Święci

(182 - listopad - grudzień 2011)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Jak pamiętamy nasze dzieciństwo

Krzysztof Janowski

Jak pamiętasz swoje dzieciństwo? Może czasy, kiedy byłeś mały były trudne. Może to czasy II wojny światowej, może czasy stalinizmu, czasy stanu wojennego czy niepewności gospodarczej.

Ale tak na prawdę jak je pamiętasz? Czy właśnie tak, jako pełne obaw i problemów? A może bardziej jako chwile spędzone z rodzicami, z rodzeństwem, z kolegami i koleżankami?

Bo w zasadzie wszystkie czasy są trudne. Ciężko było podczas wojny, ciężko w czasach powojennego terroru. Ciężko w czasach kryzysów gospodarczych. Ciężko w stanie wojennym. Ciężko, gdy wkraczała do naszego kraju gospodarka wolnorynkowa….

Ja z mojego dzieciństwa pamiętam te „ciężkie” chwile, długie kolejki po mleko dla niemowląt czy po papier toaletowy.

Ale przede wszystkim pamiętam chwile, gdy chodziłem z rodzicami na spacer, gdy rysowałem na podwórku drogi dla autek i bawiłem się z kolegami na tych drogach. Gdy graliśmy w piłkarzyki kapslami. 

A jak moje dzieci zapamiętają swoje dzieciństwo?

Ostatnio miałem ambitne plany na sobotę. W końcu dzień gdy nie trzeba iść do pracy (tej zarobkowej) i można pomalować bramę (ostatni dzwonek, aby zdążyć przed zimą). Ale córka namówiła mnie na zabawę w: „Raz, dwa, trzy baba jaga patrzy”, „Babciu, babciu ile kroków do ciebie”… i parę innych. I tak dobrze bawiliśmy się z młodszym bratem, że chora mama mogła chwilę odpocząć a nawet starszy brat włączył się do niektórych przedszkolnych zabaw. I Emilka… była cała szczęśliwa.

No cóż, malowanie bramy musi znów poczekać.

Bo to właśnie tak jest, że my dorośli często mamy tyle spraw na głowie. Tu musimy zrobić coś do pracy, tutaj coś ugotować, aby było jedzenie, tutaj posprzątać, tutaj wyremontować i… brakuje nam czasu dla nas i naszych bliskich.

Tylko czy rzeczywiście chcemy ciągle być tymi, którzy dla nikogo nie mają czasu? Czy nasze dziecko za parę lat ma pamiętać swoje dzieciństwo jako telewizję, komputer i ciągle zagonionych rodziców?

Parę lat temu wybraliśmy się z naszym najstarszym synem (wtedy jeszcze jedynym) na narty. Miał to być jednodniowy wyjazd, ale było tak miło, że Wojtek namówił nas, abyśmy zostali na niedziele. Nieprzygotowani na nocleg, trochę szukaliśmy powodu, aby nie zostać. Mówiliśmy, że pewnie nie ma miejsca do spania itp. Gdy w końcu zdecydowaliśmy się zapytać o wolny pokój w karczmie, ku naszemu zdziwieniu okazało się, że miejsce jest i spędziliśmy kolejny miły dzień na śnieżnych harcach. A potem jeszcze przez parę lat nasz syn mówił, a nie mówiłem, że jest miejsce do spania… Widać, że zapamiętał tą naszą wyprawę.

Innym razem w jakiejś grze terenowej wygraliśmy karnety zniżkowe na ściankę wspinaczkową. Nigdy nie byłem alpinistą, ale wyprawa do tego centrum znów okazała się świetną zabawą (tym bardziej, że umówiliśmy się tam ze znajomymi) i teraz dzieci co jakiś czas pytają kiedy znów tam pójdziemy.

Chociaż są też przykre wspomnienia z takich wypraw, jak rozbite czoło po wjechaniu na sankach w drzewo, rozbita broda po wywrotce na lodowisku… to są to wspomnienia, które w końcu budują „smak” dzieciństwa. Myślę, że to one są tym, do czego potem często wracamy. Co będąc dorosłymi może chcemy przenieść do naszego domu, jeśli się nam podobało. Za czym tęsknimy gdy jest nam źle lub po prostu nie mamy czasu.

Raczej nigdy nie wspominamy, że na półkach było mniej kurzu, a w portfelu rodziców o 100 zł więcej. Troszcząc się więc o byt naszej rodziny pamiętajmy też o tych chwilach z najbliższymi.

Często nie muszą to być jakieś ekstra rzeczy, jakieś drogie zabawy. Wystarczy pomysłowe wykorzystanie tego, co mamy wokół siebie i przeznaczenie na to trochę czasu. Jak dobrze, że jako chrześcijanie powinniśmy świętować niedzielę, bo to może być jeden z takich dni… Powodzenia.