Ewangelizacja bez granic

(166 - lipiec - sierpień 2009)

Głosić zbawienie

ks. Maciej Krulak

Czy jest potrzebny Bóg, by czynić dobro

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16). Właśnie tak radykalnie Bóg ukochał człowieka i chce, aby każdy z nas doświadczył w swoim życiu Jego życia, życia wiecznego. Ten, który dał nam życie, nie pytał się czy chcemy istnieć, po prostu stworzył nas, obdarzył swoją miłością i wolnością.

Teraz jest czas naszej odpowiedzi na ten dar. Każdy z nas w pełni wolności może przyjąć tę miłość i odpowiedzieć na nią. Miłość Boga do człowieka w szczególny sposób wyraża się w darze wolności. Tylko tam gdzie jest wolność, jest możliwa miłość. Nie da się kochać na siłę. Miłość jest zaprzeczeniem niewoli. Bóg stwarzając nas na Swój obraz i Swoje podobieństwo – a On sam jest Miłością – uczynił nas wolnymi. Trudny to dar, bo wolność można wykorzystać przeciw Stwórcy, a w szczytowej głupocie nawet przeciw sobie samemu. Bóg chcąc szczęścia swojego stworzenia (a my jesteśmy szczytem tego stwórczego aktu), nie chce zaprzeczyć sobie samemu narzucając nam siebie. Boża łaska zakłada naszą wolność. Dzieje się tu wielki dialog miłości. Oblubieniec nie narzuca się swej oblubienicy. Oferuje swą miłość i czeka na odpowiedź. Boże zbawienie może dotknąć konkretnego człowieka tylko wtedy, gdy on w wolny, osobowy i osobisty sposób odpowie na tą miłość, kiedy ją przyjmie do swego życia.

Jezus swym życiem ukazuje, iż chodzi o odpowiedź skierowaną na drugiego człowieka. Bóg nie chce hołdów sam dla siebie, ukazuje nam drogę miłości poprzez naśladowanie Jego samego – To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem (J 15,12).

Można zająć wobec tego bardzo humanitarną postawę – pochylić się nad człowiekiem, stawiając go w centrum działań, a jednocześnie biorąc Boga niejako w nawias.

Są ludzie, którzy lansują pogląd, iż nie jest tak istotne w co i jak wierzysz, wystarczy, że jesteś dobrym człowiekiem, nie czynisz nic społecznie nagannego. Są przecież ludzie bardzo zaangażowani w pomoc ubogim, pokrzywdzonym, ofiarom wojen, kataklizmów, ludzkiej niesprawiedliwości, którzy nie odwołują się w swej dobroczynnej działalności do chrześcijaństwa. Przecież można być dobrym, gdy nie wierzy się w Boga. Czy potrzebny jest Bóg, by czynić dobro? Przecież wspomniani działacze humanitarni są w większości bezinteresowni, głęboko zaangażowani w swe działania, często są fascynatami, czy wręcz idealistami, próbującymi stworzyć lepszy świat, bardziej odpowiadający godności człowieka. Wszyscy oni przecież odwołują się do niezbywalnej ludzkiej godności, do tolerancji, empatii, wolności, braterstwa, humanistycznych ideałów.

Jest jednak pewna granica ich działania. Nie są to ustroje polityczne czy ekonomiczne. Nie jest to także linia frontu toczących się działań wojennych. Tą granicą jest miłość. Człowiek sam z siebie jest zdolny do miłości tylko wtedy, kiedy z nią się spotyka. Jednak kiedy spotkamy się z nienawiścią, to nie jesteśmy zdolni do odpowiedzi miłością na jej brak. 

Tu widzimy konkretną różnicę pomiędzy sposobami życia z Chrystusem i bez Niego. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich  (J 15,13). Bez Chrystusa jesteśmy zdolni do nazwijmy to „naturalnej” miłości – swoistej życzliwości do kogoś, kto jest dobry dla nas, jak mówi Jezus: i poganie tak czynią. My chrześcijanie jesteśmy wezwani do czegoś więcej – do miłości także tych, którzy nie są dla nas dobrzy, do miłości nieprzyjaciół (por. Łk 6,27-28). Widzimy, iż nie jest obojętne to, czy jesteśmy chrześcijanami, czy tylko „dobrymi” ludźmi. To po prostu różnica jakościowa.

Okazuje się, iż wielu ludzi potrzebuje Ewangelii, aby dokonał się w nich ten kopernikański zwrot, aby przestali się kręcić wokół siebie i swoich spraw, by wstrzymali swój egoizm, a zobaczyli, iż mogą żyć inaczej, żyć dla innych i to nie tylko wtedy, gdy są dla nas dobrzy, czy też gdy pomoc im wydaje się ludzkim obowiązkiem. Tak, potrzeba zmienić sposób myślenia (z języka greckiego – nawrócić się)! Tylko wtedy nie będziemy słońcem swego świata. Jednak świat bez słońca nie może istnieć, więc aby nie zajaśniały na naszym firmamencie inne gwiazdy (ludzie, relacje, rzeczy), potrzeba ustanowić centrum życia Słońce nieznające zachodu – Światłość Świata – Jezusa Chrystusa. Jednak, aby możliwy był ten radykalny (z języka łacińskiego – dogłębny, sięgający korzenia) zwrot potrzeba nam wiary, która rodzi się z tego co się słyszy – ze Słowa Bożego (por. Rz 10,17), które musi być ogłoszone konkretnemu człowiekowi. Dla tego właśnie ludzie nieustannie potrzebują słuchać o Dobrej Nowinie. Nawet wtedy, gdy widzimy, iż ich czyny i ich motywacje nie podlegają potępieniu.

Dotknęliśmy tu dopiero jednego aspektu, tego bardziej ludzkiego. Teraz czas na ciężką artylerię! Jeżeli uznajemy, że zbawienie jest tylko w Jezusie (Dz 4,12), to oznacza, iż poza Nim go nie ma! Więc jeśli nie będziemy ogłaszali Jezusa, to jednocześnie nie damy szansy na zbawienie konkretnym ludziom. Zatrzymajmy się na chwilę nad tekstem Soboru Watykańskiego II i jego Konstytucji Dogmatycznej o Kościele Lumen Gentium. W nr 14 czytamy: "Sobór święty zwraca się w pierwszym rzędzie do wiernych katolików. Uczy zaś, opierając się na Piśmie świętym i Tradycji, że ten pielgrzymujący Kościół konieczny jest do zbawienia. Chrystus bowiem jest jedynym Pośrednikiem i drogą zbawienia, On, co staje się dla nas obecny w Ciele swoim, którym jest Kościół, On to właśnie podkreślając wyraźnie konieczność wiary i chrztu (por. Mk 16,10, J 3,5) potwierdził równocześnie konieczność Kościoła, do którego ludzie dostają się przez chrzest jak przez bramę. Nie mogliby tedy być zbawieni ludzie, którzy wiedząc, że Kościół założony został przez Boga za pośrednictwem Chrystusa jako konieczny, mimo to nie chcieliby bądź przystąpić do niego, bądź też w nim wytrwać."

Musimy uświadomić sobie z wielką mocą łaskę wiary i chrztu. Nie możemy bez utraty chrześcijańskiej samoświadomości powiedzieć, że to obojętne w co wierzymy, ważne tylko, żeby żyć dobrze i być porządnym człowiekiem. Jeśli tylko w Chrystusie jest zbawienie (czyli poza Nim go nie ma), to jednak ważne jest to w co wierzymy! Jeśli ktoś odrzuci Chrystusa, to świadomie odrzuca zbawienie. To także kwestia wolności.

Sobór Watykańskie II pokazuje, że zbawienie jest rzeczywistością łaski Boga, który kocha każdego człowieka i daje szanse niezależnie od ludzkich opinii. Łaska zakłada wolność. A wolność to możliwość odrzucenia lub przyjęcia. Dlatego też ci, którzy z przyczyn kulturowych nie poznali Chrystusa nie są z góry skazani na potępienie. Jednak z racji skłonności do słabości, do wybierania łatwiejszych, niewymagających rozwiązań, ich zbawienie jest bardzo zagrożone. Dlatego też tym bardziej trzeba ogłosić im Dobrą Nowinę, aby mogli odpowiedzieć w sposób pełni świadomy na łaskę, jaką otrzymali od Boga. Warto przyjrzeć się myśli Soboru: "Ci wreszcie, którzy jeszcze nie przyjęli Ewangelii, w rozmaity sposób przyporządkowani są do Ludu Bożego. (…) Ci bowiem, którzy bez własnej winy nie znając Ewangelii Chrystusowej i Kościoła Chrystusowego, szczerym sercem jednak szukają Boga i wolę Jego przez nakaz sumienia poznaną starają się pod wpływem łaski pełnić czynem, mogą osiągnąć wieczne zbawienie. Nie odmawia też Opatrzność Boża koniecznej do zbawienia pomocy takim, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli jeszcze do wyraźnego poznania Boga, a usiłują nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie. Cokolwiek bowiem znajduje się w nich z dobra i prawdy, Kościół traktuje jako przygotowanie do Ewangelii i jako dane im przez Tego, który każdego człowieka oświeca, aby ostatecznie posiadł życie. Nieraz jednak ludzie, zwiedzeni przez Złego, znikczemnieli w myślach swoich i prawdę Bożą zamienili w kłamstwo, służąc raczej stworzeniu niż Stworzycielowi (por. Rz 1,21 i 25), albo też żyjąc i umierając na tym świecie bez Boga, narażeni są na rozpacz ostateczną. Toteż, aby przyczynić się do chwały Bożej i do zbawienia tych wszystkich, Kościół mając w pamięci słowa Pana, który powiedział: "Głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu" (Mk 16,16), pilnie troszczy się o wspieranie misji" (KK 16).

Skoro Bóg jest Wszechmogący, nie jest dla Niego niemożliwe zbawić także człowieka, który nie przyjął Boga. Bóg troszczy się o każdego, ale jednocześnie Bóg jest wierny swej miłości, która zasadza się na wolności, zarówno Dawcy, jak i adresata łaski. Jak widzimy wszelkie próba prowadzenia „dobrego” życia dzieje się w oparciu o szczególną, choć nie zawsze uświadomioną łaskę płynącą od Boga. Dlatego też bycie chrześcijaninem jest wielkim wezwaniem do ogłaszania Bożego Zbawienia każdemu, nawet temu człowiekowi, który jakoś sobie daje radę w życiu, czyniąc niezaprzeczalne dobro. W głoszeniu Ewangelii ukazuje się powszechność zbawienia, który Bóg chce dotknąć każdego człowieka, niezależnie od momentu historii ludzkości, miejsca w znaczeniu geograficznym, czy kulturowym, w którym przyszło mu żyć.

Warto znów odwołać się do Vaticanum II, tym razem do Dekretu o działalności misyjnej Kościoła „Ad Gentes Divinitus”. Czytamy tam między innymi: "Posłannictwo więc Kościoła uskutecznia się działalnością, przez którą Kościół posłuszny rozkazowi Chrystusa, poruszony łaską i miłością Ducha Świętego, staje się w pełni obecny dla wszystkich ludzi czy narodów, aby ich doprowadzić do wiary, wolności i pokoju Chrystusowego przez przykład życia, głoszenie słowa oraz przez sakramenty święte i inne środki łaski, tak aby stała dla nich otworem wolna i pewna droga do pełnego uczestnictwa w misterium Chrystusa" (DM 5).

Widzimy tu zarówno po co mamy głosić, co mamy głosić i jak mamy głosić. Dalej czytamy: "Chociaż więc wiadomymi tylko sobie drogami może Bóg doprowadzić ludzi, nie znających Ewangelii bez własnej winy, do wiary, bez której niepodobna podobać się Bogu - to jednak na Kościele ciąży konieczność i równocześnie święte prawo głoszenia Ewangelii, a wobec tego działalność misyjna tak dziś, jak i zawsze zachowuje w pełni swą moc i konieczność (DM 7).

Zaiste niezbadane są wyroki Boże i Jego drogi nie są naszymi drogami, gdyż dla niego nie ma nic niemożliwego, jednak chce posługiwać się głupstwem głoszenia Słowa (por. 1 Kor 1,21) poprzez zwykłych ludzi, którzy w dzielą się swym doświadczeniem wiary. Warto zajrzeć do wspomnianego dokumentu soborowego, zwłaszcza jego I rozdziału, który jest teologicznym rozwinięciem prawd kerygamtycznych. Wezwanie do dawania świadectw w każdej sytuacji życiowej i każdemu napotkanemu człowiekowi zawarte w Powszechnym Nakazie Misyjnym, który pozostawił nam Jezus, Sobór powtarza w słowach:

Gdziekolwiek Bóg stwarza okazję mówienia o tajemnicy Chrystusowej, tam trzeba wszystkim ludziom śmiało i stanowczo mówić o żywym Bogu i o Jezusie Chrystusie, którego posłał dla zbawienia wszystkich, aby niechrześcijanie za przyczyną Ducha Świętego uwierzyli i nawrócili się z własnej woli do Pana i szczerze do Niego przylgnęli, gdyż On będąc "drogą, prawdą i życiem" (J 14,6) wszystkie ich duchowe oczekiwania zaspokaja, a nawet nieskończenie przewyższa (DM 13).

Widzimy, iż każdy jest wezwany do głoszenia i to naprawdę wszędzie i zarazem każdemu. Dlatego potrzeba nam zrozumienia postawy, o której mówi Sobór Watykański II: "Ponieważ cały Kościół jest misyjny i dzieło ewangelizacji jest podstawowym zadaniem Ludu Bożego, święty Sobór wzywa wszystkich do głębokiej odnowy wewnętrznej, aby mając żywą świadomość własnej odpowiedzialności za rozszerzenie Ewangelii, podjęli swoją cząstkę w dziele misyjnym wśród narodów" (DM 35).

 

Nie ma więc wymówki dla Ciebie i dla mnie. Naszym zadaniem jest iść i głosić Ewangelię każdemu i wszędzie, zaiste aż po krańce świata.