Ku dojrzałości w wierze

(153 - wrzesień - październik 2007)

Droga

ks. Maciej Krulak

"Nikt z nas nie rodzi się chrześcijaninem, ale się nim staje"
Czasem wydaje się nam, że bycie chrześcijaninem zakłada osiągnięcie jakiegoś poziomu wiary, dojrzałości chrześcijańskiej, czy też świętości. Zgodnie z takim rozumowaniem stale staramy się być lepszymi i w końcu osiągamy taki stan, w którym już zasadniczo wystarczy nie tracić poziomu, utrzymać to, co jest. Takie ujęcie rozwoju chrześcijańskiego wydaje się być ciekawe i kuszące: po prostu potrenować, osiągnąć pułap i już, z górki, tylko nic nie stracić. Tak jak w innych wysiłkach życiowych (rzucanie palenia, odchudzanie, sesja): rzut na taśmę, a potem laba.

Problem w tym, że człowiek się nieustannie rozwija i nie da się życiowo stać w miejscu. Kiedy osiągnę już zamierzony poziom bliskości z Bogiem na konkretnym etapie mojego życia, okazuje się, że już wkroczyłem w następny. A na nim jestem niedojrzały w wierze - choć mogę powiedzieć, że gdybym był - a przecież już nieodwracalnie nie jestem - na poprzednim etapie, to mógłbym uważać się za dojrzałego.

Dziecko, gdy osiąga już dojrzałość wiary na swym etapie, dorasta na tyle, iż zalicza się do młodzieży. Jak wiemy, na tym etapie życia rodzą się nowe wyzwania, szanse i niebezpieczeństwa. Młody człowiek, zwłaszcza na etapie buntu życiowego, potrzebuje nowego doświadczenia, zasadniczo neguje to co do tej pory było zbudowane na autorytecie rodziców, wychowawców itp. Tu właśnie trzeba nowej dojrzałości, bo życie jest na zupełnie innym etapie.

Tak właśnie rozwija się nasza wiara, równolegle z przemianami naszego życia. Przejście z okresu dojrzewania do dojrzałego życia, zwłaszcza w pierwszej fazie ukazuje potrzebę weryfikacji tego co do tej pory. Jakże charakterystyczne jest to dla początku rozwoju na każdym etapie. To uświadomienie sobie, iż jeszcze nie jest się dojrzałym, że to co niedawno wydawało nam się kresem, jest tylko etapem w życiu. Także doświadczenie niewystarczalności zmusza nas do refleksji nad drogą życia chrześcijanina, czyli nad potrzebą nieustannego osiągania kolejnych, nieuchronnie nadchodzących, momentów dojrzałości chrześcijańskiej. Zasadniczo kresem tego rozwoju jest przejście przez doświadczenie śmierci. Wszak rozwijamy się całe życie i muskamy tylko szczyt dojrzałości.

Formacja w wierze powinna być odpowiedzią na tę wieloetapowość rozwoju chrześcijańskiego. Musi być to droga adekwatna do rozwoju - droga, na której krocząc osiągam jakąś, choćby chwilową, dojrzałość, dzięki której mogę rozpocząć drogę ku kolejnej kulminacji rozwoju, aby znów rozpocząć na nowo. Droga formacji musi więc zakładać różne etapy, adekwatne do rozwoju. Konsekwentnie wspólnota na kolejnych odcinkach rozwoju powinna mieć różny charakter.

Możemy do tego problemu podejść w dwojaki sposób. Po pierwsze możemy tworzyć wspólnoty jednoetapowe, to znaczy prowadzące do dojrzałości na jednym etapie, a potem zapraszające swych członków do pójścia do innych wspólnot. Zasadniczo tak należy widzieć typowe wspólnoty dzieci, młodzieży czy studentów. Przeznaczone są one na pewien, dość krótki etap życia, a potem należy poszukać czegoś na kolejny. Ta wizja ma charakter stanowy, czyli przeznaczony dla określonej wiekiem, czy sposobem życia grupy i zasadniczo nie proponuje czegoś ściśle określonego po osiągnięciu dojrzałości na swoim, dość wąskim etapie. Nie znaczy, iż jest to jakaś forma „gorsza”, choć niestety jest bardziej przejściowa. Wspólnoty formacyjne o takim charakterze powinny nawiązać, stałą współpracę ze wspólnotami kolejnych etapów życiowych, tak aby nie pozostawić swych uczestników niejako „na lodzie”, lub by ich, ze szkodą dla nich, nie „uziemić” na swoim etapie. Konsekwencją takiej wspólnoty może być formator innych, który nigdy nie wyrósł z jakiegoś etapu (dla którego formuje). Może to zaowocować niedorozwojem duchowym, czy przestojem w rozwoju uczestników formacji, a już na pewno nie ukaże kolejnych etapów formacji.

     Drugim rozwiązaniem są wspólnoty „długo-dystansowe” o charakterze katechumenalnym, zazwyczaj w typie „od przedszkola do Opola”, czyli mające drogę formacyjną na każdy lub prawie każdy etap rozwoju człowieka. Następuje w nich płynne przejście pomiędzy kolejnymi stadiami rozwoju wiary. Nieustannie pokazuje się w nich, że cały czas jest coś konkretnego przed tymi, którzy postępują na tej drodze formacji. Istotne jest to, iż nie są to pojedyncze etapy formacyjne, ale całościowa wizja towarzysząca chrześcijaninowi przez całe jego życie i prowadząca do posługi na rzecz wspólnoty Kościoła, a nie tylko konkretnej wspólnoty.

Dlatego ważne jest, aby płynnie przechodzić na kolejne etapy, oczywiście w miarę osiągania pełni dojrzałości na poszczególnych etapach. Nie chodzi o bieg przez formację, dla zaliczenia czegoś, ale o dojrzewanie. Z drugiej strony trzeba śmiało iść drogą ku dojrzałości. Nie można zatrzymać się np. na etapie młodzieży, choć przecież dorosły człowiek może pomagać młodym na ich etapie formacyjnym, trzeba dążyć ku dojrzałości na swoim etapie, wraz z innymi, którzy kroczą równolegle z nami. Z tych racji taka wizja formacji ma charakter eklezjalny, a nie stanowy. Eklezjalność wyraża się w przeznaczeniu owej, całościowej wizji formacyjnej dla każdego chrześcijanina niezależnie od wieku i sposobu życia.

Bardzo wyraźnie widać to w Ruchu Światło-Życie, gdzie formacja przeznaczona jest stopniowo dla dzieci, młodzieży (zarówno gimnazjalnej, jak i ponadgimnazjalnej), studentów, młodych już usamodzielnionych życiowo, dorosłych, małżonków, kapłanów, osób konsekrowanych. Zasadniczo każdy może znaleźć tu swoje miejsce. Jednocześnie widzimy, iż zakończenie drogi formacyjnej na którymś z etapów jest jednocześnie punktem wyjścia dla kolejnej drogi. Np. po formacji młodzieżowej nie ma pustki wynikającej z „wyrośnięcia”, ale jest formacja dorosłych lub formacja małżeńska. Co ciekawe można niejako „wskoczyć” na jakiś etap z pominięciem wcześniejszych, gdyż kluczowe znaczenie ma aktualna, a nie „historyczna” dojrzałość. Jednocześnie obliguje to tych, którzy doświadczyli już kresu formacji na konkretnym etapie rozwoju życiowego do kontynuowania go w aktualnych, a więc zmienionych realiach życia. Można wejść na drogę Domowego Kościoła bez wcześniejszej formacji młodzieżowej, czy studenckiej (i nie jest się przez to gorszym), ale można „pociągnąć” wcześniejsze doświadczenie i na fundamentach (a nie gruzach) dojrzałości młodzieżowej budować mocny budynek dorosłego chrześcijaństwa.

Zasadniczo przechodzenie przez kolejne etapy rozwoju, jak już ustaliliśmy, jest czymś jak najbardziej naturalnym, a wręcz koniecznym. Wielkość formacji Ruchu ukazuje się właśnie w tej wspaniałej możliwości rozwoju, a nie tylko statycznego trwania, w charyzmacie „Światło-Życie” poprzez całe życie, tak aby zapraszać na tę drogę kolejne osoby spotykane w swym życiu (współmałżo- nek, dzieci, wychowankowie, parafianie itp.).

Nikt z nas nie rodzi się chrześcijaninem, ale się nim staje” - mówi Tertulian. To, że się staje, każdego dnia, na każdym etapie życia jest kluczowe. Chrześcijaństwo jawi się nam jako dynamiczny rozwój, nieustanne pogłębianie swojej relacji z Bogiem. Doświadczenie potrzeby nieustannego rozwoju wymaga odpowiedniego środowiska, w którym, niezależnie od etapu rozwoju życiowego, a co za tym idzie i rozwoju wiary, chrześcijanin będzie mógł odnaleźć miejsce na swój rozwój. Takim środowiskiem rozwoju jest ze swej natury Kościół. W nim każdy, niezależnie od etapu życia, wieku, miejsca w społeczeństwie, może rozwijać się ku swej aktualnej dojrzałości chrześcijańskiej.