Rodzice i dzieci

(203 - styczeń - luty 2015)

Granice wolności

Jolanta Such-Białoskórska

Odpowiedzialność rodziców za wybory życiowe dzieci

Dorastające i dorosłe dzieci szukają swojej drogi życiowej: zawodowej, światopoglądowej, wyboru współmałżonka, założenia rodziny, powołania.

Rodzice kochają swoje dzieci najlepiej jak potrafią. Pragną aby dzieciom powiodło się w życiu, aby założyli rodzinę, zdobyli dobre wykształcenie zrobili karierę, byli zdrowi i szczęśliwi i żeby nie zabrakło im pieniędzy.

Jednak, czy naprawdę świadomie wiedzą, czego chcą dla swoich dzieci?

Wymarzony zawód

Kiedy pociecha przychodzi na świat, roztaczają przed sobą (nie przed nią, bo za mała) wizje, kim będzie w przyszłości. Zwykle ta wizja dotyczy kariery zawodowej – niektórzy marzą, że dziecko będzie wybitnym lekarzem, prawnikiem lub światowej sławy muzykiem, sportowcem czy biznesmenem, inni po prostu marzą o określonym zawodzie czy powołaniu dla swego dziecka. Dobrze jest mieć marzenia, ale co będzie gdy dziecko zawiedzie oczekiwania rodziców dlatego, że będzie miało inne zainteresowania, albo nie będzie tak uzdolnione, aby podołać tym wymaganiom?

Na to, jakimi dziecko zostało obdarzone predyspozycjami psychicznymi, zainteresowaniami, uzdolnieniami rodzice nie mają wpływu. Mają ogromny wpływ na ich odkrywanie i rozwijanie. Pytanie: czy podążą za realizacją swoich wizji względem rozwoju dziecka, czy za tym, do czego Bóg je powołał? 

Wymarzony człowiek 

Plany i marzenia rodziców względem potomka dotyczą również tego, jakim będzie człowiekiem. Zwykle intuicyjnie wiedzą, że powinien być: uczciwy, wierzący (czytaj: chodzący do kościoła), kulturalny, zdrowy, wolny od nałogów, kochający, odważny w kontaktach z innymi (dla niektórych oznacza to cwany).  

Ta intuicja nie zawsze jest uświadomiona. Rzadko rodzice potrafią świadomie nazwać, do czego chcą wychować swoje dziecko: jakim ma być człowiekiem? jakimi wartościami ma się w życiu kierować? co jest w życiu najważniejsze? jakimi sposobami osiągać swoje cele (np. czy można ściągać na klasówkach?), itd. A jednak, także nieświadomie, rodzice dają dzieciom odpowiedzi na te pytania przez własne postawy, poglądy, reakcje w określonych sytuacjach, rady, zakazy i przyzwolenia. Modelują, kształtują je poprzez własny przykład.  

Jeżeli oczekiwania rodziców wobec swoich dzieci nie pociągną za sobą świadomych i konsekwentnych metod wychowywania, to efekt końcowy będzie rozczarowaniem. 

Niestety, często zdarza się, że rodzice z góry skazują dziecko na niepowodzenie. Kiedy nie spełnia ich oczekiwań, bo przynosi ze szkoły słabe oceny (to mogą być 4 i 5), mówią: „jesteś głupi”, „leń z ciebie”, „do niczego się nie nadajesz”, itp. Dziecko to przyjmuje głęboko do serca i zaczyna realizować plan bycia leniem, głupcem, nieudacznikiem. 

Warto świadomie planować wychowanie. Można je ująć w dwóch punktach: 

1. Cel – jakim chcielibyśmy, aby było dziecko. Jaki system wartości chcemy mu przekazać. 

2. Metody – w jaki sposób będziemy dążyć do celu dostosowując do wieku dziecka. 

Brzmi to bardzo sucho. Chodzi jednak o to, aby rodzice wiedzieli, do czego mogą doprowadzić ich nieuświadomione metody wychowawcze. Bazą do wychowywania w rodzinie jest przede wszystkim miłość, akceptowanie dziecka takim jakim jest i odkrywanie jego uzdolnień, zainteresowań, rozwijanie ich. Poznawanie też tego, w czym dziecko niedomaga, z czym ma trudności (rozwój mowy, sprawność manualna, itp.) i pomoc mu w przezwyciężeniu ich. 

Do wychowywania dzieci najlepiej muszą być przygotowani rodzice. Każdy z nas wynosi jakieś przygotowanie pedagogiczne ze swojego domu rodzinnego. Często rodzice powielają schematy swoich rodziców, albo zupełnie im się przeciwstawiają wypracowując swój model wychowania.  

Bardzo ważna rzeczą jest, żeby uświadomić sobie, co wnoszę do mojej rodziny a co współmałżonek. Cel i metody wychowawcze obojga rodziców muszą być spójne. Rodzice mają mówić jednym głosem, dążyć do tego samego celu i wyznawać taki sam system wartości. To jest warunek konieczny tego, aby dziecko mogło rozwijać się harmonijnie i aby przyjęło te wartości za własne, według nich żyło w dorosłym życiu (oczywiście z pewnymi własnymi modyfikacjami).  

Granice wolności 

Czym są granice w wychowywaniu dzieci i czy są potrzebne? 

Granice, jakie rodzice stawiają dziecku, nie mogą być wysokim murem, który zasłania cały świat, odizolowuje od ludzi i rzeczywistości. Murem z zamkniętą bramą, którą trzeba sforsować siłą lub poddać się i nie wychodzić w ogóle. 

Granice mają wyznaczać strefę bezpieczeństwa, opieki. Mają furtkę zawsze otwartą, przez która można wyjść, ale też zawsze wrócić! Granice w postaci zasad dawanych dziecku są po to, aby ono mogło się czuć bezpiecznie i prawidłowo się rozwijać. Chronią przed zagrożeniami. W obszarze wyznaczonym dla dziecka, rodzice mają stwarzać warunki do rozwoju, nauki, przekazywania wartości. Tak jak place zabaw dla dzieci są ogrodzone dla bezpieczeństwa, a na ich terenie jest mnóstwo atrakcji tak, że dziecko nawet nie pragnie opuszczać tego terenu. Jeżeli będzie chciało wyjść, rodzic wychodzi za nim. 

Wolność 

Granice, zasady, reguły, prawo wyznaczają obszar wolności człowieka, mają stwarzać mu warunki do korzystania z wolności jaką ma. Brzmi to paradoksalnie, ale wyobraźmy sobie, co by było gdyby nie było żadnych przepisów ruchu drogowego? Czy komuś udałoby się dojechać do celu? Wolość człowieka realizuje się w tym, że może pojechać gdzie chce i umożliwiają mu to granice : wytyczone drogi, kierunek jazdy, itd. 

Takiej wolności rodzice mają uczyć swoje dzieci. Rodzic powinien wiedzieć dlaczego dziecku czegoś zabrania, np. grania na komputerze albo ubierania się w nietypowy sposób; dlaczego mu nie wolno bić kolegi za to, że zniszczył mu zabawkę, i co w takiej sytuacji należy zrobić? 

Wolność to nie swawola typu: „róbta co chceta”. Wolność to nie ucieczka przed ograniczeniami, zasadami, tym czego nie wolno. 

Wolność to wypełnianie woli Boga. W pierwszej kolejności rodzice powinni starać się rozeznać, jaka jest wola Boga względem ich dziecka. Potem tę wolę przekazywać dziecku i tak je wychowywać, aby ono w przyszłości mogło wolę Bożą jak najlepiej wypełnić. Wtedy dziecko będzie szczęśliwe. A przecież szczęście dziecka jest pragnieniem każdego rodzica. 

Odpowiedzialność

Wolność nie istnieje bez odpowiedzialności. Każdy dorosły w pełni odpowiada za swoje czyny. Za dziecko odpowiadają rodzice. I w tym czasie rodzice nieraz myślą, że ich odpowiedzialność za życie dziecka jest stuprocentowa. To się wyraża na przykład w tym, że ograniczają jego swobodę na placu zabaw, żeby sobie nie zrobiło krzywdy „bo spadnie”, albo się pobrudzi ,wybierają mu kolegów i koleżanki, posyłają na dodatkowe zajęcia, na które dziecko nie chce chodzić, a te które by chciało uważają za „głupie” i niepotrzebne, niemalże albo dosłownie odrabiają za nie lekcje, żeby nie dostało złej oceny, nie pozwalają umyć talerzy bo potłucze. A gdy ukradnie drobną zabawkę koledze w szkole, to powiedzą, że ich syn/córka „tylko sobie pożyczył, a kolega powinien lepiej pilnować swoich rzeczy”. To kiedy dziecko ma się nauczyć wolności i doświadczyć skutków swoich działań, ponosić za nie odpowiedzialność, konsekwencje?

Rodzice mają wychowywać dzieci do wolności i w wolności. Tak je kształtować, by umiały być wolnymi ludźmi. To zaś oznacza możliwości rozwoju ale też kształtowanie postawy odpowiedzialności. 

Gdy przyjmiemy takie założenie w wychowywaniu dzieci, bezpodstawne będzie pytanie, do kiedy rodzic jest odpowiedzialny za wybory swoich dzieci. Nie będzie trzeba określać granicy czasowej, np. do 18 roku życia, albo zakończenia edukacje. Dziecko bowiem będzie stopniowo przejmowało odpowiedzialność za swoje wybory w różnych obszarach. Te wybory mogą dotyczyć także wyboru gimnazjum, np.; gimnazjum plastyczne, bo tak sobie wymarzyli rodzice albo gimnazjum sportowe, bo dziecko ma taka pasję. 

Danie dziecku wolności nie oznacza dania mu swobody we wszystkim. Jeżeli umawiamy się, że ma wrócić od znajomych o godzinie 21, to tak ma wrócić. Oczywiście możliwe są negocjacje, bo tego też trzeba uczyć dziecko, ale na zasadach wcześniej ustalonych.

Nie takie wybory

Dziecko stopniowo przejmuje odpowiedzialność za swój rozwój, za swoje życie. I przychodzi ten moment, zwykle trudny dla rodziców, kiedy postanawia pójść własna drogą, żyć po swojemu. Jeżeli jego wybór nie jest zgodny z zamysłem rodziców, ten moment może zagrażać zachowaniu prawidłowych relacji rodzice – dziecko. Rodzice nie akceptując decyzji dziecka, mogą je odrzucić. I tu nie chodzi tylko o wybór zły czy dobry w kategoriach moralnych. Jest wielu rodziców, którym marzy się wykształcenie i kariera zawodowa dla córki a ona wychodzi za mąż i rodzi dzieci. Są tacy, co marzą, że syn się ożeni i rodzice będą mieli wnuki a on idzie do seminarium. To też są bolesne dla rodziców sytuacje. Jeżeli te decyzje są podjęte w sposób wolny i świadomy, są poszukiwaniem woli Bożej, to dziecko będzie szczęśliwe. A to jest najważniejsze.

Zupełnie inaczej jest, kiedy dziecko wybiera drogę moralnie złą, na przykład mieszka z partnerem w jednym mieszkaniu lub zdecydowanie żyje w konkubinacie. Można by się zastanawiać z czego wynika taka decyzja? Z mody, z lęku przed podjęciem ostatecznej decyzji, z buntu przeciwko rodzicom? Wielu rodzicom, nawet formalnie wierzącym, takie wybory niestety nie przeszkadzają. Tutaj jednak zajmujemy się sytuacją, gdy rodzice wspólnego zamieszkania nie akceptują. Czy więc rodzice mają prawo interweniować? 

Nieważne ile dziecko ma lat, cały czas pozostaje dzieckiem swoich rodziców. Rodzice mają prawo i obowiązek troszczyć się o jego zdrowie, pomagać w utrzymaniu (szczególnie gdy się uczy), wyrażać swoje opinie, troszczyć się o jego dobro. Jednak w naszej współczesnej kulturze i obyczajach społecznych kategoryczna interwencja rodziców, sprzeciw wobec stylu życia dziecka, powoduje jego jeszcze większy bunt i odejście w gniewie. Dlatego często chrześcijańscy rodzice, kochając swoje dzieci i nie chcąc ich odrzucać, dają ciche przyzwolenie wbrew sobie. Inni z kolei nie poprzestają na jednoznacznym wyrażeniu swojego zdania, ale jeszcze dodatkowo zrywają wszelkie więzy z dzieckiem aż nie zawróci z błędnej drogi. Jedni i drudzy cierpią z tego powodu bardzo i czują się bezradni. Szukają winy w sobie, że ich dziecko żyje w grzechu, składają Bogu ofiary, modlą się. 

Jednym i drugim rodzicom chcę powiedzieć tak od siebie, wiem, że trudno to przyjąć sercem, mówię do rozumu: dziecko wzięło odpowiedzialność za swoje życie, samo podjęło taką decyzję i nie ma w tym waszej winy. Dla niego zawsze będziecie rodzicami ukochanymi i ważne jest, żeby zawsze mogło do was przyjść, otrzymać wsparcie. Jednoznaczne stanowisko wobec postępowania dziecka należy więc wyrażać, jednak nie powinno się zrywać z nim więzów.

Inną sytuacją jest niewiara dzieci. Jest to szeroki temat, bo dla każdego wiara, może co innego znaczyć: osobistą relację z Jezusem, praktyki religijne, chodzenie do kościoła, chodzenie do spowiedzi. Jeżeli komuś wystarczy, żeby jego dziecko chodziło do kościoła w niedziele i święta, to często dzieci dla rodziców zdobywają się na taki wysiłek, ale może on nie mieć związku z wiarą. 

Jeżeli zaś mówimy o wierze jako osobistej relacji z Jezusem, to jest to łaska Boża. Rodzice wychowując swoje potomstwo przekazali to, co potrzebne aby poznało Jezusa, chodziło do kościoła, modliło się. Teraz dziecko musi samo odnaleźć Jezusa osobiście. Musi chcieć, pragnąć, otworzyć się na łaskę. A to już do niego należy. Rodzicom pozostaje się wytrwale modlić o łaskę wiary dla swoich dzieci. A cuda Boże naprawdę się dzieją. Niech rodzice pozwolą Panu Bogu działać w życiu ich dzieci i mają do Niego pełne zaufanie. Bo tak naprawdę nie wiedzą, co się dzieje gdzieś głęboko w sercach synów i córek, jak Bóg do nich mówi cichutko z miłością.