Wspólnota

(136 - kwiecień 2005)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Dzieci Jakuba (Rdz 29,31–30,24)

Karol Madaj

Jakub kochał Rachelę, a do Lei odczuwał niechęć (użyty w 31. wersecie hebrajski czasownik sane oznacza też nienawiść, ale pozostańmy przy niechęci). Trudno się dziwić, że w tej sytuacji dwie siostry nie darzyły się szczególną sympatią i rywalizowały ze sobą. Życie Lei z pewnością nie było lekkie: Mąż zostawiał ją dla innej, która, na domiar złego, też była jego żoną. Jak wyjść z takiego impasu? Drogą do zagwarantowania sobie należnego miejsca u boku Jakuba było podarowanie mu najcenniejszego daru, jaki kobieta w Biblii mogła dać mężczyźnie: syna (a najlepiej kilku). A ponieważ to Bóg jest dawcą życia, obie kobiety do Niego zwróciły się o pomoc. Pan zwykle w takich przypadkach sprzyja gnębionemu. Dlatego też otworzył łono Lei i pozwolił jej wygrać ten „wyścig urodzeń”.
Zdaniem rabinów postawę żon Jakuba wobec Boga można najlepiej zrozumieć, rozważając użyte w tekście imiona Boże. Gdy w naszym fragmencie mowa jest o Lei, używane jest imię Boga Jahwe, podkreślające miłosierdzie Najwyższego. Gdy zaś Rachela skarży się Jakubowi, ten oznajmia, że potomstwa odmawia jej sam Elohim, a imię to przypomina o sprawiedliwości Pana.
Zwróćmy teraz uwagę, jak zachowywała się ufająca Bożemu miłosierdziu Lea, a jak postępowała Rachela, dostrzegająca w Bogu tylko sprawiedliwość. Starsza siostra miała głębokie przekonanie, że wszystko, co jej się przytrafia tu, na ziemi, jest Bożą łaską. Jej stan ducha odbijał się w imionach nadawanych dzieciom: „Wejrzał Pan na moje upokorzenie”, „Usłyszał Pan, że jestem odepchnięta”, „Teraz mąż przywiąże się do mnie”, „Tym razem będę sławić Pana”, „Bóg dał mi nagrodę”, „Obdarował mnie Bóg wspaniałym darem”. Lea była pełna wdzięczności i radości, nie tylko z powodu swoich własnych dzieci, ale także z dzieci adoptowanych od niewolnicy, które nazwała: „Szczęśliwie!” i „Na moje szczęście!”. Co więcej uważała, że to dzięki adopcji i przyjęciu cudzych dzieci Pan pobłogosławił jej jeszcze bardziej i obdarzył następnymi dwoma synami.
Jak reagowała Rachela? Odwrotnie: Była pełna zazdrości i zawiści. Winą za swoje nieszczęście obarcza nie własną niewiarę, lecz męża. Nosiła w swoim sercu zły obraz Boga. W jej oczach nie był On Miłością, tylko Sprawiedliwością. Nic dziwnego, że mimo iż była kochana przez męża, nie chciało jej się żyć. Sposób, w jaki pojmowała Boga odzwierciedlały imiona jej przybranych synów: „Bóg jako sędzia otoczył mnie opieką” oraz „Nadludzką walkę wiodłam z siostrą moją i zwyciężyłam!”. W pierwszym imieniu kryje się obraz Boga — urzędnika, który daje coś, co się każdemu ze sprawiedliwości należy. W drugim imieniu Rachela sobie tylko przypisuje zwycięstwo. W obydwu przypadkach, zamiast radości z adoptowanych dzieci, widać raczej gorycz i smutek.
W końcu Rachela zmieniła swoją postawę wobec Boga i uznała, że o własnych siłach nie jest w stanie począć dziecka. (Zauważmy, że nie ma wzmianki o skuteczności mandragor, którymi Rachela chciała uleczyć swoją bezpłodność. Poczęcie nastąpiło nie dlatego, że, „leki” poskutkowały, ale dlatego, że Bóg się ulitował.) Przemianę Racheli widać w znaczeniu imienia nowonarodzonego chłopca: „Oby Pan dodał jeszcze drugiego syna”. Nie było tam już buntu przeciw Bogu i nadmiernej wiary we własne siły. Teraz Rachela poddała się Bożemu działaniu i ufnie czekała na następne dziecko. Zmienił się też jej obraz Boga. Po raz pierwszy nie nazwała Go imieniem Elohim, lecz Jahwe, uznając tym samym, że Bóg jest Miłością.
Historia ta jest dla nas wielką lekcją „biblijnego planowania rodziny”. Miłość, dobre chęci, afrodyzjaki, medycyna, a nawet NPR nie zapewnią nam potomstwa, jeżeli Bóg tego nie zechce. Tora pokazuje nam klucz do skarbu, jakim są dzieci. Jest to przede wszystkim otwarcie się na prokreację (z tym akurat ludzie Biblii rzadko mieli problemy), a następnie pełne ufności powierzenie Bogu wszystkich spraw związanych z płodnością. Tora podkreśla też koncepcyjną wartość wytrwałej modlitwy. Zdarza się jednak, że i modlitwa, z ludzkiego punktu widzenia, „nie pomaga”. Może być to znak, że należy uznać Bożą wolę. Wtedy też, o ile jest taka możliwość, trzeba cieszyć się z adoptowanych dzieci i również w nich widzieć dar Boży. Mówi bowiem Jezus: „I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18, 5).