Modlitwa

(140 - listopad - grudzień 2005)

Jak długo się modlić

ks. Ryszard Nowak

W modlitwie ważniejsze jest to, aby się spotkać, a nie jedynie wykonać zadanie, spełnić swój obowiązek
Pamiętam, jak pewien jezuita modląc się przed konferencją, którą miał wygłosić, ograniczył ją do bardzo krótkiej chwili milczenia i słów „Marana tha! Amen!”. Zas­koczyło mnie, że tak krótko, ale i to, że to naprawdę była modlitwa...

Jak długo się modlić, aby osiągnąć dobrą jakość modlitwy?Aby od­powiedzieć na to pytanie, należy wpierw uświadomić sobie, co to znaczy, że modlitwa jest „jakościowo” dobra oraz czy owa „doskona-łość” modlitwy jest celem samym w sobie, czy też jedynie środ­kiem do innego celu.

Dotykamy tu bardzo złożonej rzeczywistości, gdyż osiągnięcie święto­ści jest wspólnym celem zarówno modlitwy jak i pozostałych elementów wzrostu życia chrześcijańskiego, takich jak relacja do Słowa Bożego, ży­wy udział w liturgii i życiu wspólnoty przez świadectwo służby i przemia­ny życia.

Modlitwa człowieka jest więc tylko jednym z komponentów składają­cych się na dążenie do osiągnięcia doskonałości na wzór Ojca Niebie­skiego. Stawiając pytanie o zależność czasu i owocności trwania przed Bogiem, wydaje się, że trzeba koniecznie uwzględnić komplementarną obecność pozostałych czynników, które sprawiają, że modlitwa podnosi jakość naszego życia. Oprócz czasu trzeba tu wskazać na miejsce, treść i formę oraz osobiste zaangażowanie modlącego. Wszystkie one razem we wzajemnej harmonii decydują o jakości dialogu i spra­wiają jego owocowanie w życiu.

Modlitwa jest najbliższym wyrazem wiary, to prosta, naturalna od­powiedź na zaproszenie Słowa. Ten podstawowy dialog jest także jednym z pierwszych mierników wiary człowieka; można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ktoś się nie modli to po prostu nie wierzy, bo jeśli wierzy to nie może przestać prowadzić ożywczego dia­logu z Bogiem.

Fakt modlitwy w życiu człowieka jest podstawą do rozwoju i pogłębienia życia we­wnętrznego. Najczęściej punktem wyjścia w tej drodze wzrostu jest pacierz, jakiego uczy­my się w dzieciństwie, a który potem, z czasem „dorośleje” przez treść wypowiadanych formuł. I bywa nierzadko, że na tym się poprzestaje, sprowadzając modlitwę do „skodyfi-kowanego” zestawu powtarzanych codziennie rano i wieczorem słów. Chcąc po­głębić swoją relację z Panem Bogiem, trzeba jednak „opuścić” ten bezpieczny, dobrze znany te­ren pacierza i wsłuchać się w to, co „tu i teraz”, mówi Duch Święty, zapraszając do Bo­żego spojrzenia na kontekst własnej codzienności.

Równolegle następuje tu ważny moment kształtowania się nowej jakości myślenia i wypływających z niego postaw. Dokonuje się swoisty przełom - przejście od religijno­ści do wiary. Pewien obyczaj, tradycja, przyzwyczajenie - zmienia się w odkrywanie wez­wania do życia w wierze... Technika, poprawność „porządnego życia” zostaje prze­mie­niona w zgodę na nieprzewidywalność wezwań Bożego Ducha; ich żywiołem staje się właśnie czas, spędzony na dialogu serca Bożego z sercem człowieczym.

Myśląc o modlitwie osobistej, chcemy ją rozumieć tak, jak ów dialog rozmiłowanych w Pieśni nad pieśniami - to czas wzajemnego wyrażania miłości, w której czas przestaje się liczyć. Tutaj potrzeba też klimatu intymności, dlatego modlitwa jest wyj­ściem poza obóz spraw codziennych, to ów biblijny Namiot Spotkania - zazdrośnie strzeżony przez obłok stojący u wejścia, to stawanie twarzą w twarz, z przekonaniem, że Ten, wobec kogo staję mówi mi: „znam Cię po imieniu i jestem Ci łaskawy” (Wj 33,12). To jak w tej izdebce,  o której mówił Pan Jezus,trzeba drzwi zamknąć na klucz, stanąć wobec  i przyjąć miłujące spojrzenie, bo modlitwa to bardziej harmonia serc niż wielość wypowiedzianych słów. Pan Jezus wprost uczy nas, mówiąc: „na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo bę­dą wysłuchani” (Mt 6,7). Co zatem trzeba robić, jak się modlić?

Po pierwsze trzeba ofiarować czas dla Pana Boga, zgodzić się na to, że potrzebna jest pewna przestrzeń, dar z siebie, z tego, co moje, aby w ogóle mogło zaistnieć spotkanie. Po prostu, najpierw trzeba być, a dopiero potem zadbać o sposób zagospodarowania tej przestrzeni. Przyjść i pomilczeć na wspólny temat, jak często robią to zakochani. Zaan­gażowanie w treść, choć konieczne, zawsze jednak jest wtórne, dlatego trzeba też umieć zmarnować ten czas dla Pana Jezusa - po prostu podczas modlitwy - dla Niego - nie robić kompletnie nic innego, tylko być. Życie i świadectwo wielu pokazuje, że zdys­tansowanie się od własnych planów i oczekiwań nie jest łatwe, ale w modlitwie inicjatywę należy zostawić Panu Bogu.

     Modlitwa to łaska, a nie wyłącznie sprawność,więc istotne jest tu nie tyle to, żeby tylko nakarmić intelekt, ale aby zachować doświadczenie obec­ności. Dlatego w modlitwie ważniejsze jest to, aby się spotkać, a nie je­dynie wykonać zadanie, spełnić swój obowiązek. Pan Bóg ma zazwy­czaj bardziej wielkoduszne pomysły dla naszego życia i warto dać Mu się mile zaskoczyć. Nie znaczy to, że nie powinniśmy mieć jakiegoś ogólne­go za­mysłu, co do samej formy spotkania. Warto przy tym jednak pa­miętać, że dany schemat (forma) modlitwy jest dobry jedynie tak długo, jak długo jest do­bry, to znaczy, jak długo modlącemu się w ten sposób przynosi duchową korzyść. Warto też wiedzieć, że żaden ze sposobów modlitwy nie jest dobry „raz na zawsze”, a i ten, któ­ry jest „dobry dla mnie”, niekoniecznie okazuje się dobry dla każdego!

Teraz warto wrócić do pytania postawionego na początku naszych rozważań, jak dłu­go się modlić, aby rzeczywiście osiągnąć dobrą jakość modlitwy? Aby pozytywnie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba rozumieć owo „długo” nie tyle jako czas trwania jed­nej modlitwy, ale jako długi czasokres pogłębionego trwania w życiu modlitwy! To wier­ność wobec czasu zasiadania z Panem do dialogu rodzi przemianę i w ostateczności świętość.

Odpowiadając na szczegółowe pytanie, ile czasu dziennie należy poświęcać na mod­litwę, trzeba najpierw wskazać na to, że czas modlitwy należy mierzyć miłością, a nie ze­garkiem. To miłość szczerze i radośnie skorzysta zarówno z możliwości, jakie niesie kon­kretna sytuacja życiowa, jak i z „pojemności” serca, które jest w stanie zaangażować się tylko w takim stopniu, w jakim dojrzała jest sama miłość, a w niej zaś, trzeba nam stale się wydoskonalać.

Ilość czasu, którą należy codziennie poświęcać na modlitwę, musi być z góry jasno określona i codziennie mniej więcej taka sama. Z jednej strony powinno modlić się na ty­le długo, by doświadczyć nasycenia obecnością Pana Boga, a z drugiej strony uważać, aby przez nachalność duchową, nie roztrwonić zapału przez nadmiar pobożności. Nie ma tu ogólnej reguły ile minut/godzin to jest owo „wystarczająco”. Na pewno kiedyś trzeba zacząć, najlepiej od uczciwego „kwadransa”, a potem stopniowo ten czas osobi­stego spotkania z Panem Bogiem roztropnie przedłużać. Ważne tu byłoby także określa­nie tego czasu i zmian z kierownikiem duchowym, wszak, jeśli rodzi się pragnienie wej­ścia na drogę pogłębionego życia wewnętrznego, powinno się mieć w niej doświadczo­nego towarzysza, który nas poprowadzi i nauczy.

Ile czasu należy codziennie poświęcać na modlitwę? Tego nie wiem, ale wiem, że na pewno potrzeba...!