Finanse - nasze, Kościoła, Ruchu

(142 - luty - marzec 2006)

Jałmużna

Karol Madaj

Według Tory ziemskie dobra są rodzajem pożyczki udzielonej ludziom przez Najwyższego

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w syna­gogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie le­wa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mt 6,2-4).

Greckie słowo „eleemosyne" (jałmużna) oznacza powodowaną współczuciem ofiarę dla ubogich składaną w obecności Boga. W sformułowanym podczas Kazania na Górze Nowym Prawie, Jezus czyni z niej jeden z filarów chrześcijańskiej pobożności (Mt
6,1-18). W swoim nauczaniu nie tłumaczy jednak, czym jest jałmużna, gdyż dla żyjących wte­dy Żydów była to rzecz naturalna i oczywista. Niestety współcześnie często zapomina się o prawdziwym sensie ofiary dla biednych. Dlatego zanim przejdziemy do rozważania „rzeczy nowych", zajrzymy do skarbca Starego Testamentu oraz mądrości starożytnych ióbujemy znaleźć w nim odpowiedź na pytanie o istotę jałmużny.

Według Tory ziemskie dobra są rodzajem po­życzki udzielonej ludziom przez Najwyższego. Boga­ci mają obowiązek „czynić sprawiedliwość", czyli właściwie gospodarzyć otrzymanymi pieniędzmi. Biedni z kolei mają prawo domagać się dla siebie środków do życia, gdyż to się im po prostu słusznie należy. By nikt nie zapomniał o swojej powinności, dawanie jałmużny było w Starym Testamencie uregulowane prawnie. Izraelici byli zobligowani do dawania dziesięciny, której przeznaczeniem była między innymi pomoc ubogim (Pwt 14,28). Taki „podatek" nie mógł jednak w całości zapobiec biedzie. Co więcej, zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie znajdujemy zapewnienie, że biednych, którym będzie można pomagać, nigdy nie zabraknie (Pwt 15,11; Mt 26,11). Za dziesięcinę nie można więc było „kupić" czystego sumienia, aący mieli czuć się zaproszeni do „szczodrego otwarcia ręki" i dawania na potrzeby bliźnich więcej niż obowiązkowe 10 proc. Akcentowano potrzebę gotowości do pomocy ubogim nie tylko przy płace­niu rocznej dziesięciny, ale i podczas całego roku. (Rabini, świadomi zasad ekonomii, nie zalecali ofia­rowywania na cele charytatywne sumy przekracza­jącej 20 proc. dochodów, gdyż, jak tłumaczyli, Pan Bóg nie chce zubożenia bogatego. Jakkolwiek chrześcijańskie miłosierdzie nie ma takich granic, to jednak i dla nas jest to nauka, by nie popaść w przesadną hojność, gdyż nie będziemy w stanie skutecznie po­magać innym.)

 Z czasem zaczęto przypisywać dawaniu jałmużny moc zmywania grzechów, podobną do tej, jaką miało składanie ofiar (Dn 4,24; Tob 12,9; Syr 3,30nn). Wierzono, że jał­mużna nie tylko zapewnia Boże błogosławieństwo, ale i ochrania przed nagłą śmiercią oraz ratuje duszę przed wieczną zagładą (por. Prz 10,2). By jednak jałmużna osiągnęła swój cel, muszą być spełnione pewne warunki.

Po pierwsze nie należy jej dawać ludziom bezbożnym (Syr 12,1-7; Tob 4,7nn). Ofia­rowując pieniądze ludziom niegodziwym, tylko pomnaża się zło. Można to wytłumaczyć na współczesnym przykładzie. Gdy dajemy dworcowemu alkoholikowi „na bilet", tym sa­mym składamy się na tanie wino i jesteśmy częściowo odpowiedzialni za złe skutki wypi­cia tej butelki. Można jednak zadać tutaj pytanie: Czy wolno nam decydować, kto jest sprawiedliwy, a kto nie (por. Łk 6,37)? We wczesnochrześcijańskim dziele pt. „Pasterz" Hermasa możemy odnaleźć echo takich wątpliwości: „Czyń dobrze i dawaj wszystkim potrzebującym z prostotą, nie roztrząsając komu masz dawać, a komu nie dawać. (...) Ci, którzy brali, zdadzą sprawę Bogu, dlaczego wzięli i w jakim celu brali. Ci, (...) którzy oszukiwali po to, aby brać, poniosą karę. Ten kto daje winy żadnej nie ma..." (27,4-6). Przypomnijmy, że przytoczony fragment nie jest pismem natchnionym i dlatego nie zna­lazł się w kanonie ksiąg świętych. Reasumując, jeżeli korzystając z daru roztropności stwierdzimy, że proszący o jałmużnę jest człowiekiem uczciwym, nie bójmy się mu jej dać. Jeżeli jednak mamy uzasadnione wątpliwości, czy ten ktoś dobrze użyje naszych pieniędzy, nie ryzykujmy.

Biblia mówi też, że nie wystarczy sama tylko ofiara, ale jeszcze trzeba modlić się za tego, któremu się pomaga (rabinacka interpretacja Ps 41,2). Jałmużnę można wzbogacić nie tylko modlitwą, ale i postem (Prz 22,9). We wspomnianym już „Pasterzu" Hermasa czytamy: „Oto jak ma wyglądać post (...) nie weźmiesz do ust niczego oprócz chleba iwody, obliczysz natomiast, ile byś wydał tego dnia na swoje jedzenie. I tę sumę dasz jakiejś wdowie, sierocie albo ubogiemu. W taki właśnie sposób uniżysz się, a ten, kto dzię­ki twemu uniżeniu się nasyci, będzie modlił się za ciebie do Pana" (56, 5-7). Trzeba przy tym pamiętać, że nie wolno w czasie takiego postu być ponurym (Mt 6,16), gdyż to ra­dosnego dawcę Bóg miłuje (Pwt 15,10; 2 Kor 9,7).

Nikt nie może czuć się zwolnionym z obowiązku dawania jałmużny. Zdaniem Syracha „dobroczynność nie jest dla tego (...) kto nie udziela jałmużny" (Syr 12,3)! Wynika stąd, że nawet ten, kto sam nie potrafi siebie utrzymać, powinien, stosownie do swojej zamoż­ności, dzielić się z ubogimi. Nie należy wstydzić się nawet bardzo skromnej jałmużny (Tob 4,8-10). Zauważmy, że uboga wdowa, która sama była na łasce ludzi, wrzuciła do skarbony dwie małe monety, odpowiadające 1/32 dniówki robotnika. Jezus mówi, że to było wszystko, co miała na swoje utrzymanie. Dzisiaj ta kobieta musiałaby żyć za jakieś dwa złote dziennie! Bóg jednak ceni jej monetę bardziej niż zwitki banknotów rzucane od niechcenia przez bogaczy (Łk 21,1-4).

Jałmużna powinna być dawana w ukryciu. Zdaniem rabinów, ten, kto daje ją jawnie jest grzesznikiem, a Bóg osądzi jego pozornie dobry czyn (Koh 12,14). Dlatego zarówno w świątyni jerozolimskiej, jak i w innych izraelskich miastach, znajdowała się skarbona. Można było do niej niezauważalnie wrzucić ofiarę, którą potem poufnie rozdzielano po­trzebującym. W Talmudzie czytamy: „żaden uczeń mędrca nie powinien mieszkać w mie­ście nie posiadającym skarbony na jałmużnę" (Sanhedrin 17b). Jerozolimska skarbona składała się z trzynastu brązowych naczyń przypominających kształtem trąby. Ich kon­strukcja uniemożliwiała kradzież wrzuconych pieniędzy. W zamierzeniu jałmużna miała być dyskretna, ale możemy sobie wyobrazić, jaki dźwięk wydawało celowe uderzenie mo­netą o brzeg metalowej tuby.

Do tej właśnie świątynnej skarbony nawiązał Je­zus w Kazaniu na Górze. W swoim nauczaniu Zba­wiciel nie zniósł obowiązku składania jałmużny, ani nie zanegował praktykowanej wtedy formy jej udzie­lania. Skrytykował jednak nadużycia jakie pojawiały się (imogą) przy tej szlachetnej praktyce. Je­zus zwraca uwagę, że sama hojność nie wystarczy, by spełnić dobry uczynek. Podobnie jak można po­pełnić grzech zabójstwa lub cudzołóstwa w myślach (Mt 5,21nn), tak też można finansowo wspierać biednych, a sercem wcale się o nich nie troszczyć. Dla Zbawiciela ważniejsze od tego, co ro­bi ręka, jest to, co w tym czasie myśli serce. Jezus wymienia trzy rodzaje postaw przy dawaniu jałmużny.

Po pierwsze można dawać jałmużnę na pokaz, tak by zyskać poklask w oczach ludzi. Fizycznie wrzucać do skarbony pieniądze, lecz nie po to, by wesprzeć biednych, ale by kupić sobie społeczne uznanie. Takich ludzi Jezus nazywa obłudnikami (Mt 6,2). Użyte tu słowo „hupokrites" (hipokryta) w klasycznej grece oznaczało aktora, który zakłada ma­skę, by grać kogoś, kim w rzeczywistości nie jest. Teatralny „hipokryta" nie jest jednak szkodliwy, gdyż widownia wie, że ogląda przedstawienie. Za to jego religijna odmiana zwodzi ludzi naprawdę. Za­kłada maskę pobożności i odgrywa dobry uczynek po to, by usłyszeć oklaski. O takim człowieku Jezus mówi, że odebrał już swoją nagrodę. Chciał kupić aplauz i to mu się udało. Nic mu się więcej nie nale­ży, poza sądem na końcu czasów.

Jest jednak i druga postawa równie niebezpiecz­na. Można unikać chwalenia się jałmużną przez in­nymi, ale szczycić się nią przed samym sobą. Jezus przestrzega swoim uczniów, by „nie wiedziała ich le­wa ręka, co czyni prawa" (Mt 6,3). Nie wystarczy ukryć jałmużnę przed ludźmi. Trzeba ją także uczy­nić niewidoczną dla nas samych. Można dawać pie­niądze nie ze współczucia, ale po to by samemu się lepiej poczuć. Wykorzystać nędzę innych do budo­wania swojego samozadowolenia. Oczywiście nie da się wykonać dosłownie polecenia Jezusa. Jeżeli je­steśmy odpowiedzialni, to planujemy nasze wydatki i wiemy, ile przeznaczamy na jałmużnę. By jednak wypełnić przykazanie Zbawiciela, nie należy cieszyć się z własnej prawości, ale od razu po złożeniu ofia­ry „zapomnieć", że ją daliśmy. Dopiero taka jałmuż­na będzie prawdziwie ukryta.

Jedyne, na co możemy liczyć podczas dawania jałmużny, to uznanie w oczach Boga. Tylko On mo­że nas sprawiedliwie wynagrodzić. Nie należy jed­nak oczekiwać, że Pan Bóg odda nam równowar­tość naszej darowizny. Pieniądze nie są naturalną zapłatą za dar miłości. Bóg jest w stanie odpłacić nam o wiele hojniej. On może dać to, czego ocze­kuje każdy prawdziwie kochający: oglądanie skut­ków działającej miłości, dobra, jakie wyświadczył po­trzebującym nasz dar. Czy może być większa radość i lepsza nagroda od tej, że zobaczymy, jak głodny jest nasycony, nagi przyodziany, a chory wyleczo­ny? Co więcej, w każdej uśmiechniętej twarzy bę­dziemy mogli zobaczyć oblicze Jezusa, który powie: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,40).