Sługa Niepokalanej

(216 - lipiec - sierpień 2017)

z cyklu "Ze wszystkich narodów"

Kościół w potrzebie

rozmowa z Tomaszem Zawalą

Wieczernik:Ostatnie lata to okres burzliwych zmian w otaczającym nas świecie. Wiele się dzieje. Wciąż docierają do nas informacje o kolejnych wojnach, prześladowaniach, zamachach. Organizacja, którą reprezentujesz powstała w równie trudnym dla świata okresie. Jakie były początki, jak to się zaczęło?

Tomasz Zawala: W 1946 roku norbertanin z Belgii ojciec Werenfried von Straaten podczas osobistej modlitwy odkrył w sobie powołanie, aby wyjść z pomocą Niemcom. Rok po zakończeniu II wojny światowej – a jego Pan Jezus wzywa by szedł pomagać wrogom.

W pierwszej kolejności skupił się na pomocy żywnościowej, a kolejnym etapem była pomoc duszpasterska. Zakupił wówczas kilka starych autobusów, które przebudował i utworzył z nich przewoźne kaplice. W kraju, w którym kościoły czekały na odbudowę, okazało się to dobrym pomysłem. Jeździł nimi i wraz z innymi kapłanami odprawiał msze święte wobec zgromadzonych na placach tłumów ludzi.

Na początku lat 50. dzieło ojca Werenfrieda zostało przekształcone w stowarzyszenie o nazwie „Kirche in Not” – Kościół w Potrzebie. Po okresie pomocy niesionej Niemcom założyciel dzieła zrozumiał, że pomoc musi być przede wszystkim skierowana za żelazną kurtynę. Ostatecznie podstawowym celem stała się szeroko pojęta pomoc prześladowanemu Kościołowi w świecie.

Jan Paweł II nadał naszemu dziełu status działalności Kościoła powszechnego obejmującego cały świat, a Benedykt XVI podniósł do rangi Papieskiej Fundacji. Obecnie istnieją 22 biura krajowe rozmieszczone na kilku kontynentach, np. poza Europą są placówki w Kanadzie, USA, Brazylii, a najmłodsze biuro otwarto w Korei Południowej.

W.:A kiedy po raz pierwszy pomoc organizacji trafiła do Polski?

T.Z.: W 1955 r. kardynał Stefan Wyszyński prosi ojca Werenfrieda, aby wspomógł formację pastoralną kleryków. Wówczas zainicjowano i sfinansowano stypendia dla seminarzystów przeznaczone na studia na zachodzie. Inna forma pomocy docierającej do Polski to wsparcie materialne budowy seminariów i kościołów, w tym między innymi kościoła Arka Pana w Nowej Hucie. W okresie stanu wojennego szerokim strumieniem płynęły dary materialne dla parafii.

Pomoc dla Polski zakończyła się zasadniczo w latach dziewięćdziesiątych. Obecnie jest kontynuowany jeden program: „Cicha i wierna obecność” wspierający mniszki z zakonów kontemplacyjnych.

W.: Pomoc dla Polski się skończyła, ale przyszedł czas na to, by Polacy pomagali Kościołowi prześladowanemu na świecie.

T.Z.: Na terenie Polski istniejemy od 11 lat. Pierwsze pięć to okres przekonywania lokalnego Kościoła do działań organizacji. Najsilniejszym akcentem i do dzisiaj fundamentem naszej działalności była podjęta 8 lat temu decyzja Episkopatu Polski o tym, że każda druga niedziela listopada będzie dla wszystkich 11 tys. parafii „Dniem Solidarności z Kościołem Prześladowanym”. Kwesta zbierana w tym dniu w znaczący sposób wpłynęła na nasze możliwości finansowania pomocy. Poza Polską tylko biskupi maltańscy zdecydowali się jeszcze na takie posunięcie.

W.:A jaka jest ofiarność Polaków?

T.Z.: Polska zbiera rocznie 4-4,5 mln euro i na miarę tych możliwości organizujemy pomoc. Dla porównania – w laickiej Francji jest to ok. 40-45 mln euro. 

W.:Czy zbierane środki trafiają do jednej puli i są rozdysponowywane do poszczególnych biur krajowych? Czy jest jakaś kontrola dotycząca przekazywanych funduszy?

T.Z.: Środki, które wpływają są poddawane zarówno audytowi urzędów kościelnych jak i świeckich, aby zachować pełną jasność sytuacji finansowej.

Odnośnie podziału środków jest troszkę inaczej. Wszystkie zaproponowane programy pomocowe trafiają do centrali w Köningstein, skąd dla konkretnych biur krajowych jest przydzielany określony pakiet programów. Są programy światowe (np. utrzymywanie obozów dla uchodźców w Kurdystanie), na które składają się wszystkie kraje. Za mniejsze, lokalne akcje odpowiadają biura krajowe. Na przykład. program „Mleko dla Aleppo” należy do Polski – naszym zadaniem jest zapewnić dla 3 tys. dzieci z Aleppo, którym grozi śmierć głodowa, dostawy mleka w proszku. Inny to odbudowa miejscowości Malula, którą to niedawno odwiedził abp Stanisław Gądecki, odpowiedzialny za wizytowanie programów pomocowych z ramienia Episkopatu. Nasze programy cieszą się wsparciem i pomocą ze strony polskiego Kościoła, staramy się więc maksymalnie wykorzystać ten czas. 

W.:Na czym szczególnie skupia się Wasza działalność?

T.Z.: Działamy na trzech podstawowych filarach:

– organizowanie modlitw w parafiach za prześladowanych chrześcijan. Przykładowo w okresie Wielkiego Postu proponujemy 40-dniową modlitwę podejmowaną przez konkretne osoby w określonych intencjach,

– zbiórka środków materialnych,

– prowadzenie akcji informacyjnych dotyczących sytuacji chrześcijan w rejonach świata, w których stanowią mniejszość społeczeństwa.

W.:Dostarczacie niezbędne towary, czy środki na ich zakup?

T.Z.: Zawsze działamy według tego samego schematu – przekazujemy środki pieniężne bezpośrednio do miejsc, gdzie są zainteresowani. Czasem są to proboszczowie, czasem placówki misyjne, a innym razem np. Nuncjatury Apostolskie. A dlaczego tak? Gdyż staramy się, aby przekazywane pieniądze działały niejako podwójnie: np. w Aleppo środki posłużyły do zakupu towarów od dostawców chrześcijańskich – tak uzyskaliśmy potrzebne środki pomocowe i przyczyniliśmy się do napędzenia koniunktury.

Inną formą, w której udało nam się połączyć modlitwę, informację i pomoc materialną to kolportaż książeczki dla dzieci z fragmentami Pisma św. i rysunkami pt: „Bóg przemawia do swoich dzieci”. Zakup tej publikacji skutkuje tym, że dwoje dzieci w krajach misyjnych otrzymuje tę Biblię w swoim języku i niejednokrotnie jest to jedyna ich książka.

W.:Czy w jakiś sposób weryfikujecie projekty pomocowe?

T.Z.: Z uwagi na to, że mamy status Papieskiej Fundacji możemy zaangażować się tylko w te projekty, które zaakceptował biskup miejsca.

Ostatnimi czasy zgłosił się do nas ojciec Andrzej Dzida (poznański werbista pracujący w Sudanie) z własnym projektem dotyczącym budowy „Domu Pokoju”. Miało to być miejsce spotkań dla okolicznej społeczności. Udało się ukończyć budowę i wówczas na obszarze działania ojca Andrzeja doszło do krwawych walk. Jedyny murowany budynek stał się wtedy schronem, w którym wiele osób ocaliło życie podczas silnego ostrzału. Tak to Pan Bóg przygotował ludziom schronienie.

W.:O prześladowaniach chrześcijan słyszymy wiele. Czy mógłbyś pogrupować nieco formy i miejsca o szczególnie trudnych warunkach?

T.Z.: Najkrwawsze prześladowania to rejony północnej Afryki, Bliskiego Wschodu oraz Azji, przede wszystkim Pakistan, Indie i Chiny. Prześladowania administracyjno-prawne to głównie kraje postsowieckie. Francja natomiast przoduje w różnych formach dyskryminacji religijnej i ilości profanacji obiektów sakralnych.

W.:W 2016 roku w naszym kraju przeżywaliśmy Światowe Dni Młodzieży. Wiele ruchów, wspólnot i organizacji w bardzo czynny sposób zaistniało podczas tych dni. Zapewne nie zabrakło też i Was.

T.Z.: Organizator wyznaczył nam pewne zadania. Między innymi zajęliśmy się zorganizowaniem koncertu Piotra Rubika, który miał miejsce 31 lipca na krakowskim Starym Rynku. Zaprezentowane Oratorium „Dla Twego Imienia” powstało na nasze zlecenie i wciąż jest dostępny dwupłytowy album, z którego sprzedaży nadal otrzymujemy środki na cele programowe.

Poza tym w Centrum Formacji na Stadionie Cracovii prezentowaliśmy krótkie filmy dotyczące życia chrześcijan na całym świecie.

W.: A teraz bardziej osobiście. Od dawna jesteś zaangażowany w działalność tej Organizacji? Pracujesz w niej zawodowo, prawda?

T.Z.: Początek nastąpił dwa lata temu w mojej rodzinnej parafii Matki Bożej Pocieszenia na Podolanach w Poznaniu.

Po zwycięskiej ofensywie Państwa Islamskiego pojawiło się wiele relacji i zdjęć z terenów objętych walkami. Wstrząsnęło mną to, co oglądałem i zrodziło się pytanie: co mogę zrobić? 

Wówczas pojawił się u nas przedstawiciel organizacji „Pomoc Kościołowi w Potrzebie” i słysząc o moim pragnieniu zaangażowania się zaproponował mi pracę. Okazało się, że jestem swego rodzaju eksperymentem, gdyż jak do tej pory świeccy nie pełnili podobnych funkcji w szeregach organizacji. Tak powstało biuro poznańskie. Poza nami w Polsce jest jeszcze biuro centralne w Warszawie, biuro w Krakowie i być może niebawem w Trójmieście.