Praca nad sobą

(176 - styczeń 2011)

Mężczyzna silny miłością

Maciej Tabor

Brak doświadczenia miłości powoduje, że nieustannie koncentrujemy się na naszych „niemęskich” ograniczeniach i kompleksach oraz na ich maskowaniu, zamiast na potencjale, którym zostaliśmy obdarowani

Mężczyzna ma być silny. Cokolwiek przez to rozumiemy, uważamy to twierdzenie za aksjomat. Silne mięśnie, siła woli, skuteczność działania, determinacja, pewność siebie, mocne nerwy, dynamizm, dążenie do władzy, walka i rywalizacja, silne włosy bez łupieżu i tak dalej.

W czym tkwi istota siły chrześcijańskiego mężczyzny, skoro zamiast oddać cios za cios, słyszy, że ma nadstawić drugi policzek, a zmuszany do przejścia tysiąca kroków, powinien przejść dwa tysiące? Poza tym w szkole i na uniwersytecie uczyli nas na przykład, że niejaki Fryderyk Nietzsche dostrzegał w chrześcijaństwie gloryfikację cnót ludzi słabych: pokory, miłosierdzia, uległości. A i w kościołach na co dzień, jakby więcej kobiet, tylko w Boże Narodzenie potężnie brzmią w kolędach dobiegające gdzieś spod chóru barytony i basy.

Czym zatem chrześcijaństwo może pociągnąć mężczyznę? Odpowiedź jest krótka: doświadczeniem miłości. Nie uczuciem, ale osobistym doświadczeniem jej faktu.

Wyjście z więzienia

Pracowałem kiedyś przez kilka lat w więzieniu dla recydywistów. Spotykałem tam wielu mężczyzn, którzy robili wszystko, by sprawić wrażenie bardzo mocnych i niektórych rzeczywiście można było się bać. A równocześnie odnosiło się wrażenie, że ci brutalni, wulgarni i pozbawieni skrupułów faceci odgrywają nieustanny teatr. Niewiele trzeba było, żeby ich wyprowadzić z równowagi, łatwo było ich zranić, byli niezwykle przeczuleni na swoim punkcie. Poza tym kompletnie nie radzili sobie z własnym życiem, choć żaden z nich za skarby świata nie przyznałby się do tego. Ciągle czujni, najeżeni, wycofujący się, wypierający słabość. Powtarzającym się motywem w ich życiorysach był brak doświadczenia miłości. Alkoholizm, przemoc, rozbite rodziny, brutalność – bo czego mogli zaznać dwudziestodwuletni wielokrotni recydywiści, którzy już jako dzieci lub nastolatkowie stali się bywalcami policyjnych izb dziecka i poprawczaków.

W więzieniu ów brak doświadczenia miłości widziało się w formie skumulowanej i niezwykle sugestywnej, ale przecież także na życiu przeciętnych mężczyzn kładą się cieniem rozmaite zranienia, obniżające poczucie ich własnej wartości i wyzwalające różne mechanizmy obronne, takie jak ucieczka w używki, w niewłaściwe przeżywanie seksualności, w robienie kariery, w krzyk i bicie, w świat wirtualnych kontaktów oraz gier, w wulgarność i ironię.

Brak doświadczenia miłości powoduje, że nieustannie koncentrujemy się na naszych „niemęskich” ograniczeniach i kompleksach oraz na ich maskowaniu, zamiast na potencjale, którym zostaliśmy obdarowani. Wielu mężczyzn wyniosło z niedobrych relacji z własnymi ojcami fałszywy obraz Boga: surowego cenzora, nieobecnego, kapryśnego i zmiennego, mściwego, chłodnego i bezwzględnie autorytarnego. Owszem, takiego Boga można się bać, może nawet z dystansem szanować, ale nie sposób wejść z Nim w relację, a przecież potrzebujemy Boga, bo nie możemy być sami dla siebie niewyczerpanym źródłem siły. Bez otwarcia się na Niego nie będziemy także w stanie ułożyć dobrych relacji z żoną, z dziećmi, z szefem, z podwładnymi, z współpracownikami. My, mężczyźni, potrzebujemy Boga, bo nikt nie zna lepiej naszego męskiego serca niż On.

Gdy jednak decydujemy się wejść w relację z PRAWDZIWYM Bogiem, przynosząc do Niego cały bagaż naszych życiowych sukcesów i problemów, musimy być gotowi na niespodzianki.

Pozwolić, by Bóg mnie przytulił

Najpierw Bóg, który widzi nasze męskie lęki, przemawia do nas jak matka, z czułością, bo chce powiedzieć, że Mu na nas zależy – i już tutaj może napotkać odruchową blokadę, bo przecież my, dorośli faceci, nie jesteśmy czułostkowi i nie lubimy przytulania i głaskania po głowie: Nie bój się, robaczku Jakubie, nieboraku Izraelu! Ja cię wspomagam – pisze prorok Izajasz, a Ozeasz roztacza przed nami wizję matczynej troski Boga: A przecież Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem je.

Stań na środku

Potem Bóg zachęca nas, tkwiących w męskiej dumnej rutynie, żebyśmy skończyli z jałowym rozczulaniem się nad sobą i stanęli przed Nim w całej prawdzie naszego poranionego serca, żebyśmy uznali także przed sobą naszą bezradność, która może być preludium ufnej wiary.

Ewangelia opowiada o kilku sytuacjach, w których ludzie pragnący uzdrowienia musieli przepchnąć się przez tłum i stanąć na środku tacy, jacy byli: sparaliżowani i niewidomi. Tak było w synagodze z mężczyzną, który miał uschłą rękę, tak było z paralitykiem przyniesionym na łóżku, tak było z niewidomym Bartymeuszem wrzeszczącym o zmiłowanie u bram Jerycha i uciszanym przez przechodzących.

Czy ja kiedykolwiek odważyłem się tak stanąć przed Jezusem, żeby mógł mnie zapytać: Co chcesz, abym ci uczynił?

Pieczęć bezwarunkowej i nieodwołalnej Miłości

Bóg nie patrzy na moją przeszłość, nie uzależnia swej miłości od jakichkolwiek moich zasług. Trudno będzie to przyjąć mężczyźnie, który dorastał pod okiem skrupulatnie egzekwującego sprawiedliwość, wymagania i kary Ojca. Największą niespodzianką będzie dla niego odkrycie, że na miłość Boga nie musi zasłużyć, że On nie będzie mu wypominał upadków i pomyłek.

Jestem ważny dla Boga, Jego bezwarunkowa i nieodwołalna miłość do mnie jest FAKTEM. Niezwykle obrazowe potwierdzenie tego faktu znajdujemy znów u Izajasza: Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem cię po imieniu; tyś moim! (…) Daję Egipt jako twój okup, Kusz i Sabę w zamian za ciebie. Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję, przeto daję ludzi za ciebie i narody za życie twoje. Nie byłoby w tych słowach nic niezwykłego, gdyby nie to, że poprzedza je gorzka skarga Jahwe na niewierność Izraela: zatwardziałego, ślepego i głuchego na Boże nakazy. Tymczasem Bóg nie stawia swemu ludowi warunków okazania mu miłości.

Dla mężczyzny myślącego często kategoriami racjonalnej sprawiedliwości autentyczne spotkanie z taką miłością będzie życiowym przełomem. A przecież święty Jan pisze, że już nie „Egipt, Kusz i Sabę”, lecz Syna Jednorodzonego Bóg dał, zaś święty Paweł dopowiada, że Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami.

Bez doświadczenia, przeżycia FAKTU bezwarunkowej i nieodwołalnej miłości Boga mężczyzna będzie wciąż po omacku szukał swojej siły. Bóg jest wierny – Izajasz ukazuje ten fakt w innym obrazie: Oto wyryłem cię na obu dłoniach. Moje imię zostało wyryte w ranach dłoni ukrzyżowanego Jezusa – tak Bóg pieczętuje swoją nieodwołalną miłość. Dopiero doświadczenie takiej miłości, daje mężczyźnie prawdziwą siłę.

Zmienisz pagórki w drobną sieczkę

Wtedy Bóg zaczyna przemawiać do nas już nie tylko jak czuła matka, ucząca chodzić, przytulająca do policzka, karmiąca, ale jak ojciec, który wierzy, że jego syna stać nas na wiele, ale jest też zawsze gotów stanąć przy nim jako sprzymierzeniec i pokazuje mu perspektywę wielkiego dzieła. Mówi do każdego mężczyzny jak do Jeremiasza: Nie mów: „Jestem młodzieńcem”, gdyż pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę, i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę. Nie lękaj się ich, bo jestem z tobą, by cię chronić. Ten, który wcześniej był nieborakiem i robaczkiem teraz otrzymuje zapewnienie: Oto Ja przemieniam cię w młockarskie sanie, nowe, o podwójnym rzędzie zębów: ty zmłócisz i wykruszysz góry, zmienisz pagórki w drobną sieczkę – oto wizja godna wojownika! Bóg mówi nam: „Nie koncentruj się na swoich ograniczeniach, zranieniach, przeszkodach – wystarczy Ci mojej łaski. Masz misję do spełnienia: męża, ojca, kapłana, działacza społecznego, polityka, menedżera – zobacz twoja prawdziwą perspektywę!”

Gdybyśmy jednak zachłysnęli się tym Izajaszowym obrazem zwycięskiego wojownika, miażdżącego wszystko na swej drodze, to zaraz staje przed nami pozbawiona przemocy, lecz przemieniająca świat siła Sługi Jahwe: On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku.

Wojownik

I mężczyzna staje do walki. W istocie jest to walka duchowa: nie przeciw krwi i ciału, lecz przeciwko pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. Tu nie ma miejsca na brak czujności, bo i przeciwnik nie śpi. Czemu śpicie – pytał Jezus w Ogrójcu mężczyzn, których wybrał do swojej misji

Mocni miłością Boga – w pełnej zbroi Bożej walczymy o siebie, o swoje żony, o dzieci, o wiarę, o ojczyznę. To pierwsza frontowa misja specjalna męża: pomóc żonie przystroić się na stanięcie przed Bogiem. Święty Paweł mówi o tym poprzez analogię do relacji Chrystusa i Kościoła – mamy wydać siebie samych za nasze żony, to znaczy darzyć je ofiarną miłością, która je uświęca, tak byśmy mogli je kiedyś osobiście przedstawić Bogu: oto moja piękna żona bez skazy czy zmarszczki, święta i nieskalana.

Stańcie więc do walki, przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu!

 

Takich to wojowniczych mężczyzn chce mieć przy sobie Jezus.