Jedność

(116 - maj - czerwiec 2002)

Kto jest moim bliźnim?

ks. Rafał Krakowiak

Dla Jezusa bliźnim jest każdy, za kogo warto umrzeć, by ów ktoś mógł żyć

Uczony w Prawie (Łk 10,25–29)
A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”
Jezus mu odpowiedział: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”
On rzekł: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego.”
Jezus rzekł do niego: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył.”
Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”

„Kto jest moim bliźnim?” — zapytał Jezusa jakiś uczony w Prawie. Zapytał o to, ponieważ, jak nadmienia św. Łukasz, chciał się usprawiedliwić.
Wcześniej bowiem zrobił z siebie głupca, badając prawowierność Mistrza przy pomocy pytania o życie wieczne. Ów uczony spodziewał się zapewne, że Jezus zacznie opowiadać jakieś niedorzeczności, jaskrawo sprzeczne z tym, co w Prawie Pańskim zapisano, a tymczasem Rabbi z Nazaretu, zręcznie wydobył z pamięci uczonego potrzebny Święty Tekst, po czym słowami: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył.” — pod tymże tekstem się podpisał.
Tekst był zresztą oczywisty. Każdy przeciętnie inteligentny Żyd wiedział, że do życia wiecznego wiedzie droga Bożych Przykazań, z których największe to przykazanie miłości Boga i przykazanie miłości bliźniego. Uczony w Prawie musiał odznaczać się wielką naiwnością, jeśli spodziewał się, że Jezus będzie negował Przykazania. Pewnie dał wiarę opowieściom niektórych faryzeuszy, widzących w Jezusie ciemnego, niewykształconego Galilejczyka, który Prawa Bożego nie znając, przeciwko temuż Prawu występuje. Uczony spostrzegł, że skłaniając się ku takim opiniom o Nazarejczyku i zadając publicznie owo nieszczęsne pytanie o życie wieczne, skompromitował się. Ale przede wszystkim spostrzegł, że ma do czynienia z Kimś, kogo nie można lekceważyć, z Kimś kto być może jest równy (tylko równy?) wiedzą z nim, Uczonym w Prawie. Dlatego też, próbując się usprawiedliwić, postanowił porozmawiać z Jezusem jak równy z równym, jak nauczyciel z nauczycielem, jak rabin z rabinem. I stąd stanowiące zaproszenie do dyskusji uczonych pytanie: „Kto jest moim bliźnim?”

„Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego” — wyjęte z Księgi Kapłańskiej (Kpł 19,18), prosto sformułowane zdanie, w którym wszystko jest jasne.
Żydzi są jednak bardzo dociekliwi i w tym prostym zdaniu zaczęli doszukiwać się niejakich komplikacji. Owe trudności dotyczyły przede wszystkim określenia: „bliźni”.
Kontekst bowiem Księgi Kapłańskiej wskazuje na to, że owym bliźnim jest Izraelita, syn Abrahama, ktoś należący do Narodu Wybranego; tym niemniej ów kontekst nie przesądza, czy bliźnim jest tylko Izraelita, tylko syn Abrahama, tylko ktoś należący do Narodu wybranego. I właśnie ów swego rodzaju brak precyzji Księgi Kapłańskiej był przyczyną dyskusji i sporów, do których nawiązywał Uczony w Prawie, zadając Jezusowi pytanie: „Kto jest moim bliźnim?” Jezus zapewne wiedział, że wielu żydowskich rabinów, bliźniego widziało tylko w synach Abrahama, a tym samym wszystkich pogan oraz odstępców od wiary — czyli Samarytan — nie uważali za bliźnich i zwalniali z obowiązku miłości do nich. Więcej nawet: niektórzy uczeni w Prawie zabraniali Żydom okazywania poganom i Samarytanom życzliwości i miłosierdzia.
Biorąc to wszystko pod uwagę, Jezus dał charakterystyczną dla siebie odpowiedź na postawione przez Uczonego w Prawie pytanie.

Przypowieść (Łk 10,30)
Jezus nawiązując do tego rzekł…
Jezus na pytanie: „Kto jest moim bliźnim?” odpowiedział Przypowieścią o Miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,30–37).
W tej tak bardzo znanej Przypowieści, Chrystus polemizując z większością żydowskich uczonych, bliźniego widzi w każdym człowieku, bez względu na jego pochodzenie, religię czy obyczaje. Więcej nawet: bliźnim jest także wróg i nieprzyjaciel!
Zanim jednak Jezus wraz z Uczonym w Prawie dojdzie do powyższych konkluzji, ukazuje nam w Przypowieści trzy postawy, które człowiek przyjmuje wobec człowieka.

Zbójcy
czyli mieć nienawiść do bliźniego swego
albo krótki traktat o Łotrach (Łk 10,30)
Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko, że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli.
Od czasów Kaina, człowiek potrafi pragnąć zła dla drugiego człowieka i potrafi o to zło zabiegać. Innymi słowy, człowiek jest zdolny do nienawiści, a motywem jej może być pycha, zazdrość, lenistwo i tym podobne grzechy główne.
W Przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie motorem, który popycha zbójców do nienawistnego wystąpienia przeciwko drugiemu człowiekowi, jest najprawdopodobniej chciwość, która powoduje, że złoczyńcy widzą w owym podróżującym do Jerycha nie bliźniego, lecz raczej sposobność do wzbogacenia się.
Charakterystyczne. Człowiek ogarnięty nienawiścią „urzeczawia” tego, którego nienawidzi, widzi w nim „rzecz”, „obiekt”, „sposobność” — „coś” a nie „kogoś” — „coś”, dzięki czemu może się wzbogacić, osiągnąć władzę, udowodnić swą rację, albo uleczyć zranioną dumę.
A to, że owo „coś”, dzięki czemu zbójca wzbogacił się, osiągnął władzę, czy udowodnił swoją rację, pobite, na pół umarłe leży na drodze — nie ma dla zbójcy najmniejszego znaczenia. Nie oglądając się za siebie, odchodzi.
Straszne, prawda? Zbójca jest wielkim łotrem. Ale spróbujmy być nieco przewrotni i zostawiając na chwilę leżącego na drodze człowieka idźmy za tym łotrem. Dlaczego? Ponieważ według nauki Pana Jezusa, zbójcy są też naszymi bliźnimi — bliźnimi, których mamy obowiązek kochać jak siebie samych.
Czy jesteśmy w stanie przebaczyć łotrowi? Czy podamy mu rękę? Domagając się zaś kary dla łotra, pragniemy zemsty czy sprawiedliwości? A może nam się wydaje, że zemsta i sprawiedliwość są tożsame? I czy pamiętamy, że wolą Boga jest, by także i ten łotr, zbójca był zbawiony?
„Kto jest moim bliźnim?” — pytamy Jezusa.
A On odpowiada: „Bliźnim jest każdy człowiek, także ten zagubiony i ciężko grzeszący; także zbójca, łotr. Bo nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9,12–13).

Kapłan i Lewita
czyli bardziej niż bliźniego, kochać siebie samego
albo krótki traktat o Egoistach (Łk 10,31–32)
Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął.
Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.
Obojętność kapłana i lewity jest porażająca.
Porażeni jesteśmy przede wszystkim tym, że ów kapłan i lewita nie pomagają swemu ziomkowi — bo jak z kontekstu Przypowieści wynika, napadnięty przez zbójców człowiek był Żydem, czyli na pewno — także według nauki żydowskich rabinów — bliźnim. Tym samym kapłan i lewita, nie udzielając pomocy poszkodowanemu, nie wypełnili przepisów Prawa, do czego szczególnie byli zobowiązani jako ci, którzy służyli Bogu w Świątyni i Narodowi Wybranemu.
Ryba psuje się od głowy. Jeśli nawet kapłani i lewici nie przestrzegają przepisów Prawa, to co dopiero mówić o innych!
Ten fragment Przypowieści opowiadanej Żydom przez Jezusa, brzmiał pewnie w ich uszach jako najbardziej oburzający. I być może — chcąc bronić kapłana i lewitę — szukali usprawiedliwienia dla ich postępku. Usprawiedliwieniem mógł być pośpiech z jakim dążyli do spełnienia swych świątynnych, czy innych — równie ważnych — obowiązków. Poza tym, ów poraniony, leżący na drodze człowiek wyglądał na umarłego, z którym kontakt mógł skalać (zanieczyścić), a przez to uniemożliwić kapłanowi i lewicie wypełnienie ich świętych obowiązków.
To wszystko prawda. Tym niemniej jest faktem, że ów leżący na drodze Żyd był żyjącym bliźnim potrzebującym pomocy, a kapłan i lewita tej pomocy mu nie udzielili.
Widzieli go, minęli, poszli dalej.
Nie wiem jakimi ludźmi na co dzień byli ów kapłan i lewita, ale ich zachowanie wobec bliźniego na drodze do Jerycha można określić tylko w jeden sposób: podłość.
Podłość jest dzieckiem egoizmu, który pozwala dostrzec Egoiście drugiego człowieka i jego potrzeby, ale nie widzi żadnego racjonalnego powodu, dla którego zaspokajanie owych potrzeb, ma się dokonywać kosztem (kosztem czasu, pieniędzy, przyjemności, sił itd.) Egoisty. Dlatego też Egoista jest porażająco obojętny wobec tego, co dzieje się z bliźnimi i — co jest charakterystyczne — zawsze znajdzie usprawiedliwienie dla swej postawy. Podłe? Podłe!
To o takich ludziach Jezus mówił: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny… Bo wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.” (Mt 25,41–45)
Straszny wyrok wydał Pan Jezus na Egoistów.
Ale zaraz, zaraz… Przecież zgodnie z nauką Chrystusa, owi Egoiści — kapłan, lewita i ilu ich tam jeszcze będzie — są naszymi bliźnimi: bliźnimi, których mamy obowiązek kochać jak siebie samych!
Kochać podłego człowieka? No tak, kochać trzeba, ale lepiej nie mieć z nim nic wspólnego! Jeszcze mnie przekabaci, albo zgorszy. Dzięki Ci Boże, że jestem na tyle silny, by nie myśleć jak egoista tylko o sobie: staram się pomagać potrzebującym, łożę na CARITAS, a dla maturzystów udzielam przy parafii bezpłatnych korepetycji. Nie postępuję podle, tak jak inni, na przykład mój szwagier, który chociaż mógł, nie udzielił mi pożyczki, a miałem wtedy nóż na gardle…
A celnik (egoista, szwagier, kapłan, lewita, itd.) stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. (Łk 18, 9–14)
Nie brak w świecie Egoistów. Nie brak w świecie podłych ludzi.
„Kto jest moim bliźnim?” — pytamy Jezusa.
A On odpowiada: „Bliźnim jest każdy człowiek, także ten myślący tylko o sobie, także ten, wobec którego tak łatwo ulec pokusie pogardy i potępienia. Powiadam wam: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na niego kamień.” (J 8,7)

Samarytanin
czyli kochać bliźniego jak siebie samego
albo krótki traktat o Prawdziwych Chrześcijanach (Łk 10, 33–35)
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.
Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał.”
Żydzi uważali Samarytan za wrogów i fałszerzy prawdziwej wiary. Nienawidzili ich. Samarytanie odpłacali pięknym za nadobne: nienawidzili Żydów.
I oto, wbrew nienawiści, Samarytanin pomaga Żydowi. Niepojęte.
Niepojęte dla słuchaczy Pana Jezusa, którzy po pierwsze żyli w przeświadczeniu, że Samarytanie nie są zdolni do jakichkolwiek dobrych czynów, a po drugie nie mogli doszukać się powodu, dla którego Samarytanin, kosztem czasu i pieniędzy pomógł człowiekowi, którego powinien nienawidzić. Dlaczego pomógł? Kapłan i lewita nie pomogli, a ten podobny do psa Samarytanin pomógł? Dlaczego?
Miłosierny Samarytanin jest typem Prawdziwego Chrześcijanina, który w każdym człowieku widzi bliźniego, bez względu na religię owego człowieka, jego narodową przynależność, obyczaje, którym hołduje, itd. Prawdziwy Chrześcijanin widzi bliźniego także w człowieku, do którego nie czuje sympatii, który jest jego wrogiem, nieprzyjacielem, krzywdzicielem. Wszystkich tych ludzi traktuje jak bliźnich, bo we wszystkich tych ludziach stara się dostrzec Chrystusa.
To o Prawdziwych Chrześcijanach Jezus powiedział: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” (Mt 25,34–40)
Wynika z tego, że miłość do bliźniego jest miłością do Chrystusa.
To wszystko jest jednak bardzo trudne. Mam kochać tych, których nie lubię? Albo tych którzy mnie skrzywdzili? Albo tych, którzy są moimi konkurentami? Przecież to niemożliwe! Czy naprawdę ci wszyscy ludzie są moimi bliźnimi? — pytamy Jezusa.
A On odpowiada: „Naprawdę! Każdego człowieka możesz otoczyć miłością, bo nie domagam się od ciebie byś tych ludzi lubił, lecz byś ich kochał, to znaczy pragnął dla nich dobra i o to dobro dla nich zabiegał. Zaprawdę powiadam Ci: Wszystko co byś chciał, żeby tobie ludzie czynili, i ty im czyń! (Mt 7, 12)

Wezwanie (Łk 10,36–37)
„Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”
On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie.”
Jezus mu rzekł: „Idź, i ty czyń podobnie!”
W ten sposób dotarliśmy do konkluzji: bliźnim naszym jest każdy człowiek; miłosierdzie należy okazywać wszystkim, także wrogom i nieprzyjaciołom — tak jak to uczynił Samarytanin.
Idźcie i czyńcie podobnie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6,27–28.36)

Jezus
czyli kochać bliźniego bardziej niż siebie samego
albo krótki traktat o Bohaterach (Łk 23,44–46)
Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.”
Po tych słowach wyzionął ducha.
Postawa Miłosiernego Samarytanina winna być postawą każdego chrześcijanina. Jesteśmy do tego zobowiązani by kochać bliźniego jak siebie samego. Samarytanin pokazał nam, na czym taka miłość — konieczna, by osiągnąć zbawienie — polega.
Pan Jezus pokazuje nam jeszcze więcej. Poza miłością konieczną, pokazuje nam miłość heroiczną. Na czym ona polega?
Wróćmy do początku.
Kto jest moim bliźnim? — pytamy Jezusa.
I Jezus nam odpowiedział, wskazując na wszystkich ludzi.
Spróbujmy teraz to pytanie zadać nieco inaczej: Panie Jezu, a dla Ciebie? Kto dla Ciebie jest bliźnim?
I Jezus odpowiada. Odpowiada swoją śmiercią na krzyżu. Bo dla Niego bliźnim jest każdy, za kogo warto umrzeć, by ów ktoś mógł żyć — żyć wiecznie. A nie ma takiego człowieka, za którego Chrystus nie chciałby umrzeć — nawet jeśli ów człowiek jest łotrem, czy egoistą. I właśnie dlatego, że ów łotr i egoista ciągle się w nas odzywa, Bóg okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli grzesznikami (Rz 5,8) — kochając nas bardziej, niż siebie samego.