Patriotyzm

(147 - listopad - grudzień 2006)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Kłopotliwe pytania dziecięce

Jeremie Hughes

Najbardziej kłopotliwe pytania ze strony dzieci podają zwykle w chwili, kiedy stoimy na jednej nodze w zatłoczonym autobusie, gdy starsza sąsiadka wpada na herbatę albo po prostu wtedy, gdy jesteśmy potwornie zajęci.

No cóż, dzieci osobliwie pojmują wyrażenie „odpowiedni moment”. Trzeba jednak przyznać, że czasami ich pytania są właśnie tymi, jakich my, dorośli, sami nie mamy śmiałości zadać, a na które pragnęlibyśmy znać odpowiedź.

Już trzy– i czterolatki zasypują nas pytaniami dosłownie o wszystko, poczynając od: „Jak się robi mróz?” po: „A kiedy ja umrę?” Zawsze przed udzieleniem odpowiedzi powinniśmy dobrze się zastanowić nad tym, o co tak naprawdę dziecko pyta.

Żyjemy podobno w społeczeństwie nie uznającym tematów tabu. Czy tak jest na prawdę? Chyba nie. Potrafimy swobodnie rozmawiać o seksie, natomiast pomijamy milczeniem pytania dotyczące Boga i śmierci, w najlepszym razie odpowiadamy na nie niechętnie i ze skrępowaniem.

Współczesne dzieci zadają pytania, które ich rodzicom i nauczycielom przychodziły do głowy w znacznie starszym wieku. Telewizja i obecny system kształcenia powodują bardzo wczesne uświadamianie dzieci w sprawach często niezwykle trudnych i delikatnych. W rozmowach na boisku w szkole podstawowej podają słowa i wyrażenia, o których poprzednie pokolenie w analogicznym okresie swego rozwoju nawet nie słyszało i które poznawało być może dopiero pod koniec wieku dorastania. Już siedmiolatki pytają o gwałty, homoseksualizm, śmierć, cierpienie i AIDS, oczywiście na równi z zawsze aktualnymi przebojami w rodzaju: „Kto zrobił Pana Boga?” lub „Czy babcia w niebie potrzebuje okularów?”

Dzieci oczekują odpowiedzi na swoje pytania i to najczęściej natychmiast! Zazwyczaj mamy ochotę zbyć je czymś w rodzaju: „Nie teraz, złotko, pomówimy o tym kiedy indziej. Nie widzisz, że jestem zajęta?” albo — jeśli zadają pytania na temat seksu — „Zapytaj mamusię (tatusia)” lub „Jesteś jeszcze za mała i nie zrozumiesz”. Problem polega na tym, że dziecko zapewne nie zdobędzie się więcej na takie pytanie, a gdy będzie starsze, może być już za późno.

Nie znamy oczywiście odpowiedzi na wszystkie dziecięce pytania. Bywa też, że wybrana przez naszą pociechę rzeczywiście nie jest najstosowniejszą chwilą. Nigdy jednak nie musimy zbywać dziecka byle czym. Zawsze można przecież powiedzieć: „Potem sprawdzimy to w książce (encyklopedii, słowniku itp.)” albo: „Zapytamy o to pana Iksińskiego, kiedy go spotkamy, on jest w tych sprawach specjalistą”. I nie zapominajmy o tej obietnicy. Może się zdarzyć, że odpowiedź: „Wytłumaczę ci później” będzie na miejscu, jednak pod warunkiem, iż nie oznacza ona de facto: „Daj mi święty spokój!” Powinniśmy też za wszelką cenę wystrzegać się kłamstw i dwuznaczności. Wykręcenie się za ich pomocą z niezręcznej sytuacji z pewnością prędzej czy później się na nas zemści!

W wypadku wielu pytań trudno o szablonową odpowiedź. Uwzględnić należy bowiem zarówno wiek, jak i stopień rozwoju dziecka oraz jego doświadczenie. Młodsze dzieci, pytając o seks czy o Boga, oczekują zazwyczaj szybkiej, prostej odpowiedzi (co nie znaczy, iż prosta odpowiedź jest zawsze możliwa, zwłaszcza w przypadku pytań dotyczących Boga!). Nie będą wysłuchiwać długich prelekcji na tematy fizjologiczne czy teologiczne.

Łatwo zapominamy o barierze językowej dzielącej dzieci i dorosłych. Mimo że znamy odpowiedź oraz mamy niezbędną wiedzę i doświadczenie, z trudnością przychodzi nam precyzyjne formułowanie treści za pomocą terminów zrozumiałych dla dziecka. Jak wyjaśnić czterolatkowi, czym jest prąd elektryczny? A cóż zrozumie przedszkolak przez zwrot „Zobaczymy, co nam jutro przyniesie”?

„Nie podawaj dziecku nic niestrawnego umysłowo” — ostrzegała mnie kiedyś zaprzyjaźniona nauczycielka, a przy tym matka dwóch bystrych chłopców. —„Odpowiadaj konkretnie na zadane pytanie i nie przeciążaj go informacjami. Z drugiej strony nie możesz go nie doceniać. Wiele zależy bowiem od jego wieku. Czasami wydaje się nam, że zrozumiało odpowiedź i przyjęło informację, a tu po jakimś czasie słyszymy znów to samo pytanie. Dziecko najwyraźniej zapomniało wszystko, co mu poprzednio powiedzieliśmy. Dobre rezultaty daje udzielanie odpowiedzi jak najbardziej powiązanych z dotychczasowym doświadczeniem dziecka. Równie ważne jest uświadomienie mu, że my sami nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania.”

Też mi rada! Zwłaszcza gdy z ust rozczarowanego jedenastolatka słyszymy: „Mamusiu, a ja myślałem, że ty wiesz wszystko!”

Słuchać trzeba nie tylko uszami, ale i sercem, zdarza się bowiem, że zadane pytanie jest pokrywką poważnego problemu. Jeśli w trakcie udzielania odpowiedzi na zdawałoby się błahe pytanie wynikł problem dla dziecka ważny, ale trudny do wyłuszczenia, oznacza to, że musimy jak najszybciej znaleźć czas na dłuższą rozmowę.

To wszystko oczywiście wymaga od nas umiejętności słuchania, uwagi i cierpliwości.

Gdy rozmowę z młodszym dzieckiem prowadzi kilka dorosłych osób, należy starać się, aby udzielane przez każdą z nich odpowiedzi nie były ze sobą sprzeczne. Nadejdzie oczywiście czas, kiedy odpowiedzi otrzymywane przez dziecko od innych ludzi będą się różnić od naszych opinii. Młody człowiek zostanie wtedy zmuszony do szukania prawdy i samodzielnego opowiadania się za danym stanowiskiem. W przypadku dzieci starszych dobrze jest więc nie ukrywać, iż nasz pogląd na pewne sprawy nie jest jedynym możliwym.

Nie wszystkie dzieci zadają pytania wprost. Nie powinno to jednak być wymówką dla rodziców! Czasami aby sprowokować pytanie, trzeba dziecku dostarczyć pewnych informacji. Właśnie poprzez zadawanie pytań dzieci gromadzą wiadomości, które z kolei wzbogacają posiadaną już wiedzę i zachęcają do dalszych pytań.

Idea tego tekstu wyłoniła się podczas spotkania, na którym obecnych było osiem matek uczniów szkoły podstawowej oraz jedna matka czwórki starszych dzieci, które już opuściły dom. Zebrałyśmy się, aby opowiedzieć sobie o niektórych pytaniach naszych pociech, zwłaszcza zaś o pytaniach dotyczących Boga i śmierci...

Czytelnicy, którzy — podobnie jak ja — są osobami wierzącymi, zapewne nie uważają się za zdolnych do odpowiedzenia dzieciom na wszystkie pytania dotyczące życia, śmierci i więzi międzyludzkich. Wierzymy jednak, że źródłem naszej wiedzy jest Bóg, który stworzył nas istotami rozumnymi. Wierzymy, że pragnie On, abyśmy dany przez Niego umysł wykorzystali do odkrywania głębokich prawd egzystencjalnych, do podążania przez życie według Jego zamysłu i do godnego istnienia na tym świecie. Bóg pokazuje, jak powinno wyglądać nasze życie — poprzez swojego Ducha, Słowo i poprzez naszych współbraci w wierze. Tekst ten pisałam z przekonaniem, że Biblia jest właściwym źródłem odpowiedzi na dylematy i problemy spółczesnego świata...

Proponowane odpowiedzi należy traktować jako wskazówki. Niektóre z nich czego jestem aż nazbyt świadoma, są bardzo niepełne. (Żadna z odpowiedzi nie podaje informacji, które usatysfakcjonowałyby osobę dorosłą)... Nasza zdolność rozstrzygania dziecięcych wątpliwości zależy w dużej mierze od odpowiedzi, jakich wcześniej udzieliliśmy sobie sami — w sprawach zarówno wielkiej, jak i małej wagi.

A teraz czas na przykładowe pytania.

Czy mój króliczek pójdzie do nieba, kiedy zdechnie? (dziewięciolatka)

Pan Bóg stworzył zwierzęta i dał nam je pod opiekę. Pan Bóg troszczy się o wszystkie swoje stworzenia. Jezus powiedział nam, że Bóg martwi się o każdego małego ptaszka, który wypada z gniazda na ziemię, na pewno więc można Mu zaufać, że zajmie się twoim króliczkiem.

Co się dzieje z człowiekiem, kiedy umiera?

Wyobraź sobie, że przeprowadzasz się do innego domu. Zostawiasz stary dom, ale zabierasz z niego wszystko, co ci jest potrzebne. Nasze ciało jest jakby takim domem, w którym znajduje się wszystko co jest dla nas ważne. Kiedy umieramy, pozostawiamy stare ciało, bo nie jest nam już potrzebne. Ale to co na prawdę się liczy — „prawdziwi my”, nasza dusza — to zabieramy ze sobą. Tak jak węże zrzucają starą skórę, tak i my — zostawiamy stare ciało, kiedy umieramy. Ale „prawdziwi my” idziemy do nieba.

Widziałeś kiedyś gąsienicę? Wiesz, że zamienia się w pięknego motyla. Z nami jest podobnie. Kiedy żyjemy tu na ziemi, jesteśmy jak ta gąsienica. Dużo jemy, dużo śpimy, żeby nasze ciało było zdrowe. Ale najpiękniejsze chwile dopiero przed nami. Bo kiedy umieramy, zostawiamy stare ciało, tak jak gąsienica. I wtedy nasza dusza mieszkająca w środku starego ciała, dostaje piękne nowe ciało, w którym będziemy żyli u Pana Boga. I z gąsienicy zmieniamy się w motyla.

Kto zrobił Pana Boga? (pytanie trzylatka)

Nikt, Pan Bóg był już wtedy kiedy jeszcze wcale nie było świata. To On stworzył nas i wszystko dookoła. Był od samego początku. Gdyby ktoś inny stworzył Boga, to Pan Bóg nie byłby wcale Bogiem.

Gdzie Pan Bóg mieszkał, zanim stworzył ziemię i niebo? (ośmiolatek)

Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie. Pan Bóg jest zupełnie inny niż my. On nie musi przebywać w danej chwili tylko w jednym miejscu, może być wszędzie na raz. Człowiek nie potrafi tego zrozumieć. Nasz umysł jest za mały, żeby wyobrazić sobie wszechświat, a cóż dopiero mówić o poruszaniu się w czasie. Ale pewnego dnia Pan Bóg da nam poznać odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie przychodzą nam do głowy. Pamiętasz, jak tata mówi ci czasem: „To będę musiał ci wyjaśnić kiedy indziej”? Tak samo Pan Bóg niektóre rzeczy wyjaśni nam w późniejszym czasie.

Dlaczego on ma czarną skórę, a jej mamusia białą? (pięciolatka)

Rodzina jej tatusia pochodzi z kraju, gdzie ludzie mają czarną skórę, a rodzina jej mamusi z kraju, gdzie ludzie są biali. Tak więc ta dziewczynka odziedziczyła kolor skóry po tatusiu.

Jak długo świat będzie trwał?

Tego nie wiemy. Ludzie mogliby zniszczyć świat na przykład przez bombę atomową tak bardzo, że trudno by go było poznać. Za setki milionów lat Ziemia zostałaby być może spalona przez Słońce. Ale Pismo Święte mówi nam, że Pan Bóg postanowił, jak długo świat ma trwać, i nikt oprócz Niego o tym nie wie.

Skąd się wzięła moja siostrzyczka?

Urosła w brzuszku u twojej mamy — odrzekł ksiądz, który jak widać nie stracił rezonu. Niektórym dzieciom wystarczy ta odpowiedź, ale inne zaintrygowane taką wieścią, mogą pytać dalej, jak pewien trzylatek;

Mamusiu, to ty zjadłaś Bena?

Nie, ja go nie zjadłam. Kiedy tatuś i mamusia chcą mieć dziecko, to tatuś wkłada swoje nasionko do brzuszka mamusi. Tam nasionko łączy się z jajeczkiem, a z tego powoli rozwija się dziecko.