Życie konsekrowane

(193 - maj - czerwiec 2013)

z cyklu "Czego uczy nas Tora?"

Melchizedek

Karol Madaj

Po rozgromieniu armii Kedorlaomera (w. 15n) Abraham wracał na południe w glorii zwycięzcy (w. 17). Na jego spotkanie wy­szedł król Sodomy, ten sam, który wcześniej skrył się do dołu na smołę i czekał w nim, aż wrogowie ograbią miasto i wezmą do nie­woli część jego mieszkańców (w. 10-12). Obecność króla Sodomy zo­staje jednak przyćmiona wejściem na scenę Melchizedeka (w. 18).

Melchizedek („mój król jest sprawiedliwy”) był królem Salem (czyli Jeruzalem – miasta, które było mieszkaniem Boga – Ps 76,3) i jedno­cześnie kapłanem Najwyższego. Pojawiający się nie wiadomo skąd król-kapłan był dla starożytnych postacią bardzo tajemniczą. Stary Te­stament widzi w nim figurę Dawida i Mesjasza (Ps 110). W Nowym Testamencie Melchizedek jest typem Chrystusa-Arcykapłana (Hbr
5-7). Rabini utożsamiali go z Semem, synem Noego, a część Ojców Ko­ścioła widziało w nim samego objawiającego się Syna Bożego. Św. Cyprian w chlebie i winie (w. 18) dostrzegał zapowiedź Eucharystii. Współcześnie uważa się Melchizedeka za jednego ze sprawiedliwych nie-Żydów, którzy podobnie jak Rachab, Rut, Naaman czy trzech Ma­gów, rozpoznali działanie Boga w historii Narodu Wybranego. 

Melchizedek wyprawił królewsko-sakralną ucztę (1 Sm 1,24; 10,3; 16,20), by podziękować Abrahamowi i Bogu za ocalenie. Jego posta­wa z jednej strony uczy nas stosownej do naszych możliwości gościn­ności, z drugiej pokazuje, że ci, którzy doświadczyli dobroci, powinni sami okazywać dobroć. Melchizedek nie tylko pobłogosławił Abraha­ma (w. 19), ale także Boga (w. 20). Błogosławić Tego, który Sam jest źródłem błogosławieństwa, to znaczy uznawać działanie Jego Opatrz­ności. Tora uczy nas, by w każdym spotykającym nas wydarzeniu wi­dzieć zamysł Boga. To Najwyższy powinien otrzymywać chwałę za wszystkie nasze sukcesy, gdyż bez Niego niczego byśmy nie dokonali. Abraham, szanując kapłaństwo Melchizedeka, oddał mu należną Bogu dziesięcinę. Okazywanie wdzięczności jest prawem naturalnym. Jeżeli doświadczamy łaski Boga, dobrze jest wyrazić naszą wdzięczność ja­kimś specjalnym aktem pobożnej dobroczynności (Prz 3,9), a oddanie dziesiątej części naszych dochodów jest na to dobrym sposobem. Je­żeli tylko Jezus jest naszym królem, powinniśmy oddawać Mu we wła­danie nie tylko dziesięcinę, ale także wszystko, co posiadamy.

Zupełnie przeciwną postawę reprezentuje król Sodomy. Mimo że Abraham miał prawo do całości zdobytego na wojnie łupu, ten, pomi­jając wszelkie grzecznościowe formuły, przedstawił patriarsze swoje żądania (w. 21). Taka egoistyczna niewdzięczność, połączona z posta­wą roszczeniową, była charakterystyczna dla Sodomitów (19, 4-9).

Abraham odmówił przyjęcia wojennej zdobyczy (w. 22n). Zrobił to nie z arogancji, ale dla większej chwały Bożej. Prawdopodobnie wy­ciągnął naukę ze swojego spotkania z Faraonem (12,10-13,1) i prze­konał się, że tylko Bóg może obdarzyć go bogactwem (12,2). Abra­ham, znając moralność króla Sodomy, przewidział propagandowy użytek, jaki zrobi on z faktu, że Boży wybraniec wziął cokolwiek z łu­pów (w. 23). Abraham nie chciał nic z bogactwa grzesznego miasta, gdyż miał po swojej stronie Tego, który zapewnia niezliczone dobra. Abraham udowodnił też tym samym, że nie prowadził wojny dla zy­sku. Gdyby przyjął te prawnie należne mu bogactwa, szybko roznio­słyby się pogłoski, że pod pretekstem ratowania bratanka szukał wła­snej korzyści. Jan Kalwin zauważa, że często sprawiedliwa przyczyna staje się tylko pretekstem do tego, żeby toczyć wojnę dla zysku. Doty­czy to nie tylko władców tego świata, ale i nas samych. Czy wyrusza­jąc na nasze małe prywatne wojny (w słusznej sprawie), czynimy to dla chwały Bożej czy własnej?

Z części łupu Abraham dał jednak zapłatę swoim pomocnikom (w. 24 por. Mt 10,10). Do tego faktu nawiązuje w swoich notatkach John Wesley, założyciel kościoła metodystycznego. Jego zdaniem na przykładzie Abrahama Tora uczy nas, że Ci, którzy dla większej chwa­ły Bożej dobrowolnie godzą się na ograniczenia własnej wolności, składając różnego rodzaju ślubowania, nie powinni żądać takich ogra­niczeń od bliźnich ani tym bardziej osądzać ich za to, że takiego ślubo­wania nie złożyli. Nie można samego siebie czynić standardem do mierzenia innych ludzi. Aner, Eszkol i Mamre nie byli zobowiązani ślu­bami Abrahama, nie mieli też udziału w jego obietnicy (12,2).