Rozeznanie

(215 - kwiecień - maj 2017)

z cyklu "Ze wszystkich narodów"

Kilka słów o Etiop

rozmowa z Magdaleną Plekan

Taka Afryka, którą można zwiedzać, czyli kilka słów o Etiopii 

Etiopia, kolebka wielu obyczajów i kultur, ojczyzna przepysznej kawy, kraj niezwykłych krajobrazów, zielonych gór, błękitnych jezior. Jedno z najbardziej fascynujących miejsc na świecie, które do dziś zaskakuje możliwością poznania najbardziej różnorodnych, dbających o swoje tradycje plemion, a zarazem szczyci się najstarszą chrześcijańską historią. Osoby, które były już w kilku państwach Czarnego Lądu okrzykną ten kraj Afryką, którą można zwiedzać. Pyszne jedzenie, czyste ulice, jakiś niezwykły ład, taki troszkę nie afrykański, piękne kobiety, przystojni mężczyźni, fenomenalne, jak na ten zakątek świata rozwiązania turystyczne, to pierwsze wrażenie. Czy mylne? Trzeba wejść w relacje, porozmawiać z miejscowymi, spędzić tutaj troszkę więcej czasu, pozwolić im sobie zaufać, wysiąść z jeepa i przesiąść się w miejscowe autobusy, posiedzieć kilka godzin z Etiopczykami w kawiarni i wtedy może uchylą się przed nami drzwi nieco innego świata, niż ten, który dostrzegamy będąc zwykłymi turystami.

Wracając z rekolekcji oazowych w Kenii wraz z moją koleżanką Izą postanowiłyśmy doświadczyć odrobinę wyjątkowości tego kraju, zobaczyć stare kościoły w Lalibeli, poznać tamtejszych ludzi, zobaczyć niezwykłe widoki, którymi chciała podzielić się z nami Etiopia, a także rzecz jasna rozsmakować się w kawie i pysznym jedzeniu, którego tak brakowało nam po pobycie w Kenii. W drodze do Etiopii mailowo zapoznałyśmy się z dwoma Magdami, Świeckimi Misjonarkami Komboniankami, które właśnie przebywają w Auasie i postanowiłyśmy odwiedzić ich misję, a czas spędzony tam stał się jednym z najradośniejszych wspomnień z Etiopii. Madzia Plekan, która jest teraz w Polsce na wakacjach po dwóch latach spędzonych w Etiopii i która już niedługo tam wraca, podzieli się z nami swoim doświadczeniem.

Tęsknisz za Etiopią będąc tutaj w Polsce? Czego najbardziej Ci brakuje?

Tęsknię, bo stała się moim drugim domem. Wiadomo, pięknie być w Polsce z bliskimi, spotykać się z przyjaciółmi, ale jednak spora część serca została w Etiopii. Brakuje mi przede wszystkim tamtejszych ludzi, którzy są wyjątkowo dobrzy, otwarci, radośni, ufający Bogu. Brakuje tamtejszego stylu życia, takiego znacznie spokojniejszego, ale w jakiś sposób prawdziwszego, gdzie panuje inny system wartości, a relacje z Bogiem i ludźmi stawiane są przed wszelkimi dobrami materialnymi.

Dlaczego Etiopia?

Bo tak to Pan Bóg zaplanował. Kiedy wraz z Kombonianami szukaliśmy miejsca mojej misji, pisałam do różnych placówek, pytając gdzie przydałabym się jako fizjoterapeutka. To właśnie z Etiopii dostałam pozytywną odpowiedź i zdecydowałam się tam pojechać, mimo że wcześniej o tym kraju zupełnie nie myślałam. Teraz patrząc z perspektywy czasu, to Etiopia przewijała się już wcześniej w różnych momentach mojego życia, np. kiedy byłam na moim pierwszym misyjnym wolontariacie w sierocińcu w Jerozolimie, większość dzieci wyjechała wtedy na wakacje do rodzin, ale tymi, które zostały były właśnie etiopskie maluchy. 

Opowiesz troszeczkę o Twoim powołaniu, jak to się zaczęło, że pomyślałaś o misjach, postanowiłaś rozpocząć formację u Kombonianów, a potem wyjechać?

Temat misji zaczęłam rozważać w liceum. Podejmowałam wtedy decyzję o wyborze studiów i naszła mnie myśl, że mogłabym pójść na medycynę, aby potem zostać lekarką w Afryce. Moim ogromnym wzorem była wtedy i wciąż jest dr Wanda Błeńska. Ze studiami potoczyło się troszkę inaczej i znalazłam się na fizjoterapii. Początkowo było to dla mnie ciężkie do zaakceptowania, ale teraz widzę, jak wspaniale się stało, bo zapotrzebowanie na pomoc fizjoterapeutyczną w Afryce jest spore, a wciąż brakuje specjalistów. 

Na pierwszym roku trafiłam do Akademickiego Koła Misjologicznego, koła naukowego działającego przy wydziale teologicznym w Poznaniu, ale zrzeszającego studentów wszystkich poznańskich uczelni. To właśnie tam, na comiesięcznych spotkaniach koła, coraz bardziej rozkochiwałam się w misjach. Podczas Mszy Świętych i spotkań z misjonarzem dzielącym się doświadczeniem swojej pracy, na spotkaniach formacyjnych, gdzie rozważaliśmy misyjne dokumenty kościoła, na różnych animacjach misyjnych w parafiach i szkołach. Oczywiście bardzo ważnym elementem były również wakacyjne wolontariaty misyjne, w moim przypadku dwa, w Jerozolimie i na Cabo Verde. Te wszystkie teoretyczne i praktyczne doświadczenia utwierdzały mnie w moim powołaniu. Mniej więcej w połowie studiów poznałam Kombonianów. Jest to dla mnie zabawny zbieg okoliczności, ponieważ ojców Kombonianów z Polski spotkałam po raz pierwszy w Rotterdamie podczas spotkania Taize, tam po raz pierwszy usłyszałam o tym zgromadzeniu. Następnie zaczęłam przyjeżdżać na spotkania do Krakowa, wierząc, że to właśnie to! Jeździłam na te spotkania przez kilka lat, w międzyczasie skończyłam studia i podjęłam decyzję, by wyjechać. Wstąpiłam do ruchu Świeckich Misjonarzy Kombonianów, uczestniczyłam w doświadczeniu wspólnotowym, czyli takim już konkretnym przygotowaniu do wyjazdu, zostałam posłana, otrzymałam krzyż misyjny, i wyjechałam, spełniając tym samym swoje największe marzenie.

Czym się tam zajmujesz?

Przede wszystkim zajmuję się fizjoterapią, moim głównym miejscem pracy jest dom dla najuboższych chorych założony przez Misjonarki Miłości. Prowadzę również fizjoterapię w sierocińcach, w których znajdują się niepełnosprawne dzieci, czasami odwiedzam ludzi w domach, jeśli nie mają możliwości przyjść do ośrodka. Poza fizjoterapią dwa razy w tygodniu uczę dzieci w więzieniu.

Opowiedz odrobinę więcej o Twojej posłudze u Misjonarek Miłości oraz o Twoich wizytach w więzieniu.

W domu Misjonarek Miłości znajduje się ok. 350 chorych z najuboższych rodzin, bądź też osób bezdomnych i samotnych. Trafiają tam z najróżniejszymi schorzeniami, najczęściej gruźlicą, chorobą głodową, ranami i zmianami skórnymi, z AIDS, czasem też z nowotworami, chorobami neurologicznymi bądź po różnych urazach. W tym jednym domu mieszkają wspólnie wyznawcy wszystkich religii – chrześcijanie różnych denominacji, muzułmanie, osoby pochodzące z różnych grup etnicznych (wierzenia plemienne), nie ma to tam najmniejszego znaczenia. Tym co tam otrzymują jest oczywiście leczenie, ale też przywracanie godności i poczucia bycia kochanym, jako dzieci Boże. W tym domu mieszka sporo osób w bardzo ciężkim stanie, ale tym co rzuca się w oczy bardziej niż cierpienie, jest tam miłość i nadzieja. Dla pacjentów, którzy wymagają rehabilitacji, jest to często pierwsze spotkanie z taką metodą leczenia. Są bardziej przyzwyczajeni do tabletki czy zastrzyku, niż do różnych ćwiczeń fizycznych. Czasami podchodzą do tego dość sceptycznie, ale powoli przekonują ich efekty. Ci, którym pomogłam zachęcają potem innych. Jeśli pacjentów jest mniej, prowadzę zajęcia dla dzieci, których w ośrodku jest bardzo dużo. Czasem idziemy na spacer, innym razem gramy w gry bądź rysujemy.

A co do więzienia – w Etiopii, gdy rodzic trafi do więzienia, a nie ma z kim zostawić dziecka, idzie ono razem z nim (najczęściej z matką). W więzieniu w Auasie Siostry Kombonianki prowadzą szkołę zawodową dla osadzonych tam kobiet, zauważyły one również potrzebę zajęcia się dziećmi, które mimo tego, iż są w wieku szkolnym, pozostają bez dostępu do edukacji, zwykle całymi dniami nic nie robiąc. Do normalnej szkoły nie mogą pójść, bo ktoś mógłby się zemścić na matce krzywdząc jej dziecko, a chodzenie do szkoły pod eskortą policji niestety też nie jest możliwe. W więzieniu do którego ja chodzę jedna z osadzonych mam została wybrana nieformalną nauczycielką. Jednak sama, nie będąc zbytnio wykształcona, potrzebuje wsparcia. Dołączyłam do niej i razem staramy się uczyć dzieci podstaw, takich jak pisanie (a tu sprawa jest bardziej skomplikowana, niż u nas, bo ich alfabet ma ponad 260 znaków, dodatkowo, żeby nauczyć dzieci angielskiego, muszą poznać alfabet łaciński), czytanie i liczenie. Jest to sporym wyzwaniem, część dzieci radzi sobie niezwykle dobrze, ale inne, ze względu na ciężkie przeżycia, których doświadczyły, mają ogromne problemy ze skupieniem się na zadaniu i na jego wykonaniu. Dzieci te są niesamowicie uparte, chcą zdobywać wiedzę, więc mam nadzieję, że w przyszłości będą miały szanse na dobre życie.

Co jest najtrudniejsze w Twojej misji?

Najtrudniejsza jest chyba bezradność. Na przykład gdy widzę kogoś cierpiącego i nie mogę nic zrobić, by pomóc. A także świadomość, że gdyby ta osoba zgłosiła się po pomoc wcześniej, bądź gdyby była w Polsce, to szanse na wyzdrowienie byłyby znacznie większe. Wtedy powracają do mnie słowa Matki Teresy, że nie musimy robić rzeczy wielkich, ale małe z wielką miłością. Wtedy, gdy prawie nic nie mogę zrobić, staram się chociaż być przy takiej osobie, porozmawiać, wysłuchać, pomodlić się wspólnie. To takie niby nic, ale czasami to jest najważniejsze, by pozwolić się komuś poczuć ważnym i kochanym.

Jakim krajem jest Etiopia? Czy to pierwsze wrażenie, czystego, bezpiecznego, poukładanego Państwa jest prawdziwe?

Etiopia jest krajem pełnym kontrastów, widocznych zwłaszcza w miastach. Z jednej strony Etiopia jest właśnie taka poukładana, rozwijająca się, pełno tu nowych biurowców, dróg, etc. Z drugiej strony to wciąż bardzo biedny kraj, dużo ludzi z wiosek przyjeżdża do miast szukając tam lepszego życia, którego niestety często nie znajdują i lądują na ulicy, zaczynają żebrać, popadają w nałogi, chorują.

Zapraszasz do Etiopii, warto tam przyjechać?

Oczywiście, że tak! Etiopia jest przepiękna, ludzie wspaniali, kawa pyszna! Myślę, że można się tutaj również ubogacić duchowo, będąc w jednym z pierwszych chrześcijańskich krajów, doświadczając etiopskiej liturgii w Kościele Katolickim i ucząc się od tutejszych ludzi wielkiego zaufania Bogu nawet w najtrudniejszych okolicznościach. Tak więc zapraszam, czy to turystycznie czy misyjnie, nawet na kilkutygodniowy wolontariat, możliwości jest mnóstwo! I z pewnością będzie to wspaniały czas.

z Magdą Plekan rozmawiała Judyta Sowa