Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(185 - kwiecień 2012)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Kiedy następne?

Krzysztof Jankowiak

Co myślimy o małżeństwie, które ma tylko jedno dziecko i od urodzenia tego dziecka minęło już ileś lat? Czy nie traktujemy ich przypadkiem jak egoistów, którzy myślą tylko o wygodnym życiu i z tego powo-du poprzestają na jednym dziecku?

Problem ograniczania rodziny do jednego dziecka istnieje naprawdę. Bardzo wiele współczesnych młodych małżeństw po urodzeniu pierwszego dziecka nie planuje następnego. Ale – choć oczywiście nie pochwalam takiej postawy – nie nazwałbym ich tak lekko egoistami. Przyczyną takich decyzji często bywa kwestia obecności na rynku pracy, rozwoju zawodowego, który może zostać spowolniony lub nawet zupełnie zahamowany wskutek długich zwolnień i urlopu macierzyńskiego a potem wychowawczego. Dzisiejsze polskie realia – mimo iż ciągle się mówi o polityce prorodzinnej – nie sprzyjają rodzicielstwu.

Czy rozwój zawodowy można w ogóle stawiać na jednej płaszczyźnie z podstawowym powołaniem małżonków, jakim jest powołanie do rodzicielstwa? Oczywiście, że nie. Ale troski o rozwój zawodowy nie można utożsamiać z egoizmem. To też jest wartość, choć oczywiście daleko niższa. Można więc w przypadku takich decyzji mówić o zagubieniu w hierarchii wartości, nie o egoizmie. Można też mówić o braku zawierzenia Panu Bogu – wiele małżeństw świadczy, że właśnie po decyzji o poczęciu kolejnego dziecka, podjętej w zaufaniu do Bożego planu, ich sprawy zawodowe rozwiązały się czy posunęły do przodu.

Tak więc kwestia ograniczania rodziny do jednego dziecka jest realnym problemem – choć nie tak prostym, jak się to niekiedy głosi. Ale czy posiadanie tylko jednego dziecka zawsze wynika z podjęcia takiej właśnie decyzji?

Dyskusja związana z tematem in vitro uświadomiła naszemu społeczeństwu, jak wielki jest problem niepłodności. Bardzo wiele małżeństw niesie krzyż braku dzieci, niezaspokojonego pragnienia rodzicielstwa. Nie wszyscy wiedzą jednak, że istnieje coś takiego jak niepłodność wtórna. Polega ona na tym, że po urodzeniu pierwszego dziecka małżeństwo nie może doczekać się kolejnych. Nie dochodzi do poczęcia mimo starań małżonków.

Zdarzają też oczywiście rozmaite dramatyczne sytuacje, które dotykają małżonków starających się o poczęcie – a więc poronienia, urodzenie dziecka, które nie jest zdolne do życia itd. Nie wszyscy chcą o tym mówić (zwłaszcza nieznajomym) i tak naprawdę widząc małżeństwo z jednym dzieckiem, nigdy nie wiemy, co jest przyczyną tej małej dzietności (podobne jak nie wiemy, co jest przyczyną bezdzietności danego małżeństwa).

Paradoksalnie małżonkowie mający jedno dziecko są narażeni na większe niezrozumienie niż małżonkowie bezdzietni. Jak wspomniałem, z problemu bezdzietności dziś już bardziej zdajemy sobie sprawę. Natomiast małżonków dotkniętych niepłodnością wtórną wiele osób łatwo oskarża o egoizm. „Skoro mają dziecko, to problem niepłodności ich nie dotyczy” – rozumują takie osoby. I zdarza się, że rozmaity sposób dają do zrozumienia, co myślą o posiadaniu tylko jednego dziecka.

Te sytuacje niestety mamy obecne w naszym Ruchu. Bardzo cenimy wartość rodzicielstwa, z dumą mówimy o rodzinach wielodzietnych. Za często jednak towarzyszy temu niezrozumienie małżeństw z mniejszą ilością dzieci, niekiedy wręcz piętnowanie ich.

Znajome małżeństwo, bardzo zaangażowane w Domowym Kościele, przez ileś lat bezskutecznie starało się o poczęcie kolejnego dziecka (mieli jednego syna). Bardzo boleśnie przeżywali tę sytuację. Ich ból pogłębiały sytuacje niezrozumienia, z jakimi się stykali. Gdy na przykład zostali wybrani parą rejonową, na pierwszym spotkaniu kręgu diecezjalnego, po przedstawieniu się, spotkali się z uwagą: „Ale chyba nie poprzestaniecie na jednym dziecku?” Nietrudno sobie wyobrazić, jaki ból ta uwaga im sprawiła.

Niepłodność wtórna nie jest rzadką sytuacją. Ja sam wśród moich znajomych – zarówno z kręgów zawodowych jak i ze środowiska oazowego – mam kilka takich małżeństw. A nie o wszystkich przecież muszę wiedzieć. Niekiedy po latach starań takie małżeństwa otrzymują dar powtórnego rodzicielstwa (dopiero wtedy często znajomi dowiadują się o wszystkich latach bezskutecznego oczekiwania), ale przecież nie zawsze tak się dzieje.

Bądźmy więc delikatni i swoimi uwagami, pytaniami czy aluzjami nie dokładajmy innym cierpienia.