Animator

(174 - wrzesień - październik 2010)

Formacja po formacji

Anna Pełka

Formacja jest powinnością każdego chrześcijanina, zarówno świeckiego, jak i duchownego. I nie jest ona celem samym w sobie. Formacja ma nas przygotować do wypełniania woli Pana

Mam nadzieje, że nie myślisz, że formacja w Ruchu Światło-Życie trwa trzy stopnie, albo – co gorsza – trzy lata. Formacja to zadanie na całe życie. I nawet nie dlatego, że jesteś animatorem. Ale dlatego, że formacja jest powinnością każdego chrześcijanina, zarówno świeckiego, jak i duchownego. I nie jest ona celem samym w sobie. Formacja ma nas przygotować do wypełniania woli Pana –podjęcia tej jedynej i niepowtarzalnej misji, którą On nam wyznaczył (por. ChL 58).

Pierwsza rzecz, na którą chciałabym zwrócić uwagę w formacji permanentnej, czyli takiej, która ma trwać stale, to odpowiedzialność za samego siebie. Każdy animator powinien przede wszystkim być odpowiedzialny sam za swoje życie duchowe, chodzi tu przede wszystkim o wierność podstawowym praktykom, takim jak właśnie modlitwa, regularna spowiedź, Eucharystia. Ta przestrzeń kształtuje w nas i umacnia relacje z Panem Bogiem, ale także z innymi ludźmi. To w niej dokonuje się nawrócenie, pojednanie, nowe życie. życie duchowe musi w nas się rozwijać, być żywe. Dobrze, jeśli nie jesteśmy na tej drodze sami i możemy liczyć na swojego stałego spowiednika czy kierownika duchowego.

Ponieważ człowiek (nawet animator!) nie składa się wyłącznie ze sfery duchowej, musi troszczyć się także o rozwój w innych obszarach, musi dobrze poznać siebie po prostu jako człowieka: swoje postawy, uczucia, motywacje. Dopiero na takim fundamencie można dojrzale budować sprawy duchowe. Im lepiej będę znać siebie, tym wydajniej będę służyć innym. Różne są drogi poznawania samego siebie. Można np. korzystać wielu z dostępnych, zorganizowanych metod, jak warsztaty, kursy, także lektury czy rozmowy. Na pewno i w tej sferze można liczyć na wsparcie kierownika duchowego.

Warto pamiętać też o rozwoju intelektualnym, kulturalnym, czy zawodowym. Formacja, aby była integralna, musi dotykać wszystkich sfer człowieczeństwa, wszelkich obszarów naszej aktywności.

Bardzo ważne jest także, abyśmy zawsze mieli świadomość, do czego i w jaki sposób dążymy w naszym wzrastaniu.

Podzielę się tutajkrótko odkryciami z książki A. Cenciniego „Od wychowania do formacji”. Często zmagamy się z modelem formacji, w którym celem jest doskonałość. Utożsamiamy ją niekiedy błędnie ze świętością. To, co nie identyfikuje się z doskonałością, zostaje wyeliminowane, zagłuszone, odsunięte. W związku z tym człowiekowi wydaje się często, że nie ma żadnych poważniejszych problemów. Ale być może taka samoświadomość dokonuje się kosztem wielkiego zubożenia życia psychicznego? Wszak w tym modelu na naszym człowieczeństwie została dokonana amputacja, odcięta została niepasująca do ideału część.

Niewystarczające są również dwa inne modele: samorealizacji i samoakceptacji. Pierwszy zakłada wyłącznie własny wysiłek przy dążeniu do celu, którym jest realizacja siebie, swoich talentów, wszystkiego, co posiadamy – także na płaszczyźnie duchowej. Z kolei samoakceptacja z postawą „Pan Bóg kocha Cię takiego, jakim jesteś, więc bądź spokojny” jest może dobra jako etap na naszej drodze, jakiś punkt wyjścia (no bo przecież powinniśmy siebie akceptować), ale nie sprawdzi się jako cel.

Zauważmy, że we wszystkich wymienionych trzech modelach uwaga skupiała się wokół mojego „ja”. „Ja” było w centrum. Można zrobić na własny użytek takie małe ćwiczenie, przyjrzeć się sobie, swojemu otoczeniu. Może zobaczymy funkcjonujące wszystkie te trzy modele?

Co w takim razie powinno być celem? Jak dążyć do świętości? Jak się rozwijać? Cencini proponuje tzw. model integracji. Zakłada on istnienie pewnego centrum, które jest punktem odniesienia poza człowiekiem, które skupia, integruje wokół siebie całą rzeczywistość, nadaje jej sens, oczyszcza i ubogaca, nadaje nowy kierunek, pozwala przeżywać także swoją uczuciowość i seksualność. Takim centrum może być tylko Jezus Chrystus – Krzyż Jezusa Chrystusa. Bo to krzyż objawia tajemnicę miłości Ojca. I teraz można przy takim centrum zebrać całe swoje życie: przeszłość, grzech, podatności na zranienia, wszelkie inne słabości, lęki, opory. Nawet jeśli nie pozbędę się niektórych słabych stron, co jest bardziej pewne niż prawdopodobne J, to moja słabość może być miejscem przeżywania łaski, o ile poddam ją Jezusowi – dokładnie tak, jak pisał św. Paweł. I o to chodzi w świętości.

Czego jeszcze potrzeba animatorowi? Na pewno potrzebna jestmała grupa wzrostu, w której będzie spotykał się ze swoimi braćmi i siostrami na modlitwie, dzieleniu życiem, Słowem Bożym. Trzeba starać się o to, aby być w takiej grupie. Samo tylko prowadzenie innych, młodszych, nie wystarczy, nawet jeśli wydaje nam się, że przez tę posługę też się rozwijamy. W dużych wspólnotach czy w większych miastach jest łatwiej, animatorzy tworzą często stałe grupy dzielenia i formacji. W Domowym Kościele zawsze jest się w jakimś kręgu, więc też nie ma problemu. Ale nawet jeśli ktoś jest jedynym animatorem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów, to może raz na miesiąc udałoby mu się spotkać w gronie kilku innych animatorów? Pomocą do przeprowadzania spotkań mogą być chociażby materiały opracowywane przez Centralną Diakonię Formacji Diakonii, związane są zawsze diecezjach tematem roku i zakładają comiesięczny rytm spotkań.

Pragnę przy tej okazji chciałabym pokreślić, że formacja w grupie nie dokonuje się automatycznie przez to, że o określonej godzinie w określonym dniu stawimy się na spotkaniu na dwie godziny. Nasz rozwój nie dokonuje się przez utarty skrót „idę na formację”, ale znowu przez osobisty wysiłek, przez zastosowanie poznanych prawd w życiu (zasada: światło-życie!), a w wymiarze wspólnoty chrześcijańskiej, jaką stanowi moja mała grupa – przez bezinteresowny dar z samego siebie i wielkoduszne przyjmowanie innych.

Dobrze byłoby, gdyby każdy animator miał swojego animatora. Chodzi bardziej o to, aby mieć np. od czasu do czasu możliwość skonfrontowania różnych spraw, aby była osoba, z którą mogę porozmawiać, która widzi mnie w moim codziennym życiu, działaniu i może mnie czasem obiektywniej ocenić, niż ja sam. Czyli, że jego rola ma być inna, niż np. animatora grupy w czasie formacji podstawowej i inna także od stałego spowiednika czy duchowego kierownika.

Możemy wzbogacać swoją formację, korzystając także z rozmaitych cyklicznych spotkań czy rekolekcji przygotowujących do posługi animatorskiej w Ruchu Światło-Życie.

W wielu diecezjach funkcjonują Szkoły Animatora, najczęściej trwają one dwa lata (choć są formy krótsze i dłuższe). Program, forma (spotkania jednodniowe lub weekendowe) i częstotliwość spotkań ustalana jest na poziomie diecezji. Szkoły Animatora mogą stać się środowiskiem wymiany doświadczeń i wzrostu zwłaszcza dla tych animatorów, których wspólnoty nie wykształciły jeszcze kilkuosobowej diakonii. W Krościenku w wakacje (niestety – nie każdego roku) odbywa się Miesięczna Szkoła Animatora.

Poza tym mamy jeszcze różne formy rekolekcji dla podejmujących służbę w Ruchu, jak np. KODA (kilkunastodniowy, podstawowy kurs dla animatorów). Małżonkowie z Domowego Kościoła uczestniczą w rekolekcjach, które przygotowują ich do posługi na rzecz Domowego Kościoła. Można tu wymienić ORAR II stopnia (czyli Oazę Rekolekcyjną Animatorów Rodzin, która trwa cztery dni), który przygotowuje pary do podjęcia posługi animatorskiej w kręgu. Dla bardziej „zaawansowanych” jest jeszcze sesja o pilotowaniu, która przygotowuje małżonków do podjęcia posługi pary pilotującej, czyli takiej, która prowadzi nowopowstały krąg przez pierwszy rok formacji.

 Po zakończonej formacji podstawowej warto pojechać na ORD (Oaza Rekolekcyjna Diakonii), która jest syntezą charyzmatu Ruchu i przygotowuje do bardziej trwałego zaangażowania się w diakonię Ruchu. ORD organizowane są przez filie oraz Centrum Ruchu w Krościenku (z tego powodu, aby doświadczyć różnorodności i powszechności Ruchu).

Chyba każdy z nas doświadczył tego, że potrzebujemy czasem przeżyć na nowo poznane już wcześniej prawdy. Może po to, aby dokonało się w nas jakieś przebudzenie? A może przeżyć jakiś mobilizujący zachwyt, zdobyć energię do działania? A może też po to, aby pogłębić na obecnym etapie życia pewne treści. Z rekolekcji, które mogą być wielkim umocnieniem dla animatorów (np. tych wypalonych) może być ORAE – Oaza Rekolekcyjna Animatorów Ewangelizacji. To małe przypomnienie: do ewangelizowania wezwany jest każdy ochrzczony. Diakonia ewangelizacji ma tylko koordynować pewne działania, ale ewangelizować powinien każdy z nas! Jeśli nie czujemy się na siłach, może nawet nie wiemy jak to robić, pomyślmy o ORAE.

Warto też wybrać się na ORDW – Oazę Rekolekcyjną Diakonii Wyzwolenia, aby pogłębić znajomość Krucjacie Wyzwolenia Człowieka i czym to dzieło może być dla parafii. To powinien być taki naturalny tok myślenia o KWC – od osobistej decyzji do służby innym.

Dla pragnących podejmować diakonie specjalistyczne jest jeszcze wiele innych propozycji: KODA_DM (dla animatorów modlitwy), KODAL (liturgiczni), KAMUZO (muzyczni) i wiele, wiele innych. Wystarczy tylko poczytać zaproszenia na stronach Ruchu.

 

A na koniec tego wywodu spotkajmy się ze słowem Bożym: Uznaj w sercu, że jak wychowuje człowiek swego syna, tak Pan, Bóg twój, wychowuje ciebie (Pwt 8,5). I pamiętajmy, że zawsze Pan Bóg jest pierwszym formatorem i Jego mamy słuchać.