Ewangelizacja bez granic

(166 - lipiec - sierpień 2009)

Głosić Jezusa

ks. Sławomir Skonieczka

Czym jest ewangelizacja

Czym jest ewangelizacja? Gdy zadałem sobie to pytanie, spontanicznie przyszedł mi do głowy cytat z adhortacji Evangelii nuntiandi. Papież Paweł VI pisze: „Ewangelizacja to pokazywanie Chrystusa Pana , tym , którzy Go nie znają” (por. EN 17).

Ważne jest to słowo pokazywanie, bo pokazywać Jezusa można na różne sposoby i o to chodzi.

Pokazuję Go swoim życiem.

Ukazuję głoszonym świadectwem spotkania Go w moim życiu.

Mogę świadomie głosić (tak: głosić, a nie tylko: mówić) o Nim – co uczynił dla wszystkich ludzi.

Ale mogę też pokazywać Jezusa przez śpiew, muzykę, wiersz, literaturę, zaprojektowany budynek, plakat reklamowy i na wiele różnych innych sposobów.

Liczy się intencja – po co to robię.

Jeśli świadomie robię coś, bo chcę przez to „pokazać” Jezusa to jest to już ewangelizacja.

Wieloletnie głoszenie Jezusa nauczyło mnie pokory. Wiele razy dostawałem po nosie myśląc, że to przez moje sposoby i tak jak ja chcę, Pan Jezus wejdzie w życie jakiegoś człowieka. A okazywało się że spotkał Jezusa jako żywą Osobę w zupełnie inny sposób, przeze mnie nie zaplanowany. I patrząc na taką ewangelizację myślałem sobie: „ja nigdy bym tego tak nie wymyślił, jak uczynił to Duch Święty”.

A co pomyśleć o ewangelizacji św. Augustyna?

Usłyszał jak dziecko bawi się słowami i mówi: tolle lege – bierz i czytaj. I co? Wziął Pismo Święte, otworzył fragment listu św. Pawła i podjął decyzję o nawróceniu i chrzcie.

Czy to nie było spotkanie żywej Osoby Jezusa, czy to nie była ewangelizacja?

Według mnie była.

Powiesz: ale to dziecko nie miało intencji głosić Jezusa Augustynowi. Może nie, ale Jezus miał intencję wejść w życie biskupa Hippony.

Ważne są specjalne dzieła, akcje, kampanie ewangelizacyjne, kiedy świadomie głosimy Jezusa, na różne sposoby Go pokazujemy i mamy intencję żeby ewangelizować.

Ale czy rano, jak modlimy się i oddajemy swoje życie Jezusowi, to nie mamy takiej intencji?

„Panie Jezu oddaję Ci moje życie, przyjmij także dzisiaj mnie całego na twoją służbę”.

 A jakie jest największe pragnienie Jezusa? Aby wszyscy ludzie uznali Go za Pana, by mógł poprowadzić ich do Ojca.

Wszystko więc w ciągu naszego dnia może posłużyć do ewangelizacji drugiego człowieka, nawet możemy o tym nie wiedzieć.

Ale przychodzą takie sytuacje, kiedy znajomy w pracy, przyjaciel mówi ci o swoim problemie i czujesz, że trzeba mu ogłosić Jezusa tu i teraz, czujesz, że Duch Święty namaszcza cię do tego teraz, nie jutro, ale tu i teraz. Wtedy trzeba chcieć i umieć to zrobić. Czy zawsze chcemy ?

Czy świadomie odrzucamy natchnienia Ducha? Czy umiemy to zrobić? Wiemy co i w jakiej kolejności mówić, co pominąć, co zostawić na potem, do czego doprowadzić?

Ludzie naszych czasów, choć może nie zawsze świadomie, proszą dzisiejszych chrześcijan, aby nie tylko „mówili” o Chrystusie, ale w pewnym sensie pozwolili im Go „zobaczyć” (NMI 16) .

 

A kiedy jakieś działanie ewangelizacją nie jest?

Ks. Franciszek pisał, że nie może to być propaganda i prozelityzm.

Propaganda i prozelityzm. W tych słowach zawarta jest jakaś wyższość, ocenianie innych za gorszych. Trzeba wyeliminować swoje ja, nawet w sensie egoizmu jakiejś grupy. Ewangelizacja początkowo nawet nie głosi Kościoła, tylko Chrystusa. Jeżeli głosimy Jezusa, to nie kryje się za tym interes żadnej grupy. Jest to postawa całkowitej bezinteresowności.

Brałem udział w takiej ewangelizacji, której Oaza była inicjatorem, ale do pomocy poprosiliśmy jeszcze inną wspólnotę „odnowową”. Oni byli bardziej widoczni, ich zespół prowadził śpiewy, mówili świadectwa. Gdy zachęcaliśmy na koniec ewangelizacji do wejścia do wspólnoty, wiele osób wybrało tę inną wspólnotę, nie oazę.

I co, cierpieliśmy trochę w duszy, ale my ewangelizowaliśmy bezinteresownie. Nie chcieliśmy wołać: „chodźcie do nas ,nasz Ruch jest lepszy!”

Jeśli ewangelizacja nie jest prozelityzmem, to znaczy, że ci którzy ewangelizują nie wołają: „Przyjdźcie do naszej wspólnoty, kręgu”, ale wołają: „przyjdźcie do Chrystusa”.

I tu zaczynają się problemy.

Wiele już słyszałem świadectw w czasie ewangelizacji prowadzonych przez nasz Ruch. I coraz częściej zadaję sobie pytanie, czy jak mówimy swoje świadectwo spotkania żywej Osoby Jezusa, to trzeba zawsze mówić o Oazie, Domowym Kościele, zobowiązaniach, drogowskazach?

Jeśli naszą intencją jeszcze przed rozpoczęciem ewangelizacji jest „zdobyć” nowe osoby do swojej wspólnoty, „założyć” nowy krąg DK , to może wcale nie chcemy pokazywać żywego Chrystusa tym, którzy Go nie znają, ale chcemy pokazać siebie i naszą wspólnotę?

A to jest śmierć ewangelizacji!!!

Zatem idźmy i głośmy, nie siebie, ale JEZUSA!

 

W podróż weźcie ze sobą tylu, ilu zdołacie zabrać! Zobaczę się z wami ,gdy tam dojdziemy. A jeśli przyprowadzicie większy tłum niż ja, będę się tylko z tego cieszył , co więcej radować się będzie Jezus! (o Tom Forrest CSsR)