Modlitwa

(184 - luty - marzec 2012)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Koniec potopu

Karol Madaj

Jeżeli zapominamy o Bogu, to przeważnie zanurzamy się w grzech powoli i zawsze mamy szansę na nawrócenie

Podczas potopu ziemia nie znalazła się pod wodą w sposób na­gły. Wody podnosiły się przez sto pięćdziesiąt dni. Po ich upływie Bóg uznał, że czas odwrócić porządek zdarzeń (w. 1). Przez kolejne sto pięćdziesiąt dni wody opadały (w. 3). Dla Orygenesa liczba „300" była symbolem Trójcy i chrztu świętego. Ziemia skażona grzechem została przez Boga „zanurzona", po czym - dzięki działaniu Bożego wiatru - „wynurzyła się" jako oczyszczona. Według św. Am­brożego „wiatrem" unoszącym się nad wodami był sam Duch Święty. Zdaniem egzegety z Mediolanu tylko On miał siłę zdolną przepchnąć wszystkie wody potopu, aż za Gibraltar, gdzie - jak wierzono w staro­żytności - kończyła się Ziemia. Autor natchniony opisuje, jak masy wód powróciły na swoje miejsce.

Choć nie musimy zgadzać się z poglądami starożytnych na temat astronomii czy geografii, to sens moralny tych wersetów pozostaje wciąż aktualny. To Bóg jest tym, który czasem pozwala na spustosze­nie, by następnie przynieść wyzwolenie. Na szczęście w naszym życiu duchowym ani jedno ani drugie nie przychodzi nagle, lecz stopniowo. Jeżeli zapominamy o Bogu, to przeważnie zanurzamy się w grzech powoli i zawsze mamy szansę na nawrócenie. Gdy powierzamy się Duchowi Świętemu, On działa w nas „powoli, lecz nieustannie".

Arka wylądowała w krainie Urartu (w. 4) na północy Asyrii, czyli w dzisiejszej Armenii. Zwróćmy uwagę, że Noe wiedział, kiedy przyj­dzie potop. Ta informacja była mu potrzebna do zbudowania arki. Bóg nie objawił mu jednak, kiedy wielka powódź się skończy ani gdzie Noe zejdzie na ląd. Ta wiedza nie pozwalałaby mu ćwiczyć się w po­ko­rze, cierpliwości i zaufaniu do Boga. Z pewnością góry Ararat były dla Noego najlepszym miejscem na rozpoczęcie nowego życia. Tora po­kazuje nam tu, że Bóg w swojej Opatrzności często pozwala swoim wybranym zamieszkać w miejscu, którego istnienia wcześniej nie po­dejrzewali i tym bardziej nie planowali w nim osiąść, a które okazało się być przygotowaną przez Najwyższego przestrzenią ich największe­go życiowego rozwoju. Miejscem, w którym sam Bóg udziela im bło­gosławieństwa (9,1).

Próbując zgłębić tajemnice naszego fragmentu natrafiamy na opis wypuszczania przez Noego ptaków przez okno arki. W tym wysyłaniu latających zwiadowców ojcowie Kościoła dostrzegali bardzo bogatą duchową symbolikę.

Kruk jest zwierzęciem nieczystym, więc nie dziwimy się, że nie przynosi Noemu dobrych wiadomości (w. 7). Starożytni chrześcijańscy komentatorzy widzieli w kruku żywiącym się pozostałą po potopie pa­dliną alegorię chrześcijanina, który grzeszy mimo przyjęcia chrztu. Na ich interpretacje duży wpływ miało greckie tłumaczenie Biblii (LXX), wedle którego kruk nie wrócił do arki. W oparciu o grę słów ciekawie rozwijał tę myśl św. Augustyn w swojej homilii. Człowiek, który pyta­ny, kiedy zamierza zmienić swoje życie, wciąż odpowiada „jutro, ju­tro" (łac. cras, cras), przypomina kraczącego kruka, który odlatuje da­leko od Chrystusa (Noego) i już więcej do Niego nie wraca.

Powracająca do arki gołębica kojarzy się komentatorom dużo le­piej. Hirsch, XIX w. rabin z Frankfurtu nad Menem, nauczał, że gołę­bica, która przez cały rok nie mogła jeść właściwego sobie pokarmu, gdyż głód zmuszał ją do życia na łasce człowieka, wypuszczona na wolność przyniosła sobie do arki gorzki liść oliwki. Jego zdaniem Tora uczy nas, że nawet najbardziej gorzki pokarm na wolności jest lepszy niż najsłodsze jedzenie podawane w niewoli.

Z kolei chrześcijańscy egzegeci widzieli w gołębicy symbol duszy, która nie znalazłszy pokoju w skażonym świecie, powraca do swego spoczynku, czyli do Chrystusa i Jego Kościoła. Podobnie jak Noe wy­ciąga rękę i chwyta gołębicę (w. 9), tak samo Jezus ratuje i pomaga wszystkim, którzy w Nim szukają odpoczynku.    

Gdy gołębica nie wróciła (w. 12), był to dla Noego oczywisty znak, że potop się skończył i można zdjąć dach arki (w.13). Zauważmy jed­nak, że Noe nie wyszedł z arki bez Bożego nakazu i - mimo że ziemia już wyschła - spędził w arce jeszcze prawie dwa miesiące (w. 14). Znamy datę dzienną wejścia Noego na pokład (1.01.601 - por. 7,11) i opuszczenia arki (27.02.602 - por. w. 14). Te dwie daty z kalenda­rza księżycowego wyznaczają dokładnie 365 dni posłusznego przeby­wania Noego w arce.