Ekumenizm

(139 - wrzesień - październik 2005)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Konfrontacja

Karol Madaj

Jakub po rozmowie z żonami podjął decyzję o opuszczeniu nie­uczciwego teścia. Bał się jednak powiedzieć o tym Labanowi, gdyż ten mógłby zechcieć odebrać mu żony siłą. Dlatego Ja­kub wolał postawić teścia przed faktem dokonanym: wybrał ucieczkę i zwiódł go, nie dając po sobie poznać, że zamierza potajemnie wyje­chać (dosł.: „ukradł mu serce”). Gdy Laban i jego pasterze mieli peł­ne ręce roboty, wsadził dzieci i żony oraz spory dobytek na wielbłądy i przeprawiwszy się przez Eufrat, wyruszył do Kanaanu.

Nie wiedział jednak, że i Rachela skorzystała z zamieszania przy strzyżeniu owiec, by ukraść swojemu ojcu terafim. Prawdopodobnie wierzono, że te posążki bóstw chronią czczących je domowników, zapewniają im płodność i mają moc przepowiadania przyszłości. Były one bardzo cenne, gdyż wykonywano je z kosztownych materiałów, a ich właściciel miał prawo do dziedziczenia majątku. Dlaczego Ra­chela je ukradła? Może nie chciała, by Laban po skonsultowaniu się z nimi odkrył gdzie uciekli, a może zależało jej, by odebrać swoje dro­gocenne dziedzictwo lub zapewnić rodzinie pomyślność? Rabini, ufa­jąc w czystość intencji żony patriarchy, twierdzą jednak, że motywem kradzieży była chęć ustrzeżenia ojca przed bałwochwalstwem. Fakt, że Rachela ukryła posążki w swoim siodle, co uczyniło je rytualnie nieczystymi z powodu jej „kobiecej przypadłości”, mógłby przema­wiać za ostatnią hipotezą.

Jakiekolwiek były intencje Racheli, kradzież terafim i ucieczka Ja­kuba doprowadziły Labana do szału. Gdy tylko dowiedział się, co zasz­ło, zebrał krewnych, wyruszył w pościg i po siedmiu dniach dogonił karawanę na wyżynie Gilead. Tam, w nocy, Bóg interweniował w obronie Jakuba i przemówił do Labana. Rozkazał mu, by nie zmu­szał zięcia do powrotu ani obietnicami, ani groźbami. Pomimo tego na­kazu Laban skierował do patriarchy pełną emocji reprymendę.

Aramejczyk przedstawił w niej siebie jako poszkodowanego ojca i dziadka. W jego przemowie prawda mieszała się z fałszem, łagodne napomnienia z groźbami, a szczerość z hipokryzją. Zarzucał zięciowi ucieczkę, uprowadzenie jego córek (nie: żon Jakuba!), niedopełnienie etykiety odjazdu i kradzież. Hebrajski rdzeń gnb („kraść”) pojawił się trzykrotnie w jego wypowiedzi, z czego możemy wnioskować, że właśnie strata bolała go najbardziej. Laban bał się stracić to, co w je­go mniemaniu do tej pory należało wyłącznie do niego: pełną kon­trolę nad domem, córki i majątek. Zauważmy też, że nie traktował zięcia jak równego sobie partnera, lecz jako zbuntowanego wasala.

Jakub po dwudziestu latach upokorzeń w końcu postanowił otwarcie walczyć o niezależność. Powiedział teściowi o swoim nie­dawnym strachu przed nim, a przekonany o własnej niewinności sam zaproponował przeszukanie wszystkich rzeczy i przeklął złodzieja (Rachela zmarła w drodze). Gdy posążki się nie znalazły, a Jakub po­dejrzewał, że Laban szukał tylko pretekstu do kontroli jego mienia, nie mógł się powstrzymać i wylał przed teściem długo skrywane żale. Przypomniał swoją ciężką, uczciwą pracę i wypomniał nieustanne oszustwa Labana. W jego odpowiedzi widzimy, jak zmężniał przez te lata i z „przebywającego w namiotach” zmienił się w twardego „człowieka pola”, jakim był jego brat Ezaw (w.40, por. Rdz 25,27). Nie wahał się też wyznać swojej wiary i wspomniał o Bogu, który ochra­niał go w pogańskim domu Aramejczyka i od którego pocho­dził cały jego dostatek.

Po tej odpowiedzi Laban jeszcze przez moment nie mógł uwie­rzyć, że Jakub, jego żony i dzieci stanowią już osobną rodzinę. Na szczęście po chwili skapitulował i oddał swoją władzę nad nimi w rę­ce zięcia (w. 43). Co więcej dopiero teraz uznał w nim równorzędne­go partnera i wyraził chęć zawarcia przymierza.        

Dzisiejszy fragment może być dla nas lekcją rozwiązywania pro­blemów w relacji między despotycznym rodzicem a uzależnionym dzieckiem. Jakub kierowany strachem uciekł z domu Labana. Wład­cza ręka teścia sięgała jednak daleko. Dopóki Jakub nie stawił czoła Labanowi i nie wywalczył sobie wolności, nie było szans na wyzwole­nie się spod jego wpływu. Za Labanem stali krewni, gotowi walczyć o zachowanie chorych rodzinnych stosunków. Jakub zaś widział zniszczone relacje w swoim małżeństwie i miał po swojej stronie Bo­ga. Bez pomocy Jahwe wyzwolenie się z zależności wobec teścia by­łoby ponad siły Jakuba. Tora uczy nas tu, że warto polecać Panu nie­uzdrowione relacje w naszych rodzinach, które często mogą utrud­niać nam wypełnianie czwartego przykazania.