Spotkanie pokoleń

(181 - wrzesień - październik 2011)

Drzewo relacji rodzinnych

Magdalena Lesiak

Co ma depresja prababki do trzeciego męża naszej kuzynki?

– Kto Cię urodził? – zapytała kiedyś moja, wtedy niespełna trzyletnia córka.

– Babcia Bożenka – odpowiedziałam.

– A babcię Bożenkę, kto urodził?

– Prababcia Kazia.

– A babcię Kazię kto urodził?

– Praprababcia Aniela.

– A babcię Anielę kto? – ciągnęła niestrudzenie.

I pewnie mogłybyśmy tak długo… no może nie za długo, bo moja wiedza na temat rodziny sięgała wówczas tylko matki prababci Anieli, ale na szczęście temat zszedł na rodzenie dzieci przez mężczyzn. J

I tak sobie dziś myślę, w kontekście tematu tego numeru, że mogłabym te pytania zadać w innej formie: Kto Cię wychował? A babcię kto wychował? A prababcię kto wychował? A tatę? A dziadka? A wujka? Itd… Kto wychowywał, kiedy, w jaki sposób i jakie były okoliczności i co z tego wyniknęło?

Rodzimy się i żyjemy w rodzinie. Pełnej, rozbitej, zrekonstruowanej, małej, dużej, kochającej, skonfliktowanej… w jakiejś. Każdy ma rodzinę, nawet jeśli mówi, że jej nie ma. Ma, ale nie zna, nie chce znać lub nie utrzymuje kontaktów. Różnie to bywa.

W zeszłym roku prowadziłam warsztaty dla młodzieży gimnazjalnej na temat rodziny i więzi w rodzinie. Kilka szkół, kilkanaście klas, kilkaset dzieci – 95% nie znało swoich przodków dalej niż dziadków, a 80% nie miało pojęcia kim byli/są dziadkowie z zawodu, ile mają lat, czy mają rodzeństwo. Bywali i tacy, którzy nie wiedzieli, ile lat dokładnie mają ich rodzice i jak długo są małżeństwem. Inna sprawa, że połowa uczniów, a w niektórych klasach nawet więcej, pochodziła z rozbitych rodzin. Czasami w trakcie zajęć dochodziło do kłopotliwych sytuacji – no bo jak opracować plan – niespodziankę na 15 rocznicę ślubu rodziców, gdy akurat w tej grupie uczniów wszyscy rodzice rozwiedzeni? Albo jak narysować na drzewie genealogicznym trzeciego konkubenta matki, który z nami mieszka, ale za to od drugiego konkubenta jest młodszy brat i ten brat ma przyrodnie rodzeństwo od swojego biologicznego ojca? Pojechane (czytaj poplątane) to wszystko – mówiły czternastolatki.

Poplątane te ich rodziny i poplątane to ich dzieciństwo. A jaka będzie ich przyszłość? 

Pytanie retoryczne. Prawdopodobnie tez na „p”… chyba, że… spotkają na swojej drodze kogoś, kto pomoże im się unieść na swoich skrzydłach, kogoś kto nie będzie bał się latać, bo ma korzenie i to silne korzenie. 

O korzeniach za momencik, na razie jeszcze o gałęziach i gałązkach.

Wyobraźmy sobie drzewo genealogiczne naszej rodziny – zwykle jest misternie wyrysowane – kolorowe, duże, z mocnymi konarami i licznymi gałązkami. Na gałązkach zdjęcia poszczególnych członków rodziny, zwykle uśmiechniętych, bo na okoliczność genealogii wybiera się przecież ładne zdjęcia! Przodkowie, potomkowie, wstępni, zstępni, rodzice, dziadkowie, siostry, dzieci… cała rodzina. Piękny obrazek – najczęściej prezent z okazji jakiegoś jubileuszu. 

Ale gdy zadamy sobie i bliskim pytania – jaka jest ta nasza rodzina? co to za ludzie? – możliwe, że zaczniemy proces naszej przemiany, proces zmiany naszego życia, być może też proces terapeutyczny… Gdy poznamy nasze korzenie, nic już nie będzie takie, jak dotychczas. Poznamy historie, które ukształtowały pokolenia, które 50, 100 czy więcej lat temu budowały podwaliny naszej osobowości i naszego obecnego życia – naszej gałęzi. 

Z własnego doświadczenia, wiedzy o świecie, z książek, z seriali, z opinii znajomych i plotek wiemy i jest to dla nas jasne, że w niektórych rodzinach żyje się „inaczej” ze względu na specyficzną sytuację i ta sytuacja ma wpływ na członków rodziny. Te trudne sytuacje to np. niepełnosprawne dziecko, śmiertelna choroba, alkoholizm czy rozwód. 

Są też okoliczności i traumatyczne wydarzenia w rodzinie, których znaczenia nie doceniamy lub bagatelizujemy, np. poronienia czy aborcje, depresje, utraty pracy. 

I są fakty dotyczące rodziny, nad którymi najczęściej przechodzimy do porządku i nie zastanawiamy się nad ich wpływem na nasze obecne i przyszłe życie – to struktura rodziny, historia przodków, kontekst społeczny, ale też relacje w bliższej i dalszej rodzinie, mity i przekonania rodzinne czy sposoby komunikacji. 

Tymi ostatnimi aspektami, w szczególny sposób, zajmuje się jeden z nurtów psychologii – psychologia systemowa i związana z nią terapia systemowa rodzin. 

W psychologii systemowej, pojęcie systemu odnosi się do zbioru elementów, powiązanych ze sobą wzajemnymi relacjami i zależnościami, w taki sposób, iż stanowią one jedną całość, a funkcjonują według ściśle określonych reguł. Podejście systemowe w terapii rodziny ujmuje rodzinę, jako system oddziaływujących na siebie elementów, gdzie tymi elementami są poszczególni członkowie rodziny. 

W podejściu systemowym, w różnych jego modelach, zastanawiamy się nad strukturą rodziny – systemami wewnątrz tej rodziny, hierarchią członków i rolami, jakie podejmują, nad granicami poszczególnych subsystemów i całego systemu rodzinnego. Przedmiotem zainteresowania badaczy i terapeutów systemowych jest także sposób komunikacji i reguły interakcji w danym systemie rodzinnym. 

Przekładając to na „ludzki” język, analizując rodzinę, np. przy pomocy genogramu (szczegółowego drzewa genealogicznego przedstawionego w postaci odpowiednich symboli) możemy zobaczyć, ile osób jest w naszej rodzinie, kto dokładnie, w jakim wieku, kto jest kogo mężem czy żoną, ile jest dzieci, w jakiej kolejności przychodziły na świat, kto z kim mieszka, kto na co chorował. 

Dla lepszego zrozumienia sytuacji naszej rodziny pokazujemy w genogramie również relacje, jakie są miedzy poszczególnymi członkami – czy się lubią, czy się często kontaktują, kto z kim i kiedy miał konflikt. 

Oczywiście w czasie terapii, na kolejnych sesjach, terapeuta zadając odpowiednie pytania pokazuje nam wszystkie zależności rodzinne bardzo szczegółowo. Możemy wówczas dokładnie przeanalizować nasz stosunek do zdarzeń, osób czy relacji w rodzinie pochodzenia i wyciągnąć wnioski odnoszące się do naszego obecnego funkcjonowania w życiu i/lub ewentualnych problemów, z którymi przyszliśmy do terapeuty.

Na szczęście nie wszyscy potrzebują od razu terapii… 

Możemy sami przyjrzeć się naszej rodzinie bliżej, rysując swoje psychologiczne drzewo relacji rodzinnych. Zobaczymy pewnie wiele znanych faktów, ale ujrzymy też sprawy, które będą wymagały „pogrzebania” w rodzinnej historii, wyjaśnienia, rozmowy z bliskimi. 

Będzie przy tym wiele dobrych, ciepłych obrazów, ale może też dużo trudnych odkryć i raniących wspomnień. Nie zmienimy przeszłości. Nie mamy wpływu na to, że pradziadek ojczysty miał tytuł szlachecki, był alkoholikiem i miał nieślubną córkę, a prababka macierzysta wychowała się na wsi i nie umiała pisać, ani na to, że czwarte jej dziecko utopiło się w stawie. Wszystko to, i dobre i złe, tworzy nasz los. Jeśli go poznamy, przyjmiemy, jako swój, pogodzimy się, może przebaczymy, a przede wszystkim zrozumiemy konsekwencje życia przodków, będziemy mieć szansę na lepsze życie. Możemy mieć wpływ na przyszłość! 

„Kto nie zna wsi, z której pochodzi,

nigdy nie znajdzie wsi, której szuka”.

przysłowie chińskie

Genogram

Jak się zabrać za swoje drzewo?

Do rysunku genogramu wykorzystujemy symbole, możemy użyć tych zaproponowanych lub swoich, wymyślonych na potrzeby tego drzewa. 

Zaczynamy rysować od siebie – mniej więcej w centrum, no może troszkę niżej środka. Następnie rysujemy pozostałych członków rodziny – rodziców, wyżej dziadków, jeszcze wyżej pradziadków. Musimy pamiętać o miejscu na potomków ( nasze rodzeństwo, rodzeństwo rodziców, rodzeństwo dziadków). Później będziemy dorysowywać mężów/ żony tego rodzeństwa i ich dzieci, itd. Drzewo powinno być jak najpełniejsze i sięgać przynajmniej do pradziadków. Nie należy nikogo pomijać. 

Przy poszczególnych osobach podajemy imię, nazwisko, wiek, stan cywilny, stan zdrowia, ale także cechy, osiągnięcia, związane z nią wydarzenia. Takie informacje można spisać również na osobnej kartce. 

Następnie zaznaczamy relacje między członkami rodziny.

A później dopytujemy bliskich o fakty i szczegóły, uzupełniamy, poszerzamy nasz genogram i znowu dopytujemy i znowu uzupełniamy… aż musimy narysować go na formacie A1! :)

Zachęcam Cię do koncentrowania się na pozytywnych wydarzeniach w historii Twojej rodziny i na szukaniu pozytywnych rozwiązań w kryzysowych sytuacjach, na poszukiwaniu osób, które podziwiasz i mogą być dla Ciebie wzorem. Zobacz, kto jest bliski Twemu sercu, z kim masz szczególną wieź. Kto może być wsparciem dla Ciebie, Twojej aktualnej małej rodziny i Twoich dzieci? Co jest mocną stroną Twojej rodziny? Czego się nauczyłeś od swojej rodziny? Co chciałbyś robić tak samo, jak Twoi rodzice/dziadkowie? Co cenisz w relacji Twoich rodziców, dziadków i innych małżeństwach w rodzinie?

Pomocą w rozumieniu genogramów może być książka: „Genogramy – rozpoznanie i interwencja”. A w narysowaniu takiego drzewa – program komputerowy: http://www.genopro.com/pl/

Sekrety rodzinne 

To sprawy rodziny, najczęściej trudne, związane z uczuciami strachu, wstydu czy winy, o których nie wolno mówić otwarcie, choć i tak cała rodzina zwykle o nich wie. Mówi się, że każda rodzina ma jakiegoś „trupa w szafie”. 

Sekrety najczęściej dotyczą nieślubnych dzieci, wcześniejszych małżeństw, przestępstw i chorób psychicznych. Tajemnice pozornie mają ochraniać rodzinę, ale często są tak wielkim ciężarem, że uniemożliwiają normalne życie i rozwój rodziny. Dla kogoś, kto nie ma wiedzy o co chodzi z „trupem”, napięta sytuacja, niedomówienia, milczenie czy wykluczanie z pewnych sytuacji, jest źródłem frustracji i lęków. 

Kilka historii

Pustka

Jedna z pacjentek, w czasie spotkań próbowała pokazywać bardzo pozytywnie swoje drzewo rodzinne, mówiła bardzo dobrze o członkach rodziny, ale jakoś tak oględnie, bez większych emocji, bez szczegółów. Gdy wspominała dziadków – rozpłakała się i powiedziała „nie mam nikogo”. A przecież miała całkiem sporą familię… 

Okazało się, że była dzieckiem adoptowanym. Miała kochających i wspierających rodziców adopcyjnych i oddanych dziadków, ale nie miała wiedzy o swojej rodzinie biologicznej i nie potrafiła odnaleźć swojego miejsca w drzewie relacji rodzinnych nowej rodziny. Odczuwała pustkę, chciała się gdzieś „zakorzenić”, ale nie miała narzędzi. Potrzebowała informacji, żeby zbudować swoją tożsamość. Dlatego warto, aby rodzice adopcyjni posiadali wiedzę o przeszłości dziecka i jego korzeniach, a do tego byli gotowi na pomoc dziecku w poszukiwaniach i silni do dawania wsparcia w chwili odkrywania prawdy. 

Liczba elementów się nie zgadza

Młody mężczyzna zgłosił się po poradę ze względu na trudności w nawiązywaniu relacji z kobietami. Ogólnie był lubiany, towarzyski i miał dużo znajomych, ale z kobietami – na dystans. Podobały mu się, ale w każdej szukał czegoś „złego” – negatywnych cech, zachowań, doszukiwał się ukrytych złych intencji wobec niego, uważał, że na pewno mają jakąś tajemnicę, która go zniszczy. Graniczyło to z psychozą, ale… pewnego razu pacjent analizował rysunki swojej rodziny, wykonał ich kilkanaście, były to abstrakcje i symbole. Liczył, liczył i wyszło mu, że na każdym z rysunków przedstawił taka samą liczbę elementów – 6. Ale jego rodzina liczyła 4 osoby, więc liczba elementów się nie zgadzała… wybiegł wtedy z pokoju bez słowa. Za tydzień przyniósł swojego „trupa” – przycisnął matkę i starszą siostrę, które ujawniły mu tajemnicę – przed nim było rodzeństwo – dwóch braci – jeden został oddany do adopcji, a drugi abortowany. Obaj mieli na imię, tak jak on. 

Matka nie umiała pokochać najmłodszego syna i z czasem zupełnie się od niego oddaliła, a siostra próbowała chronić matkę. Jak powiedział „obie nosiły coś złego”.

Dlaczego Anka musiała mieć trzeciego męża po depresji swojej prababki

Anka miała fajnych mężów – pracowitych, rozsądnych, niepijących, lubiących dzieci i bardzo spokojnych. Za spokojnych. Bez inicjatywy i werwy – jak mówiła. Lane kluski. Ona musiała podejmować wszystkie decyzje. Świetnie jej to wychodziło, ale ona tego nie chciała. Chciała być księżniczką, chciała być zaopiekowana, marzyła, żeby mąż był prawdziwą głową rodziny, żeby rządził... jak jej ojciec i dziadek i …pradziadek. Przy czym ojciec i dziadek to rzeczywiście były silne typy – kobiety w rodzinie tylko takich wybierały, ale pradziadek był silny przez przypadek. To znaczy nie ma przypadków, ale tak wyszło, że MUSIAŁ być silny, bo jego żona cierpiała przez wiele lat na depresję, a cały dom był na jego głowie. Dzieci, a później wnuki, dostały wzorzec silnego, przedsiębiorczego, zaangażowanego męża - ojca i żony - matki, którą należy się opiekować. I zgodnie z wzorcem szukały swojego szczęścia… 

Jem przez wojnę i kochankę dziadka

Krysia była bulimiczką, od wielu lat próbowała różnych terapii i bardziej szamańskich sposobów, na uratowanie siebie i swojego zdrowia. Zdarzały się kilkumiesięczne przerwy w atakach, ale niestety powracały. Przełomem okazało się zrozumienie, o co w ogóle chodzi z jedzeniem w jej rodzinie. Otóż w czasie wojny dziadka zabrano na roboty do Niemiec, pisał do babki rozpaczliwe listy, jak mu źle, jak trudno, jaka ciężka praca, jakie straszne warunki, jak zimno i głodno. Babka kochała męża i robiła wszystko, żeby mu pomóc – pracowała ponad siły i dosłownie od ust sobie odbierała, żeby zaoszczędzić i wysłać coś do męża. Chudła i mizerniała w oczach, podupadła na zdrowiu. Wszystko dla męża. I skończyła się wojna, mąż wrócił – piękny i zadbany, zdrowy i gruby. Okazało się, że Niemiec nie był taki zły, a zwłaszcza Niemka… Babka zrobiła zwrot o 180 stopni – kult jedzenia w całej rodzinie – dużo i dobrze, z różnych okazji i bez okazji. Przytyła do 180 kg. Cała rodzina utyła, bo trzeba było jeść. O Niemce nie wspominano, ale rzucała swój cień do końca życia babki. Krysia tego nie chciała…