Chrześcijanin wobec natury

(144 - maj - czerwiec 2006)

Między rozumem a wiarą

Marcin Staniewski

O ile ideologizowanie teorii ewolucji jest nieuprawnioną ingerencją „nauki” w sferę wiary, o tyle stwierdzenie, że ewolucja jest niezgodna z wiarą chrześcijańską to podobnie nieuprawniona ingerencja religii w sferę badań naukowych
 Jednym z bardzo popularnych tematów dyskusji związanych z religią jest sprawa sto­sunku Kościoła do teorii ewolucji. Pytanie o ewolucję i nauczanie Kościoła na jej te­mat pojawia się na lekcjach katechezy, w różnych czasopismach, programach radio­wych i telewizyjnych, a bywa także tematem na imprezach towarzyskich czy rodzinnych. W tekście tym napiszę o argumentach i tezach stawianych podczas takich rozmów oraz słów kilka o tym, co mówi oficjalna nauka Kościoła na ten temat.

Najpierw o historycznym tle sporu o ewolucję. Gdy w XIX w. Karol Darwin ogłosił swoją teorię do­boru naturalnego, nie została ona uznana za sprzeczną z nauczaniem Kościoła. Sam Darwin nie uważał, że występuje przeciw prawdom wiary i miał chrześcijański pogrzeb. Problemem stał się fakt wy­korzystania dobrej teorii naukowej do zdecydowanie pseudonaukowych ataków na wiarę chrześcijańską. Darwinizm z nauki stał się czymś w rodzaju ideologii służącej podważeniu prawd Objawienia. Na przeło-mie XIX i XX w. podobnych prób wykorzystania nauki do walki ideologicznej było wię­cej i trzeba uczciwie przyznać, że również ludzie Koś­cioła nie od razu potrafili te dwa obszary oddzie­lić. Niemniej ofi­cjalnie w 1950 roku papież Pius XII w encyklice Humani generis uznał ewolucjonizm za poważną hipotezę, a w 1996 roku Jan Paweł II w przemó­wieniu do Papieskiej Akademii Nauk stwier­dził, iż „nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą”.

     Na podstawie tych dwóch dokumentów można jed­noznacznie stwierdzić, że teoria ewolucji nie jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła. Patrząc szerzej na sprawę wzajemnych relacji nauki i wiary warto przytoczyć Konstytucję Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II: „...badanie metodyczne we wszystkich dyscyplinach nau-kowych, jeżeli tylko prowadzi się je w sposób prawdziwie naukowy i z poszanowaniem norm moralnych, naprawdę nigdy nie będzie się sprzeciwiać wierze”. Z tekstu tego wyni- ka jasno autonomia nauki. I choć, co przyznali również Ojcowie Soboro­wi, wśród chrześcijan nie brakło osób kwestionujących tę autonomię, w oficjalnym na­uczaniu Koś-cioła nie ma żadnych podstaw by kwestionować jakiekolwiek wyniki badań naukowych.

Dlaczego zatem temat stosunku Kościoła do ewolucji ciągle powraca? Jak już wspom­niałem wcześniej, z jednej strony winne jest temu ideologizowanie teorii ewolucji. Teoria naukowa zaczyna służyć niektórym ludziom do walki z religią. Bo skoro teoria ewolucji jest prawdziwa, a Objawienie Boże mówi coś innego na temat pochodzenia roślin, zwie­rząt i ludzi, świata materialnego, to znaczy że Objawienie kłamie. Naukowa teoria ewolu­cji staje się więc (od ponad stu lat) argumentem (jednym z wielu) za tezą, że Biblia to baj­ka, a Kościół istnieje po to, żeby wmawiać prostym ludziom kłamstwa. Teza ta, formuło­wana czasem w dużo bardziej zawoalowany sposób, jest nieuprawnionym użyciem nauk przyrodniczych poza obszarem ich autonomicznego zastosowania. Dlatego że tak jak ani Kościół, ani żadna inna religijna instytucja nie ma powinna oceniać badań naukowych (poza sprawą poszanowania norm moralnych), tak samo pozostając na gruncie nauki nie można formułować czy zmieniać dogmatów wiary. Teologia biblijna już dawno głosi, że opis stworzenia z Księgi Rodzaju to nie traktat naukowy, a poetyckie wyjaśnienie począt­ku istnienia świata, jego Praprzyczyny, napisane w języku ludzi z VI w. przed Chrystu­sem i na ich poziomie wiedzy. Natchniony autor Księgi Rodzaju i Karol Darwin odpo­wiadali na dwa różne pytania, z całkowicie różnej perspektywy, dlatego nie można po­równywać ich odpowiedzi, choć obie mówią o świecie stworzonym.

O ile ideologizowanie teorii ewolucji jest nieuprawnioną ingerencją „nauki” w sferę wiary, o tyle stwierdzenie, że ewolucja jest niezgodna z wiarą chrześcijańską to podobnie nieuprawniona ingerencja religii w sferę badań naukowych. Na skutek z jednej strony dość agresywnych ataków, z drugiej z powodu braku merytorycznego przygotowania, w przeszłości nieraz ludzie Kościoła taką ingerencję czynili. Dziś również zdarzają się takie opinie, choć dzięki wspomnianym wyżej dokumen­tom w Kościele katolickim są one dość rzadkie. Du­żo większy problem jest w wie­lu wspólnotach prote­stanckich, szczególnie w Sta­nach Zjednoczonych, gdzie w sądach toczą się po­ważne procesy związane z nauczaniem o teorii ewo­lucji w szkołach publicz­nych. Ludzie broniący poglą­du, że świat został stwo­rzony w sześć dni i że do­starczane przez nauki przy­rodnicze dowody, iż kształtowanie przyrody mogło trwać dłużej, to Boże narzędzia do wypróbowania wiary człowieka, uwa­żają się przy tym za bardzo gorliwych chrześcijan, bywa że niemal za męczenni­ków. Jednak taka pos­tawa powoduje wiele zgorsze­nia i zwykle jest przy­czyną niechęci do chrześcijań­stwa.

W 1998 roku Jan Paweł II napisał encyklikę Fi­des et ratio o relacjach między wiarą a rozumem. Zaczyna się ona od słów: „Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg za­szczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania praw­dy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek - poznając Go i miłując - mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”. Wia­ra i rozum to dwa dary od Boga, dzięki którym czło­wiek poznaje również otaczającą go rzeczywistość. Ostatecznie zatem dzięki wierze i rozumowi czło­wiek może dojść do pełnej prawdy o swoim pocho­dzeniu i te dwie drogi poznania nie muszą się ze so­bą kłócić.