Święci

(182 - listopad - grudzień 2011)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Jak człowiek wpada na to żeby się modlić (Youcat 470)

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

„Modlimy się, ponieważ jesteśmy przepełnieni nieskończoną tęsknotą oraz dlatego, że Bóg stworzył nas, ludzi, i «niespokojne jest serce nasze dopóki nie spocznie w Tobie« (św. Augustyn). Modlimy się też dlatego, że tego potrzebujemy. Tak powie Matka Teresa: «Ponieważ nie mogę oprzeć się na samej sobie, opieram się na Nim, 24 godziny na dobę».

Zdarza się, że zapominamy o Bogu, odchodzimy daleko od Niego, ukrywamy się. Niezależnie od tego, czy stronimy od myśli o Bogu, czy negujemy Go, On jest zawsze obecny - dla nas. Szuka nas, tęskni za nami, woła nas. Człowiek rozmawia w sumieniu i nagle zauważa, że prowadzi dialog z Bogiem. Gdy czuje się samotny, nie ma z kim poroz­mawiać, wtedy czuje, że Bóg jest zawsze gotowy do rozmowy. Gdy jest w niebezpieczeństwie, doświadcza, ze Bóg przychodzi mu z pomocą.

Modlenie się jest czymś tak naturalnym jak oddychanie, jedzenie, kochanie. Modlenie się oczyszcza, daje siłę do odpierania pokus, umacnia w słabości, pokonuje strach, podwaja siły, wydłuża oddech, czyni szczęśliwym"

 

Kiedy zachwycamy się naturalnością w zachowaniu dzieci, kie­dy słuchamy dyskusji (czasem przewrotnie usprawiedliwiają­cych zło) na temat zaspokajania naturalnych potrzeb fizycz­nych i psychicznych człowieka, warto zapytać - czy jest coś bardziej natu­ralnego niż modlitwa?

„Tęsknisz?" - „Tak" - odpowie zdecydowana większość z nas. A ci, którzy nie powiedzą tego głośno, zerkną ukradkiem na tęsknotę ukry­tą głęboko w sercu. Mamy tęskniące serca. Inaczej: w serce ma­my wpisaną tęsknotę.

„Tęsknię do..." Do czego? Do tego, co wyczekiwane z nadzieją i w napięciu, czy nadejdzie. Do tego, czego brak doskwiera i otwiera w nas uczucie nienasycenia, niedopełnienia... Do spojrzenia kochają­cej osoby. Do bliskości kochanego ramienia i ciepła domu. Do roz­mów szczerych i niekrępujących. Do swobody w byciu sobą. Do po­czucia bezpieczeństwa. Do odkrycia bogactwa swoich talentów i pełni swoich możliwości. Do zdobycia nieosiągalnego. Do pokonania tego, co przerasta możliwości. Do zdolności kochania bez zadawania ran. Do bliskości serc takiej, w której można wszystko z siebie dać i wszystko otrzymać. Co to za tęsknota? ...do Wspólnoty Osób, które w Trójcy wzajemną miłością już stworzyły miejsce dla mnie, do oczu Boga obejmujących czułością i Prawdą, do ramion Ojca, który cze­ka...

„I mnie, i ciebie, i wszystkich innych ludzi, ciągnie do Boga. Mamy to w swoim sercu od samego poczęcia. Po prostu jest tam, w moim i w twoim sercu, miejsce dla Boga, którego nic nie zapeł­ni, tylko On sam" [Klaudia]. „Człowiek sam wpada na to, żeby się pomodlić, często nawet nie wiedząc, że się modli, bo gdzieś tam wewnątrz jest zakorzeniona taka potrzeba kontaktu z Bogiem, naturalny odruch zwracania się do Niego" [Dagmara].

Ten odruch - owoc nieskończonej tęsknoty - nie jest jednostron­ny! W Sercu Boga też jest miejsce dla mnie. Miejsce, którego nikt nie za­pełni, tylko ja. Miejsce tęsknoty Boga za mną - wcześniejszej, niż mo­ja za Nim... „Bóg bardzo pragnie relacji z nami. Jego wrażliwość na nas i i chęć uczestniczenia w naszym życiu (relacji) potrafi prze­ła­mać wszystko co małe i rozpalić ogień" [Julia]. To On robi pierwszy krok. I zawsze jest gotowy do odpowiedzi na krok z naszej strony.

Kiedy robimy ten krok? Często wtedy, gdy tęsknota zostanie wzmocniona nagłym poczuciem bezsiły, „gdy mamy obolałe serce i duszę, w głowie pustkę i poczucie, że nikt i nic na ziemi nie po­może zmienić naszego położenia - wtedy wpadamy na to, że prze­cież jest Ktoś, kto zna się na życiu, a przede wszystkim zna nas sa­mych. Ale sam fakt, że człowiek zreflektuje się, do Kogo się zwró­cić o pomoc, jest impulsem, który pochodzi od Boga. To coś w ro­dzaju szeptu, sms-a, jakiegoś sygnału: «Przecież - jestem! Kocham cię i czekam na ciebie, tylko zwróć się do Mnie i zaufaj»" [Anna].

Poczucie bezradności, doświadczenie własnej niepewności, niewy­starczalności, strachu - nawet jeśli bolesne - nie jest złe! Pozwala sta­nąć przed Bogiem z wyzwalającym poczuciem ufności: nie muszę po­konywać wszystkiego sam, On jest!