Idźcie i głoście

(152 - lipiec - sierpień 2007)

Jesteśmy z Oazy (świadectwo)

Paweł

Wyprawa ewangelizacyjna na oazie I stopnia

Rekolekcje ONŻ I stopnia przeżyłem w Wejherowie w 2005 roku. Piękne miejsce, wspaniali ludzie, posiłki przygotowywane przez panią Genię i rekolekcje moderowane przez księdza Szczepana. Czułem się tam świetnie i wiedziałem, że jestem bardzo blisko Boga. W tej niezwykłej atmosferze czułem, że mam przynajmniej tyle sił do ewangelizacji, ile miał św. Paweł. Nie mogłem się doczekać, kiedy to wydarzenie nastąpi, a gdy to wreszcie się stało, nie posiadałem się z radości. Ewangelizowaliśmy w grupach trzyosobowych. Wyszliśmy do ludzi dwukrotnie podczas piętnastu dni „jedynki”.

Na początku spotkaliśmy Marka, mieszkańca Gdańska. Był on najbardziej dociekliwym z ewangelizowanych przez nas ludzi, będąc jednocześnie na poszukiwaniu własnej drogi życiowej. Zadał nam pytanie o fragment z Pisma świętego. Zdziwił się, kiedy zdjąłem plecak i wyjąłem z niego grubą i ciężką „Tysiąclatkę”. Po krótkiej dyskusji i szukaniu znaleźliśmy fragment z Księgi Wyjścia i przedstawiliśmy mu naszą interpretację. Facet był zachwycony i otworzył się na nas, trochę się o nim dowiedzieliśmy. Obiecałem mu modlitwę i modliłem się za niego przez kilka miesięcy (teraz też czasem przypominam sobie o nim na modlitwie).

Marka spotkaliśmy w pięknym parku im. Włodzimierza Majakowskiego, gdzie „złowiliśmy” także innych nie spodziewających się nas ludzi. Pamiętam panią z dzieckiem w wózku, której przedstawiliśmy Cztery Prawa Życia Duchowego. Za nią też się modliłem, chyba sama nawet prosiła o modlitwę.

Poszliśmy także na wejherowski rynek. Tam spotkaliśmy się z niezrozumieniem jednej starszej pani. Mój kolega podszedł do niej i powiedział „Dzień dobry!”, a pani natychmiast wsadziła torebkę pod pachę i zaczęła uciekać. Poszliśmy dalej. Pewna pani na ławce powiedziała, że „tacy jak my” już z nią przed chwilą rozmawiali. Wybraliśmy mało oryginalne miejsce, poszliśmy więc w inną stronę.

Na rogu jednej z ulic spotkaliśmy studentkę, której aktualnym problemem było zdanie egzaminu na prawo jazdy. Obiecałem jej modlitwę.

Najciekawszy był pan w płaszczu i w okularach, któremu strasznie się spieszyło. Na powitanie „Dzień dobry, jesteśmy z Oazy” odpowiedział: „Tak, a ja z pustyni”. Wyglądał na dobrego rozmówcę, ale szybko poszedł, bo się spieszył.

Spotkaliśmy też jednego stoczniowca, który deklarował się jako ateista. Okazało się, że był ochrzczony, więc próbowaliśmy mu powiedzieć o niezmywalności chrztu i ukazać sens wiary. On był zmęczony pracą i życiem i niezbyt otwarcie rozmawiał.

Jedno spotkanie sprawiło, że totalnie opadłem z sił (chociaż chyba niepotrzebnie). Zaczepiliśmy pana w grubych okularach. Miał problemy z widzeniem i słyszeniem. Udało nam się tylko przekazać, że jesteśmy z Oazy, a on nas skierował do kościoła, obok którego mieszkaliśmy. Teraz myślę, że przeszkody zdrowotne też mogą stać na drodze ewangelizacji. To jest chyba aspekt rzadko brany pod uwagę.

Generalnie ewangelizacja była dla mnie niezwykle istotnym i pouczającym wydarzeniem. Poznałem w pewnym stopniu sposoby, jakimi można ludziom pokazywać Jezusa i trudności, jakie można napotkać. Kilku osobom ofiarowałem modlitwę. Chciałbym to powtórzyć.