Praca

(170 - luty - marzec 2010)

Ewangelia pracy

ks. Mirosław Kiedzik

Praca człowieka jest zamierzoną i nakazaną przez Boga kontynuacją Jego stwórczego dzieła

Już na początku Księgi Rodzaju praca została uwypuklona jako wielka, niezmiernie istotna wartość. Sam przecież Bóg podjął pracę, by stworzyć świat: W siódmym dniu Bóg zakończył swoje dzieło, które uczynił i w siódmym dniu odpoczął po całym swoim dziele, które uczynił[1] (2, 2). Bóg znajduje też w pracy zadowolenie, o czym świadczą powtarzające się stwierdzenia autora opisu kapłańskiego, zgodnie z którymi Bóg widział, że Jego dzieła są dobre (zob. 1, 4.10.12.18.21.25), a po stworzeniu człowieka nawet bardzo dobre (zob. 1, 31).

O podjętej przez Boga pracy mówi również autor starszego źródła jahwistycznego. Według bowiem jego opowiadania Bóg czyni człowieka z prochu ziemi, jak garncarz, który wytwarza swoje naczynia z gliny, i tchnie w jego nozdrza tchnienie życia (zob. Rdz 2, 7). Zakładając też ogród, postępuje jak ogrodnik (zob. 2, 8n).

Zadanie Stwórcy

Można zatem stwierdzić, że Biblia ukazuje pracę nade wszystko jako zadanie Stwórcy. Człowiek zaś, jako podobieństwo Boga (zob. Rdz 1, 26n), powinien kontynuować Jego stwórcze dzieło. Ma przecież rozwijać to, co zostało stworzone, rozmnażać się i zaludniać ziemię, czyniąc ją sobie poddaną (zob. 1, 28). Praca człowieka jest więc zamierzoną i nakazaną przez Boga kontynuacją Jego stwórczego dzieła. Dlatego też świat w dużej mierze zależy od pracy człowieka. W sobie właściwy sposób mówi o tym także źródło jah­wistyczne, w którym czytamy: Nie było jeszcze żadnego krzewu na ziemi ani nie wyrosła żadna polna trawa, ponieważPan Bóg nie spuścił deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by ją uprawiał (2, 5). W żadnym wypadku natomiast praca nie jest następstwem grzechu, gdyż jeszcze przed popełnieniem pierwszego grzechu przez człowieka Bóg umieścił go w og­ro­dzie Eden, aby go uprawiał i strzegł (zob. 2, 8.15)[2].

Po upadku człowieka jednak, zgodnie z opisem biblijnym, Bóg nierozłącznie powiązał z ludzką pracą trud, będący karą za popełniony grzech: Ponieważ usłuchałeś głosu swej żony i jadłeś z drzewa, z którego zakazałem ci jeść, przeklęta będzie ziemia z twojego powodu. Przez całe życie w trudzie (be‛issābôn) będziesz się z niej żywił. Ciernie i osty będzie ci rodziła, ty zaś będziesz jadł rośliny pól. W pocie czoła będziesz zdobywał chleb do jedzenia, póki nie powrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty, bo prochem jesteś i do prochu powrócisz (Rdz 3, 17-19). Hebrajskie ‛issābôn tłumaczone jako „trud” znaczy też „ból”, „cierpienie”. Nie samą więc pracę Biblia uważa za karę, ale powiązany z nią trud, ból, cierpienie i nie zawsze osiągnięty zamierzony efekt pracy (ciernie i osty).

Pomimo takiej sytuacji człowiek, który po popełnionym grzechu w przeciwieństwie do węża-szatana i ziemi nie został przeklęty (zob. Rdz 3, 14-19), stara się kontynuować stwórcze dzieło Boga i dalej realizować aktualne, połączone z błogosławieństwem wcześniejsze Boże polecenie czynienia sobie ziemi poddanej (zob. 1, 28). Oprócz uprawy ziemi tworzy jednak instrumenty muzyczne, by dać wyraz swoim umiejętnościom artystycznym: Jubal był praojcem wszystkich grających na cytrze i flecie (Rdz 4, 21); rozwija metalurgię, dobywając minerały z ziemi: Oto jest miejsce, skąd wydobywa się srebro i miejsce, gdzie wypłukuje się złoto. Żelazo wybiera się z ziemi, a miedź wytapia z kamienia (Hi 28, 1-2); sporządza narzędzia z brązu i z żelaza: Silla urodziła Tubal-Kaina, który był kowalem wykuwającym miedź i żelazo (Rdz 4, 22); buduje miasta i powołuje do życia królestwa i imperia (zob. 4, 17; 10, 1-31; 11, 3-4)[3]. Podejmuje również pracę umysłową, poszukuje mądrości – czego znaczenie w szczególny sposób podkreślają mędrcy (zob. Syr 38; 39; Prz 1, 7)[4].

Ciernie i osty

Człowiek doświadcza braku harmonii z Bogiem (po upadku przecież ukrywał się przed Nim; zob. 3, 8), z samym sobą (zaczął negatywnie odczuwać swoją nagość; zob. 3, 7), z drugim człowiekiem (winę za grzech Adam zrzucił na swoją żonę; zob. 3, 12) i ze światem (uprawiana ziemia rodziła ciernie i osty; zob. 3, 17-19). Sprzyja to niewłaściwemu podejściu do pracy i jej niewłaściwemu wykorzystywaniu. Chociaż człowiek jest stworzeniem, to jak uwypukla to opowiadanie o wieży Babel (zob. Rdz 11, 1-9), chce w swojej pysze konkurować ze Stwórcą: Chodźcie, zbudujmy sobie miasto i wieżę, której szczyt sięgnie nieba (Rdz 11, 4a). Czyni tak, mimo że już w raju przekonał się, że do niczego dobrego to nie prowadzi (zob. Rdz 3). W efekcie coraz bardziej oddala się od Boga i drugiego człowieka.

Jednym ze skutków tego jest niedostrzeganie sensu pracy, co dobitnie wyraził Kohelet, pisząc: Nabrałem odrazy do życia. Wszystko, co człowiek uczynił pod słońcem, wydało mi się wstrętne, jest bowiem takie ulotne i podobne do wiatru (2, 17). Rozczarowanie człowieka pogłębia jeszcze świadomość śmierci i brak pewności co do tego, kto przejmie owoce jego pracy: Z obrzydzeniem spojrzałem na owoce trudu, który podjąłem pod słońcem. Zostawię je swemu następcy. Kto wie, czy będzie on mądry, czy też głupi? A jednak będzie rozporządzał wszystkim, co ja mozolnie nagromadziłem dzięki swej pracy i mądrości. Jakie to wszystko ulotne! (2, 18-19). Takie zaś myślenie, pozbawione odniesień do Boga i świadomości udziału w Jego stwórczym dziele, ostatecznie sprawia, że człowieka ogarnia lenistwo, które może doprowadzić nawet do krańcowej nędzy: Wskutek lenistwa strop się sypie, a wskutek bezczynności dach przecieka (10, 18).

Kolejnym efektem oddalania się człowieka od Boga i innych ludzi jest wyzyskiwanie tych ostatnich, okradanie, uciskanie w pracy (zob. Am 4, 1) lub nawet, jak wyraża to Biblia, sprzedawanie sprawiedliwych za srebro czy ubogich za parę sandałów (zob. 2, 6). Tym zaś, którzy są traktowani niesprawiedliwie i jak niewolnicy, z całą pewnością praca nie przynosi zadowolenia i spełnienia, bo: tłoczą oliwę między murami, wyciskają wino, ale są spragnieni (Hi 24, 11).

Innym jeszcze skutkiem oddalania się człowieka od Boga i ludzi jest spotęgowanie się ludzkiej przewrotności. Może ona zniwelować wszelkie dobro, a nawet najlepsze intencje osoby podejmującej pracę. Świadczy o tym choćby traktowanie przed potopem Noego przez współczesnych mu ludzi, Mojżesza przez faraona czy samych Hebrajczyków, stosunek członków Narodu Wybranego do proroków. Pismo Święte podkreśla wręcz, że nawet praca samego Boga podjęta dla człowieka nie przynosi pożądanego efektu, jeżeli człowiek w swojej wolności na nią się nie otworzy. W dobitny sposób uwypukla to choćby pieśń o winnicy (Iz 5, 1-7), w której gospodarzem jest Bóg, a winnicą Izrael, który zgrzeszył wobec Boga:

Zaśpiewam mojemu Umiłowanemu pieśń o Jego miłości do Jego winnicy:

Mój Umiłowany miał winnicę na urodzajnym wzgórzu.

Okopał ją, oczyścił z kamieni i zasadził w niej szlachetną winorośl.

Pośrodku wybudował wieżę, a także wykuł tłocznię.

Oczekiwał, że wyda winogrona, a dała cierpkie owoce.

Teraz, mieszkańcy Jerozolimy i ludzie Judy,

rozsądźcie pomiędzy Mną i Moją winnicą.

Co jeszcze można było uczynić dla Mojej winnicy,

a nie uczyniłem?

Dlaczego, gdy oczekiwałem, że wyda winogrona,

wydała cierpkie owoce? (5, 1-4)[5].

Gdy do tego wszystkiego dojdzie jeszcze fizyczna niemoc człowieka wobec potęgi przyrody, wyrażona przez wspomniane już ciernie i osty, które mimo wysiłku człowieka rodzi ziemia, to praca zaczyna być wielokrotnie odbierana nade wszystko jako zło konieczne.

Odnaleźć sens

Dlatego Pismo Święte od początku poucza człowieka, jak nie zagubić właściwego rozumienia celu i godności pracy. Po wskazaniu, że praca jest nade wszystko zadaniem Stwórcy, który dał człowiekowi polecenie i przywilej udziału w swoim dziele stwórczym, jednoznacznie podkreśla znaczenie odpoczynku w dniu siódmym. Ukazuje bowiem Boga jako Tego, który odpoczywa po swojej pracy (zob. Rdz 2, 2) – a przecież trud pracy, będący karą za grzech, jest obcy doskonałemu Bogu. W ten sposób chce zapewne podkreślić, że sens odpoczynku jest o wiele głębszy niż wydawałoby się to na pierwszy rzut oka. W zrozumieniu natomiast tego sensu pomagają dalsze, następujące teksty Biblii: Pamiętaj, abyś święcił dzień szabatu (Wj 20, 8); Sześć dni będziesz pracował, a dnia siódmego zaprzestaniesz pracy, aby odpoczęły twój wół i osioł i odetchnęli syn twojej niewolnicy i cudzoziemiec (23, 12); Sześć dni będziesz pracował, ale dzień siódmy będzie dla was świętym szabatem odpoczynku dla Pana. Każdy, kto w nim będzie wykonywał pracę, poniesie śmierć (35, 2); Przestrzegaj święcenia dnia szabatu, jak ci nakazałPan, twój Bóg (Pwt 5, 12).

Nie tylko więc chodzi o zaprzestanie pracy, ale o zaprzestanie pracy i zwrócenie się ku Bogu po całym zaabsorbowaniu pracą dnia codziennego, o powracanie do Niego, o otwarcie się na Niego. Odpoczynek powinien być zatem nierozłącznie połączony z kultem pochwalnym na cześć Boga Stwórcy wszystkiego i ze wsłuchiwaniem się w Niego. Tylko przecież wówczas, gdy człowiek uznaje swoją zależność od Boga, odnajduje swoją tożsamość. Poznając też działanie Stwórcy, jest w stanie dostrzec owoce swojej pracy w realizacji świata, a to z pew­nością sprawi mu prawdziwą radość. Jak bowiem mówi Kohelet: Nie ma nic lepszego dla człowieka niż jeść, pić i czerpać zadowolenie ze swojej pracy (2, 24).

Uznanie zależności od Boga prowadzi również do koniecznej współpracy kontynuatora ze Stwórcą, co podkreśla Psalmista, pisząc:

Jeżeli Pan domu nie zbuduje,

na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.

Jeżeli Pan nie będzie strzegł miasta,

na próżno czuwa strażnik.

Na próżno się zrywacie o świcie

i późno siadacie,

by zjeść chleb ciężko zapracowany.

Tyle On daje i we śnie temu, kogo miłuje (Ps 127 [126], 1-2).

Bóg, który obdarzył człowieka swoim błogosławieństwem, gdy polecił mu czynić ziemię poddaną (zob. Rdz 1, 28), na pewno nadal będzie go też wspierał, jeśli tylko człowiek otworzy się na współpracę z Nim.

Wsłuchiwanie się w Boga, w Jego słowo, pozwala także dostrzec bezsens lenistwa, które nie tylko jest przeciwne Bożemu poleceniu czynienia sobie przez człowieka ziemi poddanej, ale również zwykłej ludzkiej logice, co szczególnie uwypuklają mędrcy:

Jak długo, leniu, będziesz jeszcze leżał?

Kiedy zbudzisz się ze snu?

Trochę snu, trochę drzemki,

trochę odpoczynku z założonymi rękami,

a bieda przyjdzie jak włóczęga,

nędza – jak człowiek uzbrojony (Prz 6, 9-11; zob. też 24, 33-34)[6].

Dlatego mędrcy zwracają uwagę człowieka na to, co dzieje się w świecie przyrody, który może być dla niego przykładem. Wystarczy, by leniwy przyjrzał się mrówce:

Idź do mrówki, leniu,

przypatrz się jej drogom, stań się mądry.

Nie ma ona wodza,

nadzorcy i pana.

W lecie zbiera pokarm,

podczas żniw gromadzi zapasy (Prz 6 6-8; zob. też 30, 25-26).

Poważne potraktowanie przez człowieka słowa Bożego może też zapobiec niesprawiedliwości społecznej. Już bowiem w Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: Nie będziesz gnębił najemnika ubogiego i nędznego, czy to będzie twój brat, czy obcy, jeżeli jest w twoim kraju, w twoich murach. W tym samym dniu, zanim zajdzie słońce, oddasz mu zapłatę, gdyż jest on biedny i całym sercem jej pragnie, a nie będzie wzywał Pana przeciw tobie i nie będziesz miał grzechu (24, 14-15). Prorok Jeremiasz zaś ostrzega: Biada temu, kto buduje swój dom na niesprawiedliwości, a górne komnaty na bezprawiu, kto każe pracować swojemu bliźniemu za darmo i nie daje mu należnej zapłaty (22, 13). Bóg więc ostrzega i przestrzega pracodawców przed wykorzystywaniem, gnębieniem innych i niewypłacaniem im należnej zapłaty. Niesprawiedliwość społeczna jest jednoznacznie nazwana grzechem. Poniża bowiem człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo samego Boga (zob. Rdz 1, 26-27), i poz­bawia go zamierzonej przez Boga radości, jaką daje udział w kontynuowaniu Jego stwórczego dzieła.

Jezus a praca

Jezus Chrystus żył i wychował się w żydowskim środowisku religijnym i jak każdy młody Izraelita musiał mieć jakiś zawód. Rabini żydowscy kładli bowiem duży nacisk na obowiązek pracy. Umieszczali go tuż obok obowiązku studiowania Tory. Uważali, że „trzeba się zajmować studium Tory i mieć równocześnie zajęcia świeckie” (Berakot 35b). Rabbi Gamaliel, syn rabbiego Judy, stworzył nawet następującą sentencję:

Piękne jest studium Prawa połączone z zawodem praktycznym, ponieważ zajęcie się obydwoma pozwala uniknąć grzechu. Studium Prawa niepołączone z pracą ręczną wychodzi na marne i jest podnietą do grzechu (Tosefta Quddus in 7, 2).

Wśród zaś obowiązków wychowawczych rabbi Ismael wylicza następujące główne obowiązki wychowawcze ojca: „Ojciec ma obowiązek obrzezać swego syna, uczynić go wolnym, uczyć Tory, pomóc w wyborze żony i nauczyć jakiegoś rzemiosła” (Pirqe Abot 2, 2). Jeśliby natomiast zaniechał uczenia syna rzemiosła, to uczy go kraść.

O zawodzie Jezusa mówi jednak wyraźnie tylko Marek. W jego Ewangelii Jezus jest nazwany ho téktōn („cieśla”, „stolarz”, „specjalista od wyrobów drewnianych”; zob. Mk 6, 3). Mateusz natomiast nazywa Jezusa ho toû téktonoshuiós („synem cieśli”; zob. Mt 13, 55), co by potwierdzało, że także św. Józef zgodnie ze zwyczajem żydowskim nauczył Jezusa zawodu. Zanim więc Jezus oddał się wyczerpującemu trudowi nauczania, prawie całe swoje życie przeżył, wykonując zawód cieśli. Podejmując zaś pracę cieśli czy nauczyciela, jako Bóg-człowiek włączył się w stwórcze dzieło Boga Ojca.

Na pierwszych swoich uczniów Chrystus powołał również ludzi pracy – rybaków (zob. Mk 1, 16.20), sugerując, że w Jego służbie czeka ich nie mniejsza praca niż przy łowieniu ryb: sprawię, że staniecie się rybakami ludzi (1, 17). Działalność apostolską i misyjną przedstawia także na wzór pracy fizycznej żniwiarzy (zob. Mt 9, 37; J 4, 35-38). Samego też Boga Ojca nazywa rolnikiem, doceniając w ten sposób pracę na roli (zob. J 15, 1). W przy­powieściach o królestwie niebieskim często odwołuje się do pracy ludzkiej: do pracy pasterza (zob. J 10, 1-16), rolnika (zob. Mk 12, 1-12), siewcy (zob. 4, 1-9), sługi (zob. Mt 24, 45; Łk 12, 42-48), robotnika najemnego (zob. Mt 20, 1-16), właściciela domu (zob. 13,52), zarządcy (zob. Łk 16, 1-8), lekarza (zob. 4, 23), kupca (zob. Mt 13, 45) czy rybaka (zob. 13, 47-48). W ten sposób, nawiązując do Starego Testamentu i judaizmu, Jezus przedstawia pracę jako służbę i jednocześnie dowartościowuje pogardzaną pracę fizyczną.

Panowanie

Pracę służebną Jezus wskazuje także jako prawdziwe panowanie. Gdy po trzeciej zapowiedzi męki (zob. Mt 20, 17-19) matka synów Zebedeusza poprosiła Jezusa, aby umieścił jej synów po swojej prawej i lewej stronie, czyli by dał im udział w swej władzy (zob. Mt 20,21), powiedział: Wiecie, że władcy narodów panują nad nimi, a przywódcy dają im odczuć swojąadzę. Nie tak będzie wśród was, lecz kto chciałby stać się między wami wielki, będzie waszym sługą (diákonos), a kto chciałby być między wami pierwszy, będzie waszym niewolnikiem (doûlos). Tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono (diakonēthênai), lecz aby sł (diakonêsai) i oddać swoje życie jako okup za wielu (Mt 20,25-28; zob. Mk 10, 41-45). Podczas ostatniej wieczerzy, gdy między uczniami wynikł spór o to, kto wśród nich jest ważniejszy (zob. Łk 22, 24), Chrystus, zachęcając do naśladowania Go, przypomniał: Ja jestem pośród was jak ten, który sły (ho diakonôn; Łk 22,27). Czasownik dia­koneîn („służyć”) w Nowym Testamencie, podobnie jak w języku greckim klasycznym, oznacza pokorną, podrzędną służbę, najczęściej domową, jak np. sprzątanie czy usługiwanie przy stole, do której wkładało się odpowiedni strój roboczy (zob. Łk 11, 37). Tego właśnie rodzaju pokorną i po­gar­dzaną pracę Jezus podjął, gdy na początku ostatniej wieczerzy zdjął szaty, wziął prześcieradło, przepasał się nim i umył nogi uczniom (zob. J 13, 4-14).

W powyżej przytoczonych wypowiedziach Jezusa o służbie są zawarte trzy przesłania. Pierwsze jednoznacznie wyklucza wśród uczniów postawę panowania na wzór władców ziemskich, którzy tym, nad którymi panują, dają odczuć swoją władzę. Drugie przesłanie to sformułowane przez Chrystusa wezwanie do służby i postawy służebnej. Zgodnie z nim o wielkości i pierwszeństwie we wspólnocie uczniów Jezusa powinny decydować jakość i sposób służby, co określają dwa paralelnie użyte rzeczowniki: „sługa” (diákonos) i „niewolnik” (doû­los). W klasycznym języku greckim terminy te oznaczają pracującą w domu służbę, z tą jednak różnicą, że sługa mógł porzucić swoją służbę, niewolnik zaś do chwili sprzedania lub śmierci musiał być nieustannie do dyspozycji swojego pana. W Nowym Testamencie rzeczowniki „sługa” i „niewolnik” zachowały swój pierwotny sens, choć zmieniła się całkowicie postawa wobec pracy służebnej. Jezus przekreślił bowiem wszelką pogardę wobec tej pracy i nadał jej zupełnie nowe, pełne godności znaczenie.

Trzecie zaś przesłanie analizowanych wypowiedzi Chrystusa o służbie jako pokornej pracy zawiera motyw wzoru: Tak jak (hṓsper) Syn Człowieczy (Mt 20, 28). Jezus więc daje siebie uczniom za wzór. Swoją pokorną służbę i pracę łączy zaś z tytułem „Syn Człowieczy” oraz z dziełem zbawienia. Poprzez tytuł Syn Człowieczy wyraźnie nawiązuje do Izajaszowego Sługi Pańskiego, który się napracował, gdyż sam dźwigał ludzkie nieprawości (zob. Iz 53, 11). Chrystus jest właśnie tym Sługą, który przyszedł, aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu (20, 28). Zbawienie jako dokonaną przez siebie pracę, do której wzywa również swoich uczniów, uwypukla też, gdy po uzdrowieniu niewidomego od urodzenia mówi: Powinniśmy wykonywać dzieła (er­gázesthai tà érga) Tego, który Mnie posłał (J 9, 4; zob. 4, 34; 14, 10). Czasownik er­gázesthai w grece koine oznacza „wykonanie” czegoś w sensie pokornej pracy. Skoro więc zbawcze dzieło Jezusa jest wykonaniem pokornej pracy, to każda podejmowana pokornie i z pełnym oddaniem, powiązana z trudem praca jest uczestnictwem w krzyżu Chrystusa. Dzięki temu praca jest nie tylko odpowiedzią na wezwanie do czynienia ziemi poddanej, ale także uczestniczeniem w Bożym dziele zbawienia. W ten sposób praca znajduje w naśladowaniu Jezusa Chrystusa swoje nowe uzasadnienie.

Praca ludzka jest nie tylko służbą dla siebie i innych i uczestnictwem w dziele zbawczym Jezusa Chrystusa, lecz ma również wymiar eschatologiczny. W opisie sądu ostatecznego (zob. Mt 25, 31-44) Chrystus przekazuje przecież wieczne królestwo tym, którzy za życia wypełniali pokorne i służebne czyny, domagające się pracy i wysiłku: Wtedy Król powie do tych po prawej stronie: Zbliżcie się, błogosławieni Mojego Ojca, weźcie w posiadanie Królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Ponieważ byłem głodny i da­liś­cie Mi jeść, byłem spragniony i daliście Mi pić, byłem tułaczem i przy­ję­liś­cie Mnie, by­łem nagi i ubraliście Mnie, byłem chory i odwiedziliście Mnie, byłem w więzieniu i przyszliście do Mnie. Wów­czas odpowiedzą sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Ciebie głodnego i nakarmiliśmy (…)? Na to Król im odpowie: Zapewniam was, to, co uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnie uczyniliście (Mt 25, 34-37.40). W świetle tego opisu prace służebne wykonane wobec będących w potrzebie mają wymiar nie tylko eschatologiczny, ale też chrystologiczny. Pracując bowiem dla potrzebujących, pracujemy dla samego Chrystusa. Od prac służebnych więc będzie zależał nasz dalszy los.

Najlepsza część

Praca służebna, by była właściwie podejmowana i realizowana, domaga się wsłuchiwania w słowo Boże. Jezus zwraca na to szczególnie uwagę w perykopie o Marii i Marcie (zob. Łk 10, 38-42). Maria usiadła u  stóp Chrystusa i wsłuchiwała się (ḗkouen) w Jego słowa. Marta natomiast była pochłonięta (periespâto) licznymi posługami (diakonían)”k 10, 39-40a). Zajęcie się licznymi posługami było dla niej przeszkodą w czynieniu tego, co robiła jej siostra. Ewangelista Łukasz używając jednak tego samego czasownika diakoneîn na określenie posługi Marty i postawy służebnej samego Jezusa, podniósł tym samym rangę jej pracy. Zasugerował bowiem, jak można sądzić, że jest ona naśladowaniem i kontynu­o­wa­niem służby samego Jezusa-Sługi (zob. Łk 22, 27; 12, 37). Dlatego w następującej po skar­dze Marty wypowiedzi Chrystusa (zob. Łk 10, 41-42) można widzieć co najwyżej korektę spo­so­bu zaangowania się Marty w tę służbę: Marto, Marto, troszczysz się i zabiegasz o wiele, a tyl­ko jedno jest konieczne. Maria wybrała najlepszą część, której nie zostanie pozbawionak 10, 40b).

Diakonia Marty jest dobra, nawet wręcz konieczna. Jest bowiem konsekwencją słuchania Jezusa, realizowania wezwania do „czy­nienia” słowa Bożego (zob. Łk 6, 46-49; 8, 15.16.21; 22, 26-27), bez podjęcia którego nie można przynieść owocu (zob. Łk 8, 15) i dać pełnego świadectwa (zob. Łk 8, 16), nie można też mieć prawdziwego posiadania, to jest poznania tajemnic królestwa Bożego, prowadzącego do zbawienia (zob. Łk 8, 18), i należeć do rodziny Chrystusa: Moją matką i Moimi braćmi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wprowadzają je w czyn (Łk 8, 21). Stąd Jezus nie potępia jej służby, lecz jedynie koryguje całkowite za­an­ga­żo­wa­nie się w nią. Nie potępia troski o dobra materialne, o środki do życia. Troska jednak o te dobra winna się ograniczyć do tego, co konieczne, by nie utracić tej najlepszej części, którą wybrała Maria i której nie zostanie pozbawiona (Łk 10, 42). Można więc powiedzieć, że postawa pokor­nego i uważnego słuchania Słowa, jaką przyjęła Maria, ma pierwszeństwo przed pracą służebną.

Wydaje się jednak, że Jezus chce powiedzieć jeszcze coś więcej. Chociaż bowiem w oce­nie postawy Marii trudno się dopatrzyć korygującego aspektu napomnienia, to mi­mo wszystko można przypuszczać, że ma tam również miejsce. Ukryty jest zaś w rzeczowniku „część”(me­rís). „Najlepszą częścią” (tḕn agathḕn merída) jest nazwana konkretna postawa Marii, jej siedzenie u stóp Chrystusa i wsłuchiwanie się w Jego słowo (zob. Łk 10, 39). Rzeczownik merís wskazuje więc tutaj na możliwość posiadania, dzięki wsłu­chiwaniu się w naukę Jezusa, części w słowie Bożym, która jako najlepsza nie będzie od­ję­ta. Rzeczy bowiem dotyczące tego świata, o które troszczy się Marta, przemijają (zob. 1 Kor 7, 31), słowo Boże natomiast, w które wsłuchuje się Maria, trwa na wieki (zob. Iz 40, 8) i jest słowem życia wiecznego (zob. Łk 10, 25). To jednak, co wybrała Maria, to znaczy słuchanie słów Mistrza, jest czymś najlepszym, ale jest tylko częścią, a nie całością i pełnią. W ukazanej sytuacji ma ona przecież okazję do słuchania słowa Bożego i służby, będącej konsekwencją słuchania słowa. Dlatego, chociaż Jezus pochwala jej postępowanie, to jednocześnie zaznacza, że jest ono tylko częścią postawy właściwej.

Nie istnieje zatem dylemat – albo słuchanie słowa Bożego, albo praca służebna. Potrzebne jest bowiem i jedno, i drugie, tylko właściwie zhierarchizowane. Priorytet ma zawsze słuchanie słowa Bożego przed praca służebną. Mimo że słucha­nie słowa w skali wartości jest przed pracą, to jednak nie tworzy ono pełnego obrazu właś­ci­wej postawy ucznia Chrystusa. Jest tylko jego częścią. Do pełni, do przyniesienia owocu i dawania świadectwa konieczne jest bo­wiem „czynienie” słowa, realizujące się w spo­sób szczególny w konkretnej służbie.

Pawłowa nauka o pracy

Jezusowa nauka o pracy znajduje swoje szczególne odbicie w życiu i nauczaniu św. Pawła. Z Dziejów Apostolskich i listów Apostoła Narodów wynika, że szczycił się tym, iż pracował własnymi rękami. Podczas pierwszego pobytu w Koryncie zamieszkał na przykład u Akwili i Pryscylli, by móc pracować z nimi, gdyż zajmowali się wyuczonym także przez niego rzemiosłem, czyli wyrobem namiotów (zob. Dz 18, 2-3). Pracował również w Efezie (zob. 20, 34). Dzięki temu nie był dla nikogo ciężarem, mógł się sam utrzymywać i pomagać innym: Sami wiecie, że te ręce zarabiały na potrzeby moje i moich towarzyszy. We wszystkim pokazałem wam, że tak pracując, trzeba wspie­rać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który powiedział: Więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu (20, 34-35). Chociaż uznawał prawo misjonarzy do utrzymania ich przez wspólnotę, to jednak troszcząc się o ubogie gminy, by ich nie obciążać, wolał sam pracować: W trudzie i mo­zo­le pracowaliśmy dniem i nocą, aby nikogo z was nie obciążać. Nie dlatego, że nie mamy do tego prawa, ale po to, abyśmy mogli samych siebie dać wam jako przykład do naśladowania (2 Tes 3, 8-9; zob. 1 Kor 9, 6-12; Ga 6, 6). Taką postawę traktował zatem także jako przykład dla członków gmin chrześcijańskich.

Praca jest więc dla Pawła, podobnie jak dla autorów Starego Testamentu i Jezusa, służbą dla potrzebujących oraz wspólnoty. Jest również narzędziem misji i apostolstwa: Pamiętacie przecież, bracia, nasz trud i wysiłek. Dniem i nocą pracowaliśmy, aby nie obciążyć nikogo z was, i głosiliśmy wam Dobrą Nowinę Boga (1 Tes 2, 9). Ma też wymowę parenetyczną i apologetyczną, gdyż swoją postawą Apostoł poucza uczniów, daje im przykład jak postępować i jednocześnie zamyka usta przeciwnikom, ułatwiając rozszerzanie się Ewangelii (zob. 1 Kor 9, 12b).

Praca jest też dla Pawła pełnieniem woli Bożej, nawet jeśli się ją wykonuje jako niewolnik: Niewolnicy, bądźcie posłuszni ziemskim panom z bojaźnią i drże­niem, w prostocie waszego serca, tak jak Chrystusowi. Nie służcie na pokaz, aby przy­po­dobać się ludziom, ale służcie jako niewolnicy Chrystusa. Z ser­ca czyńcie wo­lę Boga, służcie z życzliwością, tak jak Panu (hōs tộ kuríō), a nie ludziom, i wie­­dzcie, że każdy, czy to niewolnik, czy wolny, jeśli uczyni coś dobrego, to samo otrzyma od Pana (Ef 6, 5-8). Praca ludzka ma więc wymiar teocentryczny, i to nie tylko dlatego, że się ją wykonuje z nakazu Bożego, ale i dlatego, że się ją powinno spełniać „jak dla Pana”. Potwierdza to również kolejny tekst Cokolwiek czynicie, z serca róbcie, jak dla Pana (hōs tộ kuríō), a nie dla ludzi, świadomi, że od Pana odbierzecie w zamian dziedzictwo (Kol 3, 23-24). Nagrodą zaś za tak pojętą i podjętą pracę ma być, jak widać, wiekuiste dziedzictwo.

Praca ma także dla Apostoła Narodów wymiar osobowy i społeczny, gdyż jest środkiem utrzymania, dzięki któremu każdy może troszczyć się o siebie i nie być ciężarem dla innych: Zachęcamy was, bracia, abyście jeszcze bardziej wzrastali, starali się prowadzić spokojne życie, spełniali swoje obowiązki i pracowali własnymi rękami, tak jak wam nakazaliśmy. Za­chowujcie się z godnością wobec tych, którzy nie są z wa­mi, a nie będziecie zdani na niczyją pomoc (1 Tes 4, 10-12). Tak też rozumiana praca jest narzędziem wolności, autonomii i godności osobistej człowieka.

Praca, według Pawła, powinna być również środkiem miłości i dobroczynności wobec potrzebujących: Wy zaś, bracia, nie zniechęcajcie się w czynieniu dobra (2 Tes 3, 13); Kto kradł, niech już nie kradnie, ale niech raczej pracuje, niech własnymi rękami czyni to, co dobre, aby miał się czym dzielić z tym, który jest w potrzebie (Ef 4, 28).

Dla Apostola Narodów, podobnie jak dla Chrystusa, praca ma też wymiar eschatyczny. Po otrzymaniu pier­wszego listu, w którym Paweł pisał o powtórnym przyjściu Pana, niektórzy Tesaloniczanie spodziewając się szybkiego przyjścia Chrystusa, stwierdzili, że nie warto pracować. Apostoł korygując takie podejście, jednoznacznie przypomina o obowiązku pracy. Wiara bowiem w ponowne przyjście Pana i oczekiwanie na nie w żadnym wypadku nie zwalnia z obowiązku pracy, a wręcz przeciwnie, jest jej solidnym motywem: Gdy bowiem byliśmy u was, to na­ka­zy­wa­li­śmy wam: Jeśli ktoś nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi, nie pracują, a zajmują się zbędnymi rzeczami. Takim więc nakazujemy i prosimy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby spokojnie pracowali i je­dli swój chleb. Wy zaś bracia nie zniechęcajcie się w czynieniu dobra (2 Tes 3, 10-13). Ten przecież, kto nie pracuje, choć może, żyje cudzym kosztem, jest pasożytem i ciężarem dla innych. Ten natomiast, kto pracuje, utrzymuje samego siebie i pomaga innym – swoją pracą włącza się w służbę miłości człowieka. Tak też rozumiana codzienna praca jest przygotowaniem na spotkanie z Panem, ma więc wymiar eschatyczny.

W związku z pracą Paweł porusza jeszcze jedną, niezmiernie istotną w tamtych czasach sprawę – problem traktowania niewolników. W czasach, w których trudno było wprost żądać ich powszechnego wyzwolenia, Apostoł domaga się sprawiedliwego i uczciwego traktowania niewolników, motywując to tym, że także ich panowie mają swojego Pana w niebie (zob. Kol 4, 1; Ef 6, 9). Co więcej, jako chrześcijanie powinni traktować niewolników jak braci. Do Filemona przecież pisze, że może dlatego utracił Onezyma, swego niewolnika, aby odzyskał go na wieki, już nie jako niewolnika, ale więcej niż niewolnika – umiłowanego brata (…) i w ciele, i w Panu (Flm 16).