Kapłaństwo

(167 - wrzesień - październik 2009)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Jak w ulu

Agata Jankowiak

Kopia Górka latem przy­pomina pracowity ul. Ta­kie nasuwa mi się spon­taniczne skojarzenie, choć oczy­wiście każda analogia ma jakieś słabe punktu. Dlaczego ul? Dlate­go, że  rośnie kilkakrotnie liczba mieszkańców Centrum – oprócz osób mieszkających tu przez cały rok (a nawet czasem zamiast, bo niektórzy mają zasłużony  urlop) pojawiają się liczni wolontariu­sze. Potrzebna jest pomoc w se­kretariacie (czynnym w „szczycie sezonu” od 7 rano do 11 wieczo­rem), w zakrystii (zarówno w ka­plicy Chrystusa Sługi, jak i w przeraźliwie zimnym mimo letnich upałów dolnym kościele, gdzie znajduje się grób ks. Franciszka), w kuchni (a w II turnusie nawet w trzech kuch-niach!), w diakonii świadectwa (oprowadzanie grup po Cen-trum), w diakonii słowa. Do dyspozycji grup oazowych są osoby z diakonii wyzwolenia i diakonii życia – spędzające czas w nieustannych rozjazdach, za-praszane przez oazy z Podhala, Spisza i nawet Orawy (nie mó-wiąc już o dolinie Popradu). Oprócz tych „sezonowych” miesz­kańców, przez Centrum prze­chodzi codziennie spora liczba odwiedzających gości (głównie grup oazowych), no i są na miej­scu uczestnicy odbywających się w Centrum rekolekcji. Tętniący życiem, brzęczący ul – tak, to jest to.

Oprócz skojarzenia z ulem budzi się drugie skojarzenie – z precyzyjnie skonstruowanym przedsiębiorstwem, gdzie każdy ma wyznaczone rozliczne zada­nia, ale jednocześnie nie ma przesadnie wąskich specjalizacji  i nikt nie wymawia się od nawet najprostszych i najbrudniejszych posług – wiadomo, że to też sa­mo się nie zrobi. Utrzymanie po­rządku, precyzyjne rozdzielenie kto, kiedy, gdzie – Eucharystia, herbata, zwiedzanie… To wyma­ga nieraz silnych nerwów i zdol­ności do ekwilibrystyki :). Szcze­gólnie kiedy zdarzają się niespo­dziewani goście, przekonani (słusznie!), że będą mile widzia­ni. Czasem tylko trudno podjąć decyzję, czy dołączyć 20 osób do grupy uczestniczącej we  mszy św. w kaplicy (strop wytrzyma, ale będzie jeszcze bardziej duszno,) czy też czy do tej w Na­miocie Światła…

Co jeszcze jest charaktery­styczne dla Kopiej Górki latem? Nieprzewidywalność – a raczej konieczność bycia gotowym na wszystko. Przebieranie w wol­nym czasie jabłek czy czereśni albo inne podobne prace – zaw­sze mogą się zdarzyć – choćby  trzeba naprawić odkurzacz. Go­ście z Ameryki, wizyta przewod­niczącego Episkopatu Polski, wpadający na chwilę znany ka­znodzieja, niezapowiedziana 80-
-osobowa grupa, ksiądz szukają­cy pomocy medycznej dla uczestni­ka wycieczki w sobotnie popołu­dnie, zbłąkany turysta („tu gdzieś podobno idzie szlak na Lubań”), kapłan na wakacjach szukający noclegu późnym wie­czorem, oazowicze przebywający na urlo­pie wpadający na chwilę by za­pytać co słychać – to w su­mie standard, niemal codzien­ność. Przywitani będą z uśmie­chem.  Warto pamiętać, że ten uśmiech to czasem małe bohater­stwo – bo zamiast skorzystać z zaplanowanego wolnego dnia (nikt przez 10 dni nie zgłosił się na ten dzień) trzeba zająć się nie­spodziewanie zjawiającą się gru­pą. Ale nie ma skarg – to prze­cież służba, diakonia – podejmo­wana z ochotą i radością.

Radość – to kolejny, może na­wet najważniejszy, element wa­kacyjnego posługiwania na Ko­piej. Służba dla innych daje ra­dość. Jasne – czasem ma się po prostu dość, męczą nie tylko roz­liczne obowiązki, ale i zwykle ludzkie słabości – ale jednak ra­dość jest dla mnie podstawową cechą charakterystyczną wo-lontariatu w Krościenku. Myślę, że nie tylko dla mnie – w końcu szereg osób wraca tu każdego roku…

Wolontariusze na Kopiej to też pierwsze „pogotowie modli­tewne”. Nierzadko sekretariat na Kopiej odbiera telefony z prośbą o modlitwę w nagłych wypad­kach. Znamienna sytuacja z aga­py podczas I turnusu – późny wieczór, jedna z pań schodzi z góry z informacją, że potrzebna jest modlitwa. Rozbawione towa­rzystwo poważnieje w ułamku sekundy, po chwili zaczyna się modlitwa za wstawiennictwem Ojca.

Szczerze podziwiam ludzi, którzy z chęcią ofiarowują swój urlop (czasem jedyny) na posłu­gę w Centrum. Podziwiam ich pracowitość, ofiarność, dobry hu­mor, cierpliwość. Nie jest łatwo budować wspólnotę w roz­bieganiu, mnóstwie obowiąz­ków. A jednak – wspólne nie­szpory, adoracja, dzielenie się posługami, wzajemna troska („to zejdź na obiad, ja tu posiedzę”)  owocuje tworzeniem się cennej więzi. Nawet jeśli nie ma czasu na wspólne ognisko czy wy-prawę w  góry.

Na Kopiej Górce znajdzie się praca przez cały rok. Jest jeszcze  przecież ogromny ogród :)...

 

Darmo otrzymaliście – darmo dawajcie. A dając – otrzyma się o wiele więcej.