Miłość, seksualność

(183 - styczeń 2012)

z cyklu "W szkole animatora"

Integracja

Anna Lipska

Integracja jest jednym z podstawowych dążeń w każdej wspólnocie oazowej, hasłem bardzo chwytliwym i odmienianym przez animatorów przez różne przypadki. Zabawy integracyjne, OMy integracyjne, wyjazdy i warsztaty, konieczność integracji animatorów, starania by na rekolekcjach grupy były zintegrowane... Czasem można ulec wrażeniu, że integracja stała się głównym celem formacji.

Czym więc jest właściwie ta „integracja"? Wg różnorodnych definicji, to jednoczenie, proces łączenia, asymilacja, „scalanie", tworzenie całości z części albo włączanie jakiegoś elementu w całość. Intuicyjnie wiemy, że integracja jest ewolucją, trwa w czasie i nie da się jej „załatwić" jednym spotkaniem czy zabawą. Trzeba dbać o nią wraz z postępującym rozwojem poszczególnych członków grupy i dynamiką samej wspólnoty. Ogólnie ujmując chodzi nam o to, by wspólnota była jednością. Ale co to znaczy? Jak i po co mamy się jednoczyć?

Tu warto sobie zadać pytanie, czy chodzi nam jako oazie o tę czysto ludzką integrację (i wtedy pozostajemy grupą a nie wspólnotą) czy o prawdziwą Bożą jedność. Odpowiedź na to pytanie wyznaczy nam kierunek i sposoby integrowania oazy. Po ludzku skupiamy się wokół człowieka-lidera, lub wkoło pomysłu, idei, zadania. Dołączamy do siebie nawzajem i sami budujemy pewien zespół ludzi. Rozwijamy relacje międzyludzkie, dążymy do tego by nam razem było milej/fajniej i żebyśmy się razem lubili. Oglądamy filmy, robimy dyskoteki i mecze siatkówki, rozmawiamy i spotykamy się towarzysko. Integracja daje nam pozytywny klimat emocjonalny, łatwiejszą współpracę, identyfikowanie się z grupą i wzajemne poznanie się. Wzmaga poczucie bezpieczeństwa wewnątrz grupy, poczucie akceptacji i zaufanie. A po Bożemu - skupiamy się wokół Boga, z Nim i wokół Niego się jednoczymy. Korzystamy z Jego mocy i wskazówek, dbamy przede wszystkim o relację z Nim, a idąc w jednym kierunku zbliżamy się przez to wszyscy do siebie nawzajem. Buduje to między ludźmi więzi trwalsze i głębsze niż sentymentalizm ludzkiej integracji. Nie sympatia, a wspólne wartości, dobro i miłość są tym, co łączy. Jedność jest wtedy prawdziwa, dojrzała, nie stroni od wymagań i ofiarności, ale ma też w sobie wyrozumiałość i pokój. Zapewniona jest pewna równowaga jedności - i w działaniu i w emocjach i w duchowości. Jeden duch i jedno serce dają wspólnocie prawdziwe życie, oraz świadomość, że nie musimy się zlewać, nie musimy być identyczni i robić dokładnie tego samego, by być całością.

Oczywiście, trzeba pracować nad komunikacją w grupie, nad tym żeby się nawzajem poznać i polubić, umieć zaakceptować drugą osobę i współdziałać z nią. Warto czuwać nad tym, by nikt nie był pominięty, izolowany lub odrzucony, albo by wyłapać i rozwiązać na czas rodzące się konflikty. Trzeba pilnować, by nie pojawił się członek grupy bojkotujący wspólne działanie, lub negatywny lider, atrakcyjny dla grupy i gromadzący wokół siebie innych. Ale wszelkie czysto ludzkie wysiłki zawiodą w budowaniu Bożej wspólnoty.

Do prawdziwej, głębokiej integracji wspólnoty potrzeba przede wszystkim oparcia o Boże Słowo i wszystko to wspólnototwórcze co z Niego wypływa. Potrzeba indywidualnej relacji z Panem Bogiem, który rozszerza moje serce i uzdalnia je do przyjęcia drugiej osoby w pełni. Tylko jeśli „Ojcze" będzie prawdziwe, to „nasz" też. Potrzeba zanurzenia w liturgii i sakramentach sprawowanych wspólnie i włączających ludzi we wspólnotę z Bogiem, ogarniającym nas razem swoją łaską, budującym nadnaturalny wymiar jedności. Potrzeba modlitwy wspólnej, ze sobą razem, jednoczącej z „ja" i „oni" w „my", oraz modlitwy za siebie nawzajem, która jest o wiele skuteczniejsza w budowaniu akceptacji, niż jakikolwiek warsztat psychologiczny. Nie ma też integracji wspólnoty bez formacji, bo tylko wspólna droga do wspólnego celu naprawdę zbliża, kształtuje wspólne rozumienie świata i definiowanie wartości. Ciekawi mnie zawsze czemu osoby tak bardzo optujące za spotkaniami towarzyskimi „żeby zintegrować wspólnotę", tak wytrwale pomijają w formacji „Drogę do wspólnoty", która krok po kroku buduje porozumienie i otwartość w zaufaniu. Dlaczego przedkładają zwykłą rozmowę nad dzielenie się, i wspólny czas spędzony nad drobiazgami nad wspólne bycie przed Panem. Dlaczego tylko po ludzku przeżywać tak jednoczące czynniki jak czas razem przeżyty, obecność ze sobą, służba, wzajemne zaradzanie potrzebom?