Świętowanie

(199 - kwiecień - maj 2014)

Dzień świętowania

ks. Stanisław Adamiak

Niedziela chrześcijan pierwszych wieków

W roku 304, po wydaniu przez cesarza Dioklecjana edyktów nakazujących prześladowanie chrześcijan, grupa wiernych została aresztowana w miejscowości Abityna w Afryce Północnej (dzisiejsza Tunezja), podczas gdy odprawiali, jak mieli to w zwyczaju w niedzielę, Dominicum. Nie do końca wiemy, czy to łacińskie słowo oznacza Eucharystię jako taką, czy też może podkreśla raczej jej aspekt niedzielny (DiesDominica jako Dzień Pański, od tego słowa pochodzi nazwa niedzieli w językach romańskich: domenica, domingo, dimanche). W każdym razie podczas przesłuchania, na pytanie urzędnika rzymskiego, czemu to czynili pomimo zakazu, chrześcijanie z Abityny odpowiedzieli: „bo nie możemy opuścić Dominicum”. Innymi słowy: „bez niedzieli, bez niedzielnej Eucharystii, nie możemy żyć”.

Kiedy myślimy o niedzieli chrześcijan pierwszych wieków, najważniejszym jej aspektem jest Eucharystia. Co ciekawe, dostrzegali to i poganie. Na początku drugiego wieku Pliniusz Młodszy, namiestnik prowincji Bitynia (w dzisiejszej Turcji) tak opisywał cesarzowi Trajanowi wyniki przesłuchania chrześcijan:

Zapewniali zaś, że to było z ich strony największą winą czy też błędem, iż w oznaczonym dniu przed świtem schodzili się i na przemian śpiewali pieśni ku czci Chrystusa jako Boga i zobowiązywali się przysięgą nie do jakiejś zbrodni, ale że nie będą popełniać rozboju ani cudzołóstwa, nie będą oszukiwać i wypierać się powierzonego im mienia, gdyby wzywano ich do zwrotu. Po dokonaniu tego mieli zwyczaj się rozchodzić i znowu się zbierać dla spożycia pokarmu, ale całkiem zwykłego i niewinnego, zaprzestali to czynić po moim edykcie, którym zakazałem religijnych zebrań – zgodnie z Twymi poleceniami.

Świadectwo Pliniusza wskazuje na to, że chrześcijanie spotykali się najprawdopodobniej w niedzielę rano i ponownie wieczorem. O świętowaniu w niedzielę przed świtem przypominał też mniej więcej w tym samym czasie św. Ignacy Antiocheński, a trochę później św. Justyn. Inne świadectwa wskazują z kolei na to, że Eucharystię celebrowaną także wieczorami – mówi nam o tym fragment Dz 20, 7-12, opisujący Eucharystię sprawowaną z udziałem św. Pawła w Troadzie „wieczorem pierwszego dnia tygodnia”. Chodzi tu najpewniej o sobotę wieczór, choć niektórzy sądzą, że chrześcijanie mogli się też przez jakiś czas spotykać w niedzielę wieczorem (na co wskazywałby przytoczony powyżej list Pliniusza). W ciągu drugiego wieku coraz mocniej podkreśla się też, że to niedziela, dzień Eucharystii, jest centrum tygodnia, a chrześcijanie, wolni od nakazów Starego Prawa, nie powinni przestrzegać szabatu.

Dlaczego niedziela, a nie szabat?

Widać więc wyraźnie, że Eucharystia była dla pierwszych chrześcijan absolutnie najważniejszym elementem niedzieli, a przez to całego tygodnia. Kwestia odpoczynku niedzielnego była drugorzędna. Nie chciano upodobniać się do Żydów, wyróżniających jeden dzień tygodnia: szabat. Tymczasem dla chrześcijan, ludu już odkupionego przez Boga, wszystkie dni były święte. Niedziela była jednak wybrana, ponieważ przypominała o najważniejszym wydarzeniu historii – o Passze Chrystusa. Upraszczając: nie dlatego odprawiano Eucharystię w niedzielę, że był to dzień świąteczny, ale niedziela stawała się dniem świątecznym, ponieważ to wtedy odprawiano Eucharystię.

Żydzi wyróżniali się z otoczenia przez dokładne przestrzeganie cotygodniowego odpoczynku, ale poza tym rytm życia, zwłaszcza w miastach, wyznaczany był przez wiele świąt związanych z religią pogańską, kiedy życie cywilne zamierało. Chrześcijanie musieli się jakoś do tego dostosować, między innymi dlatego Eucharystie odbywały się rano lub wieczorem, by umożliwić wiernym normalne funkcjonowanie w świecie, w którym ich religia (w przeciwieństwie do judaizmu) była nielegalna. Cotygodniowe zebrania służyły jednak także podtrzymaniu tożsamości i spójności wspólnot chrześcijańskich, zaznaczających w ten sposób swoją odrębność od pogan, poprzez świętowanie w sposób regularny „co osiem dni”, ale i od Żydów, świętujących zawsze dzień wcześniej. Przypominano, że prawdziwym sensem szabatu w Starym Testamencie był nie odpoczynek sam w sobie, ale spotkanie z Bogiem, a to dokonało się już definitywnie w osobie Jezusa Chrystusa, który jest „prawdziwym szabatem”. Chrześcijanie nie muszą już więc przejmować się prawem rytualnym Starego Przymierza.

Niedziela dniem urzędowo wolnym od pracy

Sytuacja zmieniła się na początku czwartego wieku, gdy chrześcijaństwo stało się religią uznawaną i popieraną przez państwo. W roku 321 cesarz Konstantyn Wielki uczynił „czcigodny dzień Słońca” obowiązkowym dniem odpoczynku dla sądów i całej ludności miejskiej, zaznaczając, że to nadal bardzo dobry dzień dla pracy na roli. Zwróćmy uwagę, że motywacja nie jest tu jeszcze czysto chrześcijańska, cesarz czynił tym prawem ukłon w stronę wyznawców nie tylko Chrystusa, ale również Słońca Niezwyciężonego.

Wydane przez Konstantyna prawo niekoniecznie było wszędzie przestrzegane, życie toczyło się często nadal starym torem. W 368 roku cesarz Walentynian I musiał osobnym dekretem zabronić wzywania chrześcijan do sądów w niedzielę. Państwo rzymskie uznawało w ten sposób obowiązki religijne swoich poddanych, podobnie kilkadziesiąt lat później potwierdzono, że nie wolno do trybunałów wzywać w soboty Żydów. Cesarze starali się też „pomóc” frekwencji w kościołach, zabraniając w niedziele przedstawień cyrkowych i teatralnych (w jednym ze swoich kazań św. Augustyn narzekał na to, że wielu wiernych zamiast na mszę, poszło do pobliskiego amfiteatru!).

Msza i odpoczynek niedzielny jako obowiązek

Pierwsi Ojcowie Kościoła tylko przypominali o tym, że trzeba uczęszczać co niedziela na Eucharystię, od czwartego wieku zaczęto ujmować ten obowiązek w formy prawne. W roku 306 synod w Elwirze (południowa Hiszpania) wykluczał czasowo od udziału w sakramentach tych, którzy nie byli w kościele przez trzy niedziele pod rząd; dotyczyło to tylko mieszkających w miastach. Biskupi pierwszych wieków podkreślali przede wszystkim znaczenie Eucharystii niedzielnej. Odpoczynek od pracy był potrzebny po to, by umożliwić w niej uczestnictwo. Jeszcze w czwartym-piątym wieku w niedzielę pracowano nawet w klasztorach: św. Hieronim pisze o mniszkach, które po powrocie z kościoła podejmowały na nowo pozostawioną prace. Abba Barsanafiusz zapytany, czy jest grzechem pracować w niedzielę, odpowiedział, że nie jest, jeśli się to czyni po Bożemu, jest natomiast, gdy pracuje się z powodu chciwości lub z pogardy dla dnia świętego.

Od szóstego wieku kolejne synody zabraniały jednak pracy w niedziele, także – a może przede wszystkim – na roli; nawet przy najsurowszych przepisach, grożących ekskomuniką, zaznaczano jednak, że można pracować jeśli wymaga tego albo dobro dusz, albo konieczność związana z hodowlą zwierząt – pamiętano o Łk 14, 5! Do całkowitego przeniesienia na niedzielę obowiązków płynących z żydowskiego szabatu doszło wiele wieków później, we wspólnotach ewangelickich, zwłaszcza z nurtu reformowanego, gdzie surowo pilnowano, by niedziela była dniem absolutnej bezczynności.

 

Dla chrześcijan pierwszych wieków niedziela nie była przede wszystkim dniem odpoczynku, ani tym bardziej leniuchowania. Była dniem świętowania, a sposób tego świętowania był jasno określony: Eucharystia. Starali się w niedzielę nie pracować, ale przede wszystkim po to, by móc uczestniczyć we wspólnym zgromadzeniu wiernych. Tydzień bez odpoczynku nie był dla nich czymś dziwnym, ale świętowanie bez Eucharystii było niewyobrażalne.