Słowo Boże

(155 - styczeń 2008)

Mieć nadzieję

Anna Krynicka

W nadziei już jesteśmy zbawieni - to pierwsze słowa najnowszej encykliki papieża Benedykta XVI, która ukazała się na progu nowego roku liturgicznego.

Lektura papieskiego dokumentu zachęca do wielu refleksji i do stawiania sobie ważnych pytań. Nadzieja - wszyscy wiemy jak wygląda dzisiejszy świat i w czym współczesny człowiek pokłada nadzieję. Dobra materialne, rozwój techniki, postęp nauki. Jakże często prócz zaspokajania swoich potrzeb wielu z nas z nadzieją przyjmuje wiadomości o kolejnych wynalezionych szczepionkach, o nowych lekach, z nadzieją patrzymy na nowe rządy, które sprawią że będzie się żyć lepiej. Wszystko jest dla ludzi. Lecz czy człowiek XXI wieku jest człowiekiem szczęśliwszym niż jego przodkowie? Czy żyje dłużej? Czy jest mniej zmęczony ? Czy ma większy spokój? Czy lepiej się bawi? Czy mniej cierpi? Każdy czas ma swoje zmartwienia, swoje troski i bóle i każdy czas ma swoje nadzieje. Człowiek potrzebuje małych i większych nadziei, które dzień po dniu podtrzymują go w drodze. Jednak bez wielkiej nadziei, która przewyższy pozostałe, są one niewystarczające. W każdym czasie, bez względu na okoliczności człowiek może być w pełni szczęśliwy, pod warunkiem że wie, gdzie swojego szczęścia szukać. Pod warunkiem że wie, gdzie, w czym i w Kim pokładać swoje nadzieje. „Kto ma nadzieję, żyje inaczej, zostało mu dane nowe życie” (n. 2).

Mieć nadzieję to znaczy poznać Boga - prawdziwego Boga, z którym spotkanie przemienia od wewnątrz życie i świat. Pod którego spojrzeniem topnieje wszelki fałsz. Spotkanie z którym przywraca własną tożsamość. Masz wiarę - masz nadzieję niezawodną z którą możesz stawić czoło naszej teraźniejszości. Nie jesteś już niewolnikiem praw, materii i żywiołów tego świata bo jesteś wolny. Masz rozum, wolną wolę i Miłość. Miłość bezwarunkową. Taką od której nic nie jest w stanie Cię odłączyć ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze ani przyszłe... (por. Rz. 8, 38-39) „Kto nie zna Boga, choćby miał wielorakie nadzieje, w gruncie rzeczy nie ma nadziei, wielkiej nadziei, która podtrzymuje całe życie” - pisze Papież (n. 27). Tylko nadzieja która jest pewnością, że na przekór wszelkim niepowodzeniom moje osobiste życie oraz cała historia są pod opieką niezniszczalnej mocy Miłości, i dzięki której i dla której mam odwagę i siłę by działać, by iść naprzód, ma sens. Nadzieja - pewność której nie przyćmią małe osobiste niepowodzenia ani klęski o znaczeniu historycznym.

Jaka jest moja nadzieja? Czy wierzę, czy mam nadzieję że gdy Pan „przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych” to będzie powrót króla, który zaprowadzi sprawiedliwość w sposób którego nie jestem w stanie pojąć, a który dzięki wierze przeczuwam? Czy moja modlitwa jest czasem oczyszczenia, w którym otwieram się na Boga, który uzdalnia mnie do niesienia nadziei innym. Czy osoby które potrafiły żyć w sposób prawy są dla mnie światłami nadziei? Czy moja wiara jest jak wiara Maryi, która nawet w ciemności Wielkiej Soboty była pewnością nadziei, która pozwala czekać na poranek Zmartwychwstania?

SPE SALVI facti sumus - w nadziei już jesteśmy zbawieni..., ten fragment z Listu do Rzymian jest nam tak znany, jesteśmy z nim na tyle osłuchani, że by może umyka nam jego sens. Może nie zauważamy na co dzień tego „już” i słysząc o zbawieniu, myślimy że to po śmierci, kiedyś, być może „jak da Bóg”. Tymczasem On „już” to zbawienie dał. Ono już jest wśród nas. Ojciec Święty przypomina nam dziś, że Dobra Nowina to nie tylko „informacja”, ale orędzie, które coś „sprawia” - ma moc przemienić nasze życie. Zachęcam do osobistych rozważań wraz z Papieżem.