Po pierwsze, oficjalne, bo dziewicza przyroda jest symbolem narodowym; po drugie, prywatne, związane z rytuałem życia rodzinnego, i wreszcie osobiste, indywidualne, z wyraźnym pierwiastkiem religijnym. Czczenie natury jest równie zakorzenione co chrześcijaństwo. Luteranizm świadomie je zasymilował. Chrześcijańskie książki często przedstawiają na okładce sceny z natury, a duchowni państwowi zalecają medytację religijną i refleksję na wolnym powietrzu.

Głoś imię Pana

– Moja przygoda z Norwegią rozpoczęła się od indywidualnej wyprawy do tego przepięknego kraju w październiku 2008 roku. Spędziłem tu jedenaście dni, podziwiając urok przyrody, fiordów, gór, lasów, od południa po północne regiony kraju – opowiada Jacek Giełda z Wrocławia. – Będąc w Bergen w kościele św. Pawła, widziałem tłumy Filipińczyków, Polaków, ale Norwegów było mniej. To już skierowało moje myślenie w kierunku ewangelizacji. Miałem też przyjemność poznać życzliwość Norwegów i ich – jakże odmienną – mentalność. Bolało mnie, że przy ich rzetelności i uczciwości tak mało zwracają się w kierunku Boga. A kiedy znalazłem się w niedzielę na polskiej Mszy, zaskoczył mnie widok wielu młodych polskich małżeństw z wózkami. Pod koniec Mszy świętej śpiewaliśmy pieśń «Głoś imię Pana». Moje serce poruszyło się na słowa w trzeciej zwrotce «On twoim światłem, Jemu niech serce twe bije, On życiem twym...» Poczułem się wtedy bardzo szczęśliwy, że jestem w Ruchu Światło-Życie i Domowym Kościele – i poczułem nagle wielką potrzebę podzielenia się tą wielką radością z innymi. Kiedy usłyszałem, że po Mszy odbędzie się spotkanie w salce pod kościołem, pierwszy tam pobiegłem. Tam też poznałem ówczesnego duchowego opiekuna Polaków w Bergen, ks. Alberta Mączkę. Opowiedziałem mu o Domowym Kościele i dowiedziałem się, że tutejsze rodziny nie są skupione w żadnej wspólnocie – a szkoda, bo taka potrzeba jest! Powstała wtedy wspólna koncepcja zorganizowania dla małżeństw rekolekcji – ewangelizacyjnych i na temat komunikacji małżeńskiej. Kapłan był bardzo życzliwy i ot-warty. Ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu bardzo mi zaufał. Już wtedy wiedziałem, że takie rekolekcje mogą odbyć się tutaj szybko. Dlatego zaraz po powrocie do kraju opowiedziałem o wszystkim, co wydarzyło się w Norwegii, naszemu diecezjalnemu moderatorowi Domowego Kościoła, ks. Jackowi Olszewskiemu.

A co na to ksiądz Jacek? – Nie pytając się o radę Ducha Świętego, jedynie opierając się na ciele – „fajna sprawa, tam mnie jeszcze nie było” – od razu odpowiedziałem: oczywiście, chętnie! Chodziło tylko o znalezienie dobrego terminu i zastępstwa w parafii Ludów Śląski, gdzie pracowałem jako proboszcz. Ale wszystko udało się załatwić. Na jesiennym DWDD w Wiśle postawiłem jednak pytanie Panu Bogu: czy w Jego planie zawiera się nasz wyjazd? Otrzymałem potwierdzenie podczas Namiotu Spotkania. I tak oto 18 lutego 2009 roku we środę znaleźliśmy się w samolocie lecącym do Oslo: Jacek Giełda z żoną Tereską, Ania i Benek Banaszakowie z córką Joasią (animatorką muzyczną) i ja, ksiądz katolicki. Podróż do Oslo minęła komfor-towo. Dopiero na lotnisku zaczęły się „schody” – zły pokazał, że nie jest mu na rękę ta podróż misyjna i próbował nas zawrócić. Samolot do Bergen uciekł nam dosłownie sprzed nosa… Konieczny był ponowny zakup biletów, na co nie byliśmy przygotowani. Na szczęście mieliśmy „plastikowe pieniądze” i wszystko przebiegało już bez zakłóceń, jedynie z małym opóźnieniem.

– Jak trafiliśmy do Bergen? – śmieje się Ania Banaszak. – Boże zrządzenie losu. Pamiętam, jak pewnego zimowego dnia dostałam SMSa od Jacka Giełdy: „Poz-drowienia z Bergen”. Z dopis- kiem „Małżeństwa z Bergen czekają na Was”. Prawdę mówiąc, nie sądziliśmy, że wyjazd do Norwegii dojdzie do skutku. Nawet finansowo nie byłoby nas na niego stać, gdyby nie pomoc sponsorów.

Na nasze zaproszenie odpowiedziało kilkanaście rodzin 

(w rekolekcjach uczestniczyły też osoby samotne, będące zapleczem organizacyjnym). Możliwości spotkania z ludźmi były ograniczone do weekendu, ze względu na duże odległości i problemy z dojazdem. Jacek, Tereska i ks. Jacek byli odpowiedzialni za część ewangelizacyjną, my przygotowaliśmy katechezy o życiu małżeńskim – jak zapraszać Jezusa coraz głębiej do swojego małżeństwa i rodziny. Każdego dnia katechezy były uzupełnione świadectwem dotyczącym danej prawdy ewangelizacyjnej i jakie-goś obszaru życia rodzinnego. Małżonkowie byli otwarci na treści rekolekcji i jednocześnie pełni niedowierzania, że istnieje w Kościele specjalna droga formacji dla małżeństw.

Jedna para przyjechała z bardzo daleka, i na dodatek z czwórką malutkich dzieci, i właśnie oni już tego lata byli na I stopniu. Inna para, Ewa i Łukasz, pojechała na I stopień za rok. Spotkaliśmy ich w Krościenku, zupełnie niespodziewanie. Po prostu podeszli do nas z takimi słowami: „Wy nas pewnie nie pamiętacie, ale byliśmy z wami w Bergen”.

– Dla kaznodziei ważne jest czy słuchacze są zainteresowani tym co głosi – dodaje ks. Jacek. – Te małżeństwa jak najbardziej były. Niektóre miały za sobą 8 godzin podróży: samochodem, promem wśród ścian śniegu sięgających 4 metrów i na dodatek z małymi dzieci. Ludzie angażowali się w nauczanie, aktywnie słuchając i zabierając głos. Pamiętam zabawną sytuację z kościoła podczas niedzielnej Eucharystii dla wszystkich Polaków. Mikrofon niezbyt dokładnie „zbierał” słowa wprowadzenia do Mszy św. Wtedy jeden z mężczyzn wychylił się z ławki w stronę środkowej nawy i sugestywnie przyłożył dłoń do ucha, wymownie prosząc o poprawienie słyszalności. Ci ludzie naprawdę byli spragnieni słowa Dobrej Nowiny.

– Rekolekcje były dla nas wszystkich okazją do umocnienia w przekonaniu, że wszędzie, gdzie przebywamy, możemy i powinniśmy głosić Dobrą Nowinę – mówi Teresa Giełda. – Autentycznie czuliśmy się posłani przez Boga! I radośnie przyjęci jako Jego posłańcy. Przyjęto nas bardzo serdecznie. Mieliśmy wrażenie, że ludzie są spragnieni wspólnych spotkań w Imię Chrystusa! Dopiero wyjazd z kraju spotęgował to pragnienie. Spotkania po konferencjach były niekończącą się przyjacielską pogawędką i dzieleniem życiem na emigracji, radościami i trudami życia daleko od rodzinnych stron.

Małżeństwa w Bergen postanowiły utworzyć krąg Domowego Kościoła. Spotyka się on do dzisiaj.

Rekolekcje adwentowe 2009 roku w Bergen prowadził ks. Jan Mikulski. Pisał o tym tak:

„Rekolekcje (…) były kontynuacją (…) doświadczenia [reko-lekcji ewangelizacyjnych]. Ich tematyka dotyczyła rodziny jako wspólnoty domowego Kościoła. W świetle Bożego Słowa odkrywaliśmy prawdę o wspólnocie – koinonii, która objawia się tam, gdzie nie brakuje świadectwa wiary i wspólnotowej modlitwy; gdzie podejmuje się posługę miłości braterskiej, czyli tam, gdzie realizują się równocześnie trzy postawy, wyrażone w greckich słowach: martyria, leiturgia i diakonia. Bóg przekonywał nas, jak wiele może zrobić, jeżeli poddamy Mu swoje życie i poz-wolimy się prowadzić. On może nawet góry obniżyć i zasypać doliny, czyli usunąć to, co pojawi się jako przeszkoda w dziele głoszenia innym Dobrej Nowiny o zbawieniu. Jest nadzieja, że wspólnota Domowego Kościoła w Bergen poszerzy się w najbliższym czasie. Potrzebuje ona przede wszystkim naszego duchowego wsparcia i pomocy w realizacji odpowiedniej formacji. Obiecałem im, że będziemy o nich pamiętać w naszych modlitwach. Myślę, że z radością spełnimy wobec nich tę posługę miłości” (wypowiedź na stronie http://www.tarnow.oaza.pl/dde).

W marcu 2011 ks. Jan dopowiada: „Spotkanie w Bergen umocniło mnie w przekonaniu, że trzeba głosić Ewangelię w porę i nie w porę. Dużo doświadczyłem życzliwości od Polaków, którzy tam mieszkają. Byłem pod wrażeniem indywidualnego duszpasterstwa, które bardzo często księża podejmują, jadąc np. do jednego dziecka niejednokrotnie ponad 100 km, aby go katechizować w domu przed I komunią św. Prawdziwie misyjne warunki”.

Klasztor kanoników znajduje się w centrum Bergen, w kamienicy. Środowisko polonijne jest tu spore – kościół, choć niemały, na polskiej Mszy wypełnia się. Po Eucharystii wszyscy są zaproszeni na „kawę w krypcie”. Frekwencja na „polskich” Mszach w Bergen jest tak duża, że zaintrygowała media, które rozpisywały się o ludziach Się-dzących na schodach wiodących na chór. Co jest trudne do wyob-rażenia dla Norwegów.

Norwegia czeka na nas

Jak dotrzeć z Ewangelią do Norwegów? Ks. Jacek Olszewski wspomina: – Nie mogę zapomnieć jeszcze jednego obrazka, tak typowego dla Jacka Giełdy. Jest wieczór. Wychodzimy na miasto, żeby je zwiedzić. Jacek zabiera (na wszelki wypadek?) 20 egzemplarzy gazety „Miłujcie się” w języku angielskim. Po niecałej godzinie nie ma już ani jednego. Wszystkie na naszych oczach wręczył z naturalnym wdziękiem spotkanym parom, kierowcy autobusu, pani w salonie kosmetycznym i innym przechodniom.

Po raz ostatni oddajmy głos Tomkowi: „Ja i moja żona Asia jesteśmy zachwyceni Norwegią. Ludzie żyją tam spokojnie i powoli. Pomimo tego, że kraj jest raczej pogański, to czuliśmy się tam dobrze. Czasami przeszkadzało mi tylko, że Oslo reklamuje się jako miasto przyjazne dla gejów. O Norwegach mówi się, że są raczej zamknięci i nieufni wobec obcych. Słyszeliśmy wiele opinii, że Norwegowie są nacjonalistami i ksenofobami, oni sami nad tym ubolewali. Jest w tym trochę prawdy… Ale my doświadczaliśmy generalnie czegoś innego. Ludzie, których spotkaliśmy na naszej drodze, byli mili i pomocni. Pozostaje w nas wra-żenie, że Norwegowie to dobrzy, spokojni, uczciwi ludzie”.

Ten artykuł powstał dzięki Joannie Walasek i Tomaszowi Sarnowskiemu – i ich miłości do Norwegii. To oni pierwsi napisali do mnie, pytając, co można zro-bić dla Norwegów, żeby mogli poznać Chrystusa. Inne relacje dochodziły z czasem. Tekst powstawał powoli i wielkich bólach, czytacie kolejną jego redakcję. Może to znak, że Norwegia jest miejscem szczególnego wezwania dla nas jako Ruchu. Droga na północ – otwarta!