Kobiecość

(197 - styczeń 2014)

Kobieta w liturgii

Agnieszka Dzięgielewska

Bardzo łatwo jest ulec schematowi, w którym kobieta, bezbronna istotka, ma do zaoferowania tylko naiwną słodycz i delikatność

W wywiadzie udzielonym we wrześniu br. jezuickiemu czasopismu „La Civilta Cattolica” papież Franciszek zauważył, że "Kobiety zadają głębokie pytania, którymi należy się zająć. Kościół nie może być sobą bez kobiety i jej roli. Kobieta dla Kościoła jest istotna. Maria, kobieta, jest ważniejsza od biskupów. Mówię to, ponieważ nie należy mylić funkcji z godnością. Trzeba więc bardziej pogłębić rolę kobiety w Kościele. Trzeba pracować więcej, aby stworzyć głęboką teologię kobiety. Tylko wykonując tę pracę, będzie można lepiej zrozumieć funkcję kobiety w Kościoła. Geniusz kobiecy jest konieczny w miejscach, w których podejmowane są ważne decyzje. Dzisiejsze wyzwanie jest właśnie takie: zastanowić się nad szczególnym miejscem kobiety, także tam, gdzie sprawowana jest władza w różnych zakresach Kościoła."

Wiele jest dyskusji na temat roli kobiety w liturgii, na temat kapłaństwa kobiet czy ogólnie dopuszczania kobiet do pełnienia funkcji w Kościele. Można zaobserwować cały wachlarz poglądów – od ubolewania, że Kościół nie jest otwarty na równość rozumianą jako dopuszczenie kobiet do tych samych funkcji, które sprawują mężczyźni, aż po głoszenie niewłaściwej interpretacji słów św. Pawła o zachowaniu kobiet w czasie zgromadzeń wspólnot chrześcijańskich. Papież słusznie zauważa, że nie należy mylić funkcji z godnością. Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego poucza, że "Każdy z uczestników zgromadzenia eucharystycznego ma prawo i obowiązek wnieść wkład we wspólne uczestnictwo, w zależności od stopnia święceń i od spełnianej funkcji. Wszyscy zatem, tak słudzy liturgii, jak wierni, pełniąc swoje funkcje, mają czynić tylko to wszystko, co do nich należy, aby w ten sposób w samym porządku akcji liturgicznej ukazywał się Kościół ze swą strukturą różnych święceń i posług” (OWMR 58).

Każdy z uczestników, niezależnie od tego jakiej jest płci. Dlatego hałaśliwe postulaty dotyczące zwiększenia praw kobiet do uczestnictwa i kształtowania liturgii to wyważanie otwartych drzwi i pewne niezrozumienie tego, czym jest rola kobiety i jaka jest rola kobiecości w Kościele. Jeżeli bowiem kobieta będzie po pierwsze dobrze wiedziała i rozumiała, jaka jest jej rola, a po drugie pozwoli jej się tę rolę wypełniać, wszelkie tego typu dyskusje staną się zbędne. W przeważającej większości przypadków problem z kobietą w Kościele bierze się z tego, że nie jest wypełniany pierwszy lub drugi warunek. Więc zamiast rozważać, czy naciskać na Watykan aby dopuścił do kapłaństwa, warto przyjrzeć się nauce i praktyce Kościoła w swoim najbliższym otoczeniu.

Nauka Kościoła

W nauczaniu Kościoła temat kobiety i jej roli pojawił się stosunkowo niedawno – w sposób całościowy podjął go Jan Paweł II w liście apostolskim o godności kobiety „Mulieris dignitatem” z roku 1988. Określił tam, czym jest równouprawnienie w kontekście biblijnym i teologicznym oraz zwrócił uwagę na antropologiczną, społeczną i duchową godność kobiety. Również w swoim dalszym nauczaniu często podkreślał rolę, jaką kobieta ma do odegrania w Kościele, w rodzinie i w społeczeństwie. Czy to znaczy, że Kościół wcześniej nie interesował się zagadnieniem kobiecości? Kobiety były w nim obecne od samego początku, jednak nigdy wcześniej nie było tak silnych nacisków na zmianę postrzegania roli kobiety w Kościele. W obecnych czasach kształtuje się z pewnością nowa wizja rozumienia kobiecości, a – jak zawsze w takich przypadkach – łatwo o wypaczenie założeń, o pójście o krok za daleko, o zniszczenie kobiecości w imię jej ratowania. Kościół, przez swoje nauczanie, chce wspomóc kobiety na drodze odkrywania ich tożsamości, formuły kobiecości odpowiedniej na dzisiejsze czasy, ale zarazem nie zatracającej nic z tego, co jest tej kobiecości istotą i pięknem, Bożym zamiarem na życie każdej z nas. 

Jest to widoczne również w liturgii. Nieprawdą, a przynajmniej niepełną prawdą jest twierdzenie, że Kościół dopiero po soborze (czytaj: pod wpływem działania ruchów feministycznych) otworzył się na posługiwanie kobiet w liturgii i ich większą obecność w życiu Kościoła. Otworzył się bowiem bardziej na obecność i działanie ludzi świeckich – tak mężczyzn, jak i kobiet. I kobiety, tak samo jak mężczyźni, mogą z tego korzystać. Być może mężczyznom jest prościej, bo formacja ministrantów położyła już pewne podstawy pod posługiwanie świeckich mężczyzn, a kobiety muszą dopiero teraz wypracować sobie te podstawy – ale to nie znaczy, że Kościół ugiął się pod wpływem feministycznych postulatów. Trzeba to dobrze rozumieć, inaczej nie zrozumie się roli, jaką kobieta ma do odegrania we współczesnej wspólnocie Kościoła. 

Praktyka posługiwania

W czasie sprawowania liturgii kobieta ma prawo pełnić funkcję lektora, komentatora, kantora, a od 1984 roku ma prawo także – za zgodą biskupa diecezjalnego – pełnić funkcję ministranta. Istnieją również posługi podejmowane poza prezbiterium – pisanie i czytanie wezwań modlitwy powszechnej, pisanie i czytanie komentarzy liturgicznych, służba ładu, przygotowanie procesji z darami czy posługa zakrystianki.

Kobieta może również sprawować funkcję koordynowania posług poza prezbiterium – funkcję precentorki, w godności i wykonywanych zadaniach tożsamą z zadaniami i funkcjami ceremoniarza, tylko podejmowaną poza prezbiterium (dlatego w niektórych rejonach osoba ta nazywana jest również ceremoniarzem). Jest to osoba czuwająca nad porządkiem akcji liturgicznej.

Sprawowane funkcje muszą być skoncentrowane wokół myśli przewodniej celebracji – dlatego osoba podejmująca posługę musi mieć świadomość istnienia tej myśli, zwłaszcza jeśli podejmuje posługę koordynowania wykonywania kilku funkcji. Niezbędna jest znajomość tekstów i przepisów liturgicznych, zasad kształtowania wezwań modlitwy powszechnej czy komentarzy, zasad poprawnego czytania, umiejętność obchodzenia się z mikrofonem itp. Podejmowanie posługi wymaga nieustannego wysiłku, formacji, pogłębiania wiedzy i rozumienia tego, co i dlaczego się robi. Ktoś, kto poważnie podchodzi do posługiwania, będzie dbał o nieustanne doskonalenie się dla dobra całej wspólnoty i siebie samego.

Odkryć swoje powołanie

Można zadawać sobie pytanie, czy kobiety w ogóle są powołane do podejmowania posług na liturgii, czy ich miejscem w Kościele nie jest raczej pełnienie dzieł miłosierdzia czy praca w kancelarii parafialnej (gdzie, swoją drogą, potrzebne są bardziej osoby z mocnymi nerwami i charakterami, a nie łagodne i ciche). Bardzo łatwo jest ulec schematowi, w którym kobieta, bezbronna istotka, ma do zaoferowania tylko naiwną słodycz i delikatność. Taka sobie nie poradzi z koordynacją sprawowania funkcji czy działaniami wymagającymi zdecydowania. A jeśli już sobie poradzi, to musi to być herod-baba, której kobiecość pozostawia wiele do życzenia. Tymczasem każda z nas jest inna, każda została obdarzona swoistymi charyzmatami, darami i uzdolnieniami. Wystarczy, że popatrzę na kobiety z diakonii liturgicznej w diecezji, w której posługuję. Każda z nas jest inna. Ale w każdej widzę piękno kobiecego serca, wyrażone na różne sposoby, w różnych formach, realizujące się w różnych podejmowanych posługach. W tych kobietach – pięknych, silnych, świadomych tego, Komu służą – widzę bogactwo Kościoła, jedność w różnorodności, wielość form i charyzmatów jednoczącą się w harmonijną całość – w posłudze liturgicznej, na cześć i chwałę Bożego imienia, a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego.

Co więc może wnieść kobieta do liturgii? Oczywiście swoją delikatność, łagodność i dyskrecję. Umiejętność patrzenia i dostrzegania potrzeb drugiego człowieka, uczestnika tej samej liturgii – potrafi wypatrzeć tych, którzy sami nie mają odwagi się zgłosić do podjęcia posługi (choć chcieliby), zachęcić, dodać odwagi, dyskretnie i cierpliwie pouczyć. Może łagodzić spory. Przez podzielność uwagi może łatwiej skoordynować działania w różnych miejscach (ambona, stolik z darami). Mając w naturze troskę o drugiego człowieka łatwiej rozpozna potrzeby ludzi, które należy przedstawić Bogu i Kościołowi w czasie modlitwy powszechnej. Ale to nie wszystko – kobieta w swojej naturze jest łagodna, ale może być zarazem silna. Obdarzona zdecydowaniem, pewnością siebie, refleksem, umiejętnością trafnej oceny sytuacji i reagowania na pojawiające się problemy. Dlatego kobieta może być również autorytetem w kwestiach liturgicznych, może wpływać na kształtowanie liturgii posługując swoją wiedzą i doświadczeniem, może uczyć sprawowania posług liturgicznych czy rozumienia teologii liturgii, pisać komentarze czy inne teksty, które mogą być kształtowane w czasie liturgii. Możliwości jest naprawdę wiele i sądzę, że każda kobieta, niezależnie od jej charakteru czy zdolności, może znaleźć swoje miejsce w liturgii.

Czy jest więc idealnie? Oczywiście, że nie. Ale to jest drugi problem, wspomniany na początku – kobieta może wiedzieć jaka jest jej rola, może ją doskonale rozumieć i być dobrze przygotowana do jej wypełniania, ale nie ma takiej możliwości. Spotyka się z niechęcią ze strony proboszcza, księży przeciwnych „plątaniu się kobiet po zakrystii” czy wreszcie ze sceptycznym czy stereotypowym podejściem kolegów – ministrantów. I co wtedy?

Zmiana myślenia o roli kobiety w liturgii – jak każda zmiana – wymaga czasu i cierpliwości. Nie jest to proces łatwy czy szybki – trzeba przecież na nowo przemyśleć i przepracować obecność kobiety w porządku Kościoła. I to zarówno na szczeblu teologii Kościoła, jak i w życiu codziennym poszczególnych parafii. Trzeba uczyć, tłumaczyć, coraz lepiej rozumieć, aby móc to rozumienie przekazać innym. Warto znać nauczanie Kościoła dotyczące kobiety i jej posługiwania w liturgii, aby w czasie ewentualnej rozmowy mieć lepsze argumenty niż „bo chciałabym” czy „bo w innych parafiach kobiety czytają czytania”. Ale z pewnością warto włożyć wysiłek w poznanie i rozumienie stanowiska Kościoła wobec kobiety i jej roli – w liturgii i nie tylko.