Parafia

(172 - maj - czerwiec 2010)

Dyrygent

ks. Stanisław Walewicz

Proboszcz dużej parafii musi mądrze koordynować pracą duszpasterską wszystkich kapłanów oraz musi być szczerze otwarty na wielki potencjał osób świeckich

Spośród 25 lat mojego kapłaństwa tylko przez niespełna  siedem lat duszpasterzuję jako proboszcz. Tak się złożyło, że pełniłem różne funkcje niezwiązane bezpośrednio z duszpasterstwem parafialnym. Przez 11 lat byłem głównie urzędnikiem kurialnym i pracownikiem dydaktycznym na Wydziale Teologicznym. Ciągle jednak niepokoiło mnie przeświadczenie, że do większości zadań,  które podejmuję, nie są konieczne święcenia kapłańskie. Coraz bardziej pragnąłem powrotu do duszpasterstwa parafialnego gdyż o takiej właśnie pracy marzyłem odpowiadając Bogu na dar kapłańskiego powołania.

Stało się. Zostałem mianowany proboszczem kameralnej, liczącej ok. 4 tys. mieszkańców, parafii na przedmieściach Poznania. Wstąpiła we mnie gorliwość, której chyba nie powstydziłby się żaden neoprezbiter. W krótkim czasie udało mi się poznać osobiście niemal wszystkich parafian i z wieloma z nich nawiązać bliskie relacje. Nie mając wikariusza byłem praktycznie jedynym duszpasterzem, spowiednikiem, kaznodzieją, kierownikiem duchowym… Z wielką radością doświadczałem realnego wpływu mojej posługi na budowanie wspólnoty Kościoła oraz na pogłębianie relacji moich parafian z Bogiem. Było to wręcz spektakularne i przynosiło mi wiele osobistej satysfakcji. Ta „przygoda” trwała nieco ponad pięć lat i została zakończone dość nieoczekiwanie.

W związku ze śmiercią kapłana zostałem powołany do objęcia troską pasterską nowej parafii – tym razem bardzo dużej, liczącej ok. 16 tysięcy parafian zamieszkałych głównie w zwartym skupisku bloków jednego osiedla. Nie miałem żadnych wątpliwości, że prowadzi mnie Pan Bóg, ale po ludzku patrząc, byłem bardzo przestraszony. Czego się bałem? Chyba najbardziej „skazania na anonimowość” i niemożności „bycia wszędzie” wobec tak wielu przeróżnych działań duszpasterskich podejmowanych w tak dużej parafii. Musiałem się szybko uczyć innego stylu duszpasterstwa. Zresztą nadal się tego uczę i to z różnym skutkiem.

Na czym polega, moim zdaniem, rola proboszcza w dużej parafii i jak ja sam staram się tę rolę spełniać? Można to porównać do roli dyrygenta w dużej orkiestrze. Proboszcz musi mądrze koordynować pracą duszpasterską wszystkich kapłanów oraz musi być szczerze otwarty na wielki potencjał osób świeckich, wskazując im właściwy instrument, na którym mogą zagrać w tej dużej orkiestrze. Możliwości duszpasterskie w takiej parafii są przeogromne. Gdyby proboszcz „zamiast dyrygować” zaczął „grać na jednym instrumencie” mógłby wiele z tych możliwości zaprzepaścić. Taka rola dyrygenta domaga się oczywiście doskonałego słuchu, a ten słuch kształtuje się przede wszystkim podczas modlitwy i pokuty. Uważam, że bez całkowitego zanurzenia wszystkiego w Bogu dyrygent i orkiestra mogą nieraz otrzymać wiele oklasków, ale nigdy nie zagrają na Bożą chwałę.

Odchodząc od tego porównania z orkiestrą myślę również, że bardzo ważna jest troska o piękno liturgii, zarówno świątecznej jak i codziennej. Ważne są zwyczajne, „nienadęte” kontakty osobiste z parafianami, z rodzinami i grupami duszpasterskimi. Ważna jest „ludzka twarz” proboszcza w biurze parafialnym i w różnych trudnych sytuacjach duszpasterskich, których nigdy nie brakuje. Bardzo ważna jest w końcu świadomość własnych słabości, nieprzecenianie swych możliwości i umiejętności, cierpliwe wsłuchiwanie się w głos Pana Boga i w głosy parafian, które najczęściej są mądre i życzliwe.

 

Tak rozumiem pasterską posługę proboszcza w parafii i według takiego rozumienia staram się tę posługę spełniać. Inna sprawa, że  nie zawsze mi się to udaje…