Grzech

(135 - luty - marzec 2005)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Jakub żeni się z córkami Labana

Karol Madaj

Rdz 29,13-30

Laban wybiegł na spotkanie Jakuba. Mając na uwadze jego charakter, możemy przypuszczać, że nie był szczery w swoim entuzjazmie. Biegnąc, prawdopodobnie przypominał sobie dary, jakie otrzymał od sługi Abrahama, Eliezera za swoją siostrę i zastanawiał się, co mu teraz przypadnie w udziale. Jakie musiało być jego rozczarowanie, gdy zobaczył, że Jakub nie ma ze sobą ani wielbłądów, ani kosztowności. Zdaniem rabinów, Laban uściskał Jakuba tylko po to, by sprawdzić, czy nie ma on przy sobie jakichś ukrytych skarbów. Tora pokazuje nam tu antywzór gościnności i poucza nas, by nie oceniać ludzi przez pryzmat tego, co posiadają oraz by gościć z radością także tych, którzy niczym nie mogą nam odpłacić.
Jakub zamieszkał u Labana, a ten po miesiącu zadał mu z pozoru niewinne pytania: „Czy masz mi służyć za darmo?”, „Jakiej żądasz zapłaty?”. Jakub chciał dostać Rachelę i zaproponował za nią bardzo wysoką cenę. Miało to być siedem lat pracy dla teścia. Laban przyjął ten hojny dar chętnie, a do tego jeszcze, jak dowiemy się z późniejszej narracji, zamierzał oszukać Jakuba.
Dlaczego Jakub wybrał Rachelę? Bo była zgrabna i piękna. Była też młodsza od Lei, która nie posiadała tak pięknej powierzchowności, a do tego prawdopodobnie miała słabe oczy. Tak więc Jakub kierował się przy wyborze żony głównie jej urodą. Wzrok Boga sięgał jednak dalej. Pan zamierzał zrealizować swoje zamiary względem małżeństwa Jakuba, posługując się chciwością Labana.
Siedmioletni okres narzeczeństwa minął Jakubowi jak kilka dni. Dla wielu narzeczonych sytuacja Jakuba mogłaby stać się umocnieniem: tak bardzo kochał Rachelę, że aż siedem lat był w stanie czekać na ich fizyczne połączenie. W końcu upłynął termin służby i Jakub poprosił teścia o zgodę na ślub. Laban przystał na to i wyprawił trwające siedem dni wesele, które odbyło się w obecności całej wioski. Lecz w noc poślubną wprowadził do namiotu Jakuba nie Rachelę, lecz Leę. Chciał, by Jakub zbliżył się do starszej siostry i przez to był zmuszony ją poślubić. Wtedy to, by uzyskać młodszą, musiałby pracować u niego następne siedem lat.
Godny uwagi jest fakt, że w naszej opowieści nikomu nie przychodzi do głowy oddzielanie seksu od małżeństwa. Akt fizyczny jest dla ludzi Biblii równoznaczny z przysięgą małżeńską. Co prawda Jakub ma potem równocześnie dwie żony, ale to już zupełnie inna historia. Tej praktyki zresztą potem Tora wyraźnie zabrania (Kpł 18, 18). W czasach patriarchów nie było jeszcze Prawa, więc nie można wymagać od ówczesnych, by je przestrzegali.
Dlaczego Jakub nie rozpoznał swojej ukochanej? Być może dlatego, że na weselu, jak to było w zwyczaju, nie szczędzono wina, a do tego Lea miała na sobie welon. Jest też inne wytłumaczenie: taki był po prostu Boży plan wobec Jakuba. Gdyby Pan zechciał, prawda wyszłaby na jaw i machinacje Labana na nic by się nie zdały. Jednak Jego wolą było, by to właśnie Lea została pierwszą żoną Jakuba i matką połowy synów Izraela. Zdaniem jednego rabina: „Rachela miała być partnerką dla Jakuba na tym świecie, zaś Lea w świecie ducha. Rachela zrodziła Józefa, który uratował rodzinę od fizycznego głodu, ale to Lea wdała na świat Lewiego i Judę, którzy byli początkiem rodu kapłanów i dynastii królów”. To właśnie potomek Lei miał być Mesjaszem, wybawcą Izraela, tym który wskazał drogę do świata duchowego, do domu Ojca, gdzie każdy będzie mógł za darmo zaspokoić głód swojej duszy.
Taki był plan Boga. Nie mógł o nim wiedzieć Jakub. Zwróćmy teraz uwagę na postawę Sprawiedliwego. Mimo iż nie rozumie Bożych wyroków i z pewnością nie jest zadowolony z niechcianej żony, to jednak nie złorzeczy. Po chwilowym buncie akceptuje to, że w życiu nie wszystko musi układać się po jego myśli, nawet w tak fundamentalnych sprawach jak małżeństwo, rodzina czy praca. Godzi się na Boże działanie w tych wydarzeniach i z pokorą pracuje dla nieuczciwego teścia, który na domiar złego nie przyznaje się do winy, a swoje oszustwo tłumaczy zwyczajami społeczności. Stąd płynie dla nas nauka, by ufać Panu, że wszystko, co nas spotyka trudnego, ostatecznie służy dobru. Niekoniecznie naszemu doczesnemu szczęściu, ale na pewno Bożym planom wobec ludzi, które z całą pewnością są bardzo dobre.