Eucharystia

(205 - maj - czerwiec 2015)

Forma starsza

ks. Maciej Zachara MIC

Dlaczego liturgia „trydencka” w trzecim tysiącleciu?

Mija ósmy rok, odkąd papież Benedykt XVI wydał list apostolski w formie motu proprio Summorum Pontificum, w którym znacznie rozszerzył możliwość celebrowania liturgii Mszy świętej i innych sakramentów według przedsoborowych ksiąg liturgicznych. Mimo upływu czasu wydaje się, że ciągle istnieje potrzeba tłumaczenia sensu papieskiej inicjatywy i, szerzej, sensu obecności dawniejszej liturgii w Kościele doby posoborowej. 

Chciałbym na początku jasno określić perspektywę z jakiej piszę ten tekst. Jestem kapłanem „posoborowym” (rocznik święceń 1992), wychowałem się na liturgii zreformowanej po ostatnim Soborze, a swoją inicjację do liturgii, dzięki której odkryłem ją jako rzeczywistość o fundamentalnym znaczeniu dla mojego życia jako chrześcijanina, otrzymałem dzięki Drodze Neokatechumenalnej. Jednocześnie na pewnym etapie historii mojego życia, w dużej mierze dzięki studiom doktoranckim w Papieskim Instytucie Liturgicznym w Rzymie, poznałem i pokochałem starszą formę liturgii, bez odwracania się od liturgii nowej. Od ponad czterech lat sprawuję liturgię w obu formach rytu rzymskiego.

 

Co do nazewnictwa, zasadniczo staram się unikać pojęcia „liturgia trydencka”, ponieważ jest ono nieprecyzyjne, historycznie bardzo nieścisłe a nawet mylące. Czasem je stosuję z uwagi na jego powszechność i zawsze z użyciem cudzysłowu dla zaznaczenia umowności tej nazwy. Wolę mówić o „starszej” lub „przedsoborowej” formie rytu rzymskiego, ewentualnie o „formie nadzwyczajnej”, zgodnie z propozycją terminologiczną Benedykta XVI.

Trzy cele Summorum Pontificum

Po ukazaniu się papieskiego motu proprio pojawiły się liczne komentarze interpretujące sens tego dokumentu w sposób zawężony lub całkowicie błędny. Typową interpretacją zawężającą jest np. teza sprowadzająca papieską inicjatywę do gestu dobrej woli względem Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X (tzw. lefebryści), aby ułatwić dialog i uregulowanie kanonicznego statusu Bractwa w Kościele. Oczywiście sprawa dialogu z Bractwem leżała na sercu papieżowi, jednak sprowadzanie sensu dokumentu tylko do tej kwestii jest rażącym zawężeniem. Niektóre inne interpretacje, np. jakoby papież chciał swoją decyzją cofnąć czas i wrócić do przeszłości albo że zgoda na rozszerzenie możliwości celebrowania dawnej liturgii była jedynie wyrazem jego osobistych upodobań, są całkowicie fałszywe.

Wydana w 2011 r. watykańska instrukcja Universae Eccelsiae w numerze 8 określa trzy cele listu Summorum Pontificum: (a) uprzystępnienie wszystkim wiernym tradycyjnej liturgii jako skarbu, który należy zachować; (b) zagwarantowanie wszystkim zainteresowanym możliwości uczestnictwa; (c) ułatwienie pojednania w Kościele. Poniżej rozwinę te trzy aspekty, choć nie w tej kolejności w jakiej wymienia je instrukcja. 

Pasterska odpowiedzialność

Zacznę od drugiego z wymienionych w instrukcji celów. Jednym z powodów większego uprzystępnienia dawnej formy liturgii jest po prostu pasterska odpowiedzialność Benedykta XVI. O ile w pierwszych latach po reformie liturgii wydawało się, że sprawa ta dotyczy niewielkich grup, które szybko zanikną, rzeczywistość okazała się inna. Grupy wiernych związanych ze starszą formą liturgii nie zanikły, a ponadto ku starszej liturgii zwróciły się także niektóre osoby wychowane na liturgii zreformowanej. Wprawdzie wg norm Stolicy Apostolskiej z 1984 r., biskupi zostali upoważnieni do wydawania indultów na celebracje wg ksiąg przedsoborowych, a kilka lat później Jan Paweł II wezwał do wielkoduszności w udzielaniu zezwoleń, zbyt często jednak biskupi nie chcieli korzystać z tego prawa, traktując wiernych proszących o zezwolenie na dawną liturgię z góry podejrzliwie, jako „lefebrystów”. 

Wyjaśnijmy przy okazji, że choć istotnie duża część wiernych związanych z dawną liturgią skupiła się wokół abpa Marcela Lefebvre’a i założonego przez niego Bractwa, to jednak nurt tradycyjny jest niejednorodny i nazywanie wszystkich osób przywiązanych do dawnej liturgii „lefebrystami” jest rażącym uproszczeniem i nadużyciem. Są środowiska tradycyjne, które nigdy nie były związane z ruchem abpa Lefebvre’a, niektóre inne były z nim związane tylko do czasu popadnięcia przez Lefebvre’a w ekskomunikę (1988 r.). 

Hermeneutyka reformy przeciw hermeneutyce zerwania 

Trzecim celem wymienionym w instrukcji Universae Ecclesiae jest ułatwienie pojednania w Kościele. Sprawa jest znacznie szersza niż skądinąd ważna kwestia dialogu z Bractwem św. Piusa X. Przytoczmy słowa samego papieża z książki-wywiadu z Peterem Seewaldem „Światłość świata” (Kraków 2011, s. 117): "Odnowiona liturgia Drugiego Soboru Watykańskiego jest ważną formą Mszy, którą dzisiaj sprawuje Kościół. Chciałem lepiej udostępnić formę poprzednią przede wszystkim po to, aby pozostała utrzymana wewnętrzna spoistość historii Kościoła. Nie wolno nam mówić: Przedtem wszystko było na opak, teraz wszystko jest właściwe, gdyż we wspólnocie, w której najważniejsza jest modlitwa i Eucharystia, nie może być całkiem niesłuszne nic, co wcześniej było czymś najświętszym. Chodziło o wewnętrzne pojednanie z własną przeszłością, o wewnętrzną kontynuację wiary i modlitwy Kościoła."

Słowa te trzeba odczytywać w kontekście przemówienia do Kurii Rzymskiej z 22 grudnia 2005 r., które było jednym z programowych wystąpień tamtego pontyfikatu. Papież mówił o dwóch sposobach postrzegania dziedzictwa ostatniego Soboru. Pierwszy sposób to „hermeneutyka reformy”, gdzie widzi się Sobór jako ważne i błogosławione wydarzenie w dziejach Kościoła, który cały czas pozostaje tym samym podmiotem. Drugi sposób to „hermeneutyka zerwania”, tworząca radykalną opozycję między Kościołem przed- i posoborowym, jakby chodziło o dwa różne i przeciwstawne sobie Kościoły. Papieskie rozróżnienie można odnieść także do liturgii. Liturgię posoborową można postrzegać jako owoc reformy liturgii przedsoborowej, która z kolei jest w pewnym sensie „macierzysta” dla zreformowanej. Patrząc zaś w kluczu „hermeneutyki zerwania” postrzega się liturgię posoborową jako powstałą w radykalnej i nieprzekraczalnej opozycji wobec liturgii wcześniejszej. W takim ujęciu liturgia przedsoborowa nie miałaby żadnego prawa obecności, chyba tylko na zasadzie litościwej koncesji dla tradycjonalistów. 

Summorum Pontificum zakłada „hermeneutykę reformy” i jednoznacznie odcina się od „hermeneutyki zerwania”. Sprawa obecności dawnej liturgii jest tu jakby papierkiem lakmusowym, weryfikującym za którą hermeneutyką opowiadamy się nie deklaratywnie a w praktyce. Nie o to chodzi, czy każdy zacznie chodzić na dawną liturgię (sam Benedykt XVI nie oczekiwał jakiegoś masowego zwrotu ku liturgii „trydenckiej”), ale czy gotów jest akceptować jej obecność, wraz z formą posoborową, jako liturgii Kościoła, wyrażającej wiarę katolicką. 

Amerykański benedyktyn o. Cassian Folsom, profesor Papieskiego Instytutu Liturgicznego w Rzymie i przeor klasztoru w Nursji, porównał dwie formy rytu rzymskiego do dwóch osób różnych kultur, które teraz mają szansę bliżej się nawzajem poznać i ze sobą zaprzyjaźnić. Może jeszcze trafniej byłoby porównać dwie formy liturgii do dwóch bliskich krewnych, które przez lata nie utrzymywały ze sobą relacji, a teraz mają szansę odkryć i docenić swoje pokrewieństwo. 

Impuls do tego, aby w takim duchu postrzegać wzajemną relację obu form liturgii rzymskiej, dała również watykańska Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, publikując w 2009 r. „Kompendium eucharystyczne”, czyli wybór tekstów wyrażających wiarę Kościoła odnośnie do misterium Eucharystii. Są tam m.in. teksty obrzędów Mszy świętej według obu Mszałów, Pawła VI i Piusa V, formularze Mszy wotywnych o Najświętszej Eucharystii z Mszału posoborowego i tekst oficjum ze święta Najświętszego Ciała Chrystusa z przedsoborowego Breviarium Romanum. Kościół dał tu czytelny sygnał, że rozpoznaje swój głos i swoją wiarę w tekstach z obu form rytu rzymskiego.

Wartości liturgii tradycyjnej

Pierwszym celem papieża, wskazanym przez watykańską instrukcję Universae Ecclesiae, było uprzystępnienie wszystkim wiernym dawnej liturgii jako skarbu, który należy zachować. Absolutnie nie podważając prawomocności czy prawowierności posoborowej reformy liturgii i w pełni doceniając jej zasadnicze linie orientacyjne, wytyczone przez Sobór, wolno powiedzieć, że miała ona także swoje ograniczenia i słabsze strony. Na podstawie mojej znajomości dawnej liturgii i praktyki jej celebracji, z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że w czasie reformy zbyt szybko i łatwo uznano pewne jej formy za przestarzałe i nieadekwatne. Poniżej chcę pokrótce wskazać kilka wybranych aspektów starszej formy liturgii, które uważam za szczególnie ważne.

– Precyzja obrzędowa. Swego czasu została ona uznana za zbyt sztywny „gorset rubrycystyczny”. Celebrując starszą formę liturgii wyraźniej dostrzegam, że to nie ja „prowadzę liturgię”, ale że sam jestem przez nią prowadzony, nie jestem panem a sługą liturgii. Bardzo mi to pomaga także w celebracji w formie posoborowej.

– Transcendencja Boga. Styl celebracji w starszej formie wyraźniej wskazuje na Boga jako na radykalnie Innego, Tego który jest Obecny i zarazem Oczekiwany. Taki jest sens np. wspólnego zwrócenia się kapłana i wiernych w jednym kierunku w modlitwie, co bezpodstawnie wyszydzono jako „odwracanie się kapłana plecami do wiernych” czy jeszcze gorzej, jako „modlenie się do ściany”. Działanie Boga przekracza także naszą zdolność rozumienia. Tak postrzegam sens Wielkiej Ciszy Kanonu, co kiedyś sam uważałem za błąd i wypaczenie. Jeszcze z pozycji „uczestnika”, zanim sam zacząłem celebrować dawną liturgię, w czasie pewnej Mszy intuicyjnie skojarzyłem ciszę Kanonu z biblijnym tekstem o Słowie Boga, działającym „gdy głęboka cisza zalegała wszystko” (Mdr 18, 14). Nie chodzi jak kiedyś o ukrywanie przed wiernymi tekstu modlitwy Kanonu, dzięki ruchowi liturgicznemu ten czas mamy szczęśliwie za sobą.

– Ofiara przebłagalna. To jest treść modlitw ofertoryjnych, które z pewnych powodów zniosła reforma. Żadne inne modlitwy mszalne nie wyrażają tak dobitnie tego ważnego aspektu Eucharystii, dlatego dobrze, że istnieją nadal w ramach starszej formy rytu rzymskiego. Jak pisał Jan Paweł II w liście do Kongregacji Kultu w 2001 r., te pełne pokory modlitwy „wyrażają samą istotę wszelkiej liturgii”.

– Łączność z liturgią niebiańską. Chociaż ten wymiar liturgii sakramentalnej jest wyraźniej obecny w nauczaniu Kościoła od czasu Soboru (np. KL 8 i KKK 1137-1139), to paradoksalnie, starsza liturgia akcentuje go wyraźniej niż zreformowana, choćby przez motyw wspólnoty ze świętymi. Kanon Rzymski wspomina świętych aż dwukrotnie, za pierwszym razem akcentując łączność z nimi („communicantes et memoriam venerantes”; niestety gubi to polski przekład Kanonu: „zjednoczeni z całym Kościołem ze czcią wspominamy”), podczas gdy modlitwy eucharystyczne posoborowe ograniczają się do wspomnienia wspólnoty świętych jako punktu dojścia naszej drogi życia. Wspólnota świętych pojawia się także w kilku innych modlitwach przedsoborowych obrzędów mszalnych: w formule spowiedzi powszechnej, w modlitwie „Przyjmij Najświętsza Trójco” pod koniec ofertorium, w embolizmie „Wybaw nas” po Ojcze nasz.

Dodam na koniec, że wbrew stereotypowi, starsza forma liturgii nie uniemożliwia czynnego udziału wiernych. Przytoczę słowa świadectwa jednego z wiernych z Lublina, wypowiedziane kilka lat temu w czasie dyskusji podczas sympozjum na KUL, w którym brałem udział: "Stale uczestniczę w Mszach „trydenckich” i uczestniczę jak najbardziej świadomie i czynnie, jak uczy Sobór. Również wtedy, gdy kapłan sam wypowiada modlitwy, nawet w ciszy, a ja mu towarzyszę w milczeniu, on modli się także w moim imieniu, ja wiem jakie modlitwy on wypowiada, jest to także moja modlitwa przez jego usta i moje uczestnictwo."

Czynne uczestnictwo zaczyna się wewnątrz. Starsza liturgia inaczej wyraża czynne uczestnictwo niż zreformowana, nie oznacza jednak jego braku.